#ZAFIe

Jako małe dziecko byłam świadkiem przemocy domowej — mój ojciec kilkukrotnie próbował zabić moją mamę. Miałam wtedy kilka lat i nikt nie zadbał o moje bezpieczeństwo ani psychikę. Została we mnie trauma, strach i ogromna pustka po braku ojcowskiej miłości. Z czasem również moja mama przestała się mną interesować. Dorastałam praktycznie sama, w ciągłym napięciu, bez wsparcia emocjonalnego i bez poczucia, że jestem dla kogoś ważna. Szukając akceptacji i miłości, zaczęłam szukać „zastępstwa” w obcych mężczyznach i związkach. Od nastoletnich lat doświadczałam relacji, które mnie raniły — molestowania, wykorzystywania, zdrad. Nie umiałam stawiać granic, oddawałam swoje ciało i emocje, próbując zasłużyć na uczucie. Każdy kolejny zawód tylko bardziej mnie niszczył. W momentach rozstań i załamań nie miałam wsparcia ze strony rodziny — wszystko przeżywałam sama. Ten ciężar doprowadził mnie do autodestrukcyjnych zachowań i myśli, które były dla mnie bardzo niebezpieczne (samookaleczanie). Czułam się niewidzialna, niekochana i niepotrzebna. Nawet osoby, które miały być dorosłe i odpowiedzialne, często dokładały mi bólu zamiast pomocy. Dziś mam 20 lat. Nadal noszę w sobie skutki tamtych doświadczeń, ale uczę się je rozumieć i z nimi żyć. Jestem w związku, który daje mi poczucie spokoju i wsparcia, i po raz pierwszy mam nadzieję na stabilność. 
Dzielę się tą historią nie po to, by wzbudzać litość, ale by pokazać, że za czyimś uśmiechem może kryć się bardzo trudna przeszłość. Każde słowo i każdy gest mają znaczenie — w każdej chwili możemy kogoś zranić albo pomóc mu przetrwać.
Tylkopoco Odpowiedz

Gratulacje za odwagę by zawalczyć o siebie i swoje życie! Trzymaj się!

Meanness Odpowiedz

Dziękuję, że Pani żyje. Można jakoś Pani pomóc? Przepraszam za kłopot. Mam nadzieję, że będzie Pani zawsze zdrowa i szczęśliwa.

Bardzo dziękuję, już nie potrzebuje pomocy. Ale zawsze można pomóc komuś innemu. Mam nadzieję ,że u ciebie i u innych ,którzy to czytali też ułoży sie tak jak mi. <3

Dragomir

Meannes, nie musisz jej "paniować" bo to dziewczyna młodsza od Ciebie, i nie jesteś z nią w relacjach zawodowych gdzie obowiązuje jakaś etykieta (jak do klientów na przykład).

Fajnie że ona żyje i ma się dobrze, bo miała i całe życie będzie mieć pod górkę przez traumę i brak wsparcia rodziców. Na szczęście jest świadoma wielu rzeczy i pracuje nad sobą na miarę własnych możliwości, ogromny plus za to. Ale to czy jakaś randomowa osoba żyje czy nie, nie ma dla Ciebie żadnego znaczenia. Więc to "dziękuję że pani żyje" brzmi dość groteskowo.

Ale prawdziwe kuriozum to "przepraszam za kłopot". Nie przepraszaj że żyjesz, ile razy mam Ci powtarzać. Gdybyś samą siebie obdarzyła choćby połową takiej troski i dobroci jak te obce osoby w komentarzach, byłabyś najbardziej dopieszczoną i zadbaną osobą na świecie.

Dodaj anonimowe wyznanie