#VVP4R

Odkąd pamiętam po naszym osiedlu kręciło się sporo żuli, którzy zawsze pod sklepami chlali piwo. Oczywiście w standardzie było żebranie o hajs każdego przechodnia "kierowniku poratuj złotówką". Tak poza tym byli raczej nieszkodliwi, jedynie bił od nich okropny smród i mocno przeklinali, więc omijaliśmy ich z daleka.
Był jednak jeden taki żul, który użebraną kasę oddawał nam, dzieciakom. Zawsze kiedy bawiliśmy się na ulicy, on podchodził do nas chwiejnym, pijackim krokiem i dawał każdemu po 5 zł, bo "fajne z was dzieciaki". I nie, nie było żadnych podtekstów, w zamian chciał żebyśmy mu tylko pokazali jakieś nowe sztuczki na rolkach czy desce albo jak się wspinamy na trzepak, czy na drzewa, czy też jak gramy w piłkę. Czasami też prosił, żebyśmy mu opowiedzieli jak było w szkole. Czasem sam nam kupował słodycze. To były jeszcze czasy, kiedy rodzice nie dawali tak często kieszonkowego, bo niewiele zarabiali, więc dzieci, nawet te powyżej 10 lat, cieszyły się każdą złotówką.

Pewnego dnia zrobiliśmy dla niego laurki, popisaliśmy na nich życzenia, porobiliśmy rysunki i daliśmy mu je. Jak on się bardzo cieszył, że coś od nas dostał... Niestety krótko po tym zmarł na marskość wątroby.

Mama później mi powiedziała, że ten pijaczek miał córkę i syna, którzy wyjechali za granicę i nie utrzymywali z nim kontaktu. Nigdy nie widział swoich wnuków, wiedział tylko, że je ma, więc traktował dzieci z osiedla jak swoje wnuki.
bazienka Odpowiedz

smutne, ale najprawdopodobniej sam do tego doprowadzil, pijac

Ookami

Albo zaczął pić bo opuścili go bliscy

bazienka

bliscy nie opuszczaja ze zrywaniem wszystkich kontaktow bez powodu...

Ookami

Zdziwiłabyś się.
Czasem dasz dziecku wszystko, a ono wyrośnie na roszczeniowego pasożyta który myśli tylko o sobie

ohlala

@Ookami

A widzisz, bo to wcale nie jest dobre, taka nadgorliwość w kochaniu dziecka. Przytłaczanie go lub wmawianie, że jest najlepsze na świecie. Dziecko trzeba wychowywać rozsądnie. Więc tak, zbierasz najczęściej to, co zasiejesz.

Ostrzenozeinozyczki

Nieprawda. Człowiek rodzi się z pewnymi predyspozycjami i geny nie muszą mieć nic do rzeczy. Dzieciaki z patologicznych domów potrafią wyrosnąć na porządnych ludzi, tak samo dzieci naprawdę normalnych rodziców mogą wyrosnąć na podłych ludzi. Gadając takie bzdury obrażasz wielu porządnych rodziców którzy użerają się z dziećmi po kryminałach albo ośrodkach odwykowych.
Zresztą mało było wyznań o piekielnym rodzeństwie albo kuzynach ? Czasem najlepsze metody wychowawcze to jak groch o ścianę.

Msciwoj82

W sumie nic nie wiemy, może ma za sobą ciężki rozwód i potem żona nastawiła dzieci przeciwko niemu, może wydarzyła się jakaś tragedia której on albo całą rodzina nie wytrzymała, może poświęcał się dla rodziny pracując dzień i noc, a w efekcie dzieci prawie go nie widywały i nie nawiązały z nim żadnej więzi. Różnie może być.

2579937

@ostrze sam piszesz o PREDYSPOZYCJACH. Geny nie determinują tego czy ktoś będzie pracował nad sobą ani tego w jakim środowisku dorasta. Ludzie są jeszcze na bardzo niskim poziomie świadomości, nie kreują swojego charakteru - rodzice hodują dzieci a potem "będzie co ma być". Dopiero powolutku się to zmienia. Mam dużo styczności z tego typu ludźmi i jeszcze mi się nie zdarzyło usłyszeć od dziecka takiego rodzica, że rodzic był zawsze ok. Czasami tak mówili na początku, a potem podczas pracy okazywało się, że np. matka próbowała całe życie rekompensować swoje zachowanie po porodzie, kiedy miała depresję i odrzucała dziecko. W genach może być temperament, nikt nie rodzi się sk"rwysynem. Najwięcej problemów z charakterem powoduje niestety wychowanie.

NeedYou Odpowiedz

Zrobiło mi się bardzo smutno po przeczytaniu tego wyznania.

Lunae Odpowiedz

Szkoda mimo wszystko mężczyzny. Miał złote serce.

homoopathie Odpowiedz

Bardzo smutne wyznanie, szkoda człowieka. Nawet jeśli kiedyś wpadł w nałóg i stracił przez to rodzinę, to zachował jednak dobre serce.

WendyWu Odpowiedz

Ale to smutne :/

szynson Odpowiedz

lubie szynke

matriarchat Odpowiedz

Zanim przeprowadziłam się do domu, też miałam na ośce takiego drobnego pijaczka. Czasami dawał drobne, innym razem coś słodkiego. Grał z nami w piłkę i robiliśmy konkursy kto dalej splunie pestką z czereśni. Nieraz sama z nim siedziałam, jak akurat na osiedlu były pustki. Fajny był z niego gość. Niestety dorośli go nie szanowali i zabraniali się nam z nim zadawać, ale to były inne czasy i dzieciaki nie były pod wieczną obserwacją przewrażliwionych rodziców. Kiedy zmarł, na pogrzebie pojawiła się garstka ludzi, głównie młodzi. Będę go dobrze wspominać.

Dodaj anonimowe wyznanie