#V3Yxl
Miałam wtedy 25 lat. Moja starsza o 5 lat siostra była chora psychicznie, niszczyła życie sobie, rodzicom, ciotkom, wujkom, dziadkom itd. Rzucała talerzami, wszystkich wyzywała, obrażała mnie, moją młodszą siostrę, mamę, tatę, wszystkich, którzy nas odwiedzali, przez nią bardzo szybko straciłam wszystkich znajomych. Cięła się żyletkami, szkłem, nawet nożem do smarowania masła była w stanie się pociąć.
Była bardzo chora, lecz nie chciała się leczyć. Przez nią dziadkowie zmarli na serce rok po roku. Codziennie słychać było "ty urwo, ty szmato, ty taka, ty sraka", bo zwróciło się jej na przykład uwagę, żeby nie zostawiała butów w przedpokoju, czy nawet z tego powodu, że światło w łazience zostawiła zapalone. Biła rodziców, mnie, młodej też się parę razy oberwało. Najgorsze było to, że jej tak jakby sprawiało przyjemność robienie nam krzywdy, ponieważ za każdym jej wyzwiskiem krył się uśmieszek.
Pewnego dnia nie wytrzymałam. Po raz kolejny Ewelina mnie uderzyła, tak więc obmyśliłam plan zemsty. W tamtym okresie mieszkaliśmy na wsi z dala od wszystkich domostw (na tak zwanej kolonii) i mieliśmy malutki, ale bardzo głęboki stawik. Poczekałam, aż Ewelina podejdzie bliżej i... Tak, popchnęłam własną siostrę. Jako że nie umiała pływać, utopiła się. Rodzice akurat byli w polu razem z młodą. Szukali jej, ale nie mogli jej znaleźć, pytali się, czy nie wiedzieliśmy gdzieś Eweliny. Młoda zgodnie z prawdą powiedziała, że nie, ja także powiedziałam, że jej nie widziałam.
Po dwóch dniach rodzice odchodząc od zmysłów (bali się, że Ewela pojechała do sąsiedniego miasteczka i tam się zgubiła, często tak robiła, ale zawsze wracała) zadzwonili na policję. Akurat w ten dzień było parno, zwłoki wypłynęły. Policja przyjechała, a jako że nie było żadnych świadków, uznano to za nieszczęśliwy wypadek. Trzy dni później był pogrzeb Eweliny, na którym byli tylko rodzice, ja, siostra i nikogo więcej. Nigdy tego nie zapomnę.
Dziwny masz styl pisania jak na 50 latkę
zwłaszcza "jeb do stawu"
Obstawiam że autorka ma około 40 lat. I takie słownictwo to słyszałem od osób w takim wieku.
Biorąc pod uwagę liczby, zawarte w wyznaniu, ma 50 lat. O ile zakładamy, że jest prawdziwe.
Też zwróciłam uwagę na jej styl pisania. Sprawia, że nie jestem w stanie w nie uwierzyć.
@Waniliowabeza
Nie chodzi o to, że ma być napisane językiem wysokim, bo wiek nie równa się inteligencji czy wykształceniu, ale mimo wszystko styl sugeruje kogoś młodszego.
Moja znajoma z poprzedniej pracy jest koło 60tki i rzuca takimi tekstami, że nie jeden małolat wymiękł. Nie wszystkie 50-60 latki, to osoby mentalnie stare. Sporo z nich ma jeszcze całkiem młodzieżowe podejście. W Niemczech osoby w tym wieku zachowują się jak nasi 20-30 latkowie, na pewno nie czują się staro i rozmawiają, czy piszą jak osoby młode.
Swiezychlebek masz rację. Charakter pisma, kąt nachylenia liter i ich kształt zdradzają, że ma 18 lat i pisze bajki
Nie tylko młodzi przeklinają.
Ale mimo wszystko to brzmi bardziej jak creepy pasta niż wyznanie
zabójstwo przedawnia się po 30 latach:)
Ups...
Teraz ją policja namierzy i.... 🙈
Sprawa się rypła :D
W biedronce na promocji są szczoteczki do zębów resztę chyba dostaniesz na miejscu, więc nie musisz robić większych zakupów :D
Może pisane z Tora.
"W procesie karnym nie funkcjonuje również zasada w myśl której samo przyznanie się oskarżonego jest naczelnym dowodem w sprawie."
Brzmi jakby to pisała kobieta wiek koło 20 lat, może mniej. Jak chciałaś taką historyjkę napisać to mogłaś napisać że miałaś 20 lat i to było kilka lat temu. Rada na przyszłość.
Zgodnie z koślawą koncepcją tego wyznania kilka lat temu to by się jeszcze nie przedawniło. Pomijając fakt, że zbrodnia zabójstwa przedawnia się po 30 latach a nie po 25.
Po co dawać takie rady? Żeby ludzie oszukiwali?
no cóż a ja sam siebie podpierdoliłem na policję polecam tą opcje sumienie czystsze, a przy okazji nawet przedawnione sprawy w niektórych przypadkach można wznowić więc powodzenia miśka jeśli wyznanie jest prawdziwe
Abstrahując od tego, że zabójstwo przedawnia się po 30 latach (tu zapewne byłoby w afekcie, co nie zmienia postaci rzeczy) i czy ta historia jest prawdziwa, niestety przykre jest to, że w takich sytuacjach trzeba posuwać się do ostateczności, bo nie da się takich spraw inaczej rozwiązać.
ano, wystarczylo wywalic problematyczna osobe z domu lub zamknac w zakladzie
Ale to zostało uznane za wypadek, więc teraz nikt nie będzie nikogo ścigał. Tu na anonimowych można wszystko napisać, co tylko wyobraźnia podpowie. Więc wyznanie z takiej strony nie jest żadnym dowodem. Brakuje konkretnych danych typu miejsce, czas, a imiona też mogą być zmienione. Oczywiście nie wiadomo, czy wyznanie jest w ogóle prawdziwe 😉
To tak nie działa. Nie ma znaczenia, że coś zostało uznane za wypadek. Jeżeli pojawią się dowody, że jednak ktoś pomagał w tym wypadku, to dla Policji nie ma najmniejszego problemu odkopać akta z archiwum, wznowić śledztwo i postawić winnego przed sądem nawet po 20 latach. Bywały i takie przypadki.
Gdy dziecko zaginie, a w pobliżu jest zbiornik wodny, tam się z reguły zaczyna poszukiwania. Nieobciążone zwłoki wzdymają się od gazów gnilnych i unoszą się na powierzchni.
Bajeczka.
To nie dziecko, ofiara miała trzydzieści lat. I autorka mówi, że zwłoki wypłynęły.
Chociaż też mam wątpliwości co do autentyczności wyznania.
Ile razy mam pisać, że anonimowe to nie Wattpad...
Mało wiarygodne.
Autorko, niezależnie od tego, czy ta historia jest prawdziwa czy nie, mam wrażenie że czegoś nie rozumiesz. Dziadkowie nie umarli z winy siostry. Umarli bo ją kochali i przez to nie mogli zaakceptować jej decyzji o zniszczeniu siebie. Siostra miała prawo się ciąć i nie chcieć pomocy. Nie miała prawa was bić, ani wyzywać, ale w takim razie nie powinniście byli jej na to pozwalać.
Jeśli kogoś kochasz i ta osoba cię rani, to masz wiele sposobów na to żeby ją powstrzymać. Bolesnych sposobów, takich jak zerwanie relacji. Jednak jeśli wśród możliwych rozwiązań pierwsze co przychodzi ci do głowy to:
"Za bardzo ją kocham, by pozwolić jej odejść, lepiej niech umrze i sprawa sama się rozwiąże"
To jesteś kurwa, socjopatą. Jedyne co cię obchodzi to to, że jej cierpienie rani twoje uczucia i chcesz żeby zniknęło. Nie ważne, czy przez wyleczenie jej czy zabicie, bo dobro tej osoby nic cię nie obchodzi, jedyne co się liczy to twoje własne uczucia.
Rodzice i dziadkowie w tej historii podjęli decyzję o tolerowaniu wybryków siostry w imię miłości do niej. Nie istotne czy to była dobra, czy zła decyzja. To była decyzja dorosłych ludzi, którzy mieli wiele możliwości rozwiązania problemu, ale nie skorzystali.
I tutaj zjawia się bohaterka wyznania, która uznała, że biedni rodzice po prostu są zbyt tępi żeby sami rozwiązać problem, ale to nie szkodzi, ona ich uwolni. I wyraźnie jest z siebie bardzo dumna, no bo przecież nie było innego wyjścia. Naprawdę brzmi to jak opowieść socjopatki, która w sumie nie rozumie, czemu rodzice próbowali ratować siostrę zamiast ją wyrzucić i uznała, że widocznie po prostu nie mają takiej możliwości, więc trzeba im "pomóc".
@KajKoLukx Może dziadkowie umarli poniekąd ze starości, tego nie wiadomo