Zacznę od tego, że jestem młodą kobietą. Jako siedemnastolatka mieszkałam ze swoim byłym chłopakiem (problemy rodzinne i nie miałam gdzie indziej uciec), robiłam wszystko, żeby mu się jakoś zrewanżować. Gotowałam, sprzątałam, tak żeby wracał z pracy i było wszystko zrobione. Wiele razy nadużywał mojego ciała, mimo wielu sprzeciwów. Nie miałam co zrobić, gdzie pójść. Sam zaproponował, żebym się do niego wprowadziła, mimo że dysponowałam małymi środkami (chodziłam jeszcze do szkoły).
Po dwóch latach mnie zdradził ze swoją byłą. Za pierwszym razem wybaczyłam. Za kolejnym wyrzucił mnie z domu, nazywając mnie utrzymanką i dz*wką.
Poradziłam sobie sama, ale nie mam komu o tym powiedzieć, a bardzo ciąży mi to na duszy. Do dzisiaj zastanawiam się, czy naprawdę byłam niewystarczająca.
Dodaj anonimowe wyznanie
Twoje wyznanie jest dość krótkie, ale sporo waży, długo myślę, co Ci napisać i czy w ogóle napisać. Po prawdzie, już trzeci raz wyczyściłem okienko tego komentarza i dalej nie wiem, w którą stronę iść z moimi literami.
Myślę, że padłaś ofiarą okoliczności, z którymi nikt nigdy nie powinien się mierzyć, a już na pewno nie w tak młodym wieku.
Myślę, że poradziłaś sobie najlepiej jak umiałaś, choć nie przewidziałaś wszystkiego, co powinnaś (albo przewidziałaś, ale mimo to dokonałaś tego wyboru).
Myślę, że oboje wykorzystaliście siebie nawzajem, nie wiem czy w ogóle było między Wami jakieś głębsze uczucie, ale niezależnie od wszystkiego, on wykorzystał Twoją sytuację i Ciebie w dużo brutalniejszy i bardziej bezwzględny sposób.
Z mojej perspektywy wygląda to tak, że tamta rzeczywistość w końcu po prostu odcięła się od Ciebie, bo do niej nie pasowałaś. Nie świadczy to do końca o tym, że byłaś niewystarczająca, a raczej o tym, że byłaś niekompatybilna z tym, co ona oferowała. A patrząc na to, co zostawiłaś wówczas za sobą, to właściwie cała ta sytuacja - choć brzmi to absurdalnie - jest dla Ciebie komplementem i świadczy o tym, że zasługujesz na więcej, co właściwie pokrywa się z Twoim wyznaniem, wszak z pewnością nie jesteś człowiekiem słabym, okrutnym ani bezrefleksyjnym lub generalnie złym.
Już widzę kamienie lecące w moją stronę.
Powodzenia.
Nie nazwałabym tego kamieniem, jednak nie uważam, żeby wykorzystali się wzajemnie. Chłopak sam zaproponował jej mieszkanie u siebie, a ona robiła wszystko, by się zrewanżować, a on mimo tego wbrew jej woli wykorzystywał ją seksualnie. Bardziej on wykorzystał ją, bo była na słabszej pozycji. Fakt, ona skorzystała z okazji, którą dostała, ale dała w zamian coś od siebie, a on jeszcze jej zabrał więcej.
Przepraszam za kłopot. Pana komentarz nieco brzmi jakby Pan chciał powiedzieć, że problemem nie jest istotnie tragedia, która się wydarzyła, czyli to wykorzystanie, tylko "niekompatybilność". O ile rozumiem trudność w uznaniu winy drugiej strony, bo prawdopodobnie była to także osoba w podobnym wieku to jednak takie "nie martw się, że ktoś cię wykorzystał, wcale nie jesteś zła" brzmi trochę jakby Pan uznał, że to ta Pani jest winna i z tej perspektywy próbował ją pocieszyć. Trochę się to Panu zdarza, że jak jakiemuś panu stanie się krzywda to Pan go pociesza mówiąc, że tak to już jest, że jest dużo złych pań, więc nie powinien się martwić, zaś jeśli jakiejś pani stanie się krzywda to Pana komentarz bardziej oscyluje wokół wyjaśnienia, że teraz już wie, co zepsuła i następnym razem będzie lepiej. Może to niestety zostać nieco źle zrozumiane, mimo że wiele dowodów wskazuje na to, iż jest Pan dobrym człowiekiem i nie robiłby Pan jakiejś dziwnej rzeczy typu "jak panu dzieje się krzywda to wina pani, a jak pani dzieje się krzywda to... wina pani". Zapewne to tylko tak smutno brzmi i nie ma Pan nic złego na myśli. Ale się martwię, że ktoś może się przez to źle czuć, albo na Pana gniewać.
Najwidoczniej powinienem sobie jednak darować ten komentarz, skoro został niezrozumiany jak dotąd w 100% przypadków.
1. Solange, tak, chłopak zaproponował jej mieszkanie u siebie, ale wcześniej ona weszła związek z chłopakiem, który akurat miał taką możliwość. Czy to zbieg okoliczności? Może tak. A może nie. No i tak, zgadzam się, że on wykorzystał ją bardziej, wydawało mi się, że to wynika z tego mojego komentarza.
2. Meaness:
1) nie mam żadnej trudności w uznaniu winy drugiej strony,
2) to autorka uznała swoje bycie niewystarczającą, ja się tylko do tego odniosłem zaprzeczając temu,
3) tak, jest częściowo winna, ponieważ niezależnie od okoliczności, na które też wskazałem, na całość złożyły się też jej wybory. Druga strona jest jednak winna w większym stopniu, co też usiłowałem wskazać, jak widać mi to nie wyszło.
4) co do Twojej diagnozy moich komentarzy, zupełnie się nie zgadzam. Nigdy nie kształtuję wyznania pod płeć autora, zawsze natomiast dostosowuję je do charakteru wyznania i tego co jest w nim zawarte.
Jeśli wczytasz się w moje komentarze łatwo zobaczysz, że nie waham się jebać autorów wyznań bez względu na ich płeć, jeśli ich wyznanie mnie do tego zachęca. Powiedziałbym nawet, że jest na odwrót i częściej mi się to zdarza wobec mężczyzn niż kobiet, ale nie jestem pewien, nie prowadzę żadnej statystyki. Zawsze staram się w tym być spontaniczny.
5) nie martw się tym, że ktoś się może na mnie gniewać, skoro mnie to nie obchodzi, to Ciebie tym bardziej nie powinno.
Pozdrawiam i udanego weekendu.
@NAUS
Sam fakt, że podjąłeś się tak trudnego zadania - chodzi mi o skomentowanie powyższego wyznania - powoduje, iż mówię Ci "szacun".
Jako ciekawostkę w wędrówkach po ludzkich myślach dopiszę tu tylko, że nie lubię słowa "powinno / nie powinno".
I nagle okazuje się, że oto nieważne są poprzednie dwa ekrany rozsądnej rozkminy - facet użył zwrotu "nie powinno"... 😉
Chcę powiedzieć, że niełatwo jest wycyzelować swą wypowiedź w stopniu satysfakcjonującym wszystkich - ze sobą włącznie.
Tym bardziej szacun 🤗
NAUS, ale nie wiemy, dlaczego weszła z nim w związek, a ludzie na różnych etapach życia się usamodzielniają, nie jest dziwne, że jedna osoba mieszka sama/ze współlokatorem, a druga jeszcze z rodziną. Nie wiem, czy planowała też wyprowadzkę w wieku 17 lat, pewnie raczej, gdyby mogła czekałaby do pełnoletności, a pisze wręcz o ucieczce. Więc nie sądzę, żeby to było zaplanowane. Zmierzam do tego, że ten tekst to trochę nadinterpretacja, bo nie mamy nic, co by sugerowało cokolwiek na ten temat.
A z twojego komentarza właśnie nie wynikało, że wykorzystał ją bardziej, tylko że na równi, to właściwie znaczy słowo "nawzajem", którego użyłeś. Gdyby nie było wykorzystywania seksualnego, myślę, że można by mówić na upartego o wzajemnym wykorzystaniu, ale nie uważam, by dach nad głową do usamodzielnienia się w zamian za zajmowanie się domem (rozumiem, że zamiast opłat albo za mniejsze opłaty) było czymś niesprawiedliwym, sama byłabym gotowa tak przyjąć zaufaną osobę. Same zdrady i wywalanie jej z domu pominę, bo odnosiłam się wyłącznie do kwestii wykorzystywania.
@NAUS za trudny komentarz, wymaga zdystansowania się od emocji i potraktowania sprawy jak zagadnienia naukowego. Ale przyznam - ciekawy.
@NAUS napisał dobry komentarz. Takie gdybanie, czy problemem jest sytuacja czy "niekompatybilność" to czcza demagogia która nic nie wnosi. Koleś okazał się dupkiem w najgorszym wydaniu, który ją gwałcił ("mimo wielu sprzeciwów") a na końcu wyrzucił i zwyzywał - to przemoc w bardzo paskudnym wydaniu. Nikt się z tym nie kłóci i wielu z nas najchętniej by mu pokazało, co o tym myślimy - ja bym go chętnie dojechał nogą od krzesła w anus. Trochę wazeliny żeby na początku lepiej poszło. To byłaby znakomita odpowiedź, adekwatna do tego co zrobił. I wypadałoby go też obić na fioletowo, ale nie żeby coś poważnego mu się stało (bez złamań, wybitnych zębów, wstrząsu mózgu itp.). Tak żeby lepiej zapamiętał i zrozumiał co zrobił, i zeby miał szansę czegoś się nauczyć. W zasadzie akcja z krzesłem i anusem nie odbyłaby się raczej przy jego chętnym udziale, więc siłą rzeczy musiałby i tak dostać przed.
Nie zawsze mogę się zgodzić z autorem komentarza, ale tu nie moge mu nic zarzucić. Zawarł w nim słowa otuchy dla tej dziewczyny, za to ma plusa.
Czy to zdarzyło się w Gdańsku?
On był moskiem bez serca