#Tra8L

Od kilku lat jestem w związku ze wspaniałym mężczyzną. Bardzo go kocham i wiem, że trafiłam na tego mitycznego „jedynego”. Jesteśmy zgrani w 100%, dopasowani wręcz idealnie.
Ale gdyby nie było jakiegoś „ale”, nie pisałabym tego wyznania.

Mój partner jest kilka lat starszy i po rozwodzie.
Nigdy nie przykładałam dużej wagi do małżeństwa, jestem niewierząca, a ślub był dla mnie tylko przydatną umową ułatwiającą wspólne życie, niczym więcej.
A jednak nie mogę znieść faktu, że on był żonaty. Nie jestem zazdrosna o tę kobietę, wiem, że ich związek był fatalny, a ona jest mi obojętna.
Nie mogę znieść tego, że gdybyśmy mieli się pobrać, byłabym „drugą” żoną. Że w dniu ślubu ja przeżywałabym coś tak znaczącego pierwszy raz, a on drugi. Że miałabym swoje jedyne wesele, a dla niego byłoby to już kolejne. Że mój najważniejszy dzień to dla niego powtórka. Że to „nowe życie” będzie nowe tylko dla mnie, że nie uczestniczymy w tym równo, bo startujemy z innych pułapów.

Zastanawiam się często, co on czuł w dniu swojego ślubu. Czy był szczęśliwy, czy się bał. Jak spędził noc poślubną, jak wyglądało kilka pierwszych dni u boku żony. Jakie to było dla niego uczucie.
Nie zadam mu tych pytań, bo wcale nie chcę znać odpowiedzi, nie chcę o tym słuchać. A jednak mnie to męczy.

Czuję czasem wręcz obrzydzenie na myśl o ślubie z nim, nie zniosłabym łatki „drugiej”. Wiem, że to absurdalne i płytkie, ale ogarnia mnie taka niechęć, taki wstręt na samą myśl o tym hipotetycznym małżeństwie.

Chcę spędzić z tym człowiekiem resztę życia, ale nie chcę być jego żoną. Wiem, że do ślubu nikt nas nie zmusza, ale jednak jest to duże ułatwienie w wielu sprawach dnia codziennego, a żadna umowa notarialna nie ma takiej mocy.

Borykam się z takimi myślami. Głupie, fakt, ale mam do niego żal o to poprzednie małżeństwo, jakby mi coś odebrał.
Pewnie brzmi to strasznie pusto, wstyd mi za takie myślenie.
Oretyrety Odpowiedz

To weź ślub cywilny, tylko ze świadkami, tylko dla papieru, bez wesela, bez pompy, czysta formalność. Albo weź się puknij w łeb, jak sobie nie radzisz, idź do psychologa. Rozumiem, że on jest pierwszym facetem, którego całowałaś, pierwszym, którego pokochałaś itd.

Wrath1

Faceci często mają podobną obsesję, jeśli chodzi o kobiety, ale z dziewictwem.

PrawieTakSamo

@ Wrath na szczęście nie wszyscy.

Orava Odpowiedz

Jestem drugą żoną mojego męża. Ale za to jedyną w tym momencie, jedyną, która mu urodziła dziecko, jedyną, która mu nie robi dzikich akcji o byle co i mam nadzieję tą jedyną, która się z nim zestarzeje. Nikt z rodziny męża mi nigdy nie wypomniał, że nie jestem pierwszą jego żoną, w zasadzie jakby mi o tym sam nie powiedział, to pewnie nawet bym się nie domyśliła.
On jest moim pierwszym i mam nadzieję jedynym w życiu mężem, ale miałam wcześniej innych partnerów. Nastolatki zawsze bardzo kładą nacisk na pierwszy pocałunek, czy pierwszy seks, jakby to była nie wiem jaka magiczna rzecz, którą się będzie wspominało ze łzami w oczach do końca swoich dni. Ja swoje pierwsze "razy" pamiętam jak przez mgłę. No były, pamiętam z kim, pamiętam gdzie, ale nie mam do nich żadnego sentymentu, bo więź jaką wtedy miałam z tamtymi chłopakami już przepadła.
Za to bardzo ważne są dla mnie wszystkie pierwsze doświadczdnia, które przeżyłam z mężem. Nie był to mój pierwszy pocałunek w życiu, ale był to pierwszy NASZ pocałunek, nie był to mój pierwszy stosunek w życiu, ale był to pierwszy NASZ stosunek, nie był to jego pierwszy ślub w życiu, ale był to NASZ pierwszy ślub ;)

Rozumiem, że jest Ci ciężko zaakceptować tą sytuację, że nie chcesz być widziana jako druga osoba w jego życiu, ale tak naprawdę nikt Cię w ten sposób nie będzie widział. Jesteś z całą pewnością pierwsza na jego liście i gdyby mógł cofnąć czas, to zapewne wolałby nigdy tamtego poprzedniego ślubu nie brać.

Mmpp00 Odpowiedz

Brzmisz strasznie płytko. Wyobraź sobie, gdybyś to ty była po rozwodzie, a Twój narzeczony zakomunikował Tobie, że on ślubu mieć nie chce, bo nie ma ochoty nosić łatki tego ,,drugiego". To już by zabrzmiało na kontrolującego narcyza z zawyżonym ego.

WendyWu Odpowiedz

Czemu stwarzasz wyimaginowany poroblem
Co z tego, że już to przeżył, skoro teraz jest z. Tobą
Skoro jest starszy, miał czekać Bóg wie ile, aż ciebie spotka?

TylkoRaz Odpowiedz

Proponuję stuknąć się w główkę.

Waniliowabeza Odpowiedz

Sama sie nakrecasz, po co? Ty i on to zupelnie nowy rozdział, po co myslec o tym. Idz do przodu a nie zastanawiaj sie nad mało ważnymi pierdołami

Corazwiecejpustki

Jak to po co? Zgrani na 100%, dopasowani idealnie, to do czego ma sie przyczepic? Niektorzy tak maja.

Rest2 Odpowiedz

A ja cię rozumiem. Wiem co masz na myśli. I szczerze mówiąc nie dziwię się tym odczuciom (mimo że w większości komentarzy pewnie cię zjedzą - nie przejmuj się tym). Jeśli poza tym faktycznie jesteście dla siebie stworzeni może porozmawiaj z nim o tym?

KajKoLukx Odpowiedz

Zdecyduj się , z jednej strony, to tylko przydatna umowa, z drugiej, twój najważniejszy dzień. Co jest aż tak ważnego w dniu zawarcia umowy?

Dobrodziej Odpowiedz

Co Wy z tymi ślubami? Jak dla mnie nic ciekawego, dużo przygotowań, jeb**ia się z tym wszystkim. Niektóre Kobiety traktuja to, jakby to było nie wiadomo co.Ten dzień nic nie zmienia w Waszym życiu! Chyba, że na gorsze, bo co tu czytam to po tym najwspanialszym dniu wszystkie tyja :P

Dobrodziej

Nic nie zmienia w ich życiu, dalej żyja tak samo? Nikt normalny nie bierze ślubu nie mieszkajac wcześniej ze soba :D przecież właśnie od wspólnego mieszkania człowiek zdecyduje, czy ta osoba jest dla niej, a nie po staniu w kościele. nie wszyscy biora ślub rok po znajomości... większość czeka wiele lat. Dostajesz świstek, ale od dziś nie mówicie do siebie Per Żono :D żyjecie dalej, mówię o normalnych czynnościach w ciagu dnia.

ad13

Mi tam nic nie zmienił - formalność, od pięciu lat mieszkaliśmy razem. Wesela też nie chciałam, tylko matki jakiś tam tort skombinowały, żeby całkiem łyso nie było. Cywilny, do domu po zwierzaki i na wczasy - dawne dzieje, ale do dziś nie żałuję, że tak nie inaczej się to odbyło. A jak kiedyś, kiedyś tam dużo później, przyszedł czas się rozstać, rozprawa za porozumieniem stron trwała pięć minut (z zegarkiem w ręce), jeszcze z "bonusem" od sędzi w postaci zwrotu kosztów, bo tak jej się spodobaliśmy. Dobry kontakt mamy zresztą do dziś.

maIasarenka

Dobrze wyjaśnione. A jeśli już mowa o osobach wierzących to często zamieszkują one ze sobą dopiero po zawarciu małżeństwa, więc to też się zmienia.

Niezywa Odpowiedz

Nie bez powodu mówią, że kobieta pragnie byc ta pierwszą a mężczyzna ostatnim.

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie