Kilka lat temu pracowałem jako konduktor. W pociągu, który obsługiwałem, jechał podejrzanie zachowujący się mężczyzna koło trzydziestki, ubrany w jasnopomarańczową kurtkę. Kręcił się bez celu po pociągu i mówił sam do siebie. Jak się okazało, nie miał on biletu. Nie miał też pieniędzy, aby go zakupić, ani żadnych dokumentów. W związku z tym kazałem mu wysiąść na najbliższej stacji. Mężczyzna prosił, wręcz błagał mnie, abym pozwolił mu jechać dalej. Powiedział, że jest to dla niego sprawa życia i śmierci, lecz do mnie to nie przemawiało. Byłem nieugięty. Gdy pociąg zatrzymał się, mężczyzna podkulił głowę i bez słowa wysiadł, po czym usiadł na ławce na peronie.
Kilka dni później jeden z moich kolegów żalił się, że spóźnił się na ostatni pociąg do domu. Tego samego dnia, kilka godzin później, parę kilometrów od stacji, na której wysadziłem gapowicza, jego pociąg potrącił samobójcę. "Dobrze, że miał na sobie pomarańczową kurtkę, bo w życiu nie znalazłbym go w tych ciemnościach" - dodał.
Być może był to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Lecz do dziś mam wyrzuty sumienia
Dodaj anonimowe wyznanie
Chyba najlepiej podejść do tego tak wyciągnij z tego naukę, że jak ktoś mówi, że to sprawa życia i śmierci to warto zapytać o co chodzi i jak można pomóc. I postaraj się pomóc gdyby kiedyś się jeszcze zdarzyła sytuacja, że ktoś będzie mówił o sprawie życia i śmierci. Oczywiście mówimy o rozsądnych granicach takiej pomocy.
Myślę, że tak dużo lepiej podejść właśnie z taką myślą, że gdyby teraz było trzeba to wiadomo jak się zachować i co można zrobić. Plus można porozmawiać z osobami z pracy i ich też zachęcić do myślenia o pomocy w takiej sytuacji. Zawsze dobro pójdzie dalej w takiej sytuacji jak komuś dasz do myślenia, bo może właśnie ta osoba będzie kiedyś mieć szansę pomóc.
Koleś łaził jak płamenta po pociągu i mówił sam do siebie. Czego oczekiwać po dziwnie zachowującym się człowieku? Gość wykonywał swoją pracę, zrobił to co leży w zakresie jego obowiązków. Kropka. Reszta to nie jego wina, a wybór gościa który był w wątpliwej kondycji psychicznej.
@Dragomir ale ja w żaden sposób nie zaprzeczam, że konduktor wykonał swoją pracę. Nie mówię też, że jest czemuś winny. Mówię, że jak ktoś mówi o sprawie życia i śmierci to po prostu warto na przyszłość zapytać o co chodzi i czy można jakoś pomóc.
Malujesz taki portret tego faceta jakby chodzenie po pociągu i mówienie do siebie to jakaś zbrodnia była. Zwracało to uwagę, jest nietypowe. Ale nie musi świadczyć o tym, że ktoś jest zagrożeniem dla ludzi. Owszem facet nie miał biletu i został za to wysadzony, ale nie został wysadzony za stwarzanie niebezpieczeństwa w pociągu.
Powodów do chodzenia i mówienia do siebie może być mnóstwo. Zaczynając od tego, że facet mógł mieć problemy ze zdrowiem psychicznym i może właśnie jechał do większego miasta do szpitala z oddziałem psychiatrycznym żeby go przyjęli pilnie, bo ma kryzys. A może coś się stało komuś w rodzinie i to chodzenie oraz mówienie do siebie to wyraz przeładowania psychicznego ze stresu i próba poradzenia sobie z nim. A może przyczyna była jeszcze inna. No nie wiadomo i nie rozstrzygniemy tego.
Zgadzam się z @coztegoze2.
Z jednej strony konduktor wypełniał swoje obowiązki, trzymał się przepisów i nie jest odpowiedzialny za decyzję innego człowieka.
Z drugiej strony warto czasem zachować się po prostu po ludzku i nagiąć trochę przepisy. Jak najbardziej sytuacja do zapamiętania na przyszłość. Trudno to ocenić, bo pewnie większość ludzi będzie oszukiwać, żeby nie zapłacić za bilet. A jednak jeśli się spojrzy uważniej, to może uda się wyłowić tego jednego człowieka, który rzeczywiście będzie w kryzysie.
Ale jakby kolesiowi coś odwaliło i zdemolowałby pociąg lub sadził się do pasażerów to by było, gdzie był konduktor. I on ma inne zadania a nie pilnować dziwnie zachowującego się gościa który nie ma biletu. To nie jest kwestia "pomogę mu czy nie" tylko "jestem odpowiedzialny za przejazd pociągu".
@ArabellaStrange myślę, że gdyby było wiadomo o co chodzi to i w pociągu by się ludzie znaleźli żeby się na bilet złożyć żeby mógł jechać dalej. Tak jak pisze Arabella czasem po prostu warto zachować się po ludzku. Dziś ktoś może potrzebować pomocy/ wsparcia a kiedyś to może być ktoś nam bliski albo nawet my. Jak chcemy żeby ktoś pomógł naszym bliskim to sami dawajmy przykład i pomagajmy jak mamy okazję.
@Dragomir teraz to można wymyślać ileś scenariuszy "co by było gdyby". I kolejny raz zwracam uwagę, że jak ktoś się zachowuje nietypowo to nie znaczy, że musi być zagrożeniem dla ludzi. Są ludzie, którzy po prostu mówią do siebie. Są ludzie, którzy jak są zdenerwowani to po prostu nie usiedzą. Sytuacja u tego człowieka mogła być bardzo różna. Nie jesteśmy w stanie odkryć co tam się działo. I owszem warto zachować pewną dozę ostrożności, w końcu zasada ograniczonego zaufania jest zdrowa nie tylko na drodze, ale nie róbmy z ludzi, którzy są nietypowi od razu kogoś niebezpiecznego.
Nie wiesz czy jest naćpany czy na lekach, czy szurnięty. Będziesz robić za jego opiekuna, gdzie masz do ogarnięcia wszystkich pasażerów na trasie? Już to widzę.
Dragomir, nie nie wykonywał swoich obowiązków. Kolejnictwo rządzi się przepisami i instrukcjami, a żadne z nich nie pozwala na wyrzucenie sobie od tak kogoś z pociągu - są procedury na tego typu sytuacje tylko pracownik poszedł na skróty bo trzebaby było wezwać służby, pisać raport itd. Może gdyby postąpił zgodnie z przepisami człowiek by żył może nie ale tego się dowiemy…
Wykonywałeś tylko swoją pracę.
Przecież go nie wepchnąłeś.
Bardzo dobrze zjebie.