#SN9zU

Ostatnio było wyznanie, jacy to ludzie ze wsi są niefajni i nie lubią przeprowadzających się na wieś ludzi z miasta. Opowiem wam co potrafią odwalać ludzie z miasta, żeby nie było, że tylko wieśniacy są tacy niefajni.

Żeby było ciekawie, od razu powiem, że mieszkam na wsi. Mam sąsiadów, którzy przyjeżdżają na wieś tylko w wakacje, mają tu działkę. I teraz co potrafią robić.

1. Zwożą śmieci z tego swojego mieszkania w bloku w mieście i palą je na ognisku za swoim letniskowym domkiem. Smród taki, że... Dym roznosi się niestety daleko. W mieście palić nie mogą, bo mieszkają w bloku, a nawet jakby nie mieszkali, to w mieście straż miejska prędzej zrobi porządek z taki spalaniem niż policja czy straż na wsi.

2. Wiecznie podlewają trawnik. Po prostu oni są pod tym względem niemożliwi, ale no hodują ten swój cudowny trawnik i dzień w dzień widzę, jak wąż z wodą jest puszczony na trawnik na ich działce  i wieczorem leje się woda. Kij z tym, że w wakacje latem jest susza i wody w kranie bardzo malutko, że rolnicy mają generalnie masakrę i modlą się o kroplę deszczu, oni muszą podlać trawnik albo napełniać wodę w basenie, nie dociera. Walić to, że od czerwca był zakaz lania wody w takich celach, trzeba to trzeba, no co. Potem trawniczek rośnie i przynajmniej 3 razy w tygodniu o 7-8 rano go koszą tą swoją kosiareczką.

3. Sąsiadka kiedyś obcięła nam słoneczniki przy główkach, bo rosły przy płocie od ich strony. Rosły w ten sposób, że pewnego dnia ich głowy delikatnie się przechyliły na ich stronę posesji, wiecie o co chodzi, słoneczniki rosną dość wysokie, a w ciągu dnia jeszcze obracają swoje głowy do słońca. Więc mieliśmy słoneczniki, a później już nie mieliśmy, bo szanownej sąsiadce przeszkadzało.

Generalnie są roszczeniowi i wiecznie im nic nie pasuje. Ale dodam jeszcze na koniec, że mam i drugich sąsiadów, którzy także przyjeżdżają z miasta na wakacje. I to są naprawdę super ludzie - pogadać można, wszystko ustalić i załatwić.

Tak więc z pozdrowieniami dla autora wyznania o tym, jacy wieśniacy są niefajni - nie generalizujmy, w każdej grupie znajdą się pustaki.
PrawieTakSamo Odpowiedz

Matko.. ile złośliwości i zawiści bije z tego wyznania. Jak wam coś przeszkadzało to wystarczyło to zgłosić w odpowiednie miejsce.

StaryTapczan

Powodzenia. W takich niewielkich miejscowościach często trudno o jakąś reakcję. W mojej miejscowości póki policja w końcu się pofatyguje i przyjedzie na zgłoszenie, to mija godzina, czasem jeszcze więcej (jadą z drugiego miasta, 20min drogi, a i tak zajmuje im to ponad godzinę), zazwyczaj jest już po wszystkim, więc do nas mają pretensje, że wzywamy bezpodstawnie, bo przecież nic się nie dzieje. Kiedy już uda im się przyjechać w miarę na czas, to i tak rozkładają ręce niemal na wszystko i „Nic nie możemy zrobić, bo *tu wstaw dowolne tłumaczenie*.
Może nie wszędzie tak jest, ale wielu małych miejscowościach właśnie tak to wygląda. Nawet jak są świadkami bójki, niszczenia mienia, to czasem tylko spiszą, a czasami nie.

Smutnabula

Nie złośliwości tylko złości i bezradności. Nie ważne czy wieś czy miasto czy cokolwiek innego są ludzie normalni i są cofnięte wsiury (nie obrażając normalnych ludzi mieszkających na wsiach)

Przynajmniej

@PrawieTakSamo No rzeczywiście. Na dożywocie pójdą za podlewanie trawnika...

PrawieTakSamo

Nie, nie chodzi o dożywocie czy coś w tym stylu, ale jeśli było ogłoszone, że jest zakaz albo ograniczenie podlewania trawników, bo zawsze mogli to zgłosić, aby dostali mandat, jeśli rozmowa z nimi by nie pomogła. Po prostu teksty typu "szanownej sąsiadce", "trawniczek rośnie (...)koszą tą swoją kosiareczką." mnie osobiście zniesmaczają. Na zasadzie, że sąsiedzi mogliby spokojnie dostać mandat, gdyby to zgłosiła, bo palenie śmieci wszędzie jest zabronione plus ta sytuacja z wodą, a zamiast tego lepiej wyrazić swoją złość w wyznaniu. Nie przepadam za osobami, które są mocne tylko w gadaniu.

Przynajmniej

@PrawieTakSamo I taka jest niestety większość (ale nie wszyscy) ludzi na wsiach, bo zwykle nie ma w nich zbyt dużo mieszkańców, liczba raczej ubywa niż się zwiększa (poza miejscowościami pod miastem), więc łatwo wytropić takiegoż "konfidenta".

PrawieTakSamo

Hm konfident nie konfident, wydaję mi się, że to raczej w większości mentalność wsi, aby sobie pogadać, poplotkować, ale za wiele nie zrobić, bo przecież później trzeba będzie zawołać tego "złego" sąsiada do pomocy.

Awtroil Odpowiedz

Buractwo i cebulactwo nie zależy od miejsca zamieszkania, czy pochodzenia.

Komika Odpowiedz

Jeśli sadzisz coś przy płocie, to wypadałoby zadbać by to nie wchodziło na teren sąsiada.

Inetta

Ale też bez przesady, bądźmy po prostu ludźmi. Takie słoneczniki na pewno nie zajęły im pół posesji, naprawdę sprawiały taki problem?

MaggieGreene

sąsiadka mogła pogadać o tym, a nie złośliwie ścinać słoneczniki. Wątpię, by lekko wystające kwiaty sprawiały ogromny problem

Teresarazdwa

U mnie na posesji jest tak, że sadzimy z sąsiadami przy płocie swoje roślinki. Przy zajmowaniu się nimi lubimy sobie nieraz pogadać. Ostatnio to jeden z niewielu sposobów, by w ogóle się do kogoś innego odezwać.
Tej wiosny mięta sąsiada rozrosła się i na mojej części działki. Często różne rośliny się przenoszą, albo wychodzą poza teren, ale nie robimy z tego problemu. Grunt to być serdecznym dla innych. Polecam każdemu takiego sąsiada.

MatyldaS Odpowiedz

A mnie w miastowych jedno tylko wkurza: przeprowadzają się na wieś, a przeszkadzają im wszelkie prace rolnicze, które są na wsi prowadzone. Nie podoba się, że traktory jeżdżą, że obornik śmierdzi, że krowy ryczą. Moja rodzina od ponad stu lat prowadzi gospodarstwo, żyją z tego od pokoleń, a miastowi sprowadzili się trzy lata temu i wprost domagają się, żeby zaprzestać działalności rolniczej, bo to dla nich uciążliwe.

Teresarazdwa

Niestety, u mnie na wsi też była taka rodzina, wprowadzili się na samym końcu drogi, tam gdzie zaczynają się już pola uprawne. Nie pomyśleli, że rolnicy będą nawozić. Zgłaszali to gdzie się tylko dało, na szczęście spotykali się z brakiem zrozumienia tej sytuacji. Rozumiem, że im ta sytuacja nie pasuje, ale jest całe mnóstwo miejscowości letniskowych, gdzie nie mieliby tego problemu. Mieszkanie blisko pól nie jest też dobrym pomysłem, bo ciągle wieje i latem nie ma drzew, przez co jest nieznośnie w upały.

DanceInRain Odpowiedz

Okay okay, ale co Ci przeszkadza, że dbają o swój trawnik, bo nie rozumiem XD

Anonimolina

Polecam zainteresować się stanem wód w Polsce, to zrozumiesz, dlaczego kogoś może mierzić takie marnotrastwo.

Exvivo

W zeszłe wakacje był zakaz podlewania.

Misiujejagody Odpowiedz

Damy i wieśniaczki. Sama mam wrażenie szukasz rywalizacji.

Ja mieszkam w mieście, ale słyszałam wielokrotnie podobne opowieści od znajomej, która mieszka na wsi. Ale dotyczyło, to nawet osób które żyją tam od zawsze.

Szczerze przyznam, że dopiero po głębszym zastanowieniu zrozumiałam problem. Faktycznie był rok temu, okres objęty zakazem podlewania ogródków ozdobnych. Być może to bardziej brak świadomości, bo akurat oni nie mają upraw. Mają kasę, skądś, bez pracy fizycznej i leją na takie problemy.

kmystery Odpowiedz

Kilka lat temu sprzedałam swoje gospodarstwo i wyprowadziłam się do miasta. Para która cały ten dobytek kupiła, wszystko wyremontowała, mają kilka firm, no dużo się dzieje. Teraz szykują teren pod hodowle ślimaków (no bo kto bogatemu zabroni?). Wszyscy w mojej ukochanej wiosce aż się trzęsą żeby coś podsłuchać czy zobaczyć, potrafią przyjechać do nich z np dynią w prezencie którą dadzą do rąk dopiero w kuchni. Starsza sąsiadka z domu obok choruje na depresję i podobno jest z nią lepiej, zaczęła wychodzić na balkon i czasem nawet na dwór bo jest ciekawa co u sąsiadów.
Nie są zbyt lubiani. Dlaczego? Bo "obcy", bo dużo samochodów u nich stoi, bo "zniszczyli stary dom" - jak dla mnie dali mu drugie życie, sama nigdy bym nie zrobiła tam tyle co oni. Ale narzekać i tak trzeba. Jak oni śmią być młodzi i wiecznie zajęci. Bezczelni ;)

Raz23babajagapatrzy Odpowiedz

Ale przeciez w tamtym wyznaniu bylo podkreslone, ze nie kazdy "wiesniak" jest niefajny.
Szukasz na sile problemow tam, gdzie ich nie ma.
Wiesniakow mozna znalezc zarowno na wsi, jak i w miescie.
Zreszta, jak miales problem z tym, ze marnuja wode, trzeba bylo zglosic w odpowiednie miejsce, w sumie nawet powieniens tak zrobic. Tak samo z paleniem smieci.
Mniej jadu i od razu bedzie ci sie zylo lepiej.

Dragomir

A w tym, że nie każdy mieszczuch jest niefajny, więc nie wiem za bardzo skąd ten bulwers.

WikingBezBrody Odpowiedz

Jestem pewien, że pochodzenie ze wsi czy miasta nie ma nic do tego

Klara589 Odpowiedz

To ja mam odwrotny problem, mieszkam w mieście a niedawno rodzina ze wsi wprowadziła się do sąsiedniego domu. I teraz codziennie się wydzierają. Dzieci się drą, bo przecież zabawa po cichu nie wchodź w grę, a nikt nawet nie próbuje ich uciszyć. Rodzice pomimo pandemii zapraszają sobie gości i też rozmawiają tak głośno że słyszę ich będąc w środku mojego domu. O dziwo inni sąsiedzi też mają dzieci, ale jakoś nie są aż tak głośne i potrafią się bawić bez wydzierania się przez kilka godzin

Zobacz więcej komentarzy (13)
Dodaj anonimowe wyznanie