#S1ouI
Kilka lat temu wyprowadziłam się z domu, w tym czasie zmieniłam 9 razy miejsce zamieszkania - w żadnym miejscu nie mieszkałam dłużej niż 8 miesięcy. Tak wyszło.
Nie pracowałam nigdy dłużej niż 8 miesięcy, niekiedy zamykali dane stanowisko, innym razem firma upadała, a czasem po prostu wygasała umowa o zastępstwo. To nie to, że mam złe kwalifikacje czy brak chęci. Tak wyszło.
Byłam w dwóch związkach, z mężczyznami raczej bez ambicji. Chyba żeby liczyć granie i oglądanie TV - tutaj mieli ambicje. Od początku wiedziałam, że to bez przyszłości. Czemu się z nimi związałam? Może tak chciałam znaleźć odrobinę stabilizacji. Tak wyszło.
W momencie, gdy znalazłam fajną pracę, fajne mieszkanie i zaczęłam się rozwijać, dowiedziałam się, że mój stan zdrowia jest na tyle zły, że potrzebuję przeszczepu nerki. Znowu całe życie musiałam zacząć od początku. Tak wyszło.
Od diagnozy do przeszczepu minął rok. Rok pełen słabości, strachu, złego samopoczucia i bezsilności. Były dni, gdzie wyzwanie stanowiło dla mnie wejście na pierwsze piętro. Sama przed sobą starałam się udawać silną i pocieszać osoby, które się o mnie martwiły. Udowodnić, że to tylko kolejny etap w moim życiu i "trzeba to załatwić i tyle".
Co prawda mam przyjaciół i osoby, na które mogę liczyć. Ale byłam wychowywana na "twardą babkę", nie umiem sobie pozwolić na słabość przy innych. Przed samą sobą też nie. Od kilku lat pękam w środku na coraz więcej drobnych kawałków, a nawet nie umiem tego komukolwiek powiedzieć.
Mimo wszystko przez cały czas parłam do przodu, skończyłam dwa kierunki studiów, cały czas pracowałam, odbywałam staże. Zresztą planuję dalsze kształcenie, to akurat dobrze mi wychodzi.
Starałam się walczyć też o swoje szczęście, przyjaciół, dobry wygląd i samopoczucie. Teraz coraz częściej zastanawiam się po co, skoro to i tak do niczego nie prowadzi. Średnio raz w roku muszę zaczynać wszystko od początku. Żyję w ciągłym stresie wiedząc, że nic w moim życiu nie trzyma się kupy, a ja nie potrafię tego zmienić - nieważne co robię i jakie decyzje podejmuję, wszystko sprowadza się do totalnego wywrócenia całego życia do góry nogami.
Powoli mam dość. W momencie, gdy cokolwiek zaczyna się układać, dostaję "niespodziankę" od życia. Mam wrażenie, że ciągle walczę i trzymam gardę, jestem naprawdę zmęczona i tracę ducha.
Dziękuję, jeśli przeczytaliście to do końca :)
Wiesz, te historie można by przedstawić z zupełnie innej perspektywie. Opowiedzieć o dziewczynie, która szybko wyszła z domu rodzinnego, szybko się usamodzielniła i mimo mnóstwa kłód rzucanych pod nogi, dalej sobie radzi. To co przebija z tego wyznania to powtarzające się "tak wyszło", które sugerowałoby że brak Ci trochę inicjatywy we własnym życiu, ale myślę, że to nie jest kwestia inicjatywy, tylko bardziej braku pomysłu na siebie. Na to wskazywałby fragment o skończonych dwóch kierunkach studiów i planowaniu kolejnych - wygląda to jakbyś przedłużała studia, bo nie masz na siebie pomysłu. Jednocześnie obecny tryb życia ewidentnie wpędza Cię w depresję i tym bardziej trudno będzie znaleźć ten pomysł na siebie i wykazać więcej inicjatywy. Masz skończone dwa kierunki, rozwijasz się jakoś w kierunku pracy w zawodzie zdobytym na którymś z tych kierunków czy Twoje prace są przypadkowe? Te plany na dalszą edukację to kolejny inny kierunek czy może kontynuacja jednego z nich na doktoracie z perspektywą pracy na uczelni w przyszłości? To drugie miałoby już więcej sensu. Nie jest super płatne, środowisko potrafi być bardzo toksyczne, zależy jak trafisz, ale jest już jakimś krokiem naprzód, a nie kręceniem się w kółko na innym kierunku. Co do szukania partnera, mogę przytoczyć własny przykład gdzie po latach rozleciał mi się właśnie taki związek z gatunku tych "tak wyszło" i w końcu stwierdziłam, że ja mam w głowie model szczęścia we dwójkę i teraz będę aktywnie szukać, założyłam tindera i po dwóch tygodniach poznałam mojego teraz już męża. Oczywiście to było dużo szczęścia. Ale też trochę pracy nad profilem, samozaparcia w scrollowaniu potencjalnych partnerów, twardego trwania w narzuconych sobie standardach (bo sobie obiecałam, że albo będzie super albo żaden, koniec z bylejakością). Nie mówię, że Tinder jest koniecznie rozwiązaniem dla Ciebie, chodzi tu bardziej o sam fakt przejęcia inicjatywy. Jeśli czegoś chcesz, musisz do tego aktywnie dążyć. Powodzenia
95% ludzi zakłada konto na takich portalach tylko w 1 celu, i raczej nie jest to małżeństwo. Ale ogólnie komentarz sensowny.
Nie wiem czy w jakiś sposób Cie to pocieszy, ale często właśnie tak wygląda proza życia. Sama mam okresy, w których wszystko mi się udaje, po czym następują takie miesiące, w których wszystko (niezależnie od moich wyborów czy działań) się sypie i to w takiej skali, że nie wiem czy wyzwać egzorcystę czy szukać wróżki, które zdejmie ze mnie te klątwy. I tak naprzemiennie. Kiedyś myślałam, że może to coś ze mną jest nie tak, ale jak tak pogadam ze znajomymi z jednej czy z drugiej strony to mają podobnie - tu śmierć najbliższej osoby, a potem ślub z miłością życia, tu ogromne długi, a tam wygrana z ciężką chorobą... i tak się to życie toczy. Ważne, że po tych okresach klęsk i nieurodzajów przychodzi w końcu coś dobrego ;)
Pójdź na terapię, bo to wszystko brzmi jak dużo problemów - dobry psycholog pomoże Ci przez to przejść. Nie obwiniaj się, że brakuje Ci siły, pozwól sobie na chwile słabości i czasem przyjmij pomoc. Dużo zdrowia i powodzenia!
Jak ten chomik w kołowrotku. Biegnij, może dobiegniesz, a na pewno nie zwalniaj! Olej zdrowie, work-life balance itd - rób kolejne certyfikaty, może nawet dobijesz do średniej krajowej! Nie zwalniaj! Tylko zrób testament bo z tym parciem na ambicje i samorozwój to nie tylko już jesteś wypalona - za parę lat kopniesz w kalendarz, bo organizm wysiądzie. No ale za to ile certyfikatów będziesz mieć!
A jakieś wakacje, odpoczynek, relaks w gronie jednej czy kilku znajomych. Byłam pierwszy raz na Zakynthos, takiej pieknej,ciepłej wody nie widziałam, maska, płetwy i nurkowanie na bezdechu....było cudownie i baterie naładowane na cały rok do następnych wakacji
Nie tracisz, bo dalej bijesz się z losem. Tak jesteś zmęczona, równocześnie nadzwyczaj dzielna. Tego się trzymaj. Jesteś fajna, o tym pamiętaj.