#RDhGQ
Mając 18 lat uciekłam. Nie skończyłam szkoły, nie miałam gdzie się podziać, więc błąkałam się po jakichś noclegowniach, aż w końcu udało mi się zatrudnić na kasie. Chciałam zacząć normalnie żyć, a dodatkowo napędzała mnie myśl o moim bracie, którego chciałam zabrać z tego chorego domu. Niestety mi się nie udało, bo ojciec wychowywał brata w ten sposób, że z racji bycia mężczyzną, może rządzić kobietami. Na brata takie wartości wpłynęły bardzo źle, bo już w wieku nastu lat trafił do ośrodka wychowawczego za liczne pobicia i próbę gwałtu na 13-letniej dziewczynce. Po prostu całą przemoc z rąk ojca odreagowywał na słabszych od siebie. Niedługo później trafił do więzienia, ponownie za pobicia. Ja w tym czasie w miarę ułożyłam sobie życie. Mam jakąś pracę, jakieś mieszkanie, jakichś znajomych, ale trauma wyniesiona z domu pozostanie we mnie chyba na zawsze. Nienawidzę moich rodziców. Z ojcem nie mam żadnych kontaktów, matka raz na jakiś czas próbuje ze mną porozmawiać, ale zbywam ją. Uważam, że też jest winna. Pozwalała na to, aby mnie i bratu działa się krzywda. Nigdy nie stanęła w naszej obronie. Była na każde zawołanie tego tyrana, a gdy działy się już naprawdę chore rzeczy, wszystko próbowała wytłumaczyć i broniła go. Nienawidzę jej tak samo jak ojca. Anonimowe jest to, że moim największym marzeniem jest, aby obydwoje umarli. To będzie naprawdę przepiękne uczucie, gdy dowiem się, że na świecie jest chociaż o dwa potwory mniej.
Wiesz, co jest przykre? Że najprawdopodobniej z tej rodziny wychodzą nie dwa, a trzy potwory. Ty na szczęście uciekłaś w porę.
Przykre, ale nie dziwię się. Ojciec psychol ( chociaż to i tak łagodne określenie jak na tego typa) a matka.... szkoda słów. Nie będę jej nawet komentować bo bym mogła napisać aż za dużo.
Co ja czytam w komentarzach? Czyli jednak matka winna? I jest potworem, a nie biedną ofiarą z syndromem sztokholmskim, której nie mamy prawa oceniać i potępiać za fakt, że nie umiała odejść od oprawcy?
Matka jest i katem i ofiarą tutaj
jasne, jest ofiara, ale nie powinna pozwalac na takie traktowanie siebie a przede wszystkim dzieci, gdzie w tym wszystkim instynkt macierzynski?
@jankostanko3, bo chyba większość zapomniała, że kobiety boją się od męża odejść, bo tak zostały nauczone w domu rodzinnym (nie wszystkie! ale zdecydowana większość mam wrażenie), ponadto mąż-tyran potrafi wmówić: beze mnie sobie nie poradzisz, nic nie umiesz, nikt Ci tego nie wybaczy, to społeczeństwo będzie pluć na Ciebie, nie na mnie.
W dalszym ciągu widać mentalność, że wiele kobiet przywiązuje się - na siłę - do takiego partnera / męża, który wręcz mówi im, co mają robić: masz wstać, masz umyć zęby, teraz idź do kuchni i zrób na śniadanie to i to, teraz się ubierz itd.
i masz racje, winny jest ojciec, a matka tym bardziej, ze na to pozwalala
idz na terapie, by mimowolnie nie przenosic tego na bliskich i przepracowac dziecinstwo, po co masz sie z tym meczyc do konca zycia?
"A matka tym bardziej" XDD czyli matka jest bardziej winna od ojca tak?
Nie powiedziałabym, że Twoja matka jest potworem. Ona została tak wychowana i również jest ofiarą męża.
Ale nieświadomie skrzywdziła autorkę więc też jest winna.
Jest winna ale nie w takim stopniu żeby autorka zrywała z nią kontakt. Ona też wiele przecierpiała i cierpi nadal
Co? Jak autorka nie ma ochoty utrzymywać kontaktu z matką, bo nie chce toksycznych ludzi w swoim środowisku, to czemu miałaby się do tego zmuszać?! Bo wg Ciebie matka nie zasługuje na to żeby zostawiło ją dziecko które skrzywdziła?
Taka tajemnica: każdy krzywdzi, bo sam został jakoś skrzywdzony. Ojciec też jest zapewne ofiarą wychowania swoich rodziców, nie zdaje sobie sprawy z tego co robi albo zwyczajnie nie umie inaczej. Ale usilnie ci którzy bronią tutaj matki chcą widzieć tylko to że ona została tak wychowana. Dobrali się i tyle. Każdy ma swój rozum żeby naprawiać syf który dostaliśmy w dziedzictwie i powiedziałabym że jest to nasz moralny obowiązek, jeśli planujemy mieć dzieci.
ale tak naprawdę owszem twoja matka jest winna twgo jak zostaliście wychowani ale chwila momęt ona sama była ofiarą popełniła duży bąd ale niestety tak ją wychowali rodzice. Winę tutaj też ponoszą twoi dziadkowie i to z obydwu stron. Nie chcę usprawiedliwiać towojej matki ale tak niestety kiedyś wychowywano kobiety
Po prostu całą przemoc z rąk ojca odreagowywał na słabszych od siebie - nie przesadzaj, po prostu mu się to podobało a że zobaczył jak to się robi to miał już gotowe schematy
gdyby było jak piszesz to każde dziecko z takiego domu byłoby zjechane, a tak nie jest
na pocieszenie powiem, że kiedyś umrą oboje i będzie ten dzień na który czekasz - tylko czy to faktycznie cię uszczęśliwi?
Czy dziadkowie też tacy byli? Twój ojciec wyniósł takie wartości z domu, czy sam je wykreował? A ze strony matki - też coś nie halo w drzewku genealogicznym? Zawsze zastanawiam się, skąd biorą się tacy ludzie. Czy to jakieś skrzywienie, jakiś stan psychiczny, czy odreagowanie złego dzieciństwa albo kontynuacja tego, co widziało się w domu. Przecież normalny człowiek wie, co jest dobre, a co nie. I normalny człowiek spie%doliłby z takiego domu, by uratować dzieciaki. Tym bardziej, jeśli sam (w tym wypadku matka) był bez korzyści i bał się, czy przeżyje kolejny dzień.
Z ciekawości:
Jeśli by umarli i zostawili Ci w spadku dom z dzieciństwa, to czy dała byś radę w nim mieszkać?
Ja nie jestem z takiej aż patologii, po prostu toksyczni rodzice którzy mocno napsuli krwi, ale odpowiem za siebie, że nie. Sprzedałbym. Z tym że to wynika raczej z przekonania że dom = energia, nie budynek. Po 20 latach jak przyjeżdżam do rodzinnego domu i śpię w swoim własnym pokoju to włącza się automat że płaczę kładąc się do łóżka.
W pełni zrozumiałe. Matka wyprany zahukany łeb, pozwala krzywdzić siebie i słabsze istoty. Ojciec to kompletny odpad społeczny i intelektualny. Też by mi nie było przykro bo umarli. Bo niby czemu miałoby być?