#RAbbP

Gdy napisałam wszystkie egzaminy w sesji zimowej, pojechałam do rodzinnego domu, gdzie czekała na mnie przykra niespodzianka. Rodzice, zrzucając winę na nawał moich zajęć i nauki, nie powiedzieli mi, że babcia jest chora. Leżała od kilku dni narzekając na liczne bóle, nie jadła.


Czekała na przyjęcie do szpitala, gdzie musiała przejść serię badań. Gdy poszła do szpitala poczuła się lepiej, ale podczas moich wizyt mówiła wciąż, że panicznie boi się nowotworu. Lekarz poprosił osobę z rodziny na rozmowę, a że wiem, że moi rodzice dużo by nie zrozumieli, poszłam tam sama. Dowiedziałam się, że to złośliwy nowotwór nerki. Guz o rozmiarach ponad 6 cm. Dodatkowo liczne przerzuty, do płuc i kości. Część kręgosłupa jest już zjedzona, podobnie kość biodrowa. Wtedy uświadomiłam sobie, że babcia od świąt kulała, zrzucając to na bóle w kręgosłupie.


Lekarz powiedział, że decyzja należy do mnie, czy babcię ratować. Z jego słów i pokazanych mi zdjęci tomografii wynikało, że prawdopodobny czas życia to 3-6 miesięcy. Nikt tego głośno nie powiedział, ale przerzuty do płuc i kości nie wróżą łatwego przebiegu. Lekarz zalecił opiekę paliatywną i wsparcie babci w jej ostatnich postanowieniach. Zapytałam, czy jest jakaś szansa żeby guz usunąć i zastosować chemioterapię. Lekarz obiecał, że skontaktuje się z kimś w szpitalu w innym mieście i zapyta o opinię. Wyszłam stamtąd i nie wiedziałam co mam powiedzieć rodzinie. Postanowiłam zagrać va-bank i weszłam do sali z uśmiechem na ustach, usiadłam na łóżku babci i powiedziałam, że lekarze bali się, że to coś strasznego a to tylko guz, który usunie się niezbyt skomplikowanym zabiegiem.


Cała rodzina odetchnęła z ulgą. Kilka godzin później zadzwonił lekarz, powiedział, że jeśli zawiozę następnego dnia całą dokumentację choroby do szpitala w innym mieście, to tam podejmą decyzję. Powiozłam ją z samego rana, porozmawiałam z lekarzem, który zgodził się przyjąć babcię na usunięcie nerki i późniejsze leczenie, w zależności od jej stanu. Obecnie babcia czeka na operację, a ja zostałam z prawdziwą informacją sama. Dodatkowo noszę na sobie odpowiedzialność za potężne kłamstwo, a nawet za odebranie tej kobiecie szansy na przeżycie świadomie ostatnich swoich dni. Ale kocham ją, wiem, że na taką informację zareagowałaby rozpaczą i załamaniem, a to pogorszyłoby jej stan zdrowia.


Nigdy w życiu nie zgodziłabym się na uporczywą terapię i kiedy nie będzie nadziei, pozwolę jej odejść, ale póki co muszę wiedzieć, że wykorzystaliśmy wszystkie dostępne możliwości. Mogę tylko mieć nadzieję, że ta operacja i późniejsze leczenie nie będzie gorszym przeżyciem niż umieranie z powodu raka z niesamowitym bólem od przerzutów w kościach i krztusząc się własną krwią. Codziennie wyobrażam sobie, jak powiem babci prawdę i czy zdążę.
KoalaSzara Odpowiedz

A na jakiej podstawie lekarz to tobie pozwolił decydować o życiu babci?

I wybacz, ale za mocno trąci tu "Kłamstewkiem".

KIuska

Lekarze czesto tak robia. Przyjaciolka mojej mamy do konca wierzyla ze wyzdrowieje, lekarz jej mowi ze guz sie zmniejsza i jesr coraz lepiej. A w rzeczywistosci guz rosl i to bardzo szybko oraz pojawialo sie mnostwo przerzutow. Lekarze tak robia zeby nie dobijac pacjenta. Wiedza ze jak sie dowie prawdy o swoim stanie to podda sie i umrze szybciej.

Matuchna

Mój daleki wujek przeżył ponad 20 lat bez świadomości, że ma raka. Umarł w końcu na coś zupełnie innego. Nie wiem jak rodzinie najbliższej udało się to utrzymać w tajemnicy, nie miał chemii. Ale z tego co mówili - wiadomość o raku by go wykończyła nerwowo.

Irvette111 Odpowiedz

a babcia ubezwłasnowolniona czy co? Bo jeśli nie to chory podejmuje decyzję co robić a nie rodzina

Intrygujacanazwa

Nie musi być ubezwlasnowolniona. Mój dziadek kiedy zachorował na raka nie miał pojecia o swojej chorobie do ostatniego dnia. Nikt mu nie powiedział a lekarze konsultowali się jedynie z moją mamą i babcią. Dziadek przechodzil opetwcje, zabiegi, chemię ale za każdym razem znalazło się inne wytłumaczenie bo wszyscy siedzieli że rak by go załamał. Mój dziadek do czasu choroby był bardzo sprawny fizycznie i psychicznie, taka nagła informacja byłaby dla niego wyrokiem i jesteśmy pewni że znając prawdziwa diagnozę nie miałby tyle sil by podjąć walkę.

little38 Odpowiedz

oglądało się "Kłamstewko"?

Wiaderny

To jakiś film?

little38

tak, film o łudząco podobnej fabule

HellBlazer Odpowiedz

Co za shit. Usunąć 6 cm guz z przerzutami jest niemożliwe!
Od kiedy wnuczka podejmuje decyzje?
Od kiedy chora osoba nie jest informowana?
Jakim trzeba być debilem, żeby to wszystko wymyślić to nie wiem. Zapytaj czy mózg Ci usuną.

Esza Odpowiedz

Co to za wymyślony szajs?

Lyssa Odpowiedz

Bzdura do kwadratu. Decyzję o leczeniu podejmuje ZAWSZE sam zainteresowany. jedynym wyjatkiem jest sytuacja gdy jest to osoba ubezwłasnowolniona - wtedy decyzje podejmuje opiekun prawny - a wątpliwe, że to byłabyś ty,

Dalej - operacja - osoba z przerzutami nie kwalifikuje się do jakiejkolwiek operacji, bo ta i tak gówno da. Operacja ma sens w dwóch przypadkach - gdy da się nowotwór wyciąć całkowicie, albo gdy guz jest na tyle wielki, że mocno utrudnia jakiekolwiek funkcjonowanie - można podjąć probe wyciecia czesciowego - tyle, ze tu jest cala seria warunkow, ktorych osoba ze zlosliwym nowowtworem nie spelni.

W momencie gdy nowotwor jest zlosliwy i zdazył przerzucic sie zarowno na kosci, jak i pluca - wycinanie czegokolwiek to tylko zafundowanie całkowicie bezsensowneggo, potwornego bolu i od ręki znaczne pogorszenie stanu.

User100

Lyssa w dupie byłaś i gówno widziałaś. Oczywiście, że osoba nie musi być ubezwłasnowolniona, żeby móc za nią podejmować decyzje. Najprostszym przykładem z brzegu jest moja babcia. To moja mama (jej córka) podjęła decyzję o bardzo ryzykownej operacji. Babcia była przytomna i komunikatywna, ale nie ogarniała zasadniczo o co chodzi (sędziwy wiek). Operacja się udała, pacjent przeżył i wyzdrowiał. Czyli NIE ZAWSZE, decyzje podejmuje pacjent. Jak nie wiesz, to nie pisz.

JodiPicoult

Oczywiscie, ze operuja osoby, u ktorych wystapily juz przerzuty. Znam co najmniej kilka takich osob.
Moze warto sprawdzic najpierw posiadane informacje, niz stawiac siebie w zlym swietle?

Harmony Odpowiedz

Dokumentację między szpitalami wysyła się wewnętrznie. Mało tego, pacjent ani nikt z jego bliskich nie może sobie ot tak wziąć dokumentacji. Lekarze takie zabiegi ustalają między sobą, wiem bo mój syn miał raka, Ty durna kretynko. Poza tym lekarz MUSI informować pacjenta. Całe to wyznanie to stek bzdur, którymi obrażasz osoby chore i ich rodziny. Szczeźnij.

Maslomaslanezmaslem Odpowiedz

Moja babcia też nie wiedziała, że ma raka jelita. Do śmierci nie wiedziała. Rodzice postanowili ją ratować za wszelką cenę... to była męka, ona cierpiała okropnie... i tak pożyła ledwo pół roku.

Ylifosretrik Odpowiedz

Ha, ha, ha! Żaden lekarz nie zgodziłby się operację, gdy guz jest tak duży i z tyloma przerzutami. Wsadź sobie wiesz gdzie tę wymyśloną historyjkę, bo aż krew się we mnie gotuje, że ktoś tak bajdurzy i gra na emocjach ludzkich.

Vito857 Odpowiedz

Informację o chorobie lekarz ma obowiązek podać także chorej.

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie