#QJ9ES
Ania siedem lat temu została wegetarianką, potem weganką. Ja lubię mięso i nabiał więc je jem. Początkowo godziliśmy to bez jakichkolwiek problemów, szanowaliśmy swoje wybory. Dopóki jakiś rok temu Anka nie dołączyła do kilku nawiedzonych wegańskich grup na Facebooku i nie przesiąknęła ich poglądami. Zaczęła nawracać mnie, rodzinę i znajomych, kiedy bezskutecznie, obrażała się. Zaczęła wyrzucać moje jedzenie, o co się kłóciliśmy. Doszło do tego, że zaczęła odtrącać mnie, gdy chciałem ją przytulić czy pocałować, bo podobno śmierdzę zwierzęcymi zwłokami. Kiedy znajomi kilka razy usłyszeli od Anki, że są trupożercami i biorą udział we współczesnym holocauście, zaczęli unikać jej towarzystwa. Moje próby rozmów kończą się kłótnią i fochem.
Mamy też trzyletniego syna. Olek od urodzenia ma problemy z tolerancją pokarmową, na szczęście dzięki dietetykowi wiemy, co mały może jeść, a nawet małymi kroczkami rozszerzamy mu jadłospis. Ku rozpaczy żony, w diecie syna muszą znajdować się drób, ryby i czasem jaja. Posiłki dla Olka i siebie przygotowuję ja, bo Anka potrafi się rozpłakać nad udkiem z kurczaka, który przed śmiercią zapewne okrutnie cierpiał. Dla dobra syna ignoruję jej fochy i karmię małego według zaleceń lekarza.
Ostatnio jednak grubo przesadziła. Bez uprzedzenia wzięła psa ze schroniska, typ wilczura. Lubię psy i nie miałbym nic przeciwko, gdyby to nie był pies z poważnymi problemami - adopcja przeszła błyskawicznie, podejrzewam, że zwyczajnie oddali kłopot pierwszej chętnej. Pomijając fakt, że pies miał zarobaczone jelita, ropę i martwe robaki w uszach, ropiejący oczy (żona zostawiła już u weta prawie dwie wypłaty), jest nieobliczalny. O ile mnie i syna toleruje, czasem tylko warknie, pies rzuca się jak dziki na każde inne zwierzę, nawet ptaki. Załatwia się tam gdzie stoi, w domu zaczyna śmierdzieć. Niszczy co popadnie, na szczęście żona zgadza się żeby nie wchodził do pokoju Olka. Behawiorysta też się ceni, a efektów nie widać, zresztą żona sama z nim tam chodzi.
Zaczynam mieć dość. Kłótni, fochów, smrodu psich siuśków, chowania wszystkiego. Wiem, że to nie wina psa, ale go nie chcę. Żona dobrze wie, że na problemowego psa nigdy bym się nie zgodził, głównie ze względu na synka, dlatego wzięła go za moimi plecami. Uważa, że Olek od początku powinien uczyć się kochać najbardziej pokrzywdzone zwierzaki.
Chciałbym separacji, żeby do żony cokolwiek dotarło, ale boję się, że stracę syna.
Nieźle szurnięta... To skrajnie nieodpowiedzialne brać do domu z małym dzieckiem dużego, dorosłego i totalnie niesprawdzonego psa. Nie mam nic do adopcji i sama mam już trzeciego adopciaka (nie, że trzy naraz, tylko trzeci z kolei przygarnięty), ale do domów z dziećmi powinno się brać psy z domów tymczasowych (tzw. DT), nie bezpośrednio ze schronisk, gdzie nie ma szans na ich wystarczające poznanie i sprawdzenie. Aż się dziwię, że w ogóle pozwoliłeś jej z tym psem przekroczyć próg mieszkania.
Tak czy inaczej, znam przypadek gdzie opiekę nad dzieckiem sąd przyznał facetowi dlatego, że babka nie chciała oddać psów (nie były agresywne, ale rasa z listy). Także albo pies robi wyjazd z domu, albo próbuj separacji, bo może dojść do tragedii i nie ma co ryzykować.
Z tego co opisujesz to nie masz co się martwic że stracisz syna. Jesteś świetnym ojcem i dobrze zajmujesz się synem.
To co robi twoja żona jak najbardziej nadaje się do separacji. I to napewno ty będziesz miał przy sobie dziecko a nie tak nieodpowiedzialna osoba jak Ona
Ty chyba nie wiesz jak działają polskie sądy...
Wszystko zależy od sędziego, bo to on podejmuje decyzję. Jeśli trafi się skrzywdzona przez mężczyzn sędzia, to rzeczywiście, facet ma marne szanse.
No ale też trzeba wziąć pod uwagę fakt, że mężczyźni raczej nie walczą o dziecko, a nawet jeśli to robią, to raczej by zrobić na złość żonie, a nie z powodu rzeczywistej więzi. Jednak zasadą jest, że mężczyźni niespecjalnie poświęcają swój czas i energię na zajmowanie się dzieckiem. To spada na kobietę, więc logiczne, że przy rozwodzie dziecko zostaje przy matce, bo to ona włożyła więcej czasu, energii i więcej poświęciła by wychować dziecko.
PiratTomi: naprawdę niewiele wiesz o działaniu polskich sądów rodzinnych... "Tato" wcale się jakoś szczególnie nie zdezaktualizował...
Mnie uzyskanie pieczy naprzemiennej nad córką kosztowało 4 lata batalii sądowo-psychologicznej. 6 orzeczeń o silnej więzi z córką. 28 ciężkich nadużyć władzy rodzicielskiej ze strony eksi (w tym dwukrotna wyprowadzka na drugi koniec kraju i dojeżdżanie ponad 500km by zobaczyć córkę), trzy kłamliwe oskarżenia o molestowanie (raz eksi, dwukrotnie córki), 13 grzywn za utrudnienie kontaktów przez eksię i jeszcze kilka innych spraw, o których niekoniecznie chcę/mogę pisać na internetach.
Miała nosa żeby nie zostawiać córki ze zboczeńcem.
Nie, idioci. Bo zainicjowana przez teściową depresja w połączeniu z nieleczonym borderem, rozjechała nam związek. A dziecko wywalczyłem. Jeżeli cztery lata traumy mojego dziecka podczas batali o nią są dla was źródłem satysfakcji, to jesteście większymi zjebami, niż sądziłem. Jestem bardziej niż przekonany, że żaden z waszej żałosnej paczki nie byłby zdolny do ilości poświęceń, które musiałem ponieść by być tatą dla mojej córeczki, więc możecie mnie w dupę pocałować, pajace..
Tego nie wiesz, za to bądź pewien, że nie nosimy rogów, a na pewno nie zgadzamy się na nie jak jakiś bezwolny mamej bez charakteru.
Akurat tego, że nosicie rogi, to w waszym wypadku jestem niemal pewny, bo żadna szanująca się kobieta nie zgodzi się być "workiem na spermę", jak to określa twój przyjaciel, Boruta (Swoją drogą to gratuluję sojuszników. Największy kretyn na serwisie radośnie przyklaskuje każdej twojej wypowiedzi. Wnioski wyciągnij sam 🤣) ani przedmiotem, jak w wypadku twojego, bogobojnego podejścia (wszak... nie będziesz pożądał żony bliźniego, ani żadnej INNEJ RZECZY...). Tak więc ja, chłopaki, owszem, kocham się grupowo. W różnych konfiguracjach...
..ale co do tych rogów, to ja bym się, na waszym miejscu, solidnie po czaszkach obmacał 🤣
Kiedy nie wiesz co powiedzieć, więc przypisujesz adwersarzowi swoje własne cechy licząc, że zmniejszy zmienić waga która ciąży w chwilach refleksji...
*...zmniejszy się ich waga...*
Dragomirze, jak rozumiem, piszesz o sobie..? Bo ja się w cuckold nie bawię, co ci wielokrotnie tłumaczyłem.
A tak poza tym..
Wy macie jakąś obsesję na punkcie tego cuckoldu? Po raz nie wiem, który.. nie funkcjonuję w relacji typu cuckold, nigdy nie funkcjonowałem, ani funkcjonował nie będę. Ani mnie, ani mojej partnerki, taki typ relacji w ogóle nie kręci. Chcecie się tym brandzlować, na bogów wszelakich, poszukajcie kogoś, kogo to interesuje, albo sami zacznijcie spełniać swoje fantazje..
Nawet rozumiem, że w waszym prawackim, prymitywnym rozumowaniu kobieta jest przedmiotem i workiem na spermę (Boruta wielokrotnie to tłumaczył) i możliwość porównania z kimkolwiek sprawie, że wasze małe, prawackie serduszka truchleją że strachu o to, że ktoś będzie lepszy (zapewne słusznie). Ale..to wasz problem.. no, może jeszcze lasek na tyle zakompleksionych, by być waszymi partnerkami.
Co zaś do tego, jakim jestem ojcem, to pocałuj mnie w dupę. Jestem ojcem, któremu w polskim sądzie rodzinnym udało się uzyskać opiekę naprzemienną pomimo sprzeciwu matki, który według sześciu zespołów psychologów ma wspaniałą więź z córką, mimo szykan i alienacji, który przez dwa lata dojeżdżał do dziecka 550km w jedną stronę i zaliczył dwie przeprowadzki byle być z córką. Więc możesz mi, co najwyżej, buty wyczyścić.
Zacznie się pranie brudów, ale nagrywaj kłótnie, ale niech ona sama wybuchnie, poruszaj w nich te tematy które wskazują że coś jest nie tak
- niebezpiecznego psa którego nie chciałeś
- kłótnie o wyrzucanie jedzenia
- jej fanatyczne wyzywanie związane z wegaństwem
- jej zachowanie gdy musi przyrządzić mięsne posiłki które są niezbędne dla dziecka (oraz kopię diety która wykaże że mięso dziecko jeść musi)
- wszystko co przedstawi ją w złym świetle
zbierz dowody, zbierz świadków, a w sądzie podczas separacji wszystko przedstaw, a dziecko trafi w bezpieczne ręce - do Ciebie, a żona będzie miała czas by się zastanowić nad swoim zachowaniem i miejmy nadzieje że zastanowi się jak bardzo jej zachowanie krzywdzi jej bliskich, że Ci aż uciekli od niej.
Idź do prawnika, on Ci powie co zrobić i jak wystosować wniosek do sądu. Jeśli będziesz mieć dowody to mimo, że będzie ciężko to to powinieneś dostać prawo do opieki nad dzieckiem. Małżeństwo powinno się wspierać i akceptować, u Was tak nie jest. Przypomina mi się historia, gdzie para wegan została aresztowana, bo głodzili dziecko. Mały miał 1,5 roku, a był karmiony tylko mlekiem kokosowym (zamiast mleka matki) i innymi typowo weganskimi składnikami. Dziecko mimo wieku ważyło około 5 kg (czyli połowę tego co powinno) nie potrafiło się obrucic na brzuszek/plecy, nie jestem pewien czy było w stanie się kontaktować czy tylko skończyło się na lekkim gaworzeniu :(
Z weganizmem jest jak z penisem: świetnie, że go masz i się z niego cieszysz, ale jak zaczynasz go wciskać innym na siłę to się zaczyna robić chore.
Ona wzięła psa bez twojej wiedzy, ty oddaj psa bez jej wiedzy
Tylko, że pies to nie rzecz.
Szkoda psa, nawet jak chory i źle ułożony.
Miałam pisać to samo. Ten pies może byc niebezpieczny dla dziecka i powinien wrócić do schroniska. Za głupotę ludzi niestety płacą zwierzęta.
Hvafaen - oni mają dziecko. Matka jest szurnięta. Co zostaje temu facetowi? Musi ogarniać ten burdel dla bezpieczeństwa własnego dziecka. Niestety, ale tak to wygląda.
Hvafaen - wiesz, że w razie rozwodu i braku komunikacji między rodzicami to dziecko zostanie z matką a ojcu zostaną sądownie ustanowione wizyty? Żona będzie robiła z dzieckiem dalej, co chciała a on nie będzie miał na to wpływu. Niestety prawo w Polsce nie działa idealnie i ciężko odseparować dziecko od nieodpowiedzialnego rodzica. A już zwłaszcza matki.
No coś z głową ma twoja kobieta
Wyślij ja do pracy i zobaczysz że nie będzie miała czasu na plakanie nad udkiem kurczaka
A ten behawiś to chyba nie ogarnia poszukaj innego
Żona pracuje. Co do psa, wczoraj postawiłem warunek - albo spróbuje z innym behawiorystą i to skutecznie, albo psa oddajemy, ewentualnie ja z małym się wyprowadzam. Jak zwykle była awantura, żona na weekend pojechała z psem do przyjaciółki
Jest duża szansa, że skoro pies jest tak agresywny, to koleżanka ją wyrzuci i może to chociaż trochę ją dotknie.
czarnyRower dość znamienne jest to, że pojechała z psem, a syna zostawiła z Tobą. I, kurcze, nagrywaj!!!! Nawet, jeśli chcesz ratować związek. Nie życzę Ci, żeby te nagrania były potrzebne, może Ci się luba jeszcze ogarnie. Ale, wiesz.....lepiej mieć i nie potrzebować, niż potrzebować, a nie mieć. Powodzenia.
Ostatnie zdanie! Wez syna ze sobą :) jesli jie weźmiesz to skonczy z alergia i pogryzieniami. Moze to wstrzasnie twoja żona i zacznie myslec o innych a nie tylko o swojej dupie.
Zbieraj dowody, szczególnie wybuchy złości i kłótnie o mięso. Nagraj, jak prosisz żonę, żeby ugotowała młodemu to, co zalecił lekarz i jej odmowę. Jak nie chce Twojego dotyku, bo "śmierdzisz" itp. Weź młodego do psychologa.
Złóż pozew z orzeczeniem o winie. A potem, w towarzystwie adwokata, złóż eksi propozycję. Albo rezygnujesz z orzeczenia o jej winie, dzielicie majątek i opiekę nad synem po równo, albo rozpieprzasz ją w sądzie. I ok, z opieką nad młodym może być w wypadku batali sądowej bardzo różnie, ale niech ma świadomość, że ze wspólnego majątku do otrzyma wtedy MOŻE z 1/4.. To z reguły dość poważny argument.
Jeżeli, mimo wszystko, zdecyduje się na walkę, argumentuj, że jako jedyny z rodziców możesz zadbać prawidłowo o dietę, a przez to o zdrowię dziecka. Wniosek o ewaluację psychologiczną też nie jest od rzeczy.
Mi się udało.
Kumplowi, po moich radach, też. Obaj mamy pieczę naprzemienną. Ja nad córką, on nad swoimi dziewczynkami. Więc szansa jest.
Powodzenia.
Kuźwa kto normalny wydaje tak chorego psa do adopcji?!
Co do zapachu trupa się zgadzam, bo naprawdę po kilku latach niejedzenia mięsa węch się wyostrza na smród padliny i jak zjesz to na obiad to po prostu tym walisz. Ja się już przyzwyczaiłam, bo mój facet też nie jest jeszcze wege, chociaż jest w trakcie, ale bezpośrednio po jego posiłku się do niego nie garnę.
Przecież jesteście trupożercami, więc o co te fochy? Prawda w oczy kole? :D
To, że płacze nad udkiem z kurczaka to w pełni normalne. Każdy bardziej empatyczny człowiek przejąłby się zwłokami zmaltretowanego zwierzaka.
Jawiem, a skąd wiesz, że kurczak kupiony w sklepie był maltretowany? Rozpoznajesz to po kolorze mięsa czy po zapachu? Wiadomo, że zdarzają się nadużycia, ale przemysł mięsny już od dawna zmierza w kierunku jak najbardziej *humanitarnego* uśmiercania zwierząt (jakkolwiek to nie brzmi...) więc chyba można w miarę bezpiecznie założyć, że poza patologicznymi wyjątkami ubój jest przeprowadzany możliwie bezboleśnie...
I z ciekawości, czy tylko człowiek po mięsnym posiłku pachnie *padliną* czy koty i psy także?
Uzytkownik404, Zapewniam Cię, że był maltretowany o ie nie płacisz komuś znajomemu za to mięso. Idzie może w lepszym kierunku ale powolutku bo ludzie mają sprawę w dupie
Przepełnione schroniska oddają psy do adopcji biednym ludziom to potem pies do nich wraca. Płakanie nad udkiem maltretowanego zwierzaka nie jest normalne, jako ludzie nie płaczemy nad każdą tragedią która nas nie dotyczy bo inaczej jako gatunek byśmy nie ruszyli. Po prostu zyskujemy odporność z wiekiem
KlaraBarbara
Dziękuję, dałaś mi do myślenia... Chyba jestem zbyt naiwna :c
Wywal kundla z domu. Co do żony to dokumentuj sytuację gdy nie wykonuje obowiązków rodzicielskich i wtedy masz szansę na opiekę.
Nie wywal z domu, tylko komuś oddaj. Komuś, kto ma możliwość do opieki nad takim chorym psem. Wywalać z domu to się powinno takich, jak ty, Ssoftkitty1