#PqPoL

Jakiś czas temu pojawiło się wyznanie związane z IQ. Tak się składa, że też mam owe ponad 140 (144) i szczerze mówiąc nie czuję się jakoś specjalnie inteligentny.

Umiejętność rozwiązywania testów to pierdoła. To, że ukończyłem studia inżynierskie, jako jedyny facet z mojej pierwotnej grupy bez urlopu dziekańskiego, że zdawałem wszystko planowo (wcale nie żadne pięć-zero), że miałem pełno zainteresowań, że łatwo się uczyłem itd. itp. ma jakieś tam znaczenie, ale niewielkie. Dziś zarabiam okolice 2 średnich krajowych i czuję się absolutnie niezrealizowany, niespełniony. A nie mam pojęcia, co by mnie spełniło. Wolałbym mieć zawodówkę, a być obdarzony zdolnościami biznesowymi, tą żyłką do interesu. Faktycznie uważam, że ściemniam - pracuję jakieś kilka procent czasu, wyrabiam się, choć jestem bardzo zdekoncentrowany, bardzo ciężko mi skupić uwagę i faktycznie od wielu lat nie rozwijam się. Jakbym się wysycił do pewnego momentu i potem zainteresowania uleciały, nie mam ochoty w nic wnikać, większości rozpoczętych spraw nie kończę, moja praca mnie niezbyt interesuje, wszystko odkładam, przesuwam, nie mam poczucia rywalizacji, ambicji, w nic nie wierzę, czuję się pusty. Nie mam pojęcia, czego chcę, nic mnie nie porywa, nic nie jest pasją. A właściwie coś mnie porywa na chwilę - wnikam, kupuję akcesoria i naraz puff... jakby ktoś wyłączył mi jakiś przełącznik. Przestaje coś dla mnie znaczyć i popadam w apatię do następnego zainteresowania. Jadę w pracy z rozpędu, bo w sumie nauczę się wszystkiego, choć sam wiem, że przyswajam bardzo mało treści - raczej dobrze "nawiguję" pomiędzy kilkoma punktami.

Kiedyś jakoś oczekiwałem, że może IQ mi w czymś pomoże - teraz w wieku średnim marzę o emeryturze, o samotności, o braku rozmów o codzienności, o tym, żeby nikt nie przychodził z problemami, o niczym nie mówił, każdy dał spokój. Czuję się rozczarowany sobą.
36873 Odpowiedz

Trzymaj się chłopie, też byłem na takich badaniach i na szczęście okazało się że jestem zdrowy, nie mam żadnego IQ

Corazwiecejpustki

To zrob jeszcze test na HIV. Tak, dla pewnosci. Samo IQ to troche malo.

radiant

Niestety w świecie idiotów wysokie IQ jest jak choroba psychiczna.

Waniliowabeza

Ale moze masz QI, idz do jakies szamana chinskiego, zwykli lekarze sie nieznajo

tewu

Radiant nie, jak choroba psychiczna jest wywyższanie się z powodu wysokiego IQ i przekonanie, że umiejętność kojarzenia faktów sprawia, że zawsze masz rację

chlef123

"nie mam żadnego IQ" xD

pixdrzwi Odpowiedz

Rozumiem Cię kompletnie. W teorii osiągnęłam dużo, praca „marzeń”, ukończone trzy kierunki studiów, teraz planuję kupić mieszkanie. Ale co z tego, jak nie czerpię z tego satysfakcji, wieczorami nic mi się nie chce i czuję się nieszczęśliwa. Mam wrażenie, że przez ten intensywny okres do 30 r.ż. wypaliłam resztę energii na pozostałą cześć życia.

Bidford

Poznajcie się!

Kris2020

@Bidford Idźcie i rozmnażajcie się.

MariuszGajusz

Weźcie się kur*a zejdźcie z autorem tego gniota i razem przeżywajcie swoje urojone męki istnienia. :D

hiperbolka Odpowiedz

Szczerze polecam Biblię :) samo czytanie jest dość pochłaniające, a co dopiero analiza :) a nuż uda Ci się znaleźć odpowiedź na pytanie o sens, po co nam to wszystko :)

Umbriel

Wysokie IQ połączone z czytaniem ze zrozumieniem ukazuje bardzo szybko, jakim stekiem, wzajemnie sprzecznych i niespójnych, bzdur jest bliblia. Nudnym na dodatek..

Wolfdzban

Najprościej zobaczyć odkrycia archeologiczne, praktycznie nie pokrywają się z tym co pisze w biblii

Wolfdzban

choć w dalszym ciągu uważam to za dość ciekawą książkę

Umbriel

Podstawy antropologii też wiele wyjaśniają.. podobnie jak sama niespójność teksu..

tewu

Umbriel no to ciekawe, skąd się biorą teologowie z wysokim IQ... Rozumiem, że możesz być niewierząca, to całkiem spójny element światopoglądu, ale myślenie, że ze wszystkich możliwych wersji tylko wyznawcy twojego światopoglądu są inteligentni jest dość egocentryczne.

Karboksyhemoglobina

To, ze ktoś jest teologiem nie znaczy ze wierzy w to co jest w Biblii. Wystarczy, ze wierzy w pieniadze.

Umbriel

Karbo, właśnie to chciałem napisać. 🤣 Skąd się biorą? Z upodobania do władzy, kontroli społecznej i zwyczajnej hipokryzji.

Ekoniks

Możecie się śmiać, ale twórcy wszystkich religii musieli mieć naprawdę duże IQ. Wbrew pozorom trudno jest wcisnąć jakąś historię, bez namacalnych dowodów, przekonać ludzi, by w jej imię zabijali innych ludzi, a także oddawali swoje majątki, kaleczyli się, odmawiali sobie przyjemności i wierzyli w to, tysiące lat, z pokolenia na pokolenie, mimo dowodów wskazujących, że to, co mówią, to w większości kłamstwa.

hiperbolka

Według mnie warto ją przeczytać, żeby wyciągnąć swoje własne wnioski. Po prostu :) nie nawołuje do przyłączenia się do wyznawców którejkolwiek religii :)
PS Jest dużo odkryć archeologicznych, które działają również na korzystać Biblii. Np. w Nehemiasza napisano, że w Jerozolimie Fenicjanie handlowali z Izraelitami. Odkrycia to potwierdzają - znaleziono zarówno fenickie przedmioty, jak i ryby z Morza Śródziemnego (o których też wspomniano).

chibiterasu Odpowiedz

Na psychologii poznawczej mnie uczyli, że IQ bada w zasadzie niewiele poza umiejętnością rozwiązywania testów na IQ. Poza dużymi odchyleniami w którąkolwiek stronę, nie ma właściwie znaczenia.

Ankaaa

A ja bym powiedziała, że może nie tyle samego rozwiązywania testów na IQ, co ogólnie takiego logicznego myślenia, rozpoznawania schematów itd., bo jednak bez tego nie będziesz dobry w rozwiązywaniu testów na IQ ;) Są to generalnie bardzo przydatne umiejętności, ale taki wynik nie czyni z kogoś od razu geniusza. Myślę, że autor za dużą wagę przywiązuje do tego IQ i przez to sam na siebie nałożył jakąś presję. Ja to zawsze uważałam tylko za taką ciekawostkę.

Tulipan95

A to ciekawe, bo mi mówili coś innego na psychologii poznawczej. :)

HellBlazer Odpowiedz

Nigdy nie będę w stanie zrozumieć dlaczego Ci "inteligentni" ludzie to tacy idioci. Serio. Test, którego wynikiem się posługujesz to z pewnością test, którego już nikt nie używa (nie pamiętam nazwy) w dodatku zapewne na inteligencję skrystalizowaną (rozpoznaję to po wyniku, bo w bardziej dostosowanych testach różnica sięga kilkunastu, a często nawet i więcej punktów, a 140 IQ z nowego na inteligencję płynną to w zasadzie bycie Bogiem). No więc te stare testy to w zasadzie banalne schematy (jako nastolatek dobijałem w nich do 135 bez wysiłku), a ludzie "inteligentni" nie umieją dostrzegać schematów, wzorców i algorytmów zachowań nigdzie indziej poza kartką papieru? Pomijając rodzaje i funkcjonalności tych rodzai inteligentncji (wynikające z indywidualnych cech stałych i zmienionej percepcji) to Ci wszyscy ludzie są strasznie głupi (nie wszyscy). Jak można nie rozumieć świata będąc tak inteligentnym? Poczucie zagubienia i odosobnienia czy co? To nadal głupie.
Gdyby ktoś się przyczepił to facet sam pisze, że według niego nic to nie daje, a wszystkie cechy, które wymienił w zasadzie nie świadczą o inteligencji jako takiej

tappi Odpowiedz

Mam wśród znajomych kilka osób wybitnie uzdolnionych, dziedziny nieistotne. Prawie każda z nich mogłaby się pod tym wyznaniem podpisać. Łączy je niezwykła łatwość w osiąganiu celów i kompletny brak satysfakcjsatysfakcji z czegokolwiek. Obserwuję to zjawisko od lat i wciąż na nowo uderza mnie, jakim ciężarem może być coś, co na pozór wydaje się błogosławieństwem. Wydaje mi się że szczególnie ważne byłoby u takich osób wsparcie psychologiczne od najmłodszych lat. Tego jednak większość "cudownych dzieci " zazwyczaj nie otrzymuje.

huncwotprzebrzydly

"Zbyt inteligentni, żeby żyć szczęśliwie" szczerze to nie znam osoby która jest jakoś ponadprzeciętnie inteligentna i udało jej się spełnić i być szczęśliwym. Nawet jeżeli coś osiągasz to jest to bardzo chwilowe, zawsze jest coś więcej, trudno dogonić własne wyobrażenie o sobie. To wszystko jest jeszcze wzmacniane przez presję społeczną - jesteś taki inteligentny, to musisz sobie radzić ze wszystkim, musisz mieć same sukcesy... Plus wszystko przychodzi hiper łatwo - podstawówka liceum i średnia 4.5 - 5 pomimo braku nauki, potem studia i życie i wszystko co jest trochę trudniejsze powoduje frustrację i narastające zwątpienie w swoje możliwości... Dodatkowo takie osoby dostrzegają znacznie więcej, i wychwytują mimochodem to co się dzieje wokół, problemy polityczne, to dokąd zmierza świat... Myśli samobójcze po pewnym czasie to już coś normalnego. Nie polecam.

KlaraBarbara Odpowiedz

Jak tak CI się dobrze żyje ale nie czerpiesz z tego radości to może wybierz się do jakiegoś dobrego psychologa? Pomoże z codziennymi problemami, da się wygadać, może zasugeruje co możesz zrobić?

Lunathiel Odpowiedz

Aż napiszę, bo to jest chyba powszechny problem i może komuś się przyda ten komentarz. Wiesz, przez jakiś czas też byłam takim "gifted kid" - zawsze najlepsza w klasie, też miałam wrażenie że niektóre rzeczy są za łatwe, czułam się jakbym oszukiwała robiąc wszystko szybciej. Do końca liceum dojechałam tak "z rozpędu", bywało już źle z moją psychiką, ale wtedy jeszcze nie tragicznie. Dostałam się na "wymarzone studia", dokładnie tam gdzie chciałam (dodam że liceum i studia miały kierunki artystyczne, więc oprócz "zwykłego" uczenia się musiałam wyciskać z siebie jeszcze sporo kreatywności). I szło mi super. Coraz gorzej, ale ciągle super. Dopóki już całkiem nie rozłożyła mnie depresja. Stopniowo traciłam zainteresowanie wszystkim co lubiłam, zaczynałam coś i w połowie traciłam zapał. W pewnym momencie złapałam się na tym, że nie słucham już nawet muzyki, bo żadna nie podoba mi się tak jak kiedyś (zawsze słuchałam dużo, mnóstwa przeróżnych gatunków). W najgorszym okresie przez bardzo długo nie umiałam przeczytać książki do końca (chociaż zawsze czytałam sporo), bo zwyczajnie nie potrafiłam skupić się na niczym na dłużej niż kilka minut. I to było jeszcze w czasie, kiedy dawałam radę normalnie chodzić na zajęcia. Potem nawet na to nie miałam siły. Jakieś ~5 lat od diagnozy to było ciągłe zmienianie lekarzy i szukanie kogoś kto w końcu mi pomoże, zmienianie leków na inne które tak samo nie działały, męczenie się ze wstaniem z łóżka i zapętlanie się w myśleniu typu "może to ja przesadzam, może wszyscy tak się czują a pracują mimo tego").

Ale w końcu udało mi się jako-tako pozbyć depresji. Jak? Myślę że kluczowe były dwa czynniki: po pierwsze - znalezienie leku, który działa tak jak powinien działać lek antydepresyjny (a nie za zasadzie lekkiego poprawienia humoru, ale jeszcze większego rozleniwienia); i po drugie - terapia, czytanie wszystkiego z dziedzin psychiatrii i psychologii co wpadło mi w ręce i w efekcie zmiana podejścia do życia o 180 stopni.

(reszta niżej)

Lunathiel

Teraz wiem już, że oprócz nierównowagi neuroprzekaźników, stan w jakim byłam zwykle ma równie ważne psychologiczne przyczyny. Nauczyłam się co powinnam zmienić, co poprawić, żeby te epizody nie wracały czy przynajmniej wracały jak najrzadziej. Także polecam zagłębić się w to, poczytać fachową literaturę, posłuchać ludzi którzy znają się na tym lepiej od ciebie. Albo od razu znaleźć dobrego terapeutę, który powie ci to na twoim własnym przykładzie.

Nie chcę skupiać się na tym co trafiło do mnie najmocniej, bo może u ciebie tą brakującą wiedzą będą zupełnie inne rzeczy, ale wymienię te które mi przyszły do głowy. Pierwsza: sposób w jaki budowałam poczucie własnej wartości był dość niezdrowy. Zakładałam, że to czy jestem "dobra" zależy od tego ile osiągnęłam, w ilu dziedzinach sobie radzę. Teraz wiem że gówno prawda i bycie wartościową osobą ma się nijak do tego czym się chwalisz w CV. Możliwe, że przez twoje wysokie IQ, w młodości ktoś też wbił ci do głowy, że "masz duże możliwości i możesz wiele osiągnąć", jednocześnie nieświadomie przekazując ci, że osiągnięcia = osiągnięcia naukowe i zawodowe. Może dlatego jest ci źle z tym, że nie rozwijasz się w pracy i nieświadomie karcisz się za "marnowanie potencjału". Druga rzecz: kiedyś myślałam że to czy "umiem w rozmowę", czy swobodnie się czuję przy obcych osobach itp, to mało istotna kwestia przez to jaki wybrałam zawód. No nie, to zajebiście ważna kwestia kim byś nie był. Inteligencja emocjonalna, tzw. umiejętności miękkie, mają wpływ na CAŁE życie. Nieważne jaki masz charakter i potrzeby, życie społeczne wpisane jest w ludzkie geny, potrzebujemy kontaktów do szczęścia. Może brakuje ci osoby/osób, z którymi mógłbyś szczerze porozmawiać i poczuć się zrozumiany? Wysokie IQ może być ogromną przeszkodą w budowaniu relacji, bo trudno znaleźć kogoś z mniej więcej tym samym tempem myślenia i przyswajania informacji. Jeśli nie masz - szukaj. Pamiętaj że to ważniejsze niż może ci się wydawać.

Trzymaj się i powodzenia ❤️

Corazwiecejpustki

Ciekawe, ze jestes chyba jedyna osoba, ktora zwrocila uwage na niezbednosc interakcji z innymi ludzmi. Co ciekawe, jest ona konieczna na kazdym poziomie intelektualnym.

hyde989 Odpowiedz

Jak Ty to pięknie napisałeś. Język którego używasz dużo o Tobie mówi, w pozytywnym sensie.

Umbriel Odpowiedz

140+?
Typowy problem. To, co mogę poradzić, to jakiś rodzaj sztuki. Tworzenie pozwala naprawdę osiągnąć uczucie spełnienia i satysfakcji.
Druga kwestia to psychodeliki. Srogo odmieniają spojrzenie na wiele spraw, a z odpowiednim potencjałem intelektualnym będziesz w stanie wiele z nich wyciągnąć. Ot, jak raz zaczyna się sezon "grzybowy" ;)
Pozdrawiam z tego samego pułapu 🤟

tewu

Poważnie, narkotyki?

Umbriel

Nie narkotyki, a psychodeliki. LSD i Psylocybina są już legalne w kilku krajach, lista rośnie, są coraz częściej używane w terapii. Zarówno psychologicznej, jak i uzależnień. Bo nie wiem, czy wiesz ale od obu tych substancji NIE DA się uzależnić. Jest to fizycznie niewykonalne, a wręcz wyciąga z nałogów jako skutek "uboczny".

Dragomir

To już wiem skąd te twoje wysrywy Umbriak. Nikt na trzeźwo by nie wytrzymał jakby mu ktoś panienkę rżnął, a i ona by nie zniosła jakby jej "ukochany" maczał kija w innej sadzawce. Srogo musita ćpać panocku.

bazienka

nazwij sobie to jakkolwiek chcesz, substancje psychoaktywne wypalaja mozg i maja wlasciwosci uzalezniajace
moj kolega po takich akcjach ma 2biegunowke, padaczke i zespol abstynencyjny, nie polecam takich przyjemnosci

Lunathiel

@bazienka Oho. MOJE ULUBIONE - pakowanie wszystkiego co psychoaktywne do jednego worka. Aż odpiszę na stary komentarz pod starym wyznaniem bo jak widzę takie szerzenie dezinformacji to mnie skręca. Nie masz pojęcia o czym piszesz. Po prostu. Nie istnieje na świecie substancja, która "wywoła" u kogoś chorobę dwubiegunową. Może co najwyżej pogorszyć stan danej osoby i dopiero wtedy choroba okaże się możliwa do zdiagnozowania. To raz. A dwa: skoro gadasz o zespole abstynencyjnym, to gadasz o substancjach, które mogą go spowodować. Czyli tych uzależniających fizycznie. A akurat psychodeliki są od nich TAK DALEKO, że twoje podpinanie się pod ten komentarz jest wręcz absurdalne. Akurat w tym przypadku Umbriel napisał same fakty, dobrze udowodnione - tak, psychodeliki są w stanie POMAGAĆ w leczeniu uzależnień, i tak, NIE UZALEŻNIAJĄ SAME W SOBIE. Fizycznie niezbyt możliwe jest branie ich zbyt często, bo tolerancja rośnie skokowo (czyli np. następnego dnia taka sama dawka wzięta ponownie już praktycznie nie zadziała). Więc następnym razem ogarnij o czym w ogóle była rozmowa, zanim wepchniesz się w jej środek ze swoimi dowodami anegdotycznymi i opisami skutków nadużywania CZEGOŚ ZUPEŁNIE INNEGO :')

Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie