#OgeLi

Może to i będzie żal post, ale może komuś da do myślenia.

Od ponad miesiąca jest kwarantanna, rząd wprowadził wiele zakazów, kazał nam siedzieć w domu itp. Niewiele jednak osób wie, że przez wirusa wprowadzono zakaz porodów rodzinnych... Dla nas - kobiet w ciąży - jest to cios prosto w serce. Wiem, że dawniej kobiety rodziły same i było to na porządku dziennym, ale dawniej było wiele rzeczy dozwolonych, które teraz są zakazane prawnie. Wiele osób twierdzi, że jest to dla naszego i personelu dobra - co jest kompletną bzdurą. Jeśli mieszkam z mężem, który miał być przy mnie podczas porodu, to jest niemal pewne, że albo oboje mamy wirusa, albo żadne z nas go nie ma. Personel też pracuje na zmiany, więc może się zarazić wszędzie. Już teraz na wielu forach jest informacja, że brakuje lekarzy i pielęgniarek do pracy - z położnymi jest to samo. Podczas wielu porodów kobiety muszą radzić sobie same... już nie wspomnę, że nie każda położna jest aniołem. WHO zaleca, żeby porody rodzinne normalnie się odbywały i w reszcie krajów odbywają się normalnie. Fundacja na rzecz kobiet w ciąży wystosowała pismo do ministerstwa zdrowia, po drodze Rzecznik Praw Obywatelskich też napisał osobne pismo, że nie ma przeszkód, żeby porody rodzinne się odbywały. Ich zdanie niestety jest g... warte, jak widać, bo dalej jest odmowa.

Nikt nie liczy się z tym, że większość kobiet w tej chwili jest tym wykończona psychicznie. Nikt nie liczy się z tym, że nie mamy dostępu do lekarza, badań i wizyt, bo większość przychodni jest albo zamknięta, albo przyjmuje tylko pilne przypadki.

Wiecie czemu wam to piszę? Bo nic tak mnie nie wkurwia jak gównoburza w tv i internecie na temat ustawy o aborcji. Nie zrozumcie mnie źle, sama się podpisałam pod petycją przeciwko wejściu ustawy w życie. Wkurza mnie to, że jak chodzi o aborcję, to nagle wszystkie kobiety potrafią się skrzyknąć, wystawiać na profilu na fejsie grafiki itp. Ale jak my złożyłyśmy petycje i próbowałyśmy nagłośnić, że są nasze prawa jako kobiet łamane, to był zerowy odzew. Nawet wśród znajomych, jak wysłałam petycję, to podpisały się może trzy osoby, natomiast na insta i fejsie o aborcji większość wrzuca relację i zmienia profile. Mogłabym tak pisać i pisać, ale i tak większość ma to w dupie, tak jak do tej pory było.

Tekst jest lekko chaotyczny, ale dla kobiet w ciąży będzie za pewne zrozumiały. Nie jesteście same, bądźcie silne!
anonimowa2666 Odpowiedz

Czy tylko ja nie ogarniam co jest fajnego w porodach rodzinnych ? W życiu bym nie chciała aby mój mąż był przy mnie w takiej chwili i się na to patrzył.

mashki

Dobrze że całego osiedla nie zabierają.

Dla ciebie może nic fajnego w tym nie jest, ale jest to zapisane w rozporządzeniu z 2018 roku, że kobieta ma do tego prawo. O to chodzi, jawne łamanie prawa przez zastraszanie

Ostrzenozeinozyczki

To, że wy tego nie kupujecie nie znaczy, że dla innych kobiet to nie jest ważne. Znam dziewczyny które przechodziły poród z partnerem i tylko dzięki jego bliskości jakoś go zniosły.

kociak301

@anonimowa2666 Też tego nie rozumiem, ale każda rodząca jest inna. Osobiście też uważam, że widownia w takim momencie jest nie potrzebna - jedynie personel szpitala, który jest przyzwyczajony do takich widoków

Komika

Mąż nie patrzy w krocze. Jest obok, podaje wode, uspokaja. I najważniejsze! Położne nie gardzą rodzącą, bo jest ktoś kto ma jasny umysł.

Wredna90

Mój partner był przy porodzie i przeciął pępowinę. Nie potrafię nawet opisać jakim wsparciem był dla mnie w tym czasie. Spędziłam na porodówce 30h, byłam zmęczona fizycznie i psychicznie. Na pytanie co z moim dzieckiem, położna odpowiedziała tylko nie wiem. To on wypełniał papiery, pomagał utrzymać wygodną pozycję i podawał wodę, instruował jak mam oddychać. Jak autorka napisała nie każda położna to anioł. A teraz jak jeszcze brakuje personelu, to taka pomoc z zewnątrz może być nieocenioną pomocą.

MamDwaPsy

To przypomina mi się stara historia, jak moja babcia rodziła ostatniego syna. Kiedy już zaczęła, lekarz tylko raz na nią spojrzał i wyszedł. Babcia wyła z bólu, nikt się nią nie interesował. Poród jakoś w nocy się zaczął, a dopiero rano jak ordynator przyszedł do pracy to podszedł do babci. I się wkur*ił. Babcia rodziła poprzecznie, dziecko duże więc ją rozrywało. Wzięli ją na stół, szybko dziecko wydobyli i musieli ją całą pozszywać. I tutaj nie żartuję, cała moja rodzina potwierdza tą historię. A jak mi opowiadała, to przyznała, że dobrze, że teraz mężowie mogą być przy rodzącej, bo oni mogą zawsze się zacząć wykłócać, czy nawet po prostu podejść i zgłosić, że coś się dzieje nie tak.
Jeżeli jesteście ciekawi, co się stało z lekarzem, to on pił w pracy. Jego praca to było zajrzeć do rodzącej i koniec. Co dokładnie się z nim stało, tego nawet babcia nie wiedziała. Ale to już stara czasy były.
Myślę, ze właśnie po to są potrzebni inni, by w razie problemów pomóc. Nie zawsze musi to być mąż, wielu kobietom jest łatwiej jak ktoś jeszcze jest tylko dla nich (i personelowi szpitala również) bo tu poda wodę, tutaj uspokoi, pomoże w ćwiczeniach itd, a jak już będą problemy to będzie walczyć, aby się ktoś nią zajął.

PoraNaPiwo

Anonimowa2666, tu nie chodzi o to czy jest fajne, czy nie, ale o możliwość wyboru. Tak jak z aborcją.

KlaraBarbara

Tak jak inne osoby napisały - jest wsparciem dla rodzącej i zapewnieniem jej lepszej opieki, bo rodzące sie różnie traktuje podczas porodu, ja również bym wolała partnera by właśnie był moim zabezpieczeniem

Dak

W życiu bym nie chciał żeby moja żona musiała rodzić beze mnie.

Zobacz więcej odpowiedzi (19)
Komika Odpowiedz

Poród z partnerem jest bardzo wskazany. Kobieta w czasie porodu nie myśli logicznie, często położne się wyżywają, źle traktują rodzące. Jak jest mąż to zupełnie inaczej położne podchodzą do kobiety.

Poza tym poród trwa nawet dłużej niż 24h, w tym czasie rodząca w większości jest sama, bo położnych jest zbyt mało. W tym czasie mąż może podać wode, wesprzeć, pomasować plecy.

Jeśli nie rodziłyście to się nie wypowiadajcie czy mąż jest potrzebny czy nie. Bo dopiero jak przez to przejdziecie to będziecie w stanie zrozumieć.

budyn4

No i się nie wypowiadają. I nie podpisują petycji.

Angelunia1234

A ja się wypowiem. Miałam dwa porody i przy każdym z porodów z przyczyn niezależnych byłam samotna jak palec i mimo że było mi ciężko o chwilami bałam się to i tak nie uważam że jest to tragedia życiowa szczególnie że po skończonym porodzie mój mąż i tak wrócił by do domu i finalnie znów zostaję sama. Druga sprawa że potrafią się trafić naprawdę cudowne położne nie zapomnę jak przy drugim porodzie położna widząc że się boję powiedziała "spokojnie ja będę z Panią cały czas"

Corazwiecejpustki

Ja tez mialem asystowac przy porodzie/urodzeniu syna. Sam fakt mojej obecnosci mial zauwazalnie pozytywny wplyw na zachowanie personelu oddzialu. Sama atrakcja jednak mnie ominela. Moja zona przy pierwszych powaznych skurczach pomyslala, ze moze zrobic kupe z bolu i wyrzucila mnie z sali. Pozniej szybko poszlo, ze 2 godziny. Kupy klasycznej nie bylo, za to dostalismy kupe szczescia.

Fibi94

Im mniej osób w szpitalu tym mniejsze ryzyko. Tego nie podważę.
Jednak z pracy na oddziale położniczym wiem tyle, że tatusiowie pozornie twardzi bardzo często mdleją, wymiotują itd.
Są braki w personelu. Kto się zajmie takim tatuśkiem?

Ja rozumiem, że to ciężkie.
Sama zawiozłam wujka na onkologię na jego pierwsze naświetlanie guza mózgu. Czekałam na niego 6h pod szpitalem. Nie mogłam przy nim być.
I rozumiem, że tak trzeba. Narzekanie nic nie zmieni.
Wiele osób przez ludzi, którzy mają gdzieś rozprzestrzenianie się choroby siedzi w izolatkach. Nie "nawet 24h" jak może trwać poród. Ale kilka dni, tygodni.
Pierwszego kwietnia trafiłam na izolatkę przez podejrzenie zarażenia covidem. To okropne przeżycie.

Ojciec będzie miał całe życie aby być z dzieckiem. Aby je wychować.
Nasze matki rodziły nas bez ojców na sali. I jakoś żaden z nich nie czuje się z tego powodu obdarty z jakiegoś przeżycia.

KerryLouise

A ja rodziłam w lutym i się wypowiem. Rodziłam sama i żadnej traumy nie mam a nawet uważam że poród samej jest lepszym można się skupić na porodzie sobie i dziecku a nie osobie która jest przy porodzie. Jest to głupi wymysl te porody rodzinne i zdania nie zmienię. Im mniej osób przy noworodku tym lepiej dla niego i nie róbmy kobiety z siebie nieudolne co potrzebują przy każdej czynności życiowej faceta (nie, nie jestem feministka) po prostu robicie niepotrzebny problem i im więcej osób przy porodzie tym gorzej. A co jak się dziecko czymś zarazi? Do kogo beda pretensje? No oczywiście do personelu bo przecież niemożliwe żeby tatuś bąbelka czymś zaraził. Kobiety wierzcie się w garść a nie marudzicie i narzekacie

maIasarenka Odpowiedz

Może dlatego, że ludzie mają teraz na głowie inne problemy, niż rozważanie jakichś kwestii, które dotyczą marginalnej grupy osób?

Melancholija

Naprawdę jesteś pewna, że marginalnej?

maIasarenka

Przypuszczam.

Ostrzenozeinozyczki

Sarna wiem, że dla Ciebie jako żelaznej dziewicy temat ciąży, porodu i związanych z nim problemów emocjonalnych jest abstrakcyjny, ale dla wielu dziewczyn jest niezwykle ważny, bolesny a nawet traumatyczny.
W sumie to nawet sam nie zdawałem sobie sprawy z tego, że wprowadzono taki absurdalny zakaz. Faktycznie to jest przykre.

maIasarenka

Oho, widzę znowu personalne wjazdy xd
Tak, jest to według mnie marginalny temat w porównaniu z obecnymi problemami związanymi np z tym co się dzieje w gospodarce. Ludzie tracą pracę, są niepewni jutra i po prostu nie mają czasu zajmować się dodatkowo czyimiś problemami, które w najmniejszym stopniu ich nie dotyczą.

Inni2001

Jest przykre, ale powiedzmy sobie bez ogródek - większości ludzi taki zakaz ani trochę nie obejdzie. Obostrzenia ws aborcji mogą objąć znacznie więcej osób, dlatego kobiety protestują i nagłaśnia się ten temat. Tu jest trochę inna sytuacja.

Inni2001

+ nie widzę, by ktoś tu popierał tę marginalizację. Jest to po prostu zwykłe stwierdzenie faktu - ludzi to nie obchodzi, bo zajmują się teraz czym innym. Dodatkowo sprawa aborcji jest bardzo nagłaśniana przez środki masowego przekazu, celebrytów itp, przez co według mnie może bardziej oddziaływać na ludzi, dlatego ma to większy odzew.

PaniPanda

Nawet jeśli grupa jest marginalna, to wciąż ma takie same prawa jak reszta społeczeństwa. Ale Ciebie to nie dotyczy, więc "inni mają gorzej" i w ogóle po co o tym mówić. Takie polaczkowate podejście ♥️ i dziwisz się, że są personalne wjazdy, sama się o to prosisz

maIasarenka

Nigdzie nie napisałam, że jest to właściwa postawa. Zauważyłam, że przeciętny Kowalski, któremu podstawi się pod nos tego typu petycję oleje temat, bo w obecnej sytuacji martwi się - np o to, by nie stracić pracy.

PaniPanda

Ja Ci zwracam uwagę na "inni mają gorzej". Bo to, że ludzie tracą pracę, w ogóle nie wpływa na te kobiety w ciąży, bo to są dwa r ó ż n e problemy, których nie można porównać.

maIasarenka

To dobrze, że zwracasz uwagę. Ja nakreśliłam jedynie prawdopodobny, olewający stosunek tych wszystkich ludzi do sprawy, na której zależy autorce. W żadnym ze swoich komentarzy nie odniosłam się do słuszności takiego postępowania.

Zobacz więcej odpowiedzi (1)
emma7 Odpowiedz

Dodatkowa osoba na sali porodowej to dodatkowe koszty na całe zabezpieczenie jej (a szpitale i tak już jadą na rezerwach) poza tym też i większe niebezpieczeństwo w sytuacji w jakiej się teraz znajdujemy. Więc no sory, ale trzeba to jakoś przełknąć, ludzie z depresją muszą siedzieć zamknięci w czterech ścianach to i Ty dasz radę przejść przez poród bez męża.

unaffected Odpowiedz

No nie bardzo czaję porównywanie zakazu abocji do zakazu przez chwilę porodów rodzinnych. Paranoja.

maIasarenka

Wydaje mi się, że autorka nie tyle porównuje te dwie konkretne kwestie, co raczej społeczny odzew w sprawie każdej z nich.

bezdomna

Społeczny odzew jest różny, bo każdy podpisuje to, co go interesuje i dotyczy. Naprawdę nie widzę powodu, bym miała podpisywać każdą jedną petycję, która mnie nie dotyczy, tylko dlatego, bo dla kogoś innego jest ona ważna.

Ostrzenozeinozyczki

Właśnie schodzimy na głębokie filozoficzne rozkminy, dokąd sięga horyzont naszych działań w imię empatii wobec innych ludzi. Czy dobro ogółu ma prawo przyćmić dobro innych pojedynczych jednostek. Czy problemy innych ludzi nie mają prawa być istotne w naszych oczach kiedy my jako większość koncentrujemy się na zupełnie innych problemach. Gdzie leży równowaga w społeczeństwie ? Gdzie jest granica między szeroko pojętym dobrem a rozumem i konkretnym działaniem.
To nie jest temat na tę stronę ;) to temat na głębokie filozoficzne dyskusje, ewentualnie luźną rozmowę przy blancie.

bezdomna

Biorąc pod uwagę, że w Internecie są setki tysięcy różnych petycji i każda z nich jest dla kogoś ważna, to już nie jest temat na filozoficzne dyskusje, a zwykłe, praktyczne, realistyczne podejście. Domyślam się, że sama autorka nie podpisuje każdej jednej petycji, która się pojawia, więc jest podejście do ludzi, którzy ignorują jej petycję, zahacza już o hipokryzję.

Ostrzenozeinozyczki

Oj tam oj tam.
Ja ostatnio podpisałem petycję na fb przeciwko nieludzkiemu trzymaniu świnek przeznaczonych na ubój. Chociaż sam nie jestem w stanie przestać wcinać schabowych. Taka niby hipokryzja z mojej strony ale poparta sumieniem. Każdego dnia dokonujemy sprzecznych wyborów z naszą własną moralnością. Niekiedy to są tak drobne sprawy, że nawet tego sami niezauważamy.

bezdomna

Jak już mówiłam, jest mnóstwo petycji i wiele z nich ma znaczenie dla moich cioć, kuzynek, koleżanek, znajomych. Ile petycji dziennie ty podpisujesz?
Na jakim świecie przyszło nam żyć, że podpisanie lub niepodpisanie internetowej petycji, ma świadczyć o naszej wartości...

bezdomna

Ostrzenozeinozyczki - ja też od czasu do czasu podpiszę jakąś petycję, która rzuci mi się gdzieś w oczy i uznam, że warto lub że ma dla mnie znaczenie. Ale nie spędzam swojego wolnego czasu na wyszukiwaniu każdej jednej petycji i podpisywaniem jej, by okazać empatię wszystkim ludziom na ziemi. Na przykład o petycji z wyznania nawet nie wiedziałam, a mimo to ktoś uzna mnie za egoistkę, że jej nie podpisuję, bo przecież moja kuzynka może rodzić i może to być dla niej ważne.
Dla mnie to już podpada pod jakiś absurd.

bezdomna

W tym momencie manipulujesz tym co napisałam.
Absurdem jest to, że nazwie się mnie egoistką, bo nie podpisałam petycji, która może być ważna dla moich znajomych, rodziny, czy kogokolwiek innego. To jest absurdalne, bo takich petycji są tysiące i nikt z nas, również ty, nie poświęca swojego wolnego czasu na podpisywanie ich wszystkich. Ty patrzysz przez pryzmat siebie, bo akurat ta konkretna petycja ma dla ciebie znaczenie, ja patrzę trzeźwo i realistycznie, i nie mam pretensji, że ktoś nie podpisze petycji ważnej dla mnie, skoro dla niego jest ona obojętna.

Ostrzenozeinozyczki

Myślę, że nie liczy się ile petycji podpiszemy tylko jak bardzo uświadomimy sobie sprawę z problemów które nas otaczają, choć nie zawsze muszą nas konkretnie dotykać. Co nie zmienia faktu, że dotykają innych, nierzadko naszych bliskich, więc wypada mieć jakąś świadomość.
No chyba, że znieczulica opór.

Heppy

unaffected no tak, bo od matek tez się oczekuje popierania aborcji, nawet jeśli nigdy ich to nie będzie dotyczyć, ale inne prawa kobiet to już wyjebane ;)

Smutnabula Odpowiedz

Może zamiast zamartwiać się poprzez słuchanie gównoburzy w tv lub czytaniem tego w internecie skup się na twoim samopoczuciu i poprawie go.
Generalnie jeśli chodzi o aborcję itd sprawa jest na tyle poważna i będzie miała ciąg i konsekwencje po kwarantannie. To dlatego było i jest poruszenie. Co do zaś porodów problem zniknie po kwarantannie - czyli za kilka miesięcy. Dobrze że są grupy które się tym zajmują ale jest pewna różnica między tymi sprawami moim zdaniem.

Kurina3

Popieram. Porównywanie traumy rodzenia bez męża do np traumy noszenia niechcianej ciąży z gwaltu jest trochę nieporównywalne.

PiratTomi

Samotny poród może okazać się dla danej kobiety większą trauma niż ciąża z gwałtu dla innej. To nie są kwestie, które można porównywać, bo każdy ma inną psychikę.

dnoiwodorosty Odpowiedz

Obejrzyj sobie film: orgasmic birth. Gdyby się okazało, że jesteś zdana sama na siebie masz szansę na uniknięcie wielu porodowych problemów.

KIuska Odpowiedz

Brak wyboru możliwości porodu rodzinnego to coś złego. Sama bardzo nie chciałabym rodzić bez wsparcia partnera, więc ogromnie współczuje kobietom ktore niedlugo rodzą. Jednak trzeba zrozumieć to w jakiej jesteśmy sytuacji. Brakuje sprzętu a obecność partnera wymaga zabezpieczenia. Nie możemy pozwolić na zuzywanie tysięcy maseczek, rekawiczek itd bo niedlugo zabraknie ich dla personelu. Dobrze wiemy w jakim stanie jest ochrona zdrowia w naszym kraju. Autorko, to ze twoj maz ma koronawirusa nie znaczy, ze ty tez masz. Moja ciocia ma korone a jej syn i mąż z ktorymi razem mieszka nie mają.

SitraAhra Odpowiedz

Faceci pewnie umierają z radości, że nie będą musieli uczestniczyć w tym cyrku porodowym, ale żaden się do tego nie przyzna.

Ostrzenozeinozyczki

Dlaczego tak od razu "ogólnie" zakładasz, z jakąś niechęcią do rodzaju męskiego ?
Wielu normalnych facetów nie wyobraża sobie nawet odmówić tego swoim kobietom, kiedy wiedzą, że tak bardzo ich wtedy potrzebują. Nie każdy facet to świnia ;) taka mała ciekawostka.

KIuska

Biedni faceci, tak bardzo cierpią podczas powodu. A nie, czekaj...

Animobu

Tombibombi nie słyszałam jeszcze nigdy, żeby obecność przy porodzie faceta była jego obowiązkiem

Pamir Odpowiedz

Jestem w ciazy, termin na poczatek czerwca. Tez mnie bolał zakaz porodow rodzinnych, bo jednak to moje pierwsze dziecko i przez pare miesiecy slyszalam, jak mi bedzie latwiej i lzej z partnerem, szkola rodzenia przygotowywala nas oboje do tego, a teraz musze poradzic sobie sama. No ale trudno. Bezpieczenstwo personelu jest wazne i to jak najbardziej rozumiem.
Co do lekarza - dziwna sprawa, nie znam osoby ktora by miala problem z wizytami w trakcie ciazy, jedyne utrudnienie to wytrzymanie w maseczce.
Pierwsze wizyty rownież maja miejsce, bo juz znam jedną pare spodziewajaca sie dziecka izolacji 😂
Takze mysle, ze to jednak kwestia pecha, jesli komus lekarz sie zamknal i zostawil ciezarowki na pastwe losu.
A co do zlego wplywu porodu rodzinnego na facetow - jak najbardziej rozumiem, jak jeszcze byly mozliwe to o tym dyskutowalismy, bo jednak dla mnie to tez obrzydliwe, co sie bedzie dzialo "tam" i zastrzegalam, ze nie zycze sobie, zeby mnie tam ogladal. No ale jego to nie przeraża, a z calej tej sytuacji boli go, ze nie przetnie pepowiny... Takze o ile to wspolna decyzja - nie ma co jej demonizowac.

Zobacz więcej komentarzy (20)
Dodaj anonimowe wyznanie