#OK24n

Rok temu przez Internet (dokładnie grę) poznałam chłopaka, z pozoru optymistyczna i zabawna dusza. Spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu, nasze relacje się zacieśniały, aż doszło do ''nocy zwierzeń'', gdzie to każde z nas wyjawiło co nam najbardziej na sercu leży. Narzekałam o niespełnionej miłości i drobnych kłótniach klasowych, aż głupio mi się zrobiło, gdy on powiedział mi, że jego rodzice są po rozwodzie, matka jest byłą alkoholiczką, cała rodzina jest zadłużona, jego była dziewczyna niedawno zostawiła go dla kogoś lepszego, a on sam nie radzi sobie ze sobą. Było to dla mnie potworne zderzenie z rzeczywistością, bo od zawsze wychowywałam się we wręcz idealnej rodzinie, żadnych problemów, pieniędzy wystarczało, rodzice żyli w zgodzie, żadnych nadużyć. Aż tu nagle spotkałam chłopaka, który już tydzień później próbował odebrać sobie życie, przytłoczony codziennością.

Kto go przed tym zatrzymał? Powiedział, że ja. Wyznał, że czuje do mnie coś więcej niż tylko przyjaźń, a ja kompletnie przerażona i niepewna jedynie przytaknęłam mu. Wpakowałam się w związek na odległość, przez pierwszy miesiąc kłóciłam się sama ze sobą, niepewna uczuć. Mówiłam sobie, że najwyżej wyciągnę go z problemów, a później znajdę mu kogoś lepszego i zostawię - pomysły przerażonej nastolatki. Dzieliło nas niecałe 200 km, chłopak mieszkał w mieście niedaleko mojej dalszej rodziny, dlatego spotykaliśmy się co miesiąc. Z czasem moje uczucia rosły, naprawdę pokochałam go. Obrzucałam go prezentami, nie dostając nic w zamian, rozumiałam, że pochodził z biednej rodziny. Starałam się robić wszystko, żeby mu pomóc, zarywałam nocki, kiedy czuł się źle, odwlekałam go od czarnych myśli. Na początku to działało, do momentu, w którym w wakacje ze mną zerwał, mówiąc mi,  że nic do mnie nigdy nie czuł. Następnego dnia wrócił do mnie, mówiąc, że chciał ze sobą skończyć, a zerwał, żeby nie sprawiać mi bólu, że jednak mnie kocha. Zrobił tak później jeszcze dwa razy. Bardzo przejmowałam się jego zachowaniem, niszczył mnie psychicznie, wpędził w bardzo czarne myśli, przez niego musiałam zacząć terapię. Z zazdrości wiele razy próbował mnie skłócić z moją przyjaciółką.

Chłopak, którego kochałam, zmienił się. Przestał mi mówić o tym, co się dzieje, wywoływał moją zazdrość, ale wmawiałam sobie, że nie mogę być zazdrosna. Używał coraz więcej moich pieniędzy. Zaczął pić i palić, okradł swoją przyjaciółkę i stracił wszystkich bliskich. Narzekał, że zachowuję się jakbym miała depresję, że przez to, że się obwiniam i wołam o pomoc jego zdrowie psychiczne cierpi. A niedawno mnie zostawił.

I bardzo mu za to dziękuję. Pierwszy raz od 8 miesięcy nie płakałam ani razu. Mam przyjaciółkę i jestem szczęśliwa. Koszmar się skończył, a ja znów czuję, że żyję. Dla mnie to szczęśliwe zakończenie.
glebokiepragnienie Odpowiedz

Pamiętaj żeby za żadne skarby nie pakować się ponownie w jakąkolwiek relację z nim.

PrawieTakSamo Odpowiedz

Gratuluję, że udało ci wyrwać z tej toksycznej relacji, nawet jeśli to za jego sprawką. Uważaj w przyszłości na takich ludzi - toksycznych mam na myśli.

Qzin Odpowiedz

Są ludzie którzy ciągną nas w dół i może nie powinniśmy wyciągać do nich ręki, bo wtedy zamiast jednej nieszczęśliwej osoby są dwie. Pomocą powinna być terapia i leki, a nie unieszczęśliwia nie drugiej osoby.

HellBlazer Odpowiedz

Tak naprawdę on wcale się nie zmienił. Zawsze taki był.

tramwajowe Odpowiedz

Dobra zgodna rodzina, żadnych problemów, a i tak weszłaś w toksyczną relację. To mnie zawsze zastanawia, jak się przed tym ustrzec?

tewu

Chyba się nie da - trudno zdefiniować, czym właściwie jest toksyczna relacja, ale wpływa na nią zachowanie wielu ludzi, nie tylko jednej osoby. Czasami ktoś, kto na początku relacji jest w porządku, potem się zmienia... Tak, ludzie się zmieniają i możliwe, że w każdym z nas siedzi toksyczna osoba, która może się ujawnić pod wpływem jakichś wydarzeń albo po prostu kiedy przestaniemy walczyć z naszymi wadami. Tak więc uniknąć takich relacji się na 100% chyba nie da, chyba żeby zamknąć się w mieszkaniu i do nikogo nie odzywać, co też nie jest specjalnie zdrowe. Czasem trzeba zaryzykować.

tarkadoshreka Odpowiedz

Nie przepadam za bobrami.

Primacafe Odpowiedz

O Boże. Idę na dno jak ten chłopak. Nie chcę innych ciągnąć za sobą

Onabeznicka Odpowiedz

Miałam takiego "przyjaciela". Zeżarł mnie do kości, wyssał szpik i wyrzucił zepsutą zabawkę po tym, jak sobie znalazł chłopa. Nie brakuje takich ludzi, niestety.

Dodaj anonimowe wyznanie