Kiedy skończyłem studia na kierunku lekarskim i powiedziałem rodzinie, że chcę zostać psychiatrą (specjalizację wybiera się dopiero po studiach, nie w trakcie, jak sądzi wiele osób), zareagowali na to bardzo negatywnie, włącznie z sugestiami, że nie po to łożyli na moje studia, żebym ich teraz rozczarował i to wszystko zmarnował. Jednym słowem psychiatria to dla nich taka druga psychologia i w ogóle nie wiadomo po co zostawałem lekarzem.
Nie chciałem wojny w rodzinie, obiecałem przemyśleć swoją decyzję.
Minęły cztery lata, od ponad dwóch jestem w trakcie specjalizacji. Rodzice są przekonani, że będę kardiologiem, bardzo się tym chełpią. A ja... Właśnie czekam w gabinecie na spóźniającą się pacjentkę z depresją.
Dodaj anonimowe wyznanie
Psychiatria to fascynująca dziedzina. Sam nie będąc lekarzem z wypiekami na twarzy czytałem książki Kępińskiego.
Trochę tylko słabe, że nie postawiłeś się rodzicom wprost i brniesz w jakiś niedopowiedziany układ i odkładaną na przyszłość konfrontację.
Tak czy inaczej, trzymam za ciebie kciuki.
Powodzenia!
Dzięki temu odda im kasę którą teraz na niego łożą i będzie miał czyste konto. Inaczej mógłby pracować na magazynie.
Całe szczęście, że sam decydujesz co chcesz w życiu robić i nie kierujesz się fochami rodziców. Gdyby ich pretensje były uzasadnione, pisałabym inaczej. Ale skoro zostałeś lekarzem, a oni kręcą nosem, bo im się specjalizacja wydaje za mało prestiżowa, to nie warto zwracać na to uwagi. A jeden więcej dobry psychiatra bardzo się społeczeństwu przyda.
Jak rodzice się dowiedzą to automatycznie będziesz miał dwoje pacjentów więcej :)
Proste mordo: rodzice chcieli darmowego specjaliste, a taki od głowy im skierowania na pilny RTG klatki nie wypisze ;)
Ale za to recepty na takie fajne leki, że im się od razu komfort życia poprawi.