W domu rodzinnym w łazience, bo tam wszystko się rozgrywało, mieliśmy wannę. Jak większość cywilizowanych ludzi myłam się w niej codziennie lub co dwa dni. Ale od najmłodszych lat nie miałam prywatności. Przy każdej kąpieli mój tata wchodził do łazienki i mył ręce, kiedy przychodził, musiałam się garbić, kurczyć i wydziwiać, żeby ukryć intymności. Za dziecka nie było to wielkim problemem, ale przy dojrzewaniu po prostu się wstydziłam. I gdyby to chociaż pukał przed wejściem... trzeba było nasłuchiwać kroków. Dużo razy się zamykałam, ale nasze zamki są typu minus (czy jakkolwiek to się nazywa) i nożem wszystko się otworzyło. No a później ten szyderczy uśmieszek: „oho, wstydnisia”.
Teraz już mieszkam sama z mężem i mam psychiczne blokady. Przy każdym prysznicu nie mogę spokojnie się wymyć, tylko ciągle patrzę, czy nikt nie stoi przy kabinie, czy nikt nie podgląda. Jak się przebieram, to ciągle zasłaniam się ręcznikiem, bo boję się, że ktoś szybko wejdzie. I przed mężem się nie wstydzę ciała, ale złe wspomnienia powodują, że zawsze go wypraszam, kiedy puka o toaletę. Przy pieszczotach co chwila sprawdzam okna i drzwi, bo czuję się ciągle obserwowana, po prostu nie mogę się rozluźnić i być sobą.
Nie wiem, czemu ojciec tak robił, ale skutki tego do dzisiaj są nieprzyjemne.
Dodaj anonimowe wyznanie
Proste czemu twój ojciec to robił: po prostu był zboczeńcem. Co, nie mieliście kranu w kuchni, że koniecznie musiał umyć ręce w łazience, akurat gdy się kąpałaś, wchodząc bez pukania? No wątpię. Normalny ojciec tak nie robi i normalny ojciec nie otwiera nożem drzwi do łazienki, gdzie kąpie się dorastająca córka. Wyraźnie zboczeniec chciał sobie popatrzyć. I co na to wszystko twoja matka?
Nie mógł umyć łap w zlewie? Aż trzeba było otwierać zamknięty zamek? Brakło miejsca na skali Umbriaka na takie coś.
Wchodził tam, bo chciał tam być. Dziwne, że nikt nie reagował. Mam córki i w życiu nie wyszedłbym nastoletniej/dorastającej dziewczynie do łazienki, gdy ta jest nago. Powody są oczywiste.
A ja nie rozumiem w takich historiach nigdy czemu dorastające dzieci nie wymyślają sposobu, żeby jednak ten zamek zablokować albo myć się, kiedy rodziców nie ma. Chybabym uzbierała pieniądze i wymieniła zamek. Albo uszkodziła go tak, żeby ten minus obracał się w miejscu. Oo, albo lepiej, zrobiłabym z czegoś twardego taką blokadę na ten zameczek, i zakładała to na klamkę. I potem paliła głupa, że no ja nie wiem czemu to się nie otwiera
No tak, bo jak ojciec był zdolny otwierać zamek nożem to na pewno nie wymieniłby zepsutego zamka albo nie wymusił na dziecku otwarcia drzwi.
No tak, bo jak ojciec był zdolny otwierać zamek nożem to na pewno nie wymieniłby zepsutego zamka albo nie wymusił na dziecku otwarcia drzwi.
Nie zgodziłabym się tak pochopnie z komentarzami o pochopnym ojcu. Trochę za mało tutaj informacji, żeby to oceniać. Po pierwsze czy ojciec wchodził do łazienki tylko Tobie czy z wszystkimi czuł się równie swobodnie i wasze wchodzenie jemu też nie przeszkadzało? Są ludzie, którzy w rodzinie nagość traktują bardzo swobodnie. Oczywiście, Ty tego tak nie traktowałaś, więc powinien był to uszanować, ale mogło to być po prostu nie uszanowanie Twoich granic, a nie zboczenie. Po drugie piszesz, że w latach dorastania było trudniej: czy to się utrzymało do samej wyprowadzki w dorosłości czy ustało na pewnym etapie? Rodzicom czasem, a chyba w szczególności ojcom trudno ogarnąć, że to już ten moment, że córka zaczęła dorastać i nie jest już tą małą dziewczynką z nierozwiniętymi cechami płciowymi. Jeśli robił tak do 12-14 roku życia, to pewnie wtedy dopiero do niego dotarło. I po trzecie: z czego wynikało, że zawsze musiał wtedy myć ręce? Z czystej fanaberii czy np miałaś stała porę kąpieli i pokrywała się ona z jego np. powrotem z garażu czy coś? Jesli to mycie rąk było faktycznie tylko wymówką, żeby Ci wejść do łazienki, to rzeczywiście zajeżdża to zboczeniem.
Wszystko to ma już dzisiaj właściwie stosunkowo niewielkie znaczenie (chyba że Twoje dzieci mają kontakt z dziadkiem i zostaja z nim same albo przyszłe dzieci będą). Trzeba by się wybrać na terapię i przepracować tę traumę.
*zboczonym ojcu