#NGyIT
Ostatnio zaczęłam jeść dużo więcej błonnika w ramach diety. Kto je siemię lniane w znacznych ilościach, ten wie, że czasem jak przyciśnie, to nie ma zmiłuj. Perystaltyka jelit działa dużo sprawniej i nie da się „wstrzymywać”, a przynajmniej nie długo. Także było tak właśnie tym razem. Siedzę spokojnie, wszystko fajnie, a tu bum. Lecę do toalety. Nikogo nie ma. Chwała Panu. Widzę, ktoś nie spuścił wody. Szybko spłukuję, przecież dwie dwójki to takie combo, że pół dnia będę odtykać. Przyciskam srebrny przycisk i niczym grzyb atomówki woda podchodzi do góry, niemalże po same brzegi... Nie było zbytnio czasu, pod wpływem desperacji wzięłam woreczki spacerowe mojego psa i zamykając drzwi łazienki, wypróżniłam się w kuckach do jednego z nich. Na szczęście nie mam yorka, więc jakoś to poszło.
Jak już chwile grozy miałam za sobą, zalała mnie fala wku*wienia. W akcie zemsty i nauczki zostawiłam bratu ten zawiązany na supełek pełny po brzegi worek z nie-psią-kupą na klawiaturze komputera. Nie żałuję.
PS Nic się z tego worka nie wydostało, klawiatura cała i wypucowana sto milionów razy przez właściciela. Tylko pokój trzeba było wietrzyć ze dwa dni.
To chyba każda toaleta jak się zapcha to nie można jej używać nie tylko takiej jak ma autorka. Objętość rezerwuaru i miski ustępowej jest tak obliczona żeby jedno spuszczenie nie spowodowało wylania górą. Ale drugie już spowoduje.
Twoi rodzice nie widzą problemu? Wymiana toalety to na pewno jakiś wydatek, ale jednak do ogarnięcia.
To raczej nie jest kwestia wymiany samej toalety, miałam do niedawna toaletę kompaktową i nigdy się nie zapchała. Może jest to głębszy problem i albo trzeba udrożnić całość, albo wręcz wymienić instalację, a to już swoje kosztuje.
@ohlala pewnie masz rację.
Przy zapchaniu biorę wyprostowany wieszak i wyciągam zator do worka. Warto mieć w łazience kosz na użyty papier.