#NCGXt
Ciocia to cudowna, mądra, dobra osoba. Ma niesamowicie kojącą osobowość. Po prostu chce się z nią być, rozmawiać z nią, słuchać jej, wspólnie milczeć. Jednak jest ona też osobą, która umie każdego przekonać, by sobie odpuścił - "Daj spokój z kuciem, chodź na spacer, widziałam pierwszą kępę fiołków nad rzeką". "Człowiek nie został stworzony, by z podłogi w jego łazience można było jeść, nie musisz mieć domu jak z żurnala". "I co ci po tej pracy, jak nie masz czasu zjeść i padasz na twarz, chodź, usiądź, zróbmy coś, co lubisz". Jest to też osoba, której nie interesuje ile masz pieniędzy, gdzie pracujesz, z kim się zadajesz, jak się ubierasz czy mieszkasz - ją interesuje jak się czujesz, czy może ci jakoś pomóc, co myślisz, co ci się podoba, o czym marzysz, czym się martwisz albo interesujesz. Z jednej strony uratowała moją mamę ze skrajnego pracoholizmu i perfekcjonizmu (mama miała już nerwicę natręctw), mnie pomogła, gdy wpadłam w wyścig szczurów w liceum i na uczelni. Ale z drugiej strony...
Mój brat, M. wpadł w depresję. Taką głęboką. Nie jadł, nie wstawał z łóżka, nie mył się, tylko leżał i gapił w ścianę. Wyglądał jak trup, nawet cerę ze zmianami gnilnymi miał podobną... zaczęło się bardzo ostro, w sumie nigdy nie ustalono dlaczego. Od razu lekarze, endokrynolog, neurolog, psychiatra (cudowni ludzie i specjaliści). Wspólnymi siłami stawialiśmy go na nogi. Wspieraliśmy, współczuliśmy, ale często na siłę ciągnęliśmy go w górę. Nie macie pojęcia, jaki to był wysiłek. W pewnej chwili miał w sobie tyle życia, że tabletkę połykał tak, że rozpuszczała mu się w ustach, zanim przełknął. Mama ważyła 45 kilo, ja zawaliłam ostatni rok studiów i pracę, tata cierpiał na bezsenność i osiwiał, ale daliśmy radę. Bratu zaczęło się poprawiać. Podjął się walki. Zaczął wychodzić "do ludzi".
Wtedy niestety wkroczyła ciocia. kiedy brat odkrył, że ona mu zawsze powie "odpuść, nie zmuszaj się" wszystko poszło na marne. Próbowaliśmy go od niej odciąć, ale wtedy zupełnie odmawiał jedzenia i wszystko szło na marne. My też już byliśmy na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego. Ciotka zaczęła być jedyną osobą, z którą w ogóle rozmawiał i chciał spędzać czas. Przekonywała go, że skoro mu się nie chce, nie czuje na siłach, to robi sobie krzywdę zmuszając się. Był pełnoletni, nie mogliśmy go ubezwłasnowolnić. W pewnym momencie przegrał, wskoczył pod samochód.
Ciotka udaje, że nic się nie stało. Na próby rozmowy o M. głupio się uśmiecha z lekkim zakłopotaniem i nic nie mówi. Nic się nie zmieniła. Moja mama życzy jej najgorszego, tata najchętniej udusiłby gołymi rękami. Ja już sama nie wiem.
Ale ona mogła to mówić w dobrej wierze. Zresztą mam wrażenie, że mówienie osobie w ciężkiej depresji i stanie agonalnym rzeczy typu "rusz się, podnieś, dasz rade" przyniosłoby odwrotny efekt. Ja też kiedyś chorowałam ciężko na depresje i gdybym słyszała tylko teksty o walce i ruszeniu się, to pewnie by mi się pogorszyło. Poza tym ta ciotka mogła mówić słowa "odpuść, nie zmuszaj się" nie w celu nakłonieniu go do odpuszczeniu sobie życia, a po prostu to by,oszczędzał siły i wychodził z tego stanu w swoim czasie.
Nie byłabym tego taka pewna. Nie uważasz, że takie teksty z jej strony wprowadzały go w jeszcze większą depresję? On sam uważał, że nie potrzebuje już nic, nic nie chce, nie chce mu się nic zrobić, chciałby odpuścić. Taka osoba, która przekonuje go jeszcze, że tak właśnie powinien myśleć, odpuścić, sprawia, że zatraca się w swoich myślach o zakończeniu życia. Ciotka jakaś nienormalna. Nawet, jeżeli robiła to w dobrej wierze. Dorosły człowiek jest na tyle głupi, żeby osobie z poważną chorobą wmawiać takie rzeczy??
Z depresji nie da się wyleczyć. Zawsze może wrócić. Zupełnie jak alkoholizm. Do końca życia jesteś alkoholikiem. Na depresję chorujesz już zawsze, możesz ją wyciszyć, zakopać i starać się nie popaść znowu w błędne koło uporczywych myśli. Możesz powiedzieć, że chorujesz na depresję, ale jest już lepiej, bo podjąłeś leczenie, ale nie możesz stwierdzić, że BYŁEŚ chory. Jesteś nadal, tylko umiesz sobie z tą chorobą radzić.
Kolego/koleżanko, zacznijmy od tego, że masz nikłe pojęcie o depresji. Depresja to nie jakiś typ osobowość, tylko zaburzenia pracy mózgu, które jak najbardziej da się wyleczyć. A wrócić może zawsze i każdemu. Tak samo jak niedobór witamin czy ból głowy. To kwestia organizmu oraz leczenia. Jeśli np masz niedobór żelaza, ale uda ci się go w końcu unormować to już zawsze masz się nazywać osobą z niedoborem? Depresja to nie jakiś alkoholizm czy kwestia charakteru. Poza tym depresja często jest spowodowana takimi rzeczami jak np stres, problemy z innymi organami (tarczyca chociażby), zła dieta itp. Po leczeniu na ogół depresja znika, bo przypominam, że jest to coś jak najbardziej uleczalnego, gdyż dotyczy zaburzeń w mózgu, a nie czegoś na zasadzie "tak już ma i tyle, taka moja uroda". A co do twojej interpretacji wyznania to też uważam, że się mylisz. Nadal uważam, że przy cięzkiej depresji lepiej jest usłyszeć coś w stylu "odpuść sobie, daj sobie czas" niż wywierać presje, mówiąc o walce i niepoddawaniu się. I mówię to też z uwagi na to, że sama kilka lat temu chorowałam na depresje. I wiesz co? Wyleczyłam się z niej :)
Nie wmawiaj mi czegoś, czego nie powiedziałam. Nigdzie nie napisałam, że depresja to kwestia charakteru, to powinien każdy wiedzieć. Po drugie, w moim komentarzu chodziło o to, że do końca życia będziesz się z depresją zmagał, bo depresja to zaburzenie układu nerwowego (jeżeli mówimy o endogennej, komórkowej depresji). Z niedoborem (ale tym przewlekłym spowodowanym zaburzeniem syntezy danego związku, bo o takim typie depresji mówimy) jest tak samo. Zawsze będziesz musiał uważać na to, aby nie doprowadzić do niedoboru. W przypadku depresji musisz uważać na uporczywe myśli i na objawy, które sugerują nawrót choroby. To, że wspomożesz organizm nie znaczy, że nagle przestanie mieć do czegoś predyspozycje. Tych zaburzeń nie da się wyleczyć... Możesz oczywiście złagodzić skutki tych zaburzeń. Tak samo jak z nadmiernym rozpadem erytrocytów. To, że dostarczysz więcej żelaza, aby organizm produkował więcej komórek krwi nie znaczy, że problem zniknie. Jesteś skazany na suplementację. W przypadku zwykłego, jednorazowego niedoboru możemy mówić o,, wyleczeniu" problemu. Ale co w przypadku, gdy masz zaburzony ośrodek stymulujący jego produkowanie? Nie możesz tego wyleczyć. Ja w mojej wypowiedzi skupiłam się tylko na depresji komórkowej, na którą cierpiał brat autorki. Istnieje wiele jej rodzajów, które normalnie da się wyleczyć, ponieważ są spowodowane nietrwałymi zmianami w organizmie, które da się unormować. Osoba, do której komentarza się odniosłam jeżeli nie chorowała na ten przykład depresji, to może dawać złote rady, ale niestety w rodzinie miałam osobę chorą właśnie na komórkowy rodzaj tej choroby. Jest naprawdę ciężki w przebiegu. Człowiekowi potrafi spowolnić się praca serca, co prowadzić może do arytmii. Ta osoba o której mówię była hospitalizowana, bo dosłownie umierała ze smutku. Nie można takiej osobie mówić, że ma się ruszyć, ale też nie można mówić, aby dała sobie spokój. Zapewnić jej wsparcie, powiedzieć, że da radę i nie ma się spieszyć. Ale,, daj spokój "??
@Norskekatten No tak, bo wszystko na anonimowych musi byc w 100% prawda i nie moze byc np podkoloryzowane.
To ja się jeszcze wypowiem ze swojej perspektywy. Zmagam się z depresją od kilku lat i kiedy naprawdę źle się czuję, nie można mnie zostawić i klepać po główce, bo wtedy dopiero zaczyna się równia pochyła. Wiadomo, że 'nie przesadzaj, idź pobiegać' to głupota, ale niestety trzeba się zmuszać do jakiejkolwiek aktywności, bo następną będzie podejście do okna i wyskoczenie. I moi przyjaciele, którzy niemal siłą wyciągają mnie z domu doskonale to wiedzą. Wsparcie i zrozumienie jest ważne, pewnie, ale to coś jak rehabilitacja - same leki nie pomogą, trzeba niestety włożyć w to swoją pracę. A w momencie kiedy wysiłkiem jest zjedzenie posiłku to mówienie żeby się nie zmuszać jest zabójcze.
Dodam, że ważny jest też balans - trochę wysiłku, a potem nagroda. W postaci jakiejś przyjemności czy odpoczynku. Wtedy to ma największy sens.
serio? Cierpię od 7 lat na depresję... I marzę o choć jednej osobie która by mi powiedziała... odpocznij, odpuść sobie... Ale ja ciągle słyszę, że mam się ogarnąć, że depresja to nie choroba, że sobie wkrecam, że jestem leniwa kiedy mnie umycie zębów kosztuje tyle wysilku jakbym przebiegla 10km maraton... A trzeba jeszcze się ubrać i zrobić sniadanie.. 3 maratony pod rząd mogą czlowieka wykończyć uwierz... A moze to przez was wskoczył pod samochod? Przez to, że ciotka była jedyną osobą, która naprawdę go rozumiala A wy na sile próbowaliście ja od niego odciągnąć? Mowisz, że ciotka była ciepła kobieta... a on z nikim juz nie chcial gadac... tak sie nie dzieje bez powodu... ja tez gadam tylko z siostra bo ona mnie rozumie, nie zmusza do niczegi i nie ocenia
moim zdaniem to w was jest problem.. Moja rodzina też nie dostrzega tego, że to przez nich się taka stałam... Ja ucielam kontakt z nimi prawie calkowicie, raz w roku się widzimy i jakoś daje rade... mieszkając w domu codziennie myślałam o samobojstwie.. Bo co bym nie zrobila ich zdaniem zawsze mogłam zrobić lepiej... dostalam 4 A nie 5? Dlaczego? Posprzatalam? To slyszalalam że jak tak mam sprzatac to lepiej żebym tego Noe robila... bolalo mnie ciagle coś bo takie niestety objawy depresji Ale ich zdaniem na pewno udaje bo nic mi się nie chce robic.. A jak kiedyś napisalam do mamy list(nie umiałam powiedzieć tego w oczy) że mam dosc ich ciągłych klotni, że myślę o smierci to się do mnie wydarla, że mi to się już we łbie przewraca bo inne dzieci mają gorzej A ja narzekam! Jak śmiem! A Moim zdaniem ciocia zrobiła najpiękniejsza rzecz jaka mogła! Byla przy nim poprostu. Jestem pewna, że chlopak nie zrobil tego przez nia! Ale jak się nie wie czym jest depresja to się szuka winnych naokolo...
Uważam, że powiedzieć chorej osobie,, wstań" jest tak samo szkodliwe jak powiedzienie,, odpuść, bez sensu". Słowa są bardzo ważne. Niech ludzie mówią,, dasz radę, wierzę w ciebie. ",, nie śpiesz się, wszystko w swoim czasie",, wszyscy jesteśmy z tobą". No ale używanie zwrotów,, odpuść sobie, daj spokój" prowadzi do zapaści emocjonalnej.. Kurcze umiejętność rozmowy z osobą chora jest bardzo ważna.
pięknie napisane. Niestety ja też wiem co to jest depresja..
Zależy, w jakim kontekście odpuścić sobie!
Bo można odpuścić sobie presję, którą wywiera się na sobie w depresji, np. myśli typu - powinienem wstać i robić tyle rzeczy, a nie daję rady...i to jest dobre, bo często gdy człowiek sobie odpuszcza, akceptuje stan w jakim się jest, przychodzi więcej spokoju, a stąd już lepiej się zmobilizować do działania.
Inna sprawa, że nie zawsze można przewidzieć jak osoba chora to zinterpretuje, choćby przez zniekształcenia poznawcze, dlatego trzeba konkretnie precyzować porady, myśli itd. no i uważać na słowa. Edukacja i wsparcie bliskich są kluczowe w leczeniu depresji.
7 LAT W UDAWANEJ DEPRESJI I JESZCZE BEZ SAMOBOJA AHAHHAHA
Chcę zaznaczyć, że komentarz zawiera moje prywatne odczucia i bazuje tylko na wyznaniu, więc zdaję sobie sprawę, że może być nieadekwatny, jednak...
aż się we mnie wzburzyło po jego przeczytaniu. Autorko, to, jak opisałaś swoją ciotkę nie wskazuje na osobę, która perwersyjnie zniechęca wszystkich do pracy, funkcjonowania, czy życia w ogóle, tylko świadczy o tym, że potrafiła w zdrowy sposób do tego życia podchodzić. Opisuje osobę, którą szczerze obchodzi wnętrze drugiego człowieka i potrafi oddzielić się od rzeczy mniej istotnych, co obecnie jest mało popularne, stąd może wydawało się dziwne. Odniosłem też wrażenie, że wywieraliście ogromną - ogromną - presję na brata, co, jak było wspomniane, mógł źle znosić. Rozumiem, że to wszystko wynikało z troski, ale mogło przynieść odwrotne rezultaty. Dodatkowo, skoro przy takim udziale specjalistów nie twierdzono endogennych początków depresji, a możliwym jest, że w waszym domu panował znaczny emocjonalny reżim i nacisk (pracoholizm i perfekcjonizm matki zakrawający o OCD, nie bagatelizowałbym tego), słaba tolerancja słabości (wnioskuję z wyznania), oraz fakt, jak choroba brata zdestabilizowała waszą rodzinę (opisałaś, że Ty, ojciec i matka odczuliście znaczne negatywne konsekwencje) to, gdybym miał więcej informacji, zastanawiałbym się nad tym, czy środowisko rodzinne nie przyczyniło się do choroby brata. Sam fakt, że ani słowem nie wspomniałaś, że Ty, mama i tata zrobiliście coś źle, całą winę zrzuciliście na ciotkę, a nikt nigdy nie działa w takich sytuacjach bezbłędnie i nie jest bez winy. A to, że ciotka nie wchodzi z wami w dyskusję może wynikać z tego, że wie, co odczuwał brat i wie, że nie będziecie w stanie tego przyjąć. Porusza mnie fakt, że musiał protestować niejedzeniem, żeby utrzymać z nią kontakt. Założyliście, że chciał się z nią kontaktować, bo zwalniała go z obowiązków - teraz on jest po "złej stronie", nie działał zgodnie z waszym uznaniem. Wstawkę z ubezwłasnowolnieniem pominę. C.d. -->
Bardzo mnie ta historia poruszyła, mam przeczucie, że może się znacznie różnić o tej opisanej w wyznaniu, a przede wszystkim bardzo szkoda mi tego młodego chłopaka. Niesamowicie smutne.
Pamiętajcie, że nikt nie popełnia samobójstwa bo nie chce zyc! Ludzie to robią bo się od nich za dużo wymaga! Z bezsilnosci... gdy nie mają już więcej siły walczyc! Każdy z nich chciałby żyć, każdy spogląda na życia innych i im zazdrości... zazdrości tego, że oni mogą wszystko... A nam, osobom z depresja wstanie ż lozka wiąże się z ogromnym wysilkiem i wielka bitwa że samym sobą.. I najgorsze w tym wypadku jest zmuszanie wtedy kogoś by żył tak jak inni... on nie ma na to siły... Bo jesr wątkiem człowieka... który się męczy od trzymania kubka w ręce... lub stania dłużej niż 15 min... na pewno wina ciotki A nie wasza... tak sobie tlumaczcie... A ciotka super kobita! Oby więcej takich ludzi
Nikt nie popełnia samobójstwa, bo nie chce żyć? Powiedz to dziewczynie z próbą samobójczą, którą przytłoczyło życie i nie miała siły złapać oddechu, więc żeby uwolnić się od oddychania powiesiła się na klamce.
Przykro mi. Przykro mi też jak czytam o Tobie i Twojej rodzinie. Matka nieomal pracoholiczka z nerwicą, Ty wpadłaś wyścig szczurów i nagle on, brat z depresją. Zupełne zaprzeczenie was i waszych zasad.
Nie dziwię się cioci, że się tylko uśmiecha, co ma robić, do waszej bańki i tak to nie dotrze. Przecież trzeba robić robić robić... Kiedyś może zrozumiecie. Może.
Dużo bym dała żeby spotkać taką osobę jak ona gdy chorowałam na depresję.
Mam nadzieję, że komentarze pod tym postem trochę otworzą Ci oczy. Bo na razie macie kozła ofiarnego i nie dochodzi do was, że to wy mogliście zaszkodzić swoją postawą "na siłę zmusić". Łatwiej obwinić ciotkę, mimo że najprawdopodobniej dzięki niej Twój brat tyle wytrzymał.
Masz zajebistą ciocię, uściskaj ją ode mnie. A Twój brat po prostu był słaby psychicznie, problemy go przerosły, przestraszył się życia i wybrał drogę na skróty. Nie obwiniaj tej kobiety, jeśli jest taka jak ją opisałeś to jest naprawdę wyjątkowa.
bynajmniej nie ..suk oo twoja ciociaaaa cie znajdziee
Osobiście na depresję nie cierpiałam. W związku z PTSD miewałam epizody depresyjne lub ataki paniki, ale jestem w stanie sobie wyobrazić jak czuje się taka osoba. Gdyby ktoś mi podczas epizodu powiedział,, daj sobie spokój. Po co się zmuszasz? ", to pogrążyłoby mnie to w jeszcze gorszym dole emocjonalnym. Powiem więcej, zdarzyło się to o parę razy za dużo, co w dwóch przypadkach skończyło się próbą samobójczą. W moim przypadku epizody depresyjne nie były spowodowane przewlekłym stresem, lecz strachem, długotrwałym, narastającym strachem przed nieobliczalną matką (tak, mam 40 lat i nadam śni mi się mama po nocach). Wystarczył mały impuls, abym zachowała się jak zaszczute w kącie zwierzę. Totalna masakra. Trauma jakich mało. Całe moje dzieciństwo zmagałam się z potwornymi atakami histerii zakończonymi parotygodniowym epizodem depresyjnym i jestem w stanie stwierdzić, że:
-można chcieć się zabić, z niechęci do życia.
-nie w każdym przypadku powiedzenie,, odpuść" działa kojąco.
-bardzo łatwo można pogrążyć drugą osobę emocjonalnie przez nierozważne rzucanie słów na wiatr.
-nastoletnia depresja może być potworna ze względu na brak pomocy ze strony dorosłych (często oprawcami są rodzice) i możliwości spowodowanych młodym wiekiem.
Nie dziwię się twoim rodzicom. Obojętnie jakie intencje miała ciotka ( choćby były najlepsze) to ich skutek jest niestety tragiczny.
Rodzina debili. Było porozmawiać z ciocią.