#MebtQ
Byłam piątkową uczennicą, najlepszą w klasie. Analogicznie więc trafił mi się najgorszy przypadek. Chłopak, Adaś, był na pograniczu szkoły specjalnej. Zostawałam z nim czasem po lekcjach, dawałam odpisywać zadania – za co mi się obrywało potem, bo przecież miałam mu to wytłumaczyć. Lubiłam go, ale altruizm ma swoje granice. Też chciałam się bawić na przerwie. Niestety, nasza wychowawczyni miała taki system, że jak kazała komuś pomóc i ten ktoś nie umiał dalej, to jego „douczacz” obrywał zachowanie. Do tego było rozliczanie przed klasą z postępów kolegi, typu „patrzcie, jaka z niej koleżanka”. Dzieciaki z natury są mściwe, więc sami wiecie. Problemem jest też to, że taki uczeń bez przerwy trącany, rozpraszany, „dej” odpisać, dej to-tamto, no i sam opuszcza się w nauce. W końcu zaczęłam obrywać tróje, bo nie byłam w stanie nadążać za lekcjami i pisać prawie na dwa zeszyty równocześnie.
Po miesiącu wychowawczyni mściwym tonem oświadczyła, że kto z kim przestaje, takim się staje, i wpisała mi dwóję. Nie pożałowała sobie również komentarzy, że opuściłam się w nauce, nie zdam do następnej klasy, że jestem leniwa i głupia. Powiedziała, że oficjalnie jestem teraz najgorsza w klasie. Dla 8-latki to jak wyrok śmierci. Ryczałam w domu całe popołudnie, bo przyznałam się do pały, ale nie powiedziałam mamie, że to przez to, że muszę ciągle tłumaczyć Adasiowi. Mama też na mnie nakrzyczała.
Kolejne złe oceny zaczęły rosnąć jak grzyby po deszczu. W szkole wyzwiska, w domu opiernicz. I tak kolejny miesiąc. W klasie nikt się do mnie nie odzywał, bo gnębione przez nauczycieli dzieciaki nie są lubiane.
I tu stała się rzecz – dla mnie – najlepsza w życiu. Adaś złamał obie ręce i miał mieć nauczanie indywidualne. Nie było go w szkole, miałam spokój i wreszcie mogłam się normalnie uczyć.
Jako że Adaś mieszkał niedaleko, po miesiącu nauczycielka kazała mi uczyć go po lekcjach w domu. Sprzeciwiłam się, bo rodzice nie pozwalali mi samej chodzić po mieście i bałam się iść tam sama. Wpisała mi uwagę i zadzwoniła po mamę.
I tu popełniła błąd, bo sprawa się rypła. Powiedziała mamie, że kazała mi pomagać kalekiemu koledze, a ja się tak karygodnie zachowałam. Opowiadała, że mu dokuczam itp. Koniec końców cała sprawa wyszła na jaw. Mamę zagotowało. Nigdy przed i po nie zrobiła nikomu takiej awantury. Również kilka osób z klasy potwierdziło, że Adaś ciągle coś ode mnie chciał i że w sumie wszystkim ulżyło jak go nie ma. Był skandal na pół szkoły, zmieniono nam wychowawcę.
A mama zabrała mnie na największe w życiu lody i przeprosiła za to, że nie wspierała mnie od początku :)
W końcu jakieś wyznanie z pozytywnym zakończeniem :)
Też się ucieszyłam, już w momencie, kiedy Adaś ręce połamał liczyłam na zwrot akcji
No nie do końca pozytywne. Jednak rodzic powinien stać murem za dzieckiem.
@QueOlka
Ale skąd matka miała cokolwiek wiedzieć jeżeli autorka jej tego nie powiedziała?
Moim zdaniem powinno się rozmawiać z dzieckiem, a nie je opierniczać. Jeśli dobry uczeń nagle się opuścił to coś jest na rzeczy- albo nie rozumie jakiegoś materiału albo ma jakieś problemy. W obu tych przypadkach krzyki nic nie dadzą.
Rodzic powinien stać murem za dzieckiem? Rodzic powinien być sprawiedliwy, jeśli uczeń źle postępuje to nie można go za to wynagradzać.
Skąd się biorą tacy leniwi nauczyciele? Zamiast zająć się cięższym przypadkiem to zmuszają do tego inne dzieciaki i jeszcze wyśmiewają za brak wyników! Sk@rwysyństwo
U mnie też niektórzy nauczyciele tak do tego podchodzili. To było mega słabe zrzucać na dzieciaki swoją robote.
Bo wielu nauczycieli to zakompleksione tępaki z sadystycznymi ciągotami. Najgorzej, że najwięcej takich jest wśród nauczycieli nauczania początkowego.
Pirat, chyba przesadzasz i oczywiście nie masz żadnych danych na potwierdzenie Twoich...no właśnie, Twoich domysłów.
Dragomir, ale chyba nie powiesz, że to normalne, że tępy babsztyl zmusza dziecko do zajmowania się drugim uczniem, a potem napuszcza resztę dzieci przeciwko temu pierwszemu dziecku i się dobrze bawi oglądając jak tego dzieciaka spotyka lincz i ostracyzm? A takich sytuacji jest wiele - ciche dziecko z patoli nie ma co jeść, to nauczycielka robi ogłoszenie z prośbą o oddanie zalegających kanapek głodnemu dziecku z patoli. Przecież ona nie chce mu pomóc, bo gdyby tak było, to sama by zrobiła więcej kanapek i mu oddała, a ona po prostu rzuca tego dzieciaka hienom na pożarcie, by się dobrze bawić widząc jak dziecko z patoli jest wytykane palcami. Komentarze do chłopców, że mają piękne, długie rzęsy i wyglądają jak dziewczynka - przecież to jest powiedziane w jednym celu - by wystawić dziecko na posmiewisko. Wymyślanie głupich, prześmiewczych ksywek to też norma. Na ofiary zawsze wybierają te spokojne, ciche dzieci, które się nie obronią. Te tępe p*py wiedzą, jakie są dzieci, a mimo to nadal odpiep®zają takie akcje, choć wiedzą jak to się skończy. Ślepe na przemoc wobec słabego, cichego dziecka, ale już dobrze widzą, gdy ten dzieciak się postawi oprawcy.
Powiedz mi, czym innym to jest, jeśli nie sadyzmem, chorej, tępej i zakompleksionej baby.
No jasne, to forma przemocy i takie zachowania nie powinny mieć absolutnie miejsca. Nie mam pojęcia jak często się to zdarza, ale wiem też, że dziś uczniowie nie mają szacunku do nauczycieli.
@Pirat, normalne na pewno nie. Zgadzam się ze wszystkim poza tym, że tacy nauczyciele to większość - chyba że masz jakieś dane na poparcie akurat tej części komentarza.
Ta nauczycielka nie jest wyjątkiem, a mimo to nauczyciele mają takie poparcie społeczne w swoich strajkach
Bo jeśli nie dostaną podwyżek, to nie będzie konkurencji w zawodzie. Już teraz do szkoły przyjmują praktycznie każdego kto się zgłosi (przynajmniej w liceach z miasta, w którym chodzę do szkoły) i skutkiem tego nauczyciele są jak w wyznaniu. Gdyby zawód był lepiej płatny, to i więcej nauczycieli z pasją by się na niego zdecydowało. Teraz duża część nie może sobie na to pozwolić ze względów materialnych.
Całkowicie nie o to mi chodziło i w zasadzie minęłaś się całkowicie z sensem mojego komentarza tak bardzo, że szok. Ekonomia i kwalifikacje, o których piszesz nie są poruszane przeze mnie, a odpowiadając komuś musisz się trzymać istoty rzeczy, którą nada jej autor
Bo strajki i tacy nauczyciele nie powinni mieć ze sobą nic wspólnego. Odmawianie podwyżek nie pomoże w takich sytuacjach jak w wyznaniu. Od radzenia sobie ze złymi nauczycielami jest zabranie prawa do wykonywania zawodu, a nie olewanie strajku całej grupy. To co napisał(a) Suuu to prawda, wielu nauczycieli jest w wieku emerytalnym, jak nie będą przychodzić nowi to może się okazać, że nie wystarczy nauczycieli do wszystkich szkół. Zapewne część będzie uczyć z pasji, ale wielu ludzi umiejących robić coś innego pójdzie do innej roboty. Zostaną ci bez innych kwalifikacji i tacy rąbnięci jak nauczycielka w wyznaniu. To nie brzmi jak przepis na dobrą edukację. IMO odpowiedz Suuu pasuje, bo popieranie strajku nie ma nic wspólnego z popieraniem tej nauczycielki, tylko jest sposobem na zmianę tego w jak cholernie złą stronę idzie polska edukacja. Olewanie strajku (tak jak to się właśnie stało, pomimo dużego poparcia społecznego) tylko zwiększy odsetek takich frustratów, bo ci dobrzy, inteligentni ludzie najpewniej pójdą gdzie indziej. I jak nie będzie nikogo, kto mógłby zastąpić tę nauczycielkę, to ona nadal będzie uczyć, bo ktoś musi, mamy obowiązek edukacji, jak nie będzie dobrych nauczycieli to zostaną tylko tacy.
Fajna matka, walczyła o Ciebie jak lwica ;)
wreszcie swiadomy rodzic i fajne zakonczenie ;)
chociaz dziwie sie, z emajac taka fajan mame ni mowilas jej od poczetku, ze siedziesz a takim Adasiem, ktoremu musisz pomagac, bo pani cie wyzywa jesli tego nie robisz...
ale fajnie, ze dobrze sie skonczylo, takie babska nie powinny byc dopuszczone do nauki dzieci
Moja historię trochę się różni, ale ma wspólny pierwiastek - w okolicy 2010 byłam w drugiej klasie podstawówki. Byłam jednym z najgrzeczniejszych dzieci, więc pani postanowiła posadzić mnie z najniegrzeczniejszym uczniem. Dlaczego? Miałam go strofować, kiedy był za głośno, odzywał się niepytany, przeszkadzał w lekcji. Jak miałam to robić? Miałam go kopać albo uderzać pięścią w ramię. Pani rok później wyleciała z pracy przez swoje inne niekompetencje, ale przez ten rok z nią czułam się okropnie .
Nie wiem, jak jest w dzisiejszych szkołach podstawowych, skończyłem swoją 10 lat temu, ale wtedy zazwyczaj ci, co nie umieli (a najczęściej po prostu dupy się nie chciało ruszyć do robienia zadań) rzucali się do tych, co się uczyli. Skutkiem tego raz chcieli odpisać jeden z przedmiotów ode mnie wszyscy.
PS. Nie ukrywam, dopóki się uczyłem to nawet nieźle mi szło w szkole, w liceum też mi się nie chciało i jechałem na 3/4.
Reakcja mamy na medal ❤️
Nauczycielka zero profesjonalizmu. W szkole powinien być podział nie na klasy tylko na grupy na danym poziomie. Tym sposobem uczeń mógłby być na poziomie zaawansowanym z geografii i matmy a początkującym z niemieckiego. Taki Adaś byłby wszędzie początkujący i więcej by wyciągnął z tej nauki niż takiego usilnego dążenia do równości i by każdy był taki sam.
Moja wychowawczyni w 2 klasie powiedziała mojej mamie,że nic że mnie nie będzie bo narobiłam mnóstwo błędów na dyktandzie. 4 lata później wygrałam olimpiadę wojewódzka z tego przedmiotu, ale z innym nauczycielem. Wychowawczyni potrafiła co chwilę wtrącać jaka jej córka Joanna M.jest zdolna i ile potrafi, rzecz działa się w mieście, z którego pochodzi znane piwo.