#M4Owg
Wszystko działo się, jak miałem jakieś 10 lat. Nigdy o tym nikomu nie mówiłem, ponieważ zawsze było mi wstyd. Ważnym elementem w historii jest to, że byłem jedynakiem, a jak to często bywa, rozpieszczonym i egoistycznym bachorem, któremu wszystko się należy.
Pochodzę z dość bogatej rodziny, więc nigdy mi nic nie brakowało. Mama miała złote serce, była bardzo wrażliwa, więc charakterek mutanta odziedziczyłem z pewnością po ojcu. Ale do rzeczy.
Był taki program kiedyś, że brało się na wakacje dzieci z biednych rodzin lub domów dziecka, żeby dzieciaki jakoś fajnie spędziły wakacje. Tak jak mówiłem, moja cudowna mama zadecydowała, że przyjmiemy na wakacje dziewczynkę o imieniu Pola. Na początku byłem zadowolony, bo lubiłem się bawić z dziećmi. Byłem dość towarzyski. Mama kupiła jej piękną lalkę i pojechaliśmy ją odebrać.
Drobna, 9-letnia, blondyneczka o niebieskich oczach, bladej cerze i ładnej buzi. Przez miesiąc sielanka. Bardzo ja lubiłem, jednak od pewnego momentu zaczęło mi bardzo przeszkadzać, że wszyscy interesują się tylko nią, a na mnie nikt nie skupia uwagi. Byłem zły o zabawki jakie mama jej kupowała, chociaż sam miałem ich setki, a ona nie miała nic.
Zacząłem jej dokuczać i robić wszystko, żeby się jej pozbyć. Jak dowiedziałem się, że głównie mama, bo ojcu to zwisało (firma, pieniądze, brak czasu dla rodziny) chce ją adoptować, postanowiłem się jej pozbyć. Podrzucałem złotą biżuterię mamy do jej rzeczy i robiłem z niej złodziejkę. Byłem wyjątkowo zdolny w kwestii manipulacji, więc skończyło się na tym, że nie było żadnej adopcji.
Przeze mnie i mój egoizm mała biedna dziewczynka straciła szansę na normalny dom. Po wszystkim wiele dni płakałem, jednak nie powiedziałem nic nikomu. Dziś wstyd mi o tym mówić komukolwiek, ale długo siedziało mi to na sumieniu. Starałem się ją odszukać, dowiedzieć, pomóc jej i przede wszystkim przeprosić, jednak nic z tego. Nie wiem nawet, czy żyje.
To nie do końca wina autora, do czasu odwiedzin dziewczynki, chłopczyk był oczkiem w głowie mamy, wychowywał się w sumie bez taty, jego obecność zastępowały mu zabawki i pieniądze. A tu nagle przychodzi nowa osoba i zabiera całą uwagę jedynej osoby, która się dzieckiem interesowała. W tamtym momencie matka powinna usiąść z synem i mu wszystko wytłumaczyć, albo spytać chociaż go o zdanie, widziała, że dobrze się dogadują, więc mogła zagadać do chłopca czy by nie chciał by Pola była jego nową siostrzyczką itd, można by wtedy uniknąć takiej sytuacji.
W zasadzie klasyk, cała miłość wlewana w młodego. Aż do zepsucia...
A potem nagle pojawił się szok, kolejny zresztą błąd rodziców to pewnego rodzaju "zapomnienie" o swoim dziecku. A przynajmniej tak to młody odczuł.
Szkoda tylko Poli. I szkoda, że autor przez dziecięcą głupotę i bezmyślność(niejako cecha dzieci jako takich) będzie miał wyrzuty do czasu, gdy pamięć zacznie szwankować.
Ale... Nasunęła mi się myśl. Zawsze można spróbować się zrehabilitować, wtedy zawaliłeś, teraz możesz zrobić coś dobrego. Poświęć trochę czasu takim dzieciom.
Jesteś w stanie dać im wiele radości, sam nic nie tracisz. A możesz zyskać jakiś spokój ducha :)
Mądry po szkodzie... Zgadzam się jednak z @BananowyZiemniak! Pomoc w domach dziecka daje mnóstwo energii...
Cóż. W sumie byłam swoją świadkiem pewnego klasyku, o którym mówi BamanowyZiemniak. W liceum miałam kolegę, który żył w identycznych relacjach z rodzicami-oczko w głowie mamusi, która robiła za niego wszystko i wiecznie nieobecny ojciec. Rodzina dosyć zamożna. W pewnym momencie doszło do rozwodu i klasycznie nagle rodzice zapomnieli, że mają dzieci. Oczywiście dostawali dużo kieszonkowego, więc "przecież powinni być szczęśliwi". Skończyło się na tym, że inteligentny chłopak, z naprawdę wysokim IQ kibluje w ostatniej klasie niedopuszczony do matury. No cóż...można by rzec - klasyczne zakończenie :-)
Wg mnie wina leży tez po stronie rodziców. Powinni nastawic syna ze nie zawsze będzie najważniejszy. Nie można tak nagle przerzucić sie na drugie dziecko bo jest sierotą "osieracając" przy tym własne. A dziecko powinno traktowac to z przymrużeniem oka, bo rodzicom przeszedłby zaraz ten syndrom adoracji "nowego" dziecka. Ale wizja "stracenia" rodziców na zawsze niestety tłumiła wszystko inne...
Może zamiast wieszać psy na autorze wyznania, pomyślicie o tym jak on się czuł?
Nie usprawiedliwiam go, ale postawcie się w jego sytuacji. Nie sądzę, że każdy z Was w wieku 10 lat byłby miłosiernym, współczującym dzieckiem. Chłopak miał w zasadzie jedynie matkę, brakowało mu ojca i nagle pojawiła się dziewczynka, która odebrała mu atencję jedynej ważnej dla niego osoby.
A już komentarze o tym, jaki to autor jest zły i nikczemny są żałosne i niesprawiedliwie.
W zasadzie to masz rację. To rodzicom powinno się oberwać. Bo kto go tak wychował?
Mama powinna zwracać TAKĄ SAMĄ UWAGĘ na was oboje, ty mogłeś jednak przyznać się mamie, zrozumiałaby.
Strasznie mnie denerwują takie rozpieszczone dzieci. Wiem, że byleś młody i nie wiedziałeś jakie mogą być konsekwencje. To dobrze, ze widzisz swój błąd. Nie martw sie! Ważne, że żałujesz 😉
Niby ważne, że żałuje, ale z drugiej gdyby nie jego zachowanie, Pola mogła mieć ciepły dom i rodzinę, a nie dzieciństwo spędzane w nie wiadomo jakich warunkach.
Ludzie, autor wyznania był dziesięcioletnim dzieckiem. Sądzę, że oceniacie go zdecydowanie zbyt surowo.
O dziwo dziesięcioletnie dziecko rozumie już bardzo dużo. Autor też należał do inteligenych, skoro potrafił wymyślić taką intrygę, żeby się Poli pozbyć. Nie był głupi, czy nie rozumny.
To, że był inteligentny nie zmienia faktu, że był dzieckiem. Dzieci różnie reagują na tego typu sytuacje, zwłaszcza jeśli nikt im nie wytłumaczył co się tak naprawdę dzieje.
@czarnawersalka Nie, nie uważam.
Uważam jedynie, że trudno winić dziecko o to, że nie chce stracić atencji mamy. Adopcję ustala się z dzieckiem, tłumaczy mu się sytuację, właśnie po to by uniknąć tego typu zachowań.
Naucz się rozróżniać pojęcia, bo mózg i rozum to zupełnie co innego. :)
jestem zdania @ToTylkoJa90 autor się bał odrzucenia i zajęcia jego miejsca przez dziewczynkę, a że nikt mu nie wytłumaczył ani nie zapewnił ze nikt jego miejsca nie zajmie to zdecydował się jej pozbyć.
Ale mnie drażni tłumaczenie wszystkiego "to tylko dziecko".
@Fire nie, nikt nie tłumaczy wszystkiego "to tylko dziecko" Prawda to co zrobił autor było podłe, nawet bardzo ale nie można to oceniać tak surowo bo miał wtedy tylko dziesięć lat. Bał sie ze mama straci nim zainteresowanie może nawet ze chce go zastąpić. A że nikt z nim nie porozmawiał i nie wytłumaczył mu tego to zrobił co zrobił
^np. "ToTylkoJa90
To, że był inteligentny nie zmienia faktu, że był dzieckiem"
No skądże, nikt tak nie tłumaczy.
W większości jedynacy nie potrafią się dzielić rzeczami, a tym bardziej rodzicami.. dusza hipokryty i egoisty obudziła się w Tobie za dziecka. Niestety są rzeczy, których nie można naprawić. A jedynie możesz teraz pomoc Ty sam jakiemuś potrzebującymi ;)
To trochę krzywdzący stereotyp. Jestem jedynaczką i jak byłam młodsza, to nawet cukierek, który dostałam w szkole, przynosiłam do domu, żeby zjeść go na pół z mamą (nie mam taty). Dzieliłam się wszystkim, czy to z koleżankami, biedniejszymi sąsiadami, czy kuzynkami. To, czy ktoś ma rodzeństwo, czy nie ma dużo mniejszy wpływ na jego egoizm niż najzwyczajniej w świecie wychowanie rodziców. Dla przykładu - moja kuzynka ma dwie siostry, ale była oczkiem w głowie rodziców i to poczucie, że jest ważniejsza od innych jej zostało.
Nie prawda ze jedynacy nie potrafią sie dzielić wszystko zależy od charakteru. Moja córka póki byla jedynaczką to dzielila się dosłownie wszystkim potrafila rozdać wszysto i sama nic nie miec. Natomiast jej rówieśnicy którzy rodzeństwo mieli mieli o wiele wiekszy problem zeby cos komuś dać. Ten stereotyp jest bardzo krzywdzacy
@Uzurpatorka
Wiesz, zawsze są wyjątki od reguły.
Ciekawe czy wy wieszający psy na autorze w wieku 10 lat byliście ostojami moralności i miłosierdzia oraz perfekcyjnie rozróżnialiście, co jest dobre, a co złe. Zawiodło tu głównie wychowanie, ale nie ma co się dziwić. Większość (nie tylko bogatych) wychowuje swoje dzieci na księżniczki księców- całe dzieciństwo wmawiacie dzieciom, że jest najpiękniejszy, najmądrzejsze, najlepsze we wszystkim, dajecie mu wszystko co chce. Pracy czy obowiązków w ogóle nie uczycie, bo się maluszek w paluszek zrani, albo nie daj Boże obrazi. Skoro wychowujecie dzieci w przekonaniu, że wszystko mu się za darmo należy, nie dziwcie się, że potem na znieczulice i egoizm...
Autorze, nie tylko Twoja wina. Kazdy byl/jest/bedzie mlody i glupi. Na szczescie teraz juz wiesz, ze to bylo zle. Moze Ty kiedys adoptujesz jakies dziecko?
Mozliwe ze mama wiedzoala ze to ty stoisz za kradziezami, ale stwierdzila ze sytuacja jest dla ciebie zbyt trudna zeby o tym rozmawiac...
A już miałam nadzieję, że się po latach spotkają, zakochają i będą kilka lat po ślubie i sami zaadoptują dziecko. A tu nie :(
Kiedyś jak byłam młodsza płakałam mamie, że nie mam nic ,zabawek i takich tam pierdół. Wtedy moja mama mi powiedziała, że moja ciocia wzieła udział w takim programie i na jakiś czas wzieła do siebie dziewczynkę. Ciocia zapytała się jej o czym marzy ta powiedziała, że o różowych leginsach. Wtedy nie wziełam tego do siebie, ale niedawno przypomniałam sobie tą historię i zaczełam doceniać bardziej to co mam.