#Lutpj
Od kilku miesięcy coraz silniej odczuwam niechęć z powodu zachowania teściowej – będę w taki sposób odnosić się do matki mojego partnera, mimo iż nie jesteśmy małżeństwem.
Teściowa ma silny charakter i jest ekstrawertyczna. Lubi kontakt z innymi ludźmi, tego oczekuje też ode mnie. Kiedy się poznałyśmy (cztery lata temu, nie mieszkałam wtedy jeszcze z moim partnerem), odniosłam wrażenie, że jest bardzo sympatyczna, wspiera mnie i – co ważne – nie będzie wtrącać się w nasze sprawy, bo ma wystarczająco własnych zajęć.
Z partnerem mieszkam od około dwóch lat, wtedy też – z powodu przeprowadzki do nowego kraju, trudności w aklimatyzacji – nasiliły się moje problemy psychiczne (depresja, zaburzenia lękowe). Chcę od razu powiedzieć też, iż on, od kiedy mnie poznał, wiedział o tym i prawdopodobnie wiedziała też jego matka, od kiedy związek między nami stał się poważniejszy. Mówię o tym dlatego, że schorzenia częściowo wpływają na moje zachowanie, biorę wprawdzie leki, jednak niektórych zachowań jest się bardzo ciężko pozbyć. Obecnie mam wrażenie, że w pewnym sensie obrywam za to kim jestem. Że z powodu introwertyzmu i fobii społecznej wolę nie wybierać się w określone miejsca – teściowa tego nie rozumie, oczekuje mojej obecności podczas spotkań rodzinnych i kiedy ja wykręcam się od tego, jest bardzo niezadowolona. Ja dowiaduję się tego od mojego partnera, potem muszę przepraszać, za to że nie chciałam iść gdzieś, gdzie czułabym się źle. (Ale jakbym poszła i w ogóle się nie odzywała – też by było źle. Dotychczas w takich sytuacjach – wymuszonego kontaktu społecznego – „obrywało” mi się tylko od partnera. Teraz swoje dokłada również teściowa.) Jeżeli widzi ona, że coś się między nami wydarzyło, że się pokłóciliśmy – wciska nam swoje rady.
Nawet jeżeli jest to jedynie sugestia dotycząca sposobu ubierania (a teściowa ma fatalny gust), mnie to przeszkadza, jednak niestety z powodu uległego charakteru nie jestem w stanie powiedzieć „Sama podejmę decyzję, nie, dziękuję”, bo boję się wywołać konflikt, w którym byłabym od razu na przegranej pozycji.
Kiedy partner wspomni matce o tym, że się pokłóciliśmy – ja dostaję od niej wiadomości w rodzaju „Jemu jest teraz bardzo ciężko, proszę postaraj się o niego zadbać i nie denerwować go”. (Albo że powinnam być milsza/bardziej uprzejma dla osoby X, bo jej jest ciężko, ma własne problemy itd. Niesłychanie drażnią mnie takie próby wychowywania mnie.) Pozornie nie jest to obraźliwa, nieprzyjemna wiadomość, jednak w moim odczuciu wina za jego złe samopoczucie spada na mnie.
Ma Pani prawo podejmować własne decyzje i mieć własne emocje. Trochę mnie martwi to, że z Pani historii wydaje się wynikać, że zarówno Pani partner, jak i teściowa wiedzą o Pani problemach, ale traktują Panią jak niektórzy rodzice traktują dzieci. Trzeba iść na spotkanie rodzinne, trzeba się odzywać jak wszyscy, a jak nie to będzie kara. I do tego właśnie to "kiedyś mi się obrywało tylko od partnera, a teraz swoje dokłada też teściowa". I cały opis jest taki, że tylko teściowa jest problemem. Jakby uważała Pani, że to, że się "obrywa" od partnera jest normalne i to, że sam mówi teściowej o wszystkim, co może spowodować, że Panią obrazi było jakoś normalne. Do tego widać egoizm obojga. Po prostu takie "bądź miła dla innych, bo oni mają swoje problemy", ale nikt nie jest miły dla Pani, mimo tego, że Pani ma swoje problemy. Wydaje mi się, że może jest jeszcze nadzieja, by porozmawiać z obojgiem, ale obojgiem, nie tylko teściową i wyjaśnić, co jest źle. Jednak nieco się obawiam, że jednak skuteczniej byłoby najpierw tutaj zakończyć, a potem znaleźć kogoś miłego. Jednak wciąż jest nadzieja, że tutaj się uda wszystko wyjaśnić. Ale też musi Pani wiedzieć, że ma Pani prawo być szczęśliwa.
Ja bym jednak zaczęła od poważnej rozmowy z partnerem, a dopiero potem z partnerem i teściową. Autorka i partner muszą stanowić wspólny front w tej sytuacji. I jeśli nie uda się tego osiągnąć, to dalszy związek nie ma sensu.
Jeśli pójdzie na rozmowę z obojgiem, to w obecnej sytuacji prawdopodobnie oni się zjednoczą przeciwko autorce.
Wiesz, Twoja teściowa i partner wiedzą o Twoich problemach, przyjęli informacje, ale to nie znaczy, że je rozumieją. Może je bagatelizują i pewnych rzeczy niesłusznie nie wiążą z tymi zaburzeniami. Ich zachowanie nie jest ok, ale wydaje mi się, że z Twojego punktu widzenia najważniejsze jest żebyś Ty się nauczyła stawiać granice. Wtedy poradzisz sobie zarówno z teściową i partnerem, jak i w każdej potencjalnej innej relacji.
Fobia społeczna to nie to samo co introwertyzm. Ja na przykład jestem introwertykiem, ale nie mam fobii społecznej i większość znajomych myśli, że jestem ekstrawertykiem. Potrafię być duszą towarzystwa na spotkaniu, tyle, że potem muszę sobie odpocząć z dala od ludzi. Może czas uzmyslowic to sobie, a potem uświadomić teściową. Łatwiej zrozumieć unikanie spotkań że względu na fobię, niż introwertyzm.
Dziękuję Cie za ten komentarz, bo mnie już czasem sił brakuje w wyjaśnianiu, że introwertyzm to nie problemy w relacjach z ludźmi. Nie mam najmniejszego problemu w wejściu w grupę, poznaniu ludzi i swobodnych rozmowach, tylko później idę ładować baterie do domu, a nie na imprezie z nimi.
Introwertyzm to nie zaburzenie tylko, używając modnego określenia, neurorożnorodność. Przy czym introwertyk nie lubi pewnych miejsc, ale pójdzie w nie, jeśli będzie ważna okazja.
Fobia społeczna jest w statnich latach tak nienaturalnie często diagnozowana, że idę o zakład, że część diagnoz jest błędnych, bo to zaburzenie to tylko objaw innych problemów. Począwszy od zaburzeń integracji sensorycznej przez spektrum autyzmu po niedobory minerałów, dysbiozę jelitową i zaburzenia potraumatyczne. Spróbuj pójść do psychotraumatologa i pokopać trochę w tych lękach. Może to Ci to pomoże je ogarnąć...
A nie przypadkiem to po prostu typ w kwestii ładowania i rozładowywania baterii społecznych? Introwertyzm nie ma związku z tym, że lubi się albo nie lubi jakichś miejsc. Introwertyk po prostu ładuje się poprzez spędzanie czasu w samotności, a towarzystwo szybciej go męczy.
Introwertyzm to cecha osobowości wywodzaca sie z temperamentu. To sposób funkcjonowania układu nerwowego. Zdecydowanie nie jest w definicji neurorożnorodnosci, przeciwnie - jest tak samo neurotypowy jak ekstrawertyzm. Jest w tzw. normie jako jeden z biegunów dymensji intro-ekstrawersja. I nie ma nic wspólnego z lubieniem/nie lubieniem miejsc czy ludzi. Chodzi o sposób reakcji układu nerwowego, czyli upraszczając - co rozładowuje baterie, a co ładuje. Introwertyk może lubić imprezy, ale iść po nich odpoczywać do domu. Ektrawertyk może lubić czas w bibliotece, ale iść po nim na spotkanie w gronie przyjaciół, żeby doładować swoje baterie.
Widzę że są tu jakieś epizody paranoidalne nawet.
Wygląda jakbyś była w związku ze swoją teściową. Po co Twój partner przekazuje Ci jej pretensje i żale? Powinniście to między sobą wyjaśnić, omówić co możesz zrobić w ramach swoich fobii, z jednej strony trzeba zadbać o swój komfort psychiczny, a z drugiej ciągłe unikanie sytuacji, których się boi nie pomaga lęki zostają, tylko sytuacji je wywołujących jest mniej. Rola Twojego partnera jest wyjaśnienie mamie, żeby się nie mieszała
Spotkania rodzinne przeważnie są nierozłącznym elementem życia z kimś. Twoje zachowanie może być odebrane jako unikanie, chęć zamknięcia się samej w domu z partnerem i w pewnym sensie go sobie zabranie. Nie integrujesz się z jego rodziną, jakby Cię oni nie obchodzili. No i powiem szczerze, że trochę ich rozumiem.
Dużo tłumaczysz, że depresja, że fobia, że introwertyzm, że leki. A jakaś praca nad sobą u Ciebie istnieje? Jakakolwiek wola do zmiany? Fobia ogranicza życie, ogólnie ma negatywny wpływ. Z fobią nie należy się godzić, tylko ją łamać. Uwierz mi, wiem co to fobia, doświadczyłam. Depresji i leków też.
Twojemu partnerowi też mogą robić wyrzuty, że odsuwa się od rodziny, a po latach mogą zlekceważyć jego zdanie w jakiejś rodzinnej kwestii. Bo był nieobecny.
Jestem 100% pewna, że partner mimo całej miłości do Ciebie, nie czuje się do końca szczęśliwy, bo musi wybierać czy zostać z Tobą, czy spotkać się z rodziną.