#LE0pv
Po takim wstępie wyobrażałabym sobie grubą osobę z fałdami tłuszczu. Ja jestem szczupłą dziewczyną, mam prawidłową masę ciała, w sumie płaski brzuch. Problem polega na tym, że zachowuję się jak osoba uzależniona od jedzenia, jem potężne ilości. Jak już się do czegoś dorwę, to zjem wszystko. Na imprezach ze szwedzkim stołem jem za 3 osoby i to nie jest tak, że ja to kontroluję. Staram się nie jeść, wiem, że to niekulturalne tyle jeść. Ale nagle następuje przełamanie, nakładam cały talerz i go pochłaniam. To jedzenie kusi, aż do mnie mówi. Przejeżdżając obok KFC albo McDonalda walczę ze sobą, żeby nie wstąpić. Częściej ulegam, wchodzę i zamiast zamówić mały, kupuję dwa zestawy powiększone i zjadam.
Nie lubię aż tak słodkiego, wolę zdecydowanie słone i ostre przekąski, smażone. Jem jak dwóch facetów.
Idę do pizzerii z koleżankami, one jedzą jedną sałatkę, ja po pizzy zamawiam jeszcze makaron, piwo i colę. Wiem, jak to brzmi. Nie umiem się opanować. Walczę ze sobą. Próbowałam zamawiać diety, robić coś w tym kierunku i jak zwykle - nic nie wyszło. Wystarczy mały impuls, a idę do sklepu, kupuję 1kg lazanii, zjadam całość i czuję się lepiej. Bez takiego jedzenia jestem rozdrażniona, poirytowana, zrobię wszystko, żeby się dobrze najeść. Mam wrażenie, że to jedzenie błaga mnie o bycie zjedzonym...
Zapewniam, nie błaga :)
A tak na serio - miałam kolegę, który do 30. był chudy i mógł jeść mnóstwo, bez żadnych ograniczeń - i nie tył. Więc przyzwyczaił się do takiego jedzenia, pochłaniał ogromne porcje, to był jego "żart" w towarzystwie: taki chudy, a ile może zjeść.
Po 30. niestety skończyła się bezkarność, waga ruszyła w kierunku trzech cyfr i tam się zadomowiła. Kolega nie umiał zmniejszyć porcji, więc tył dalej.
Jejku ja też właśnie zawsze jadłam na potęgę i byłam chuda jak patyk, teraz jestem po 30stce i przytyłam w przeciągu 5 miesięcy 9 kilogramów. Co prawda chciałam przytyć bo całe życie byłam za chuda jak na swój wzrost, ale kurde to chyba już idzie w złym kierunku. To chyba tak jest, że po 30stce metabolizm już nie jest ten sam, więc cieszę się , że przeczytałam ten komentarz. Już nie będę tyle żarła.
mam kolezanke, chuda jak patyk, tyc zaczela po 40
@ dno: Wlasnie, ze blaga. To jego jedyna szansa na metamorfoze. Tak jak wstretna gasienica zamienia sie w przepieknego motyla, tak jedzenie chce zamienic sie w ...
A nie, jednak nie. Cos mi sie pomieszalo.
Dowód anegdotyczny nie zawsze się sprawdza. Ja na przykład miałam sąsiadkę która jest po 50 a dalej chuda jak nie wiadomo co. A wiem, że nie żałuje sobie jedzenia, często u niej bywałam.
Też miałam tak że potrafiłam co pięć minut być przy lodówce, jeść dużo, słodyczy dużo, głównie mój jadłospis składał się z węglowodanów i ważyłam tyle że BMI pokazywało zagrożenie życia i zdrowia więc bardzo mało... Po dwudziestce nagle mój metabolizm przestał działać tak jak kiedyś i nagle w rok przytyłam dziesięć kilo :( obecnie staram się jeść zdrowo, mniej, ruszać ale póki co rezultaty są marne. A muszę trochę zgubić bo nie mieszczę się w prawie połowę ubrań.
Może podejść do tematu medyczne? Jest coś takiego jak ośrodek głodu i sytości. W skrajnych przypadkach np. osoby jedzą non stop. Może masz tam jakiś nacisk i rzucasz się na jedzenie
Jeśli nie tyje to albo coś związanego z metabolizmem albo tarczyca albo pasożyty.
Czy nikt prócz mnie nie myśli że autorka może mieć małego przyjaciela w jelitach xD ?
Myślę, że wtedy jej zdrowie dawało by się we znaki bo byłaby niedożywiona
Wiem, o czym mówisz. Tylko że ja jestem pulpetem. Taka nie chuda, ale jeszcze nie gruba. Przyjemność sprawia mi wciśnięcie w siebie worka chipsów i popicie piwem. Pół wielkiej pizzy zagryzione czekolada. Raz na jakiś czas się opamiętuję, żeby przestać żreć i trochę schudnąć, q potem znów. I wiem że to niezdrowe :/
Na zewnątrz chuda ale wewnątrz otyłość ale najważniejsze, że nie wyglądasz na grubą bo inaczej zajechaliby cię hejtem :)
To po prostu nawyk. Jesli coś powtarzasz wielokrotnie w ciągu długiego czasu to wyrabiasz sobie taki nawyk. Jedzenie w takich ilościach też jest nawykiem. Z dnia na dzień nie przestaniesz. Żeby pozbyć się takich uzależnień, trzeba robić to stopniowo. Czyli jesz coraz mniej aż w końcu jesz tyle ile potrzebujesz i nie więcej. Wiem co piszę bo też się z tym zmagałam, miałam kompulsywne napady objadania, wydawałam kupę kasy na jedzenie, potrafiłam się tak najeść że potem wymiotowałam (nie prowokowałam wymiotów, po prostu z przejedzenia organizm tak reagował sam). Musiałam stopniowo odstawiać ten nałóg. Jak wcześniej miałam napady objadania codziennie, to potem ustaliłam sobie że pozwolę sobie na to co dwa dni i tak przez miesiąc, potem co 3 dni, kolejny miesiąc, potem co 4 dni, co tydzień itp. Aż w końcu oduczyłam się tego nawyku i jestem wolna od napadów objadania po kilku latach ;)
Chciałabym zobaczyć, jak ktoś pisze, że alkohol czy papierosy też należy odstawiać stopniowo... Jak uzależnienia to wszystkie, nie?
To, że teraz nic Ci nie jest od permanentnego wpitalania, nie znaczy, że kiedyś nie odbije się to na Twoim zdrowiu. Mój kumpel tak miał, przyzwyczaił się, a potem przyszły problemy z tarczycą i kaput.
Ja cie chyba widzialam 😂😂
Drobna laska, siedziała sobie w restauracji, 7 talerzow z jedzeniem przed nią i pochłaniała jeden po drugim. Ja wiem ze sie nie patrzy drugiemu do stołu, ale to się po prostu rzuciło nieźle w oczy, tymbardziej że panna była drobniutka 🙆♀️
To mogła być każda bulimiczka...
Kiedyś, we 4 zamówiliśmy ze znajomymi i moim facetem 6 największych pizz. Wszystkie na miejscu. Fakt, byliśmy na maksa zjarani i fakt, ludzie patrzyli na nas dziwnie. 😂
QueenB być może tak 💁♀️
Nie wiem czy pomogę ale nazywa się to Extreme Hunger. Pewna kobieta zrobiła filmik na youtubie o tym jak wpływało to na jej życie, jak w jeden rok pozbyła się tego problemu.
https://www.youtube.com /watch?v=N9z5xqAP7ek - niestety wszystko jest po angielsku, więc nie wiem czy zrozumiesz.
Dokładnie o tym samym pomyślałam, jest sporo filmików o tym, również po polsku, ale Stephanie dobrze opisuje swoje zmagania z tym.
Jesteś jedzenioholiczką, lecz się.