#LCkag

Mam 17 lat, pochodzę z całkiem zamożnej rodziny, ale bez szału – przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki nie poznałem swojej klasy. Ludzie tam uważają mnie za snoba, banana i cholera wie kogo jeszcze. Dlaczego? Dobre pytanie, bo chyba nikt poza nimi nie ma pojęcia. 
Rozumiem, gdybym obnosił się pieniędzmi i dookoła gadał o swoich podróżach (których notabene za dużo nie ma) czy pokazywał każdemu stan konta. Otóż nie. Gdy kupiłem (dla czepialskich – dostałem od rodziców) telefon, nikomu nic o tym nie powiedziałem, w końcu nie ma o czym, telefon to zwykła rzecz. Okazało się, że chyba nie dla nich. Wyciągnąłem go z kieszeni, nie minęła minuta i już słyszałem „To iPhone X?” z wyraźną, nie wiem, pogardą w głosie? Innym razem, gdy ojciec przyjechał po mnie pod szkołę nowym samochodem, niestety znajomi z klasy to zauważyli. Myślałem, że mnie zamordują wzrokiem.

Ludzie, czy to, że moi rodzice są bardziej zaradni życiowo, czyni ze mnie innego człowieka? Nigdy się nie obnosiłem swoim (ba, nawet nie swoim, tylko rodziców) stanem majątkowym, w klasie mam tylko jedną osobę, z którą rozmawiam na co dzień, mimo to nigdy nie zachowywałem się wobec nich jakkolwiek nie w porządku. Skąd to podejście, że jak mam lepiej, to trzeba mnie jakoś „dojechać”?
MaryL4 Odpowiedz

Chyba masz syndrom oblężonej twierdzy, skoro jako historyjki potwierdzające jak to klasa cię „dojeżdża” wybrałeś to, że ludzie mieli „pogardę w głosie” pytając o twój telefon albo „mordowali cię wzrokiem”. Naprawdę? Już pomijając, że to kwestia uznaniowa jak interpretujemy czyjeś spojrzenie. Ale naprawdę to takie straszne i dojeżdżające? 😅

Dragomir Odpowiedz

Dobre pytanie. Ale to i tak lepiej niż jak ktoś, kogo rodzice są biedni jest alienowany. Ty przynajmniej otrzesz łzy plikami banknotów, a temu biednemu to wiatr w oczy.

Maniack37

Serio? Musisz dodawać jakąś fałszywą dychotomię, nie możesz po prostu współczuć dzieciakowi( lub przemilczeć)?

Dragomir

Czy ja wiem czy fałszywą? Ze mnie się śmiali jak miałem spodnie z 3 paskami (ale badziewne a nie Adidasa, i pytali gdzie mi czwarty spiedrolił) bo i tak wiedzieli, że moich rodziców nie było stać na oryginalne ubrania Adidasa. To było w latach 90-tych, wtedy miały kosmiczną cenę a zarobki były rzędu 500 czy 600 zł. A ja za nic w swiecie nie rozumiałem (i dalej nie rozumiem) co to za różnica, czy ktoś ma markowe ubrania czy nie? Nie że mam traumę, ale to nie jest nic fałszywego. To się działo kiedyś i dzieje teraz.

Maniack37

Nie o to mi chodzi. Jak ktoś ma realny problem, to nie mów mu, że ktoś ma gorzej, bo to uja daje. To jakbyś dziecku, które straciło wzrok, tłumaczył, że na onkologii mają gorzej.
Oczywiście, że wykluczenie mniej zamożnych występuje i trzeba z tym walczyć, ale w drugą stronę też jak widzisz po wyznaniu to działa. Są problemy, na które stan konta nie ma wpływu.

Dragomir

Ale dla mnie to nie jest problem. Nie chcą mnie w jakiejś grupie to się tam nie pcham na siłę i nie próbuję udawać fajnego. Znajdę innych znajomych którzy będą dla mnie lepsi i nie skreślą mnie z jakiegoś byle powodu, który tylko w ich głowie uparta do rangi problemu. Ja sam nie lubię wszystkich więc nie wymagam też od wszystkich, żeby mnie lubili.

Maniack37

Dla ciebie to nie problem, dla niego tak, nie każdy ma grubą skórę, plus chyba masz więcej niż 17 lat. Jako dorośli mierzymy się ze sprawami, które z reguły, są dużo bardziej złożone i wymagające niż problemy nastolatków czy dzieci. Jednak nigdy bym nie powiedział swojemu dziecku, że to z czym się mierzy to pikuś. Po prostu z wiekiem i doświadczeniem zmienia się perspektywa.

MaryL4

Maniack37 - dlaczego uznajesz to za złotą zasadę, że nie można zauważyć, że ktoś ma gorzej, albo że czyjś problem to prawdziwy problem? Trudności w życiu są różne, jeśli ktoś na jakąś trudność reaguje nieadekwatnie mocno, nadaje jej nieadekwatnie dużo sensu, to jak najbardziej można to w ten sposób skomentować. To nie jest mądre, żeby nad każdym problem pochylać się z identycznym współczuciem i zaangażowaniem. Waliduje się wtedy rzeczy, które nie powinny być walidowane.

Dragomir

Jak usuniesz wszystkie kamienie spod nóg swoich dzieci, to w przyszłości potkną się o piasek. Twoją rolą jako rodzica jest wychować dzieci tak, by były samodzielne a nie chować je pod kloszem. To co, zmusisz tych ludzi z wyznania żeby polubili z dnia na dzień autora?

Maniack37

@Mary, połączyłaś moje dwa komentarze w całość, w pierwszym kwestia dotyczyła skuteczności tego co napisał Drago. Mówiąc prościej, gdybym hipotetycznie miał bardzo chore dziecko, to powiedzenie mi, że ktoś ma chore dziecko + brak kasy, nijak by mnie pocieszało. A wręcz, bardzo by mnie to do ciebie zraziło.
Drugi był odpowiedzią na to, że dla Dragomira to nie jest duży problem. Dla mnie też, ale jestem stary i pewnie w liceum to, że tylko jedna osoba ze mną chce gadać by mi bardzo przeszkadzało. Granica z wiekiem się przesuwa, czyli jeśli 17 latek jojczyłby, że mu mama nie chciała kupić batona, to nic nie stoi na przeszkodzie, by mu zasugerować by się ogarnął. Natomiast wykluczenia społecznego, czy to zbyt biednych, czy zbyt bogatych uznaję za problem, nad którym warto się pochylić ze współczuciem.

@Dragomirze, ja nic o rozwiązywaniu problemów za dziecko nie pisałem, nie wiem skąd to wziąłeś. Bo rozumiem, że o to chodziło w tej pięknej metaforze o piasku:) Jak córka przychodzi smutna ze szkoły to nie idę naj**ać jej koledze, tylko rozmawiam i uznaję jej problem. Chyba że kolega miałby 23 lata i pisał o OFie, to wtedy bym poszedł. Musiałem, nie gniewaj się młoda;)

MaryL4

Znaczy nie wiem co połączyłam według ciebie. Odnoszę się do tego „Jak ktoś ma realny problem, to nie mów mu, że ktoś ma gorzej, bo to uja daje. To jakbyś dziecku, które straciło wzrok, tłumaczył, że na onkologii mają gorzej.” - ja uważam, że czasami można tak powiedzieć. Dziękuję za wyjaśnienia, ale nie wiem, co one wnoszą? W przypadku poważnie chorych dzieci - problem realny, nie ma potrzeby uświadamiania, że inni mają gorzej, trzeba wesprzeć. W przypadku tego, gdyby ktoś przeżywał latami jakie jego dziecko chore, bo ma zdiagnozowane ADHD, i wstawiał posty typu „wy nigdy nie zrozumiecie nas, rodziców poważnie chorych dzieci” - można uświadomić, że są dzieci na onkologii.

I taki jest przypadek autora, złe spojrzenie to jeszcze nie prześladowanie.

Maniack37

Widzę właśnie, że nie rozumiesz, bo dodałaś kolejny argument, którego ja nie poruszałem.
Zdania do których się odnosisz dotyczą tylko funkcji "pocieszenia", a dokładniej, braku skuteczności w pocieszaniu. Czyli jak koleżanka do ciebie przyjdzie z realnym problemem, to jej mam nadzieję nie mówisz, że ktoś ma gorzej.
A jak ktoś faktycznie wykorzystuje sytuację by grać ofiarę, to tak, możesz mu powiedzieć co tam chcesz, by się ogarnął, ale ja tej kwestii nie poruszałem więc nie wiem po co o tym piszesz.

I wg mnie wyznanie jest o samotności i wykluczeniu, a nie narzekaniem na prześladowanie, ale to może niech autor w takim razie sprecyzuje.

Zobacz więcej odpowiedzi (2)
SamoZycie Odpowiedz

Czy miałeś bogatych dziadków? Czy masz rodzeństwo? Wystarczy zacząć walczyć z niżem demograficznym i mieć 3 dzieci aby trafić na dół drabiny finansowo-społecznej.

anilka

No co ty, przecież jego "rodzice są bardziej zaradni życiowo" XD On nie zrozumie swojego uprzywilejowanej pozycji, woli robić z siebie ofiarę i umacniać się w swoim przekonaniu, że to ci inni są dla niego niedobrzy, niż zmierzyć się z rzeczywistością. Nie dostrzegłby swojego przywileju nawet gdyby przysłowiowo kopnął do w d. Ale szacunek za próbę wywołania jakiejś refleksji w tym łebku

SamoZycie

Oczywiście miże się zdarzyć, że miał 5 sióstr, ale jego rodzice przeszli drogę od pucybuta do bogacza, ale zwykle jest inaczej.

anilka

Nawet wielodzietność i przejście drogi od pucybuta do bogacza nie oznacza, że majątek jest wynikiem ciężkiej pracy lub tylko pracy. Ludzie, którym się poszczęściło, trafili na sprzyjające okoliczności, właściwych ludzi, którzy im pomogli, a dodatkowo ciężko pracowali, zwykle zapominają o tym elemencie losowości i łutu szczęścia, przypisując wszystko swojej ciężkiej pracy. Już nie wspominam o tym, że gromadzeniu majątku sprzyja często omijanie prawa. Gdyby ciężka praca zawsze prowadziła do bogactwa, 138 milionów dzieci, pracujących po kilkanaście godzin na dobę, byłoby milionerami. System tak nie działa.

SamoZycie

Znaczenie mają też geny warunkujące zdrowie lub urodę.

hyde989 Odpowiedz

Mi się wydaje, że nie lubią Cie z innego powodu. Nowy iPhone, buty za dwa koła czy wakacje za granicą to nie jest żadna zamożność, w klasie mojej nastoletniej siostry połowa osób tak ma, a ci co nie mają to są wykluczani bo nie są na topie.

HansVanDanz Odpowiedz

Nigdy wśród niegdyś wielu kolegów, znajomych kumpli nie było kwestii podziału na majętność swoją bądź rodziców.
G#wno kogo obchodziło ile kto ma w domu pieniędzy.
Jeden drugiemu pożyczył jak zaszła potrzeba. Niektórzy po 18 sami przyjeżdżali samochodami. To była okazja, żeby np. powozić się bryką na wagarach.
W ogóle nie ogarniam tych opowieści o gnębieniu, zazdrości czy konkursach popularności.
Może uczyłem się w innej rzeczywistości.

szarymysz Odpowiedz

" w klasie mam tylko jedną osobę, z którą rozmawiam na co dzień"

Może to jest przyczyna uważania ciebie za wywyższającego się snoba? Dlaczego tylko jedną?

SamoZycie Odpowiedz

Mam bogatych starych i stary telefon. Prawie mnie nie podwożą. Zegarek trzymam w szufladzie. Nie chcę aby ludzie prosili mnie o kasę na piwo lub chleb.

wyzwolonaa Odpowiedz

Taka niestety mentalność, ja w rodzinnej miejscowości też jestem nieustannie obgadywana. Mimo że niektórzy faceci stamtąd też dokładają się do mojego majątku

Dragomir

A co, wrzucają ci drobne jak zbierasz na wino czy zrzucają się żebyś wziął prysznic na Orlenie?

wyzwolonaa

Nie obchodzi mnie twój przeciętny dzień. Niektórzy mężczyźni z mojej wsi (zwłaszcza ci żonaci) subskrybują mnie na of, nie są to wielkie kwoty ale jednak

Dragomir

Nie są to wielkie kwoty - zaraz. Dopiero co pisałeś że mnie nie będzie stać, bo zaraz i tak podnosisz ceny na chyba 2500 (ale mogę się mylić) a tu się okazuje że jednak małe kwoty można płacić. Dawaj namiary na tego onlyfajansa, powiem kolegom incelom i będziemy wspierać twoje bogactwo. No chyba że to wszystko wymyśliłeś i jesteś po prostu zblazowanyym życiem wymoczkiem rodzaju męskiego?

wyzwolonaa

Jeśli nie zrozumiałeś aluzji - nie chcę, żebyś był moim subskrybentem. Zgodnie z konfiarską definicją wolności przedsiębiorca może odmówić klientowi wykonania usługi

Dragomir

A zgodnie z lewacką polityką to jest dyskryminacja ze względu na płeć i poglądy, czyli seksizm i działania przeciw wolności słowa, poglądów i wypowiedzi.

wyzwolonaa

Jesteś (a przynajmniej twierdzisz, że jesteś) facetem, do tego konserwatywnym. Więc co to za dyskryminacja? To tak jakby powiedzieć, że w starożytnym Rzymie niewolnicy dyskryminowali właścicieli. Grupa uprzywilejowana z definicji nie może być ofiarą dyskryminacji

Dragomir

Kobiety mają w Polsce szereg przywilejów. Największym z nich jest wiek emerytalny w stosunku do średniej długości życia. Podaj choćby jeden (1) przykład gdzie kobiety są dyskryminowane.

wyzwolonaa

Chociażby brak pełni praw reprodukcyjnych. Facet jak nie chce brać odpowiedzialności za dziecko to po prostu nie bierze i tyle. Ściganie alimenciarzy to nieśmieszny żart, wystarczy że delikwent pracuje na czarno i sąd rozkłada ręce. A kobieta musi urodzić i wychować (również przez presję społeczeństwa)

Dragomir

Może oddać po porodzie. Jak przeszkadza presja społeczna to można się przeprowadzić. Próbuj dalej. I przy okazji podaj przykład partenogenezy u ludzi.

wyzwolonaa

"Można się przeprowadzić" - kiedy ostatnio sprawdzałeś ceny kupna czy wynajmu mieszkania? W 1986? Do tego wielu wynajmujących nie chce wynajmować matkom z dziećmi, "bo tak". Już pomijam fakt, że kobieta może umrzeć przy porodzie, bo banda mizoginów w sejmie sobie wymyśliła zakaz aborcji. Co do partenogenezy, chociażby moje koleżanki, które żyją w związku homo. Jedna z nich urodziła dziecko dzięki genom tej drugiej, oczywiście w państwie z kartonu same musiały to sfinansować

Zobacz więcej odpowiedzi (2)
patinka13 Odpowiedz

niestety, ludzie są potwornie zawistni. czytając twoją opowieść miałam wrażenie, że czytam wyznanie mojego męża. w latach 80/90 jego rodzice wyróżniali się głównie tym, że byli zaradni, przewidujący, i dzięki temu czegoś się dorobili, np. domu. dla licznych rodzin z blokowisk, gdzie kwitła patologia i alkoholizm, było to nie do pomyślenia. a że dzieciaki z takich rodzin stanowiły najliczniejszą część klasy mojego męża, to nie było szans na zdobycie jakichkolwiek kolegów. i do dziś mój mąż słyszy od starych znajomych, że "on miał lepiej". to że miał toksyczną matkę, wiecznie nieobecnego ojca i rodzinę, która umiała wyłącznie pożyczać ciężko wypracowaną kasę, nikogo nie obchodzi. wielu ludzi to strasznie zazdrosne prymitywy. nie trać na nich czasu. normalni ludzie docenią to, jaki jesteś, a nie bedą oceniać cię przez pryzmat rzeczy

hyde989

Ale dużo osob też ma toksyczną matke i nieobecnego ojca z tą różnicą, że dodatkowo są z biednej rodziny więc tak, miał lepiej.

Dodaj anonimowe wyznanie