#i7Maa
Oczywiście nikt z rodziny o tym nie wiedział, ponieważ ojciec dawno nie żył, babcia była odrealniona, a matka ślepa na innych. Gdy podzieliłam się problemami z domu z przyjaciółmi, jedna dziewczyna zaczęła wymyślać, że to dla uwagi i mnie cisnęła przy wszystkich o wszystko. I wszyscy się odwrócili. Okazało się, że sama miała problemy. I tak jestem sama i niechętna do poznawania ludzi, bo i tak się odwracają.
Teraz wszystko, co zarobię, idzie na leczenie, więc nie stać mnie na wyprowadzkę. Dalej gniję w tym piekle. Nie wiem, co wybrać – gnicie w tym bagnie czy terapię i leki.
Czuję się jak przegrany człowiek, 20 lat bez perspektyw, umiejętności i chęci do życia. Marzę, żeby po prostu być sama, i nikt już nie krzyczał i nie bił. Czuję się jak samotne dziecko we mgle, które sobie nie radzi.
Mam już zapowiedziane, że jak się wyprowadzę, mam sprawę w sądzie o alimenty. Mam jeszcze 70 tys. długów po ojcu, niby spadek odrzucony 6 lat temu, ale od prawie 6 miesięcy moje pisma wyjaśnienia i decyzje magicznie znikają w murach banku.
Tyle ludzi mówi, że jak się przejdzie przez gówno, to potem jest się twardym i że to znak, że jest się na drodze do pełni szczęścia. Jednak przez całe życie nie pamiętam takich momentów. Za co mam być wdzięczna tym ludziom? Nikomu nie życzę matki, która ma swoje dziecko za darmozjada, gnidę czy śmiecia. Czemu nie zrobiła aborcji? Wtedy nigdy bym nie cierpiała. A tak się to ciągnie i chyba szybko się nie skończy.
Dopóki z nimi mieszkasz, zbieraj wszelkie dowody na zabiedbania, żeby się z tych alimentów wymigać. Nagrywaj ich chociażby
Też chciałam napisać, żebyś znalazła prawnika udzielającego porad pro bono. Są takie miejsca. Tak jak napisał/a LubieBzy na wydziałach prawa, ale też przy Okregowch Izbach Radców Prawnych, przypuszczam, że przy Okręgowych Radach Adwokackich też. Czasami w różnych parafiach, zwłaszcza prężniej działających. Poszukaj, prawnik bardzo może pomóc. W sprawie spadku, długów i w sprawie alimentów (co zbierać, jak uargumentować odpowiedź do sądu itd). Przygotujesz się do wyprowadzki.
Poza tym skoro masz jakiegoś terapeutę, to niech Ci doradzi, czy nie lepiej jednak wyprowadzić się z domu, nawet kosztem terapii. Ja bym mocno rozważyła wyprowadzkę. Skoro wciąż tkwisz w patologicznym środowisku, to jak Twój umysł ma się zregenerować? Bez nich będzie Ci łatwiej.
Twoja Babcia nie jest CHORA ONA ROZMAWIA I WIDZI DEMONY!
Przede wszystkim idź do radcy prawnego w sprawie długów. W miastach są dyżury, gdy przyjmują za darmo, jeżeli mieszkasz w mieście uniwersyteckim to na wydziale prawa też jest taka opcja. Przyjmują studenci wspierani przez wykładowców. Warto pójść by wszystko wyprostować. Jeżeli zaś będziesz musiała iść "odpłatnie" to i tak lepsze to niż 70k długu.
A co do rodziny... ciężko mi cokolwiek powiedzieć... byłaś może w MOPSie? Wydaje mi się, że mogliby Ci pomóc uzyskać jakiś zasiłek lub w jakikolwiek inny sposób. Wiem, że to tylko kropla w morzu potrzeb, ale zawsze coś.
Mam nadzieję, że terapia Ci pomoże zyskać siły i zbudować poczucie bezpieczeństwa i że już niedługo będzie Cię stać na samodzielne życie.