#KQaGQ
Jak człowiek średnio dziennie je 1500-2000 kalorii, ja potrafię zjeść nawet 8000.
Super szybka przemiana materii, co godzinę się załatwiam.
Wszelkie badania robiłam i niby jest wszystko w porządku.
Wagę mam prawidłową.
Nie wiem, czy to jest anonimowe czy nie, ale zaczynam bankrutować przez ilość jedzenia, którą dziennie pochłaniam.
Kiedy próbowałam jeść mniej, czułam się słabo i mdlałam.
Z opisu wynika, że jesteś sikorką bogatką.
Bogatka 8000? Chyba by wybuchła xD
Miałam taką ciotkę, ale ona miała popalone kosmki jelitowe i wchłaniała z tego może z 30 procent. Przez to nie mogła jeść mniej, bo od razu słabła. Chuda była jak szczapa, a pochłaniała dziennie tyle co ja w tydzień.
Albo jednak jesteś na coś chora, albo powinnaś się zainteresować tematem "Extreme hunger" ("Ekstremalny głód"), który był już poruszany nawet tutaj. Da się to wyleczyć, jeśli można nazwać to leczeniem.
To nie jest normalne ani zdrowe i ludzie, którzy mówią, że zazdroszczą, nie mają pojęcia na ten temat.
Jeśli robisz kupę co godzina to na Anonimowych co najmniej 200 punktow murowane.
Na pewno porobiłaś wszelkie badania, poczytałaś co może powodować coś takiego? Nie umiem sobie wyobrazić żebym w ciągu doby w ogóle zdążyła zjeść nawet połowę tego.
tasiemiec?
Też o tym pomyślałem.
O kurcze, właśnie próbuje sobie zobrazować 8 tys kalorii. Współczuje serio. Ja mam na redukcji 2500, normalnie 3000 kcal i czasem ciężko mi to przejeść. Może pomyśl o gaiterach i dużej ilości bakalii. Jest to mało kaloryczne, a nie rozepcha tak żołądka i co najmniej ćwierć zapotrzebowania kalorycznego będzie zrobiona.
To mniej wiecej tyle, ile potrzebujesz dziennie, aby isc na piechote na biegun, ciagnac sanie z wyposazeniem i zapasami.
Nikt z was tak naprawdę tez nie zapytał, ani też nie ma w opisie wyznania, co tak naprawdę autorka je przy tych 8tys kalorii, wszystko tez zalezy od trybu życia, ja gdy zaczelem w styczniu dietę przy wadze 130 kg okazało się że pochłaniałem 11tys-13tys kalorii dziennie, bo w grę wchodziło niezdrowe jedzenie typu chipsy(paczka ma tys kalorii a szamalem 2/3 dziennie) dodatkowo cola która tez ma około 1-2 tys kalorii pochłanianych dziennie, niektóre rzeczy mają tyle kalorii a wgl nie zapychają ze 8 tys to naprawdę nie jest dużo jeżeli nie wie się co autorka jadła, przy odrzuceniu samej coli i chipsów i redukując dzienne spożycie kalorii do 3500-4000 aktualnie waze 112 kg, a były dni ze pochłaniałem tylko 1600 kalorii bo jadlem jakieś zapychające rzeczy bez kalorii, więc zawsze jest kwestia co jemy
Nadczynność tarczycy?
No to nic tylko się cieszyć, jesz co chcesz i nie masz problemu. Portfel tylko cierpi.
Cieszyc sie ze ma powazny problem zdrowotny? Super powod do radosci. Jak ktos choruje na raka i po chemioterapii wypadaja mu wlosy to mowisz ze ma sie cieszyc bo oszczedzi na szamponie?
Przykład z dupy, nikt nie chce pozostać bez włosów nawet panowie karki. Są problemy i problemy, lepiej mieć taki problem niż raka jak napisałaś.
A ktos chce wpasc a dlugi przez to ils musi jesc by moc funkcjonowac? Ja bym nie chciala.
A co do raka, moja ciocia tez tyle jadla i byla bardzo chuda (a na dodatek niska) okazalo sie ze ma guza giganta na jelicie i watrobie. Juz nie zyje.
Masz bardzo płytkie myślenie, Niezywa. Żeby pochłonąć 8000 kalorii to trzeba mielić gębą praktycznie bez przerwy. Nie wiem czy w pracy szef patrzyłby przychylnie na ciągle przerwy na jedzenie. Albo dajmy na to, wybierasz się z przyjaciółmi nad jezioro, oni pływają, opalają sie, grają w piłkę a ty bez przerwy musisz jeść. Zresztą autorka ma normalną wagę ale są przypadki jak Lizzie Velasquez. Powiedziałabyś jej, że nie ma żadnego problemu?
Jest spora różnica między "jem, bo chcę", a "jem, bo muszę". Tlusciochy (jak matka Gilberta Grape'a) może i by się cieszyły, że mogą (a nawet muszą) żreć i przy tym wyglądają jak tyczki, ale dla normalnych ludzi to żadna atrakcja, właściwie to utrapienie.