#K1BW7
W październiku przeprowadziłam się do nowego mieszkania, umowa najmu obejmowała całe mieszkanie, czyli nie miałam jej tylko i wyłącznie na pokój, ale na całość. Do tego brak wypowiedzenia miesięcznego z mojej strony. Pewnie zapytacie się dlaczego ją podpisałam? Otóż musiałam uciekać z innego mieszkania, a to trafiło się jako jedne z tańszych i w świetnej lokalizacji, bo na uczelnię mam niecałe 15 minut piechotą. Jako, że miałam mały pokoik „jedynkę”, to płaciłam mniejszą część, a para mieszkająca w dwuosobowym, większą, logiczne.
Zaczęło się niewinnie, na początku wytyki, że źle sprzątam, zbyt powierzchownie, niedokładnie, następnie problemy o to, że ja i mój chłopak, który czasem mnie odwiedził jak mieliśmy wolne, nie pytaliśmy się ich o zgodę czy może przyjść, starali zrobić sobie ze mnie kozła ofiarnego, sprzątaczkę i nie wiadomo kogo jeszcze. Uważali się za właścicieli z racji tego, że płacą więcej. Na początku schodziłam z drogi, nie wdawałam się w dyskusje, ale każdy ma swoje granice. Po którymś tam razie nawiązała się między mną, a współlokatorem kłótnia, w której wygarnęłam mu wszystko. Jego argument? „Płacę więcej” albo „dzwonię do właścicielki”, no tak, zapomniałam, iż straszenie mnie tym, że ja poinformują o moim HANIEBNYM zachowaniu również było nagminne. Mój chłopak interweniował, rozmawiał ze współlokatorem i można by powiedzieć, że od połowy stycznia był względny spokój. Jakże się myliłam.
W piątek mój chłopak przyszedł do mnie, co ważne, nie było wtedy moich współlokatorów. Zjedliśmy razem obiad i leżeliśmy oglądając u mnie w pokoju film. Wraz z pojawieniem się współlokatorki miły nastrój padł. Zaczęła ostentacyjnie trzaskać drzwiami aby poprzez swoje zachowanie pokazać niezadowolenie, że ktoś śmiał do mnie przyjść. Kiedy weszłam do kuchni aby zapytać się czy wszystko z nią dobrze, od razu wyleciała do mnie z tekstem „bo ci je*nę”, a następnie kiedy kłótnia przeniosła się do przedpokoju, rzuciła się na mnie z łapami i zaczęła podduszać. Tak, zgłosiłam to na policję, mój chłopak był świadkiem wszystkiego, jedynie czego nie mamy to nagrania
A piszę to wyznanie, żeby ostrzec innych aby nie popełniali moich błędów. Jak zaczyna się coś psuć i gęstnieć atmosfera to uciekajcie i odcinajcie się od ludzi chorych psychicznie, bo nigdy nie wiadomo co zawiść może zrobić i do czego doprowadzić.
Nie odkryłaś Ameryki. Kazdy sprawdza z kim będzie mieszkał , szczególnie samotna dziewczyna. Przecież takie mieszkanie to może byc pułapka jakiegoś starego zbocha który liczy że sobie porucha zamiast czynszu albo przynajmniej podejrzy w łazience i zwali konia.
Czyżby twoje doświadczenia, Egziu?
Pytanie tylko z której strony był 🤔
No nieźle. W niecałe 9 godzin bazienka2 zdążyła już natłuc 16 komentarzy.
Ten zbok przynajmniej by mógł poruchać, a dla ciebie lepszy kutas w garści niż cipka na dachu.
Urodził się wśród ui , nie czuł strachu przed wężami , na chrzcie świętym dali mu Dragomir.
"Piszę to ku przestrodze abyście uważali na to z kim mieszkacie, szczególnie studenci / studentki wyjeżdżający na studia do innego miasta." Thank you, Captain Obvious! 😬
Czemu nie wynajmiesz mieszkania z chłopakiem? To jest zawsze problematyczne, bo z jakiej racji ktoś ma płacić za to, ze ty mu gotujesz obiadki itp.
no shit sherlock
każdy normalny człowiek uważa na to z kim mieszka, więc mamy tu kolejny bezużyteczny apel
Ale to musi być konto osoby, która się podszywa. Bazienka by nie użyła ani polskich znaków, ani znaków interpunkcyjnych. Jeśli się podszywasz to rób to dobrze.
chwila, umowa jest na Ciebie, bez okresu wypowiedzenia. Czy wypowiadasz umowę z dnia na dzień, wyprowadzasz się, a właściciel niech się buja z tymi baranami
Źle sformułowałam zdanie, umowa była na mnie plus dwóch wspolokatorów, wiec na 3 osoby
Ja miałam umowę z podpisanym in blanco wypowiedzeniem najmu. Czyli w praktyce właściciel 30 marca wpisuje sobie na tym wypowiedzeniu datę 30 lutego i oznajmia, że jutro mam się już wynieść, bo miesięczny okres wypowiedzenia przeciez formalnie został zachowany. Nie miałam nic innego na oku, a sytuacja piliła, więc podpisałam, a po około roku wynajmowania do mieszkania wszedł bez zapowiedzi właściciel z obcymi ludźmi i oprowadził ich po mieszkaniu prezentując równiez moje rzeczy (w tym meble) i częśc z nich nazywając swoimi. Mi potem wysłał smsa, że mam tydzień na wyprowadzkę.
I nie pomyslalas żeby w miedzyczasie szukać stancji z normalna umowa?
Szukałam, ale jak już trafiało się coś na co byłoby mnie stać, to albo współlokator był ćpunem albo mieszkanie w patologicznym bloku z dojściem na najbliższy przystanek przez las, albo okolica w ktorej przez ostatni rok zgwałcono 2 kobiety, albo 2h drogi do pracy komunikacją więc finalnie jednak mnie na to nie było stać albo hit: "płaci pani tylko za media, ale będę przyjeżdżał w soboty i będzie się pani musiała mną zająć..." .
Starałam się o akademik, ale "byłam za bogata" bo pensje moich rodziców i siostry wliczały się w mój dochód, mimo że grosza z tego nie dostawałam.
W tej sytuacji dobrym rozwiązaniem byłoby pozwanie rodziców o alimenty
Shadowcat7 Hahaha śmiechłam 😂 a zanim skończyłyby się rozprawy sądowe, ja bym już miała doktorat i normalną pracę. xD zresztą w ogóle wtf??! Co to za pomysł? xD wielu dorosłych studentów nie pasożytuje na rodzicach, nie ma w tym nic dziwnego. Wkurza jedynie podejście uczelni, że jak masz umowę zlecenie i studiujesz dziennie to na bank rodzice ci dokładają.
Sama składałam taki pozew w trakcie studiów i czekałam na rozprawę nieco ponad dwa miesiące. Nie widzę też w tym niczego dziwnego. Są różne kierunki, niektóre bardziej wymagające niż przykładowo marketing i zarządzanie. Według polskiego prawa rodzic ma obowiązek utrzymywać dziecko, które się uczy, jeśli ono sami nie może podjąć pracy.
No w takim razie to pozostaje mi jedynie szczerze współczuć relacji z rodzicami.
Kiedyś byłam w podobnej sytuacji. Miałam pokój wspólnie z koleżanką, straszną syfiarą. Często u niej przesiadywał facet, a w zasadzie mieszkał, ale nie dokładał się do opłat, bo oficjalnie mieszkał w akademiku. W drugim pokoju mieszkała dziewczyna. Jak się potem okazało miała schizofrenię i nerwice natręctw, w zasadzie ciągle sprzątała. Do tego pomieszkiwała u niej jej laska. Na szczęście na tej stancji byłam tylko 3 noce w tygodniu, inaczej bym chyba zwariowała.