Jestem materialistą. Kocham swoje rzeczy, nie wszystkie, ale mam swoje „gwiazdki”, które adoruję wyjątkowo mocno. Nazywanie każdej ukochanej rzeczy to nic niezwykłego. Przytulanie, jeśli się da, pieszczenie, śpiewanie, rozmawianie, głaskanie... – to już chyba bardziej poważna sprawa, choć myślę, że to przez moją samotność i nierozumienie mnie przez wielu ludzi (nikt mnie tak dobrze nie rozumie jak ja sam, albo moje rzeczy...).
Wyobraźcie sobie 23-letniego faceta, który np. w sklepie wybiera jakiś towar i gada do swojego ukochanego telefonu, trzymanego w ręce: „Spójrz tam, Mikey, jakie ładne grabki, podobają ci się?” itp. Nie mam kompletnego pohamowania nad tym. Traktuję swoje ulubione rzeczy lepiej niż ludzi; dbam o nie, kupuję im gadżety, specjalne zestawy do czyszczenia itd. Uwielbiam się zajmować moimi „przyjaciółmi”.
Chyba jestem dziwakiem.
Dodaj anonimowe wyznanie
Mam nadzieję że szukasz już dobrego lekarza i że on będzie umiał Cię zrozumieć.
Mam propozycję dla Ciebie. Możesz to potraktować jako interesujący eksperyment.
Sprawdź co się stanie, gdy tę samą czułość i delikatność zaczniesz okazywać również sobie. Przecież Twoje ciało to też w pewnym sensie "rzecz". To jedynie pojazd dla Twojej świadomości. Dlatego zacznij go głaskać, tulić, śpiewać mu piosenki, rozmawiać z nim. Pytaj go, na co ma teraz ochotę. Czy chce jeść, pić, a może siku? Czy chce poleżeć a może się przeciągnąć? A może chce ruchu, potrzebuje pobiegać, poćwiczyć? Jaką herbatkę woli, jaką bluzę chce dziś nosić? Jaki kolor spodni mu dziś odpowiada?
Zobacz, co się stanie, gdy Twoje ciało będzie tak dopieszczone i zadbane jak inne Twoje przedmioty.
A jeśli Ci się to spodoba i będziesz zadowolony z efektów, możesz zrobić kolejny krok. Możesz tę samą czułość i serdeczność zacząć okazywać małemu sobie. Temu chłopcu, którym kiedyś byłeś. Możesz zacząć z nim rozmawiać, opiekować się nim. Może przypomną Ci się przy tym jakieś wydarzenia, gdy chłopcu było źle. Wówczas możesz go pocieszać, bawić się z nim w wyobraźni. Możesz go zapytać, jaką by chciał dostać zabawkę, i realnie mu ją kupić. I wyobrażać sobie, że bawicie się nią razem.
W tym kroku chodzi o to, żebyś doświadczył co się wydarza, gdy tak samo jak przedmioty i ciało, zostaje też zaopiekowanie Twoje wewnętrzne dziecko. Każdy człowiek takie ma, i nosi je w sobie przez całe życie.
Efekty mogą Cię bardzo zaskoczyć. :)
Jak zacznie głaskać i dopieszczać ciało, to skończy się to ugniataniem gargulca :)
Dragomir
Nawet jeśli, to na zdrówko. :)
A głaskanie i przytulanie własnego ciała wcale nie musi pobudzać seksualnie. Zależy od intencji, okoliczności i stanu psychofizycznego.
Kto jak kto, ale Ty przede wszystkim powinieneś wiedzieć, jak ważny jest dotyk. I że wiele form pracy z ciałem zaleca czułe głaskanie i przytulanie samego siebie.
Wiem ale ja nie pracuję z emocjami, tak więc nie znam niuansów ani technik jak "rozmawianie z wewnętrznym dzieckiem". Jak ktoś rozmawia z wymyślonym przyjacielem to zaleca się psychiatrę. Jak ktoś rozmawia z Bogiem to stukają się w głowę, że głupek. Ja mówię do kota i jest to OK w granicach normy. Nieraz coś powiem do siebie, nieraz głośno myślę. Ale nie znam się na takich rzeczach jak napisałaś i uważam je za dziwne. Nie że je neguję, po prostu to nie moja działka. Ale cieszę się że Cię "poznałem", bo niekiedy ktoś zainspiruje mnie do poszukiwania wiedzy spoza zakresu zawodowego i Ty masz taką moc inspirowania mnie do tego.
Dragomir
Ale my tu rozmawiamy o dotyku. A To właśnie Twoja działka, bo dotykasz ludzi codziennie. Jakość Twojego dotyku też ma znaczenie i mam nadzieję, że świetnie o tym wiesz. Nie tylko fachowa wiedza o tym gdzie co i jak rozetrzeć, rozmasować, nacisnąć czy pociągnąć się liczy. Ale też to, z jaką intencją to robisz. Jaki masz nastrój, gdy dotykasz cudzego ciała. Czy kogoś lubisz, co do niego czujesz. Czy się kogoś brzydzisz, czy też może pociąga Cię fizycznie.
To działa na ludzi na bardzo głębokich płaszczyznach i każdy uważny masażysta czy fizjo po pewnym czasie to zauważa. Dotyk dotykowi nie równy, nawet jeśli parametry fizyczne (miejsce i siła nacisku, temperatura dłoni itd.) są takie same.
Wszyscy potrafimy podświadomie sczytywać intencje zawarte w dotyku. Dlatego u jednego masażysty człowiek się odpręży i rozpłynie jak masełko na ciepłej kajzerce, a u drugiego zamiast się rozluźnić, dodatkowo jeszcze zepnie się na kamień.