#JTngo
Po kilku miesiącach postanowiliśmy się spotkać - wszystko układało się bardzo fajnie, pisaliśmy praktycznie codziennie i bardzo często rozmawialiśmy przez telefon. Spotkanie miało mieć miejsce w centrum handlowym w naszym mieście. Ubrałam się w miarę luźno, tak jakbym szła gdzieś z przyjacielem, bo za takiego też owego chłopaka uważałam. Wchodzę do kawiarenki, w której się umówiliśmy, miał mieć na sobie niebieską bluzę i biały zegarek, którymi koniecznie chciał się przede mną pochwalić, bo były nowe. Patrzę, widzę, dosiadam się do jego stolika. Podnosi wzrok znad komórki i patrzy na mnie zdziwiony.
- Piotrek? - pytam.
- A ty kto?
Okazało się, że ten pierwszy sms, którego od niego dostałam miał zostać wysłany do zupełnie innej osoby - pomylił numer. A dzisiaj jesteśmy razem.
Mam taką koleżankę, która nazywa się, dajmy na to, Julia Kopeć. I ona ma o rok starszą siostrę, i jak ta jej siostra była na I roku studiów, a ona w klasie maturalnej, pojechała w styczniu do niej na dyskotekę do Rzeszowa. Zabawa była fajna, jakiś elegancko ubrany, dość przystojny chłopak poprosił ją (Julkę) do tańca, zgodziła się, wziął potem od niej nr komórkowy, a ona czekała, jeden tydzień, potem dwa, i przestała czekać. Już nie zadzwoni. Trudno. Potem parę miesięcy później, gdzieś w czerwcu, przychodzi do niej SMS z nieznanego numeru:"Hej Julka to jak wpadamy dzisiaj na grilla do Marcina?", ona się zaskoczyła, bo żadnego konkretnego Marcina, do którego miałaby wpaść na grilla, nie znała, toteż napisała to w SMS-ie. Odpowiedź była zaskakująca:"Julia Kopeć tak?" Koleżanka:"Nooo tak" On:"Jula weź nie żartuj sobie ze mnie, nie chce Ci się iść czy co?", i tak od słowa do słowa zaczęli pisać, i się okazało, że to jest prawdopodobnie ten koleś z dyskoteki, i że miał w kontaktach dwie Julie Kopeć, tą moją koleżankę i tą swoją, ale jak przenosił kartę pamięci, to mu się jeden z nr wykasował, i został nr mojej znajomej. Spotkali się, dobrze im się gadało, po miesiącu zostali parą i są dziś ze sobą 2 lata :)
Moje rodzinne strony 😊, za którymi bardzo tęsknię 😉
A ja myślałam, że takie historie zdarzają się tylko w filmach ;)