#I4t3g
Kilka lat temu, gdy byłam jeszcze na studiach, podczas jednego z takich napadów rozbiłam obcemu typowi nos o barierkę w autobusie i wywaliłam go z niego. Wracałam do mieszkania, w środku mną telepało, bo miałam egzaminy i dość napiętą sytuację rodzinną. Chłopak, mniej więcej w moim wieku, trochę podpity, wpadł do czekającego na odjazd autobusu. Łaził po nim, zaczepiał ludzi, kogoś potrącił. Do teraz nie wiem, co się stało, że mnie sprowokował, ale ocknęłam się, stojąc w drzwiach i patrząc, jak podnosi się z chodnika, zbiera swoje rzeczy i krzyczy bełkotliwie: „Przepraszam, przepraszam!”. Nikt mnie wtedy nigdzie nie zgłosił. Później w przypływie szału cisnęłam w mojego narzeczonego pękiem kluczy. Uchylił się, ale siła była tak duża, że w ścianie pojawiło się wgłębienie. I znowu: ja naprawdę nie pamiętam, czemu w niego rzuciłam ani jak to zrobiłam – pamiętam zalewającą mnie falę wściekłości i dźwięk uderzających o ścianę kluczy. To był impuls, który sprawił, że poszłam do psychiatry i zdiagnozowano u mnie depresję. Byłam na lekach, w związku z depresją chodziłam na terapię i wydawało mi się, że ataki szału samoistnie ustały. Przez kilka lat naprawdę był spokój. Ale moja wściekłość nie minęła. Ostatnio zdarzyły się dwie sytuacje, w których znowu doszła do głosu. W obydwu chodziło o to, że ktoś z rodziny obraził mojego męża i ja to usłyszałam. Za pierwszym razem z transu wybudził mnie dźwięk rozbryzgującego się szkła, za drugim mąż wpadł między mnie a moją przestraszoną matkę i zaczął mnie przytulać. Muszę coś ze sobą zrobić, bo tak się nie da żyć.
Mi to wygląda na problemy z impulsywnością i regulacją emocji, czego agresja jest tylko objawem. Możliwe, że psychiatra poszedł trochę na łatwiznę z tą depresją, a problem jest gdzie indziej. Z wyznania wynika, że masz środki, także ja wróciłabym na terapię ale raczej z celem rozpoznania, czy nie cierpisz na jakieś zaburzenie. Impulsywność i brak regulacji emocji są charakterystyczne m.in dla ADHD i borderline.
To wygląda przede wszystkim na zaburzenie neurologiczne. Nie ma kontroli nad tym co robi bo nie ma pamięci.
Chyba nie agresja cię przeraża najbardziej lecz utrata kontroli.
To trochę jak "biała gorączka". Nagły amok połączony z wielką agresją i wzmożoną siłą. Chyba przez napływ adrenaliny. Znam dwie osoby z taką przypadłością, ale nie znam fachowego nazewnictwa.
Polecam sztuki walki!
Ach, piekło kobiet. Gdybyś była facetem, to z takie zachowanie ktoś obił by ci mordkę i szybko byś oprzytomniała. A tak, nikt cię nie rusza, bo nie chce się narażać na lincz społeczny.
Wiekszosc agresorow w domach i na ulicach to faceci. Nie wiem w takim razie, skad to "gdybys byla facetem"? I ty dobrze to wiesz, bo googlowales statystyki. W dodatku co zlego jest w tym, ze pobila typa z autobusu? Juz nigdy nie bedzie robil problemow.
No pewnie bo pobicie zawsze prowokuje do bycia spokojnym nigdy się nie zdarza na odwrót a jej napad agresji był tylko w stosunku do typa w autobusie. Wyobraź sobie że bicie uszkadza mózg a człowiek z uszkodzonym mózgiem tym bardziej może być niezdolny do kontroli swego zachowania.
A ci agresorzy w domu to też się tłumaczą że chcą tylko żeby laska nie robiła problemu a potem są zdziwieni gdy tym bardziej go robi.
Ofiarami pobić domowych są zwykle kobiety.
I dzieci, nie zapominajmy o dzieciach.
Innymi słowy, to że mężczyźni również bywają ofiarami traci na znaczeniu i można to pominąć.
Czyli mówisz że co drugi facet powinien dostawać w mordę żeby oprzytomnieć i przestać molestować obcych, terroryzować rodzinę? Pierwszy raz muszę ci przyznać rację, to dobry pomysł. A co do obijania agresywnej osoby - różnie bywa, możesz wywołać jeszcze większy szał.
Sokoli poruszył ważną kwestię, pomijaną w debatach na temat równouprawnienia.
Swoją drogą, rzuciło mi się w oczy, że 45% Polaków (wg jakiegoś badania) uważa, że równouprawnienie kobiet poszło za daleko, w tym jest też jakaś część kobiet. Większość tak uważających jest z pokolenia Z (bezstresowców). Ciekawe zjawisko.