#HZrt2

Jestem chirurgiem. W szkole podstawowej znęcała się nade mną grupa chłopaków. Było naprawdę nieprzyjemnie, że tak oględnie powiem - włącznie z biciem i nurzaniem głowy w sedesie. Więcej chyba nie muszę pisać.

Kiedy wczoraj na dyżurze po wypadku z pękniętą śledzioną trafił do mnie jeden z nich, zobaczyłem w jego oczach prawdziwy przestrach - obaj się rozpoznaliśmy. Próbował nie wyrażać zgody na zabieg, ale poinformowałem go, że wtedy najzwyczajniej w świecie umrze, bo w zasięgu dość dużym nie ma żadnego innego chirurga (tak, w nocy zostaje jedna sztuka, przynajmniej w moim szpitalu). 
Kazał ściągać kogoś innego albo przetrzymać się do rana. Poinformowałem go, że oczywiście, że spróbuję ściągnąć, bo zabieg jest duży, ale zanim dotrą, muszę zacząć. Przerażenie w jego oczach sprawiało mi taką radość, że aż mi wstyd. 

Wiem, że nie powinienem się mścić, ale... O ironio, nawet tego nie robiłem, naprawdę ratowałem mu życie. Nikt z moich kolegów nie dojechał, musiałem sobie poradzić. Udało się.
HansVanDanz Odpowiedz

A mógł go zwyczajnie zabić.
Umierający facet po 30 latach myślami był pochłonięty silną pamięcią o jakimś chłopaku z dzieciństwa i rozpoznał go w chirurgu.
Z której to telenoweli?

rocanon

To wtedy by odpowiadał za niedopełnienie obowiązków, nieudzielenie pomocy, czy błąd w sztuce.

Torototo Odpowiedz

Ty jesteś gość, a on głupi lelak.

SamoZycie Odpowiedz

Wybacz, ale ci nie wierzę. W polskich realiach rzadko używa się sedesu do dręczenia rówieśników.

Dodaj anonimowe wyznanie