#HYW9x

Przyszedł czas wakacji, czyli trzeba się było gdzieś zatrudnić. Gastronomia - praca jest, tylko brak książeczki zdrowia. Więc jak porządna obywatelka udałam się do Sanepidu. Jak większość osób wie, czekają tam na nas niesamowite atrakcje typu wymazy. Czyli patyczek jak do uszu, jednak jakieś dwa razy dłuższy i nieco szerszy.

Tak więc dzień pierwszy. Pani wręcza mi patyczek, idę za kotarkę, zdejmuję spodnie i jazda. Dzień drugi wszystko tak samo. Elegancko oddaję, co muszę. Ostatni dzień, babka daje mi patyczek, idę za kotarkę, zdejmuję spodnie, aplikuję badyla w czekoladowe oko, a tu czysto. Myślę sobie no ku*wa! Wkładam jeszcze raz, a tam nic. Wkładam kolejny raz i znów nic. Nie mogłam uwierzyć, że mam tam tak czysto. Na szybkości wpadłam na genialny pomysł, aby wsadzić patyczek nieco głębiej. Wsadzam, wyjmuję, patrzę a tu sam patyczek.. wacik wciągnęła dupa.

Zdezorientowana powiedziałam babce, że wacik spadł. Pocieszyła mnie tylko, że takie sytuacje się zdarzają :D
Signum Odpowiedz

Co za brednie. Ktoś tu się za dużo wiadomości naoglądał, jak przebiega pobieranie wymazu na koronawirusa i nieudolnie przekształcił to na badania na wykrycie salmonelli. Przy badaniach sanitarnych wymaganych m.in w gastronomii patyczek służy do pobrania próbki, która znajduje się już poza ciałem. Nigdzie się patyczka nie wkłada, zapewne właśnie dlatego, że wacik mógłby spać, jak i pobranie próbki w taki sposób jest ciężkie i na pewno nie miarodajne.

ASpieprzajPan

To wyznanie sprzed paru lat. Ja natomiast dostałem 3 próbki do domu i miałem po 3 dniach z nimi wrócić, bez sensu byłoby takie chodzenie codzień na stacje sanitarno epidemiologiczną.

MalaCzerwonaKropka

To chyba też zależy od sanepidu, ja dostałam dokładne instrukcje, żeby przez kolejne 3 dni wsadzać go sobie delikatnie w wiadome miejsce. Ale za tamtych czasów było to chyba jednak bardziej komfortowe, niż popularne jeszcze gdzieniegdzie oddawanie próbek do pudełka.

Dodaj anonimowe wyznanie