#HXM4R
Pewnie po tym wyznaniu zostanę zniszczony, ale wszyscy wiemy, że najgłośniej krzyczą hipokryci i fałszywi moralizatorzy. Taka prawda. Więc co najwyżej wzruszę ramionami, bo mam własną historię.
Otóż nie znoszę trendu "pomagamy". Wszędzie tylko wyciągnięte łapska po kasę. Co chwilę akcje w stylu "Pomóż chorej Halince"; "Niepełnosprawny Kubuś potrzebuje Twojej pomocy" "Rodzice chorej Kasi błagają o pomoc na operację w Koluszkach".
Mam 32 lata. Urodziłem się jako dziecko z lekkim porażeniem mózgowym. Sprawny intelektualnie ponad normę, lecz nie do końca fizycznie. "Za moich czasów" nie było możliwości wyciągania pieniędzy od obcych (a nawet jeśli była w jakimś stopniu - godność moich rodziców na to nie pozwalała). Dzisiaj jestem taki jak inni dzięki ciężkiej pracy i wysiłkowi mojej mamy (rehabilitacje, ćwiczenia, sanatoria) i ciężkiej pracy mojego taty, który robił na dwie zmiany, żeby na to wszystko samemu zarobić. Pomagała nam tylko najbliższa rodzina.
Dlatego dzisiaj jak widzę te żebracze akcje, to mam ochotę powiedzieć tym ludziom "Sam zarób, popytaj rodzinę, znajomych, weź pożyczkę albo jedź do pracy w Niemczech chociażby". Jeszcze gdyby to było sporadycznie i dotyczyło astronomicznych, nieosiągalnych dla jednego człowieka sum to okej... Ale często te zbiórki to jest właśnie coś, co można by ogarnąć samemu, wykazując trochę determinacji i inicjatywy własnej! Że Ty jeden z drugim masz wstyd i tupet żebrać o 20 - 30 tysięcy złotych... Tfu!
I nie rzucajcie argumentów "Bo to państwo... Bo urzędnicy nie pomogą... Bla bla bla..." Jestem bezdzietnym kawalerem w wieku produkcyjnym. Mi nikt nic nie daje. To ja muszę pracować na innych i dawać im. Mnie nikt nie pyta, czy pracowałem dzisiaj 14 godzin czy 16. Każdy z tych żebraków ma to gdzieś. Mam własną firmę - ponad połowę tego co zarobię muszę oddać temu państwu. Resztę oddaję w Vacie, marżach i innych daninach przy codziennych zakupach w życiu pozazawodowym. Więc o czym my tu mówimy?
Powiecie: "Jak tak cię to razi, to nie dawaj. Nie musisz". No i nie daję. Ale rzygać mi się chce, jak patrzę na to roszczeniowe społeczeństwo i jego żebracką mentalność. Kiedy to się skończy?
PS Parę lat temu przygarnąłem dwa psy ze schroniska. Nie ma istoty, która lepiej niż one potrafi okazywać miłość i wdzięczność. Co miesiąc wpłacam na schronisko w moim mieście po 30-50 zł.
A to dlatego, że zwierzątka nie są w stanie same na siebie zarobić, same zmienić swój los. Ale mamusia i tatuś chorej Halinki czy Kubusia już jak najbardziej!
Typowy to jest wasz hejt. Urodziłam się niepełnosprawna. Zasuwam po kilkanaście godzin dziennie. Pomocy od Państwa nie dostanę, bo inne madki "choych curek" z konkubentem w tle i alkoholicy dostaną. Ja niestety starając się o godne życie przekraczałam kwotę najniższego dochodu. A renta mi się nie należy, bo zdaniem pani orzecznik mogę pracować w call center, jasne również mogę zostać śpiewaczka operową, albo burdelmamą.I uprzedzając wasze błyskotliwe komentarze, renta zależna jest nie od stanu zdrowia, ale możliwości podjęcia pracy. To, że mam problemy ze wzrokiem oraz choroby chronicznie przewlekłe ( łącznie 8) nie przekreśla mojej kariery w call center, bo mówić jeszcze mogę. Rozumiem Cię autorze. Natomiast nie widzę sensu uświadamiania anonimowych, oni i tak są ekspertami w każdej dziedzinie, a jedyne co ci powiedzą to coś w stylu nie pomaga się , nie płać, albo licz swoje.
Jeżeli zapierniczasz po kilkanaście godzin, to nie jesteś niezdolna do pracy, bo niezdolny do pracy po prostu nie jest w stanie zapierniczać nawet 8 godzin.
Jeżeli masz choroby chroniczne (aż 8) wpływające na Twoją sprawność i zdolność do świadczenia pracy, to orzeczenie (a tym samym renta) Ci się należy jak psu micha, bo to wynika z przepisów i orzecznictwa. A to, że lekarz orzecznik fałszuje stan prawny, poświadczając wobec Ciebie nieprawdę (art. 271 k.k.), jakoby zdolność mówienia oznaczała brak niezdolności do pracy (w dodatku - stopniowalnej niezdolności), to już zupełnie inna sprawa.
Napisz na priv, pomogę Ci z tą rentą. Notabene - do autora to się też odnosi.
didja -pracuję umysłowo, dlatego jeszcze daję radę, choć nie ukrywam dzieje się to kosztem zdrowia. I uwierz mi jak masz do wybory zdechnąć z głodu, to oczywiście dasz radę. Tylko jak zaznaczam kosztem pogarszającego się zdrowia. Dzięki Bogu mój stan zdrowia oceniają lekarze, a nie osoby postronne jak ty, nie mające żadnego wglądu w historię chorób. Także nie oceniaj po pozorach,bo rozumie w twojej ocenie zapierdzielanie oznacza pracę fizyczną, a to w mojej ocenie oznacza wąskie horyzonty myślowe osoby oceniającej jak ty. Z tego tez powodu napisałam autorowi, że anonimowe są pełne "ekspertów".. A co do tenty to poczytaj może o przepisach, bo orzecznik stwierdza zdolność do pracy, przy czym osoba bez nogi, o której było głośno parę lat temu została uznana za zdrową. Dla twojej wiadomości posiadam grupę inwalidzką, także dziękuje :za poradę ekspercką", poradzę sobie sama.
didja -pracuję umysłowo, dlatego jeszcze daję radę, choć nie ukrywam dzieje się to kosztem zdrowia. I uwierz mi jak masz do wybory zdechnąć z głodu, to oczywiście dasz radę. Tylko jak zaznaczam kosztem pogarszającego się zdrowia. Dzięki Bogu mój stan zdrowia oceniają lekarze, a nie osoby postronne jak ty, nie mające żadnego wglądu w historię chorób. Także nie oceniaj po pozorach, bo rozumiem, że w twojej ocenie zapierdzielanie oznacza pracę fizyczną, a to w mojej ocenie oznacza wąskie horyzonty myślowe osoby oceniającej jak ty. Z tego tez powodu napisałam autorowi, że anonimowe są pełne "ekspertów".. A co do tenty to poczytaj może o przepisach, bo orzecznik stwierdza zdolność do pracy, przy czym osoba bez nogi, o której było głośno parę lat temu została uznana za zdrową. Dla twojej wiadomości posiadam grupę inwalidzką, także dziękuje :za poradę ekspercką", poradzę sobie sama.
Mys!e, ze didja po prostu zaproponowal pomoc. Proste "nie, dziekuje" brzmialoby wyraznie lepiej.
Tylko taka luzna uwaga.
@niejestembotem
Mnie nie tłumacz, bo sama mam już znaczny stopień niepełnosprawności (było lepiej, ale w tym kraju nie ma dla mnie leczenia, no i z poważnej, ale uleczalnej choroby zrobiło się skrajne kalectwo) i zawodowo zajmuję się pomaganiem osobom, którym też odmawia się podstawowych praw, w tym prawa do orzeczenia (a na znajomość przepisów orzeczniczych i wykluczania z prawa do zabezpieczenia rentowego mam dyplom studiów wyższych, bo taki był temat mojej pracy magisterskiej - to tak a propos Twojej rady, żebym poczytała przepisy). I skoro piszesz, że "renta Ci się nie należy", to było dla mnie oczywiste, że nie dano Ci orzeczenia uprawniającego do świadczenia rentowego, więc zaproponowałam Ci pomoc, bo mam w tym duże i skuteczne doświadczenie. Z której nie musisz korzystać.
Podtrzymuję: jeśli jesteś w stanie pracować po kilkanaście godzin, to nie jest z Tobą tak źle, bo naprawdę niepełnosprawny po prostu tyle nie wytrzyma. Co nie znaczy, że nie należy Ci się np. umiarkowany stopień. A orzecznicy nie znają orzecznictwa lub specjalnie rżną głupa, żeby odesłać poszkodowanych z kwitkiem.
Natomiast Twoja konkluzja, że mówię o pracy fizycznej, jest wyssana z palca i niczym niepoparta.
@Ultraviolett
Otóż to, dziękuję za tę uwagę.
didja - skoor masz studia, to pierwszym, czego się na nich uczysz to tworzenie konstruktów myślowych popartych źródłem , a nie stwierdzeniem, bo ja tak myślę. Tak jak zaznaczyłam, jeżeli pierwsze skojarzenie masz typowe - "to nie jesteś chora", i mówisz to jako osoba niepełnosprawna, to idąc tym tokiem myślenia autor też nie jest chory. No bo jak to taki biedny, z porażeniem mógłby prowadzić firmę. Albo udaje.(ironia). Widocznie studia nie wprowadziły cie wystarczająco w temat dziedziny akademickiej, bo samo przygotowanie artykułu naukowego zajmuje od miesiąca do dwóch, z reguły po godzinach. Dwa - niepełnosprawność fizyczna, nie oznacza umysłowej. Kończę tą żenująca dysputę z Tobą, aczkolwiek pozwolę sobie na stawianie diagnozy z sufitu i szklanej kuli, jak ty to robisz. Otóż obstawiam twoją niepełnosprawność na umysłową niewydolność intelektualną. Bez odbioru. Nie będę karmić trolla.
No i nadal nie zrozumiałaś tego, co powiedziała didja. Ona nie mówi, że nie jesteś niepełnosprawna. Mówi tylko, że nie jesteś aż tak niepełnosprawna, jak próbujesz nam to wmówić, bo wtedy nie dałabyś rady tyle pracować. Możesz się zaklinać ile chcesz, ale nikt Ci w to nie uwierzy.
niejestembotem - ktoś proponuje ci pomoc, a ty jeszcze zarzucasz tej osobie swoje urojenia i najeżdżasz? Właśnie przez takie osoby jak ty, aż odechciewa się pomagać..
@niejestembotem
"Widocznie studia nie wprowadziły cie wystarczająco w temat dziedziny akademickiej, bo samo przygotowanie artykułu naukowego zajmuje od miesiąca do dwóch, z reguły po godzinach".
Bóg zapłać za troskę - ci, którzy mi nadawali stopień naukowy, nie mieli wątpliwości co do moich wystarczających kompetencji.
Nieprawda, że przygotowanie artykułu naukowego zajmuje od miesiąca do dwóch, i nieprawda, że po godzinach. Wszystko zależy od tego, jaki artykuł, jaki temat, jaki temat, jakich badań wymaga, ile masz czasu (pojeździsz po konferencjach, to zobaczysz, że jak trzeba, to i na dwie godziny przed prezentacją pisze się wystąpienie), czy oprócz pracy naukowej zajmujesz się zawodowo czymś jeszcze i czym...
Gwoli ścisłości - wg WHO nie ma niepełnosprawności fizycznej, są dwa podtypy: ruchowa, wynikająca z wrodzonego lub nabytego upośledzenia narządu ruchu, i psychofizyczna, wynikająca z chorób somatycznych.
@Ohlala
Dziękuję za ten komentarz!
Niejestembotem - chyba jesteś jednak bardziej upośledzona niż Ci się wydaje. Albo po prostu zgorzkniała, co w sunie też jest chorobą społeczną.
Dzidzia, pełna merytoryka i klasa, chylę czoła.
Lata zmagania się z trudnościami zostawiły Ci głęboką ranę i poczucie krzywdy i złości. Rozumiem, że Twoi rodzice dali radę sami. Szacun dla nich, serio. Ale według mnie to wspaniałe, że teraz ludzie nie muszą iść sami, że tak chętnie wyciągają się do nich pomocne ręce. To daje ogromne wsparcie, nie tylko finansowe, ale i psychiczne. Tak jak napisałeś - nie wpłacaj jak nie chcesz. Każdy sam decyduje czy i na co chce wypłacić. Ty na schronisko, bo kochasz psy. Ja na dzieci, bo mając dzieci, nie mogę patrzeć na cierpienie innych dzieci. Po co się tak negatywnie nakręcać "bo moi rodzice dali radę". Nie wszyscy są Twoimi rodzicami, a czasem koszty leczenia są astronomiczne. Zamiast denerwować się na ludzi którzy zrobią wszystko, żeby ratować swoje dziecko, pomyśl czule o tym kraju, który zabiera Ci pół wypłaty, a który nie zapewnia ani przyzwoitego leczenia chorym, ani rehabilitacji, ani podstawowej opieki zwierzętom, i na wszystko trzeba płacić dodatkowo. Od tego to dopiero chce się rzygać.
Typowe "ja nie miałem to czemu inni mają mieć".
Typowe to jest twoje wymądrzanie się. A ty co robisz gwiazdko anonimowych?
Nie pluję, komentuje panię , w tym przypadku i dijo coś tam i ta powyżej w ich stylu. Lepiej wiedzą co autor myśli. Ale anonimowe są wysypiskiem śmieci, także średnio mnie obchodzą wasze wypociny, bardziej odnoszę się do autora .A po drugie, bo mogę, jak te dwie intelektualne inaczej. Mamy demokrację:)
W sumie maz rację, tylko czemu te słowa mają taki pejoratywny wydźwięk? Czemu ludzie to takim uczynili zwykły ból, który moze dotknąć każdemu. Czemu najczęściej(nie mówie o Tobie) są pisane z pogardą, a nie współczuciem?
Co za idiotyczne wyznanie. Każda sytuacja jest inna. Nie masz prawa oceniać rodziców, którzy robią wszystko żeby uratować życie swoim dzieciom. Ktoś, kto nie był w takiej sytuacji nie powinien się wypowiadać.
Oj nie szczekaj, nie ma czegoś takiego jak „honor” czy „godność” gdy chodzi o ratowanie życia ukochanych osób. Kręcić nosem możesz gdy chodzi o własne zdrowie, inaczej sprawa wygląda gdy twojemu dziecku diagnozują glejaka a koszt leczenia przekracza możliwości normalnie i uczciwie zarabiających osób. Poddać się bez walki w takiej sytuacji to hańba i tak pierdolić jak ty autorze-też. Nie każdy przypadek jest jak twój, dla niektórych twoja sytuacja to marzenie i to nie jest ich wina.
W skrócie:"Ja nie miałem, inni też nie powinni."
Nie miałabym dobrego zdania o rodzicach, którzy nie wzięliby pieniędzy na leczenie dziecka, bo im honor nie pozwala.
Skąd wiesz z taką pewnością, że mogliby zdobyć w inny sposób? Niektórzy nie mają rodziny, lub mają rodzinę w jeszcze gorszej sytuacji niż oni. Może wzięli już kredyt na poprzednią operację, ale na dwie kolejne już im nie starczy. A może to była bardzo biedna rodzina i byli już zadłużeni zanim dziecko zachorowało(zanim powiecie, że tacy nie powinni się rozmnażać, to dziecko już jest na świecie, więc trochę na to za późno).
Pieski są super, ale to rozpływanie się nad ich głęboką wdzięcznością, brzmi zwyczajnie egoistycznie: "Dam tylko temu, kto mi najładniej okaże wdzięczność"
No fakt, rodzice chorego dziecka raczej nie będą łasić ci się do nóg i nie są tacy słodcy, więc nie warto dla nich nic robić.
Mnie też to wkur#ia. Z innych jednak powodów. Rozumiem, że w przypadku chorych osób jest to pewien rodzaj desperacji i sam nie wiem jak bym się zachował w takiej sytuacji, ale dlaczego większość tych ogłoszeń jest nastawiona na emocjonalną manipulację?! Zawsze zdjęcie dziecka z jakimś napisem, który można streścić do "daj kasę, albo on przez Ciebie umrze". Jak można coś takiego zrobić? Mam czasem wrażenie, że to jakiś wyścig o wzbudzenie litości.
Nie mogę pomóc wszystkim. Co teraz? Mam zadawać sobie pytanie czemu wybrałem to dziecko, a innemu kazałem umierać? Ludzie, którzy swoje wpłaty opierają na emocjach to w połowie moralne zera. Prawdziwa pomoc powinna się kierować logiką, a nie pozostałościami matki natury, która zmusza nas w ten sposób do życia w stadzie.
Zbliża się rozliczenie podatku - wszędzie są zdjęcia dzieci z chorobami. Dlaczego? Rozumiem, że mogą naprawdę potrzebować, ale dlaczego robią to w tak przepełniony złem sposób?
Jak można walczyć o czyjeś życie lub zdrowie powołując się na "dobro w naszych sercach" stosując tak przerażająco złe metody?
Tutaj akurat głównie pretensje można mieć do organizacji/stron/portali które zajmują się prowadzeniem takich zbiórek. Jeśli decydujesz się założyć zbiórkę na takim portalu opis i zdjęcia muszą być zatwierdzone przez portal i oni sami w przypadku gdy zbyt normalnie zaprezentujesz cel nie zaakceptują zbiórki dopóki nie przedstawisz go bardziej dramatycznie. To się tyczy głównie zbiórek na wyższe kwoty i tych, w ktorych można zagrać na emocjach. To smutne, ale niestety tak to działa. Nie neguję działania takich portali, sama czasami przez nie pomagam, ale trzeba patrzeć na to z dystansem - im większa kwota zbiórki i tym samym kwota uzbierana tym większy procent dla portalu.
Jejku, tak, dzisiaj na fb widziałam zdjęcie chorego chłopca i napis "Pominiesz - on umrze!". Przekonałam siebie, że na inne tego typu zbiórki też nie reaguję, bo nie mam karty płatniczej i ciężko byłoby to zorganizować, więc teoretycznie masa dzieci już "przeze mnie" umarła, i pominęłam.
@BardzoCzarnaOwiwczko...
Co Ty bredzisz? Wina portali, bo zatwierdzają zdjęcia zrobione przez zbierających?! WTF?!
Poza tym... Gdzie ja piszę o portalach? Pisząc ten komentarz myślałem o zdjęciu przyklejonym do biletomatu, przystankach autobusowych czy zwyczajnej tablicy Facebook.
Wina portali. To jakiś żart? Czy Ty wszystko wykorzystasz, żeby oczernić zbiórki, bo właściciel portalu słusznie na nich zarobi (to duże koszta).
Poza tym... Są tysiące zbiórek. Słyszałaś/eś kiedyś o tym o czym mówisz czy bierzesz to na "chłopski rozum"? To drugie, prawda? Nikt nie robi takich rzeczy i naprawdę można na takich portalach znaleźć normalne ogłoszenia.
Jak bardzo pozbawionym honoru trzeba być, żeby oczerniać coś "bo tak", choć jest cała masa przykładów temu przeczących. Jprdl.
@HellBlazer Przeczytaj uważnie to co napisałam. Jeśli dodajesz ładne uśmiechnięte zdjęcie i dostajesz informacje że zdjęcie musi być bardziej emocjonalne to kto za to odpowiada? Ten kto każe Ci wsadzić zdjęcie smutne i cierpiące czy ten który chce uzyskać pomoc i się stosuje do wymagań zarządzających zbiórką? W żaden sposób nie zamierzam oczerniać zbiórek (sama przez nie pomagam) tylko korzystać z nich świadomie. Odpowiedni procent idzie do organizacji? Bardzo dobrze, mają swój wkład w promocji takiej zbiórki i należy im się to jak psu buda. Piszę to jedynie żeby udzielając tego rodzaju pomocy mieć świadomość działania takich portali/fundacji/zbiórek itp. bo później ludzie mają ogromny problem, że z 20zl które przelali, do osoby potrzebującej trafia tylko jakaś część. I jest wielkie oburzenie, że jak to tak może być, ano może i bardzo dobrze że tak jest.
Przeczytałem co napisałaś bardzo dokładnie. Wyraźnie też na to odpisałem : POKAŻ MI GDZIE TAKA SYTUACJA ZACHODZI.
Powinnaś mieć mnóstwo przykładów. Ja mam mnóstwo potwierdzających, że tak nie jest. O czym to świadczy poza tym, że nie przeczytałaś tego co napisałem (hipokryzja)?
A no o tym, że się mylisz. Piszesz ciągle te same brednie. Nie oczerniasz stron ze zbiórkami? Jak to nie? Czy właśnie nie wymyśliłaś kłamstwa, które przedstawia je w negatywny sposób? Udowodnij to co napisałaś. Jakikolwiek mail, komentarz lub cokolwiek innego co nakazuje komukolwiek zmianę zdjęcia na bardziej emocjonalne. Dawaj. Nie ma takich, bo robią to sami wstawiający, o których napisałem w pierwszym komentarzu.
Co za brak honoru z Twojej strony.
W swoim pierwszym komentarzu wyraźnie napisałaś, że jest to wina organizacji, portali, stron etc
Czemu można tam spotkać normalne ogłoszenia? Czemu w regulaminie nie ma nic o zdjęciach? Czemu nie istnieją żadne, ale to dosłownie żadne dowody na ingerencję takich portali w NORMALNE zdjęcia? Piszesz, że to ich wina. Powinno być mnóstwo dowodów. Czemu za to jest tam mnóstwo normalnych ogłoszeń? Czy nie powinny być poprawiane przez właścicieli strony tak jak sama twierdzisz?
Czemu zwalasz winę na niewinne portale zamiast przyznać, że sami autorzy ogłoszeń są debilami?
Czemu tkwisz przy ewidentnym błędzie spowodowanym Twoją nienawiścią do tego, że ktoś zarabia za swoją ciężką pracę stworzenia takiego portalu? Czemu?
A ja mam jedno pytanie do autora: pytałeś rodziców, czy byli szczęśliwi, rujnując swoje życiowe plany i pracując ponad siły, by samodzielnie pomóc Cię utrzymać przy życiu i jakiej takiej sprawności? Czy na pewno nie chcieliby mieć dodatkowych pieniędzy i móc przywrócić swojemu życiu chociaż część wyglądu sprzed Twojej choroby?
Ja również daję tylko na zbiórki dla zwierząt, ale to kwestia, że mnie one bardziej ruszają na sercu.
Problem ze zbiórkami na chore dzieci pojawił się u mnie, gdy przeczytałam wywiad z kobietą, która urodziła chore dziecko, wiedząc, że będzie mieć poważne wady rozwojowe (nie potępiam jej decyzji, każdy ma swoje sumienie i przekonania). To "ale" pojawiło się, gdy ona stwierdziła, że w trakcie ciąży uwzględniała pomoc finansową ze zbiorek, jakby oczekiwała, że ludzie rzucą się jej na pomoc, po jakby nie patrzeć jej decyzji o urodzeniu chorego dziecka.
1) Teraz tak, wywiad czytałam przed tą całą sprawą.
2) I miała możliwość aborcji, nie mówię, że miała ją zrobić, natomiast nie powinna oczekiwać z góry, że obcy ludzie będą finansować leczenie jej dziecka.
W nadziei nie ma nic złego, natomiast w roszczeniu już jest, stąd mój zarzut.
Ja nie anonimowo napiszę, ze jak na zbiórki na operację nic nie mam, tak wkurzają mnie "Zbieramy na nowy komputer dla Hani z porażeniem mózgowym!" albo "Pomóż Hani, by mogła zobaczeć Hawaje! Daj temu kulejącemu dziecku odrobine uśmiechu". Wymiotować mi się chce, ze ja na wszystko musiałam zarabiać, nic nie zobaczyłam i nie zobaczę, chyba że będę zapierdzielać, a tutaj osoba zobaczy bo ludziom żal. Spróbuj napisać taką samą zbiórkę tylko zmieniajac chorobę na depresję/nerwicę- ludzie człowieka zjedzą. Wystarczy ze człowiek zbiera na LECZENIE depresji i już jest gorzej traktowany od zbiórki na komputer dla Karolinki z zespołem DOWN.
Hva, mogą, oczywiście, tylko że zdaniem moim i livanir, jest to zwyczajnie głupie i niesprawiedliwe myślenie. Każdy ma prawo wydawać pieniądze, na co chce, ale inni mogą na ten temat wyrazić opinię. Jeżeli ktoś nie pomaga osobie w realnej potrzebie, a zaspokaja fanaberie chorego dziecka tylko dlatego, że chore, to ma coś nie tak z priorytetami. Jasne, ktoś może zamiast artykułów pierwszej potrzeby kupić sobie nową konsolę do gier, jego prawo, ale chyba nie trzeba być ekspertem, by stwierdzić, że to bez sensu - to samo tutaj, rozumiem, że ludzie dają na różne rzeczy, ale to, że zdecydowanie więcej woli kupić komputer/wakacje choremu dziecku niż wspomóc osobę z depresją w leczeniu, to znaczy, że coś jest nie tak z myśleniem społeczeństwa
Czy ja zabraniam ludziom wydawać ich pieniądze? Wyrażanie opinii o jakimś działaniu to nie to samo, co stwierdzanie, że ktoś nie miał do niego prawa. Ale dziś jak ośmielisz się wyrazić opinię, to już wiadomo, że odbierasz ludziom prawo do swoich priorytetów. Jasne, że ludzie mogą wyrzucać pieniądze do śmietnika, ale jak ktoś stwierdzi, że rozsądniej byłoby je na coś spożytkować, to chyba nie robi niczego złego?
Akurat w niektórych przypadkach uważam zbieranie na komputer za logiczne. Ale podkreślam słowo NIEKTÓRYCH. Taki sprzęt może być bardzo pomocny w rehabilitacji, a taki tani nie jest. Jednak potrzebna jest wiedza, kiedy komputer może się przydać, a kiedy nie. Po moim bracie z zespołem downa wiem, że bardzo mu to pomogło (oczywiście łącznie ze szkołą specjalną) i ułatwiło życie. Jednak komputer nie jest produktem pierwszej potrzeby i rodzice raczej powinni się skupić na rehabilitacji, leczeniu (w zależności od przypadku) i podstawowej opiece nad dzieckiem/dziećmi (u nas nie było problemów finansowych, zbiórek też nie potrzebowaliśmy, ale nie u każdego tak jest). Więc w tak uzasadnionych przypadkach myślę, że zbiórka na komputer nie jest takim złym pomysłem. Nie musi to być przecież drogi komputer/laptop.