#HET9q
Już od początku mi się nie podobało. Pani była bardzo flegmatyczna, 10 minut lekcji poświęcała na robienie sobie kawy/herbaty. Narzekała na podstawę programową i używała książek chyba z lat 80. Nic jej się nie podobało. Gdy zrobiłam źle zadanie, krzyczała, że ona jest mi niepotrzebna, bo i tak robię swoje. Zamiast coś spokojnie wytłumaczyć, krzyczy, stęka i sapie, a koniec końców nic nie rozumiem. Daje mi trudne zadania i mówi coś typu „tobie to zajmie 15 minut, a na koniec i tak będzie źle, więc ja pójdę sobie po ciastko”. W trakcie moich lekcji czasami w pokoju obok jej syn udzielał korków z gry na gitarze. I zamiast inaczej skomponować grafik, narzekała jedynie na syna, że ma migrenę od tej gitary.
W październiku przez całe zajęcia narzekała na Halloween. Raz przyszłam na zajęcia z mokrą parasolką i krzyczała, że jak to się powtórzy, to będę myć u niej parkiet. Lubię koty, ale w trakcie zajęć do pokoju wchodzi kot nauczycielki, a ona mówi do niego jak do człowieka hasła obrażające maturzystów. Uważa, że w podstawówce umiała więcej niż teraz studenci. Jest okropną osobą, cały czas narzeka, chodzi obrażona i jak za karę. Niczego się u niej nie nauczyłam, a baba bierze 70 zł za godzinę. Mówiłam rodzicom mnóstwo razy, że nienawidzę tam chodzić, a oni uważają, że nie mam na co narzekać, że pani była rewelacyjną chemiczką itp. Na nic moje tłumaczenia, że jedyne co robi to je, narzeka i robi kawę. Zmarnowaliśmy na to mnóstwo pieniędzy, a moje kolejne próby rezygnacji z tych zajęć kończyły się krzykiem. Chciałam znaleźć inną nauczycielkę i chodzić tam, ale rodzice utrzymują kontakt z córką tej mojej nauczycielki i szybko wyszłoby na jaw, że zrezygnowałam. Chcę iść na farmację albo na lekarski, a moja korepetytorka mówi, że nadaję się do pracy „za ladą jako sklepowa”. Nie mam nic do takiej pracy, ale nie chcę czegoś takiego wysłuchiwać.
Nauczycielka już w lutym drżała z powodu koronawirusa. Nie wychodzi z domu, odwołała lekcje. Miałam nadzieję, że koszmar się skończy, ale okazało się, że pani znakomicie poradziła sobie z obsługą komputera, bo pomógł jej w tym syn gitarzysta. Zadzwoniła do mojej mamy z informacją o zajęciach zdalnych. Pomyślałam, że to okazja do pokazania rodzicom prawdziwego oblicza tej baby. Na pierwszych zajęciach powiedziałam mamie, żeby ukradkiem patrzyła na tę babę i jej zajęcia. Ona tak zrobiła.
A korepetytorka jak odmieniona... Anioł, nie kobieta! Zero uszczypliwych komentarzy, wyrozumiała. Zadała mi współczesne arkusze maturalne (czego nigdy nie robiła). A na koniec kazała pozdrowić rodziców.
Czuję się jak oszust. Rodzice myślą, że kłamałam z lenistwa. Straszny wstyd, a tej baby i tak nie przyłapałam.
Powiedz, że w takim razie chcesz zostać przy zajęciach zdalnych. Możesz je nagrywać i wtedy masz dowód gdyby po początkowej zmianie wróciła do starych nawyków. Plus oszczędność czasu na dojazdy (czy też czas przejścia, nie wiem jak się dostajesz do jej domu). Win-win.
Dobre!
A najgorsze, że tracisz przez to wszystko szansę na korepetycje z prawdziwego zdarzenia...
Cwaniara dobrze wiedziała, że lekcję online mogą podglądać rodzice, więc zachowywała się jak należy. A przed "głupią maturzystką" po co by się miała starać
jedna z moich nauczycielek też przez naukę zdalną jakaś odmieniona. Nagle potrafi nauczyć 😉 oni po prostu wiedzą, że takim zajęciom mogą przyglądać się rodzice. A uczniom łatwiej zdobyć dowody nieciekawych zachowań
Jest XXI wiek a ty nie wpadłaś na pomysł żeby nagrywać lekcje i odtworzyć rodzicom?
To, że się nadajesz do pracy za ladą to komplement. Nie każdy się nadaje.
Oczywiście mam pełną świadomość, że ta kobieta chciała obrazić a nie skomplementować w ten sposób Autorkę. Ten komentarz to jest moja osobista opinia o pracy za ladą.
no jasne, ze bala sie nagrywania czy sluchania przez kogos z rodziny i dlatego
powinnas byla wczesniej ja nagrac
mam nadzieje, ze przynajmniej teraz korki odbywaja sie zgodnie ze standardem i to nie tym z lat 80
U mnie w liceum była taka nauczycielka od niemieckiego, która kiedyś podobno była świetna. Pod koniec pracy ludzie dostawali przed lekcją u niej sraczki, bo nauczyć nic nie umiała, a równała z glebą.
Po naszej maturze odeszła na emeryturę. Miałem to szczęście nie mieć z nią lekcji.
No i po co? Ja raz trafiłam na babkę, która się na mnie wydarła i po prostu więcej do niej nie poszłam - jej strata. Znalazłam kogoś innego i był to świetny wybór.
OBS albo dowolny inny program do nagrywania ekranu