#GaBhE
Kiedy miałem 17 lat, dziadek zmarł na moich oczach. Miał raka... odszedł, trzymając mnie za rękę. To był chyba najgorszy dzień w moim życiu. Po osiemnastce stwierdziłem, że pojadę do taty za granicę, za lepszym życiem. Myślałem, że będzie tam lepiej. Niestety, jego partnerka była alkoholiczką, robiła awantury, groziła tacie i mi, wyskakiwała z łapami i wyzwiskami (ale to raczej temat na inną historię). Tata i tak zawsze jej bronił. Ona szalała – przyjeżdżała policja – szpital i wracała do nas... i tak ciągle... Teraz od dłuższego czasu jest spokój, ale ja i tak cały czas się boję. Boję się, że to wróci.
Z tatą mamy dziwne relacje, bardziej przyjacielskie. Nie wiedziałem, czy mogę mu się zwierzać ze swoich problemów. W końcu nadszedł czas, że postanowiłem z nim porozmawiać. Płacząc, opowiedziałem mu wszystko: o szkole, o prześladowaniu, o tym, że byłem molestowany, o tym, że każdego dnia myślę o samobójstwie... o tym, że chciałbym już umrzeć. Jedyne, co usłyszałem od niego, to że... bywa, takie jest życie, przecież inni mają gorzej. Szczerze liczyłem na coś więcej, na jakąś rozmowę, wsparcie.
Pewnie myślcie, dlaczego nie poszedłem do psychologa, cóż, każdy to lekceważył, więc i jak tak robiłem, uznałem, że nie ma sensu nikomu zawracać tym głowy, po tylu latach nadal boję się tam iść, ale to uczucie, kiedy płacząc, sięgasz po telefon, by z kimś porozmawiać, zdajesz sobie sprawę, że jesteś sam... Po nieudanej próbie zdajesz siebie sprawę, że ci wszyscy ludzie mieli rację, jesteś do niczego, nigdy niczego nie osiągniesz, i zawsze będziesz nikim.
Czas, żebyś dał sobie sam wsparcie. Samo to, że piszesz tutaj, oznacza, że masz w sobie ten głos, który Cię wspiera. Posłuchaj go. Uwierz, że ma rację. Skup się na nim i zacznij działać. Pomyśl sobie, że takie słowa, jakie tu napisałeś, kieruje do Ciebie Twój przyjaciel. Co byś mu powiedział?