#dEbQK
Zaprzyjaźniłyśmy się w podstawówce i trzymałyśmy razem aż do końcówki pierwszej klasy liceum. Byłyśmy skrajnie różne i miałyśmy skrajnie różne zainteresowania i znajomych, ale jakoś tak wychodziło, że zawsze byłyśmy blisko.
A poróżniło nas - zdaje się głupia sprawa - zauroczenie, czy nawet można powiedzieć miłość.
Moja przyjaciółka zakochała się w starszym trzy lata chłopaku (miałyśmy łączone gimnazjum z liceum) z drużyny siatkarskiej - czyli sportu, który zaczęłam uprawiać w drugiej klasie gimnazjum. To zainteresowanie z jej strony trwało bez przerwy cztery lata i kiedy już obie myślałyśmy, że w końcu uda jej się go "poderwać", wtedy na przeszkodzie stanęłam - o dziwo - ja sama.
W liceum dołączyłam do żeńskiej drużyny siatkarskiej. On na trzecim roku był kapitanem męskiej. Mięliśmy łączone treningi. Od razu zaproponowałam mojej przyjaciółce, aby zaczęła się na nich zjawiać jako "wsparcie" dla mnie. Była to oczywiście przykrywka, aby mogła spędzać z nim więcej czasu. Ja sama czasami z nim gadałam i starałam się przy każdej okazji podpowiedzieć mu o o niej dobre słowo.
Z czasem zaczął podchodzić do nas na korytarzu, zagadywać, zapraszać na jakieś imprezy. No po prostu bajka, byłam przekonana, że w końcu jej się uda. A tu nagle złapał mnie po treningu w szatni (niestety mieliśmy wspólną - dziewczyny przebierały się zawsze drugie, czyli czekał) i zaprosił mnie na randkę. Mnie. Koleżanka stała pod drzwiami i wszystko słyszała...
Oczywiście odmówiłam, to nie tak, że mi się nie podobał, po prostu nie umiałabym tak postąpić. Mimo wszystko nie zaprzestał "adorowania" mnie i ciągłego zapraszania gdzieś, nawet z przyjaciółką, bylebym przyszła.
Ona była załamana. I to nie tak, że mnie znienawidziła, po prostu za każdym razem gdy na mnie patrzyła, łzy same pojawiały się w jej oczach. Była zazdrosna i smutna. A ja nic nie mogłam na to poradzić...
I nie, nie mogłam kolesiowi powiedzieć, że ona go lubi. To byłoby nie fair z mojej strony gdy obiecałam, że tego nie zrobię. Poza tym byłyśmy obie nastolatkami i traktowałyśmy takie rzeczy naprawdę poważnie.
Skończyło się na tym, że nasz kontakt się urwał. Tego chłopaka odrzucałam aż nie skończył szkoły i dłużej, bo potem wpadaliśmy na siebie czasami na mieście.
Najgorsze jest to, że w międzyczasie kilka dziewczyn z naszej klasy dowiedziało się o sytuacji i nawet pomimo tego, że ona mnie broniła, to i tak zostałam do końca szkoły "podkradającą chłopaków su*ą".
Sama w tym czasie byłam mocno zauroczona w koledze tamtego kolesia, ale nie chciał nawet słyszeć o umówieniu się ze mną (zapraszałam go), bo to byłoby "nie fair w stosunku do kumpla". Potem znalazł sobie dziewczynę.
Ale wbrew pozorom przyjaciół mieli ok. Zasady były , nie lamali ich
I co im to dało?
No a co miało dac, nic nie dalo bo jedno drugiego nie chciało, taka prawda. Każdy źle ulokowal tam uczucia.
Czemu ona go gdzieś nie zaprosiła? Od samego patrzenia miał się domyślić, że wpadł jej w oko?
Dokładnie, jakbycktos się na mnie ciągle uporczywie gapił to bym się zaczęła bać, że trafiłam na świra a nie myślała, że to zakochanie
Pani, prosta sprawa. W wieku młodzieńczym poderwanie/adorowanie faceta przez dziewczynę równało się utratą godności. Przecież to chłopcy mieli latać za dziewczynami, nigdy na odwrót!
Tak, to jest sarkazm. Ale coś w tym jednak było.
nie wiem działo się później między wami, ale urywanie kontaktu, bo chłopak lubił cię bardziej, jest trochę za dużo nawet jak na gimnazjum
Twoja koleżanka przychodziła na każdy trening żeby popatrzeć na tego chłopaka? Rany, mi by się nie chciało.
Nie zamierzam absolutnie atakować autorki, ale czy skoro chłopak był od was 3 lata starszy, to czy nie powinien już skończyć szkoły w momencie, gdy wy zaczynałyście liceum? Chyba, że powtarzał klasę lub wy zaczęłyście szkołę wcześniej.
spoko, ja w gimnazjum miałam przyjaciółkę, której opowiadałam o mojej pierwszej sympatii (zaczynały się początki jakiejś relacji, spotykanie, wspólne wagary z nim, chodzenie za rękę, przytulasy i buziaki w usta) zależalo mi na nim bardzo na tamten czas, pewnego dnia się z nim pokłóciłam, w sumie nie wiem o co? powiedziałam mu,żeby spadał,bo coś chyba sporo mi podpadł. No i posłuchał :D a ja żałowałam tego co mu powiedziałam,chciałam to naprawić i ona o tym wiedziała. Pisała z nim, zeby ,,zobaczyc'' co u niego, czy tez jeszcze o mnie mysli
Skonczyło się tak, że zobaczyłam miłosny opis u niego na gadugadu(starsi zrozumieją) więc już wiedziałam,że kogoś ma. Rozmawiając o tym z moją przyjaciółką,pamiętam jej słowa 'pewnie znalazł sobie jakąś dziwkę na pocieszenie''. ( to wszystko toczyło się szybko i od naszej relacji do tego opisu,minął krótki czas) i wiecie co? to ona była tą dziwką, hehe
Nie rozumiem istnienia "wielkiej miłości" do osoby, której nawet się nie zna...
lo matko co za trudne sprawy
x i y sa przyjaciolkami, a i b przyjaciolmi
x kocha sie w a, y w b, ale na randke b zaprasza y... kolezanka nie chce robic pod gore kolezance, a kolega koledze
trudne sprawy jak nic
ja bym po spokczeniu szkoly wytlumaczyla sytuacje chlopakom i tyle. albo jak kolezanka juz sobie znajdzie inny obiekt
poza tym czemu kumpela nie podeszla do swojegoobiektu westchnien, nie zainnicjowala kontaktu?
albo choc to troche chamskie mogliscie umowic sie we 3 a ty nie przyjsc podajacjakis pretekst,moze by zaiskrzylomiedzy nimi,moze nie alebylabyy jasna stuacja a niie powstrzymywanie sie bo kolezance sie podoba
jasne to ciezkie relacyjnie rzeczy, bo nie zawsze uczuci jest owzajemnine, ale ludzie, ciaglac te farse przez tyle lat?
chlopak tez dobry ciagle namawia mimo twojego sprzeciwu
nie moglas mu powiedziec, ze podoba ci sie jego kolega a on kolezance, opcjonalnie on tobie nie?