Martwi mnie mój związek. Martwi mnie moje podejście do niego. Związałam się z mężczyzną, który zachowuje się tak, że prawie wszystko koleżanki mi go zazdroszczą. Jest inteligentny, dowcipny. Kupuje kwiaty, pomaga, wspiera. Jak jedzie do sklepu, mogę bez obaw założyć, że kupi co potrzebne. Sam pomyśli, że kończy się mleko, jajka, cokolwiek. Kwiatki przesadzi, swoją część sprzątania wykona, czasem coś ugotuje, czasem coś naprawi. Ma jakieś wady, jak wszyscy, ale generalnie pozytywnie wyróżnia się na tle innych facetów. Przez 95% czasu. Ale raz na jakiś czas ma humor. I wtedy mu odbija. Przychodzi do mnie, wydaje jakieś polecenie i jeśli nie wykonam go od razu i tak jak on sobie życzy, to włącza mu się agresor. To dziwne, bo większość czasu nie ma problemu z tym, że mu się przeciwstawiam lub z czymś nie zgadzam. Najpierw próbuje mnie zmusić do podjęcia wymaganego działania, a gdy to się nie udaje, zaczynają się wyzwiska, czasem zaczyna rozwalać sprzęty domowe. I martwi mnie, że ja już mam takie „zdarza się, przynajmniej pracuje nad sobą, bo wyzywa mniej”. I nawet się nie wkurzam na to. Jedyne co mnie nadal wkurza, to to, że zdarza się mu czymś we mnie rzucić. Nie jest to nic na tyle ciężkiego, żeby zrobić mi jakąś szczególną krzywdę, ale liczy się fakt rzucenia we mnie. Kłócę się z nim wtedy, on przeprasza przez kilka dni, aż w końcu odpuszczam.
Kiedyś sobie mówiłam, że jeśli facet kiedykolwiek zaatakuje mnie fizycznie, to odejdę. A nie odchodzę. Nie mam jaj skończyć tego miesiąc przed ślubem. I z jednej strony on naprawdę nad sobą pracuje (agresja werbalna na pewnym etapie była codziennie, teraz zdarza się dużo rzadziej), a z drugiej mam ogromny żal. Do niego, że to robi i do mnie, ale na to pozwalam. A jeszcze potem on mówi, że on jest winny tej sytuacji, ale gdybym go nie drażniła, to by nie wybuchł. A mogłam po prostu nieco inaczej sformułować moje odpowiedzi, to by nie było problemu, np. „nie chcę o tym teraz rozmawiać” jest złe, ale „porozmawiamy o tym później” jest dobre (przynajmniej w danej awanturze). Jest mi źle. Pozwalam na to, jestem słaba. I czuję, że daję sobą manipulować.
Dodaj anonimowe wyznanie
Rzeczywiście, perfekcyjny facet. Ma tylko jedną wadę - absolutnie się nie nadaje do związku. Wiej
Nie zrozum mnie źle, nie chcę cię zdenerwować, ale czy możesz wyjaśnić czemu nie nadaje się do związku?
Jak byłam w poprzednim bardzo kiepskim związku, to mój terapeuta mówił ironicznie, że "no tak, przynajmniej nie pije i nie bije". Twój narzeczony nawet tego "bare minimum" nie spełnia (rzucanie w Ciebie czymś nawet jeśli Ci nie robi krzywdy to już naruszenie cielesności). Takie napady agresji i apodyktyczności nie są normalne. Żaden zrównoważony emocjonalnie człowiek nie rzuca sprzętami domowymi w przypływie złości, a już w ogóle przez takie pierdoły. Weź pod uwagę to, że on się teraz powstrzymuje, bo jeszcze nie jesteście po ślubie, możesz się spodziewać, że po ślubie poczuje się pewnie i puszczą mu hamulce. Wszyscy psychopaci, których znam, fizycznie znęcający się nad żonami, przed ślubem byli idealnym wzorem męża. Wiem, że to jest trudna decyzja, zwłaszcza tak krótko przed ślubem, ale nie rób sobie tego. Generalnie zasada jest taka, że jeśli ma się wątpliwości przed ślubem, to nie należy go brać, ale w Twoim przypadku boję się, że wpakujesz się w pułapkę z przemocowcem, jakkolwiek teraz trudno Ci w to pewnie uwierzyć. Te przebłyski to prawdopodobnie tylko przedsmak tego, co czeka jego żonę. Jeśli Cię to nie przekonuje, spróbuj porozmawiać z kimś bliskim - z przyjaciółką, albo z mamą jeśli masz z nią dobre relacje, opowiedz im o swoich wątpliwościach. Mi swego czasu pomagało wyobrażanie sobie co ja bym doradziła swojej przyjaciółce / mamie / siostrze w takiej sytuacji. Właściwie już to robisz i już masz odpowiedź, bo w innym komentarzu piszesz, że nie chciałabyś narażać swoich dzieci na jego zachowania. Czemu miałabyś narażać siebie? A jeśli rzeczywiście jest psychopatą (bardzo dobrze udaja, nawet psychiatrzy ich nie wyłapują często) i po ślubie Cię jednak złapie na dziecko? A jeśli zwyczajnie wpadniecie, bo antykoncepcja czasem zawodzi? Myślę, że Twoja podświadomość już wie jaka powinna być decyzja, musisz ją tylko do siebie dopuścić.
Sama wiesz, że powinnaś od niego odejść. Jest agresywny, manipuluje, jeszcze Cię obwinia (tak, bo masz mu czytać w myślach, co go zdenerwuje, a co nie).
Łatwiej odejść miesiąc przed ślubem, niż kilka lat po - gdy on już nie będzie miał hamulców, a Ty będziesz tak zastraszona, że nie będziesz widziała dla siebie ucieczki. A jeszcze gorzej, jak się pojawi dziecko.
sensie takim, że on mi mówi, że np. w tej chwili bierzemy się za robienie obiadu. Ja mówię, że za pięć minut. Wychodzi, wraca po jakiejś minucie czy idę. Powtarzam, że za pięć minut. I tak to się rozkręca, bo już jest zły. Nie muszę się domyślać, bo oczekiwania formułuje dokładnie.
A co do dzieci, to nie planuję ich z nim mieć. Ja to wiem co z czym, ale nie chcę by w razie czego miał takie napady gniewu wobec nich.
Na końcu wyznania piszesz "A mogłam po prostu nieco inaczej sformułować moje odpowiedzi, to by nie było problemu". Tak, jakbyś się miała domyślać.
A jak nie rzucisz wszystkiego i nie będziesz robić tego, co narzeczony chce w danej chwili, to jest agresywny... On powinien pracować z psychiatrą i psychologiem.
A narzeczony planuje? Zgadzacie się w kwestii dzieci?
Mówi, że nie zależy mu na posiadaniu dzieci. Chodziliśmy po różnych specjalistach, żeby pomóc mu uregulować emocje, ale za każdym razem rezygnował na jednym-dwóch spotkaniach, bo on zna siebie, wie, se ma problem, ale wie też, że żaden z tamtych psychologów/psychiatrów nie jest dość kompetentny, żeby terapia mogła być wobec niego skuteczna.
W kwestii domyślania się, po prostu jakoś tak pominęłam ten aspekt. Nie wiem czemu. Nawet o nim nie pomyślałam.
@NancyNancy przeczytaj swoje wyznanie i swoje odpowiedzi. Nie widzisz red flagów? Pomyśl, że napisała to Twoja przyjaciółka. Co byś jej doradziła?
NancyNancy, błagam cię... Wogóle jak to brzmi ze żaden psychiatra nie jest dość kompetetny by mu pomóc. Znam jedna taką osobę która tak twierdzi, wiesz co jej dolega? To że nie jest w stanie znieść krytyki swojego postępowania i zachowania. I pierwsze zdanie krytyczne od psychoterapeuty odnośnie np toku myślenia czy zachowania: "on się nie zna, jest głupi". A to, że nie chce przyjąć czyjejś pomocy, uznać czyjegoś autorytetu w danej dziedzinie to już nie czerwona flaga, a jakaś olbrzymia płachta. Z resztą, odpowiedz sobie na pytanie, ale tak szczerze, czy jak wracasz do domu w którym on jest, to się cieszysz na ta myśl czy się spinasz bo nie wiesz w jakim jest humorze?
"Dobre złego początki". Mój ojciec też przed ślubem był lepszy niż później. Był bardzo nerwowy. Mama widziała, jak on traktuje swoją mamę, jak ją wyzywa i pewnie też, że bywa chamski dla innych ludzi, ale myślała, że dla niej będzie dobry. I był - do czasu. Później pojawiała się agresja słowna, a nawet i fizyczna, chociaż rzadziej. Musiałyśmy się wyprowadzić, a i tak niektórzy z jego rodziny są po jego stronie i nie odzywają się do nas, a wcześniej się u nas gościli - niejeden raz. Nie skończ jako ofiara przemocy. Jak coś Ci nie gra w facecie, to nie bierz ślubu - wiej, póki łatwo to odkręcić. Potem też się da, ale lepiej teraz. Wyzwiska i rzucanie w Ciebie przedmiotami to wystarczające powody, żeby go rzucić. Poboli, ale znajdziesz jeszcze kogoś normalnego. Uważam, że w facecie najważniejsze jest, żeby nie stwarzał zagrożenia, a Twój stwarza. Napisz, proszę, co z tego wyszło, bo martwię się, choć Cię nie znam osobiście
"A jeszcze potem on mówi, że on jest winny tej sytuacji, ale gdybym go nie drażniła, to by nie wybuchł."
Przeczytaj to kilka razy.
OK, kilkadziesiąt razy.
Czytaj tak długo, aż zrozumiesz, w co się pakujesz.
Bo gdy już się wpakujesz, to Pan nie będzie Ci się z niczego tak ładnie tłumaczył, a co najwyżej usłyszysz: "Nie trzeba mnie było prowokować."
Albo nie usłyszysz nic, bo akurat chwilowo ogłuchniesz po ciosie pięścią.
Jeżeli choć raz bałaś się coś powiedzieć "bo on może czymś rzucić", to oznacza, że tak, dajesz sobą manipulować.
Zdaj sobie sprawę z tego, że może nadejść dzień, w którym to Ty będziesz tym latającym przedmiotem.
Autorko wiej! To co opisujesz, to przemoc. Nawet jeśli nie dzieje się codziennie i nawet jeśli przez większość czasu on jest „wspaniały”. Wyzwiska, niszczenie rzeczy, próby zmuszania Cię do określonych zachowań i rzucanie w Ciebie przedmiotami nie są gorszym humorem ani problemem komunikacyjnym. To są zachowania przemocowe. Szczególnie niepokojące jest to, że przesuwasz swoje granice i sama to widzisz. Kiedyś mówiłaś sobie, że przy pierwszym ataku odejdziesz, a dziś myślisz „zdarza się, przynajmniej pracuje nad sobą”. To nie znaczy, że jesteś słaba. To bardzo typowe w takich relacjach, ale oznacza, że sytuacja stopniowo staje się dla Ciebie normalna, choć normalna nie jest.
Niepokoi też to, że on częściowo przerzuca na Ciebie odpowiedzialność „gdybyś powiedziała inaczej”, „gdybyś go nie drażniła”, to by nie wybuchł. To jest forma manipulacji. Każdy dorosły człowiek odpowiada za swoje reakcje, niezależnie od tego, jak ktoś coś sformułował.
I wreszcie rzucanie w Ciebie przedmiotami to już przemoc fizyczna, nawet jeśli nic się nie stało. Liczy się sam fakt przekroczenia tej granicy. To moment, którego nie warto bagatelizować. Masz prawo czuć żal, złość i zagubienie. I masz prawo nie wiedzieć jeszcze, co zrobić. Ale to, że coś w Tobie mówi to jest nie w porządku, jest bardzo ważnym sygnałem i warto go potraktować poważnie. Obyś podjęła słuszną decyzję. Trzymam kciuki. Powodzenia!
I ty chcesz za niego wyjść?! Chyba ci rozum odjęło do reszty
Wyobraź sobie że tak będzie zawsze. I zdecyduj.
Wiej! Mami cię przed ślubem że się zmienia a po ślubie maska opadnie i wróci do swojej normy i pójdzie o krok dalej. Uciekaj póki możesz. Ufaj swojej intuicji że powinnaś odejść!
To jest facet, który Cię zabije, jeśli nie odejdziesz.
Któregoś dnia dostaniesz w pysk i skończy się "idealny w 95% misio pysio".