#Fp4CR
Gdy miałam iść do szkoły, usłyszałam od rodziców, że jestem córką rolnika i będzie mi ciężko, bo te wszystkie nowobogackie dzieci będą mnie wyśmiewać. Owszem, wyśmiewały, ale raczej nie za samo pochodzenie, a za to, że miałam byle jakie rzeczy i wolno było mi się kąpać tylko trzy razy w tygodniu.
Nie byliśmy bogaci, ale też raczej nie biedni, niestety nasze życie było podporządkowane rolnictwu. Co mogliśmy wytworzyć sami, nie kupowaliśmy (ewentualnie handel wymienny), ale jedliśmy byle co, bo przecież hodujemy na sprzedaż, a nie do obżerania się. Na co mi modne ubrania, makijaż? Krowie przecież wszystko jedno, co noszę, ludziom też, bo jestem baba ze wsi. Nie mogłam sama sobie czegoś kupić, nie dostawaliśmy kieszonkowego, a ja nie mogłam zarabiać, bo każdą wolną chwilę wypełniała mi praca na roli, zajmowanie się zwierzętami i domem, ot tak, żebym od początku znała swoje miejsce i na nic nie liczyła. Miałam zakaz zadawania się z „miastowymi i nowobogackimi”, ale to nie był problem, i tak nikt nie chciał się ze mną zadawać. O jakimkolwiek wyjściu z domu też nie było mowy, bo mam pracować. Z odrabianiem lekcji było ciężko, czego nie zrobiłam na przerwach, to albo nie miałam, albo robiłam po nocach. Nie, nikt się nie zainteresował moją sytuacją, a według rodziców wieśniak nie potrzebuje wykształcenia i w ogóle mam się cieszyć, że nie mogą mnie zwolnić z powodu pracy na roli, jak to było kiedyś. Nie miałam co liczyć też na transport do szkoły, chociaż rowerem to była godzina, powinnam się cieszyć, że mam rower, oni chodzili na piechotę. Komputer kupili, dopiero gdy byłam w ósmej klasie (bo już ciężko było żyć bez internetu), komórkę dostałam rok później.
Gdy skończyłam szkołę, dostałam nakaz, by iść do zawodówki. Na miejscu miałam tylko taką opcję, a oni nie chcieli płacić za internat ani dojazdy do innego miasta. A tak w ogóle to jestem na to za głupia (średnią ocen miałam 4,2 i całkiem dobrze napisane testy), no i nie mam szans, bo miastowi dostają dodatkowe punkty za pochodzenie. Przecież babie ze wsi nie jest potrzebne wykształcenie.
Postawić się nie miałam jak, skończyłam tę zawodówkę i od razu wyprowadziłam się z domu. Wynajmuję pokój, mam pracę w zawodzie, której szczerze nienawidzę, a od tego roku zaczynam liceum wieczorowe. Studiów nie planuję, bo mam wrażenie, że będę na to za stara, ale poważnie zastanawiam się nad technikiem weterynaryjnym. Za dwa lata dołączy tu do mnie mój brat.
W jakim wieku jest się za starym na studia?
Na studia nigdy nie jest się za starym, a już na pewno nie, jeśli by to miało być czyjeś marzenie. Naukę można podjąć w każdym wieku. Rzeczywiście im ktoś młodszy, to łatwiej przyswaja wiedzę, ale z drugiej strony starsze osoby są bardziej świadome tego co robią i w jakim celu, więc z kolei łatwiej przyjdzie im „przysiąść” nad książkami.