#EqTmo
Od początku: mam 25 lat, on 23 i jesteśmy razem od roku. Naprawdę go kocham i cieszę się, że poznałam takiego wartościowego człowieka. Mamy takie same priorytety, rozumiemy się już praktycznie bez słów, tworzymy naprawdę dopasowaną parę. On jest inteligentny, zabawny, potrafi wspaniale zorganizować nam czas i na każdym kroku okazuje, jak bardzo mnie kocha.
W czym więc problem? Otóż on jest taki otwarty i przebojowy tylko wobec mnie. Kiedy się poznaliśmy (w pracy), przez bardzo długi czas był wycofany, to ja zrobiłam pierwszy krok. No ale OK, jest równouprawnienie. Byłam cierpliwa, rozumiałam, że potrzebuje czasu, żeby mi zaufać i dopiero niedawno poczuł się przy mnie w pełni swobodnie. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale bardzo dużo przeszedł w życiu. Nigdy nie miał znajomych, związek ze mną też jest jego pierwszym.
Martwię się, bo poza mną on tak naprawdę nikogo nie ma. Pracujemy w jednej firmie (co prawda w innych pomieszczeniach), od paru miesięcy wynajmujemy razem mieszkanie. Po pracy najczęściej robimy coś razem. I mi to pasuje, nie jestem typem imprezowiczki, wolę spędzić czas z nim niż łazić bez sensu po mieście. No ale czasem ja też idę gdzieś z koleżankami albo chcę pobyć sama i żal mi go, jak zamyka za mną drzwi i siedzi sam w domu, czekając na mnie.
Próbowałam z nim rozmawiać, powiedział, że po prostu boi się odrzucenia, nie rozumie różnych społecznych konwenansów. Z tego co wiem, w dzieciństwie i wieku nastoletnim próbował się integrować, ale wszyscy mieli go za „dziwnego dzieciaka”. Z czasem dał sobie spokój, przyzwyczaił się do bycia samemu. Jego interakcje z ludźmi są bardzo mechaniczne, mówi, że coraz bardziej go to męczy, czasem nawet ode mnie ucieka. Rzadko wychodzi z domu samemu, jak gdzieś idziemy, to też trzyma się tylko mnie.
Jeszcze bardziej boli mnie jego niepewność co do mojego uczucia. Często powtarza, że boi się mnie stracić, że przecież nie zasługuje na mnie, bo jestem „normalna”. Żyje w przekonaniu, że odrzucę go jak wszyscy inni. Nigdy nawet nie pomyślałam, żeby go zostawić, jest dla mnie najważniejszy. Mówi, że jestem najlepszym, co go w życiu spotkało, ale ostatnio jak rozmawialiśmy, powiedział, że jeśli poznam kogoś lepszego, to powinnam odejść, żeby być szczęśliwa. A przecież ja już jestem szczęśliwa z nim.
Powiecie pewnie, że to toksyczna relacja, ale mi na nim naprawdę zależy. Próbowałam go namówić na fachową pomoc, obiecałam wsparcie, ale on nie chce. Już nie wiem, co robić.
Próbuj dalej go namówić.
I żyj normalnie. Nie musicie wszystkiego robić razem, a Ty nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia, gdy raz na jakiś czas wyjdziesz bez niego. On też może mieć jakieś zajęcie (niekoniecznie związane z ludźmi), nie musi tylko „czekać na Ciebie”.
@Postać niby masz rację, ale znając jego przeszłość wiem, że to nie jest w pełni dobrowolny wybór. Tak jak napisałam, jestem właściwie jedyną osobą, z którą spędza czas. On nigdy nic nie mówi jak idę gdzieś bez niego, ogólnie nie daje po sobie nic poznać, ale widzę jak go to zżera. Takie bezzasadne poczucie niższości
"boi się odrzucenia, nie rozumie różnych społecznych konwenansów"
Pierwsze, co mi przyszło do głowy:
"Zespół Aspergera to zaburzenie ze spektrum autyzmu (ASD) charakteryzujące się trudnościami w interakcjach społecznych, sztywnymi wzorcami zachowań, zawężonymi zainteresowaniami oraz nadwrażliwością sensoryczną."
Cokolwiek to jest realnie, widać, że Twój partner sam sobie z tym nie radzi / nie poradzi, a Twoje szczere zaangażowanie też niewiele zmieni.
Spróbuj jakoś go namówić na wsparcie dobrego terapeuty. Dla dobra Was obojga.
@Frog no właśnie, staram się jak mogę, on mówi że sam musi sobie z tym poradzić. Naprawdę nie chcę go stracić, a boję się że on sobie coś zrobi
Piszesz, że jesteś szczęśliwa. Nie przekonalas mnie...
Jeśli on nie chce fachowej pomocy - czy chcesz się tak męczyć przez całe życie?
W zdrowej relacji chłopak nie powinien mieć problemu z tym, że chcesz gdzieś wyjść sama. Nie szkodzi, że nic nie mówi, wystarczy, że sama czujesz, że on ma z tym problem (bo jeśli "go to zżera", to chyba ma?).
Czy planujecie dzieci? Jeśli pojawi się dziecko - czy dasz sobie radę z partnerem, który sam ma sporo do przerobienia? Czy chcesz, zeby dziecko mialo podobne problemy? A musisz brać pod uwagę, że prawdopodobnie będzie (geny, plus wychowanie przez rodziców z problemami).
Gdy bedziesz w pracy, czy tata da sobie radę choćby na placu zabaw? Tam będą inni ludzie, tam się wchodzi w interakcje, a jeśli nie, dziecko to widzi, obserwuje, i potem samo będzie się balo i stronilo od ludzi.
Chyba że tata będzie omijał place zabaw i pójdzie tam, gdzie nie ma ludzi. A dziecko nie będzie miało jak ćwiczyć relacji i za parę lat powtórzy schemat (oby nie).
Wg mnie - partner na terapię, inaczej jest ryzyko, że z czasem bardziej "zdziczeje"
Masz problem? Nie wiesz, co zrobić?
To on ma problem, i to jego rola, by coś z nim zrobić
@dajciespokojserio on po prostu boi się otworzyć przed kimkolwiek innym niż ja. Ma swoją "strategię", czyli tak jak przez całe życie wypiera swoje problemy. Ale chyba go przekonam do terapii, tylko trochę to potrwa. A dzieci nie planujemy, ja też nie jestem całkiem zdrowa psychicznie, byłoby za duże ryzyko
Jeszcze dodam: ma potencjał. Potrafił oczarować ciebie, może więc oczarować także innych.
To jak z nauką chodzenia – żadne niemowlę nie potrafi chodzić po urodzeniu. Ćwiczy długo i mozolnie, a po drodze wiele razy upada.
Podobnie twój chłopak może ćwiczyć rozmowy, a potem nawiązywanie relacji. Pomocne może być korzystanie z internetowych czatów, np. z jakiegoś miasta albo dotyczących jego zainteresowań (hobby). Nie musi się od razu „otwierać” – to zostawia się dla zaufanych osób. Wystarczą luźniejsze rozmowy. Gdy tam poczuje się pewniej, może próbować w „realu”.
Warto pamiętać, że nie każdy, kto krzywo spojrzy, go nie lubi czy odrzuca. Może po prostu boli go ząb, martwi się chorym dzieckiem albo ma inne problemy?
Reakcje czatowiczów, a potem ludzi, będą dla niego lustrem, informacją zwrotną.
Pokażą, co działa, a nad czym warto jeszcze popracować. Każdy popełnia błędy i uczy się z nich, więc potknięcia to nic złego.
Któż nigdy się nie potknął?
Dobrym pomysłem byłoby też spróbować podejść do kogoś, kto sam jest nieśmiały i potrzebuje wsparcia, albo zaangażować się w wolontariat – np. pomoc zwierzętom czy spacery z psami ze schroniska. Takie doświadczenia potrafią zdziałać cuda. Kiedy skupiamy się na kimś słabszym i potrzebującym, łatwiej zapomnieć o własnych obawach i uwierzyć, że też możemy dawać coś dobrego światu.
Nie chodziło mi o to, żeby zniechęcić Cię do posiadania dzieci — raczej o to, by zwrócić uwagę na obszary, które dobrze byłoby wzmocnić, zanim się na to zdecydujecie.
Trzymam kciuki, żebyście oboje znaleźli równowagę i wsparcie, którego potrzebujecie. To, że o tym myślisz i szukasz rozwiązań, naprawdę dużo mówi o Twojej dojrzałości i empatii
Oho. Wchodzisz w rolę ratowniczki. A to najgorsze, co możesz zrobić dla Was obojga.
Wyglądasz na mądrą babkę, więc poczytaj/posłuchaj sobie o rolach w trójkącie dramatycznym Karpmana, żeby zrozumieć obecną i przyszłą dynamikę Waszej relacji. Bo Wasze role wkrótce się odmienią.
A co do terapii, to zamiast pchać na nią chłopa, może sama ją rozważ. Gdyż nie bez przyczyny zamiast równorzędnego partnera znalazłaś sobie faceta do ratowania, o którego trzeba się martwić i mu mamusiować. Gdy zrozumiesz wszystkie swoje mechanizmy i wyjdziesz z gry w trójkącie, Twoja relacja z partnerem samoczynnie się zmieni.
"nie bez przyczyny zamiast równorzędnego partnera znalazłaś sobie faceta do ratowania"
Aż mnie zmroziło, gdyż przypomniały mi się moje dawne dzieje.
Wtedy oczywiście jeszcze nie wiedziałam, o co chodzi, a... po prostu powtórzyłam obraz relacji moich rodziców (uległy mąż, zarządzająca i "opiekująca się" żona).
Jeszcze mi się tym parę razy czknęło w nowym związku, ale mądry partner szybko wychwycił problem i wspólnie ucięliśmy te naleciałości.
"Gdy zrozumiesz wszystkie swoje mechanizmy"
Człowiek uczy się całe życie. Choćby nawet nam się zdawało, że już wszystko wiemy (bo wszystko już było)... No nie 🌤️
Frog
Taaa. A myślisz, że skąd ja taka mundra nagle? Z doświadczenia, bo też grałam w te same gry... 😁 Też wzorce rodowe, a jakże.
Jasne, że człowiek uczy się całe życie. Mimo wszystko jednak gry relacyjne są dość proste do rozpoznania, gdy już przestaje się przed wiedzą o nich uciekać. Co nie znaczy, że mimo wiedzy nie popełnia się dalej tych samych błędów. Dlatego proponuję autorce terapię, by mogła nie tylko je zrozumieć, ale również "rozbroić".
Natomiast nie ma bata, by przy wewnętrznej zmianie jednego z partnerów, drugi także się nie zmienił. Jeśli autorka zakończy grę w ratownika i nie wskoczy w następną rolę, jej partner nie będzie miał już z kim grać. Wówczas albo stanie przy niej jako dorosły, odpowiedzialny za siebie mężczyzna, albo ją opuści, by szukać sobie kolejnej mamusi-ratowniczki. Jeśli naprawdę się kochają, to raczej wybierze to pierwsze rozwiązanie. :)
@Czaroit to przykre co piszesz. Może wyobrażasz sobie, że muszę się nim ciągle zajmować i "myśleć za niego", ale tak nie jest. On radzi sobie sam, po prostu po każdym wyjściu z domu musi się wyciszyć. Prawie nigdy nie obarcza mnie swoimi problemami, to co napisałam to powiedział mi już naprawdę przy głębszej rozmowie. Zresztą ja też jestem "po przejściach" i naprawdę dużo częściej to on zajmuje się mną w sensie emocjonalnym, niż ja nim. Jesteśmy równorzędnymi partnerami, jak to ujęłaś. On ze mną nie pogrywa, widzę że cierpi chociaż próbuje to ukryć. To jest dokładne przeciwieństwo tego co napisałaś: mój partner woli sam się ze wszystkim męczyć, niż dać się "ratować". W sensie życiowym jest w pełni samodzielny, tylko ja widzę ile go to kosztuje
qazmlp
Cóż. Nie żyję z Wami i nie wiem, jak Wasza relacja naprawdę wygląda. Bazuję tylko na tym, co tutaj piszesz. A z Twojego opisu jasno wynika, że nie jesteście równorzędnymi partnerami. Skoro Twój chłopak twierdzi, że na Ciebie nie zasługuje i spodziewa się odrzucenia, to Ty jestes w tej relacji plusem, on minusem.
Co do roli ratowniczki. Przypominam, że zaczynasz swoje wyznanie od stwierdzenia, iż nie wiesz, co zrobić ze swoim chłopakiem.
To nie on szuka dla siebie pomocy, to Ty próbujesz rozwiązać jego problemy.
Uważasz, że się mylę? W porządku. Być może tak właśnie jest. Alfą i omegą przecież nie jestem. Podzieliłam się z Tobą swoją wiedzą i doswiadczeniem, a co Ty z tym zrobisz, to już wyłącznie Twoja sprawa.
Powodzenia. :)
@Czaroit dzięki, chociaż to nie jest tak do końca. On z tego co widzę zdaje sobie sprawę, że ma problem. Tylko że właściwie stracił zaufanie do ludzi, po tym co przeszedł nie ma się co dziwić. Swoje obawy opiera na wszystkich innych ludziach, którzy olali go przez te 23 lata
Może jest typem introwertyka ? Jesteśmy z żoną po 30-stce i poza sobą to tak naprawde znajomych nie mamy, no może poza pracą. Nigdzie nie łazimy po ludziach czy po imprezach.dla pewnych ludzi to normalne wiec nie probuj go uszczęśliwić na siłe
@georgeby to raczej nie to. Ja też jestem introwertyczką, ale takie codzienne interakcje z ludźmi przychodzą mi bez trudu, mam też kilkoro bliskich znajomych. Tutaj niestety jest całkowite wycofanie i praktycznie zerowa samoocena. A jest naprawdę wspaniałym człowiekiem, tylko tego nie dostrzega
Nie powiedziałabym, że to toksyczna relacja ale toksyczne zachowanie. Prawda ZAWSZE jest taka: jeśli coś ci nie odpowiada, to albo to zmieniasz albo zaczynasz to akceptowac. Czyli, w jego przypadku jeśli on nie ma nikogo i nie ma z kim wyjść, to może albo zacząć sam wychodzic do ludzi albo iść na terapię to przepracować albo uznać "jest mi dobrze jak jest". Ale w tym ostatnim przypadku, nie ma prawa zmuszać cię byś ty z nim siedziała i go trzymała za rączkę. Jeśli on z tym nic nie robi, mimo twoich prób pomocy, masz święte prawo wyjść z domu bez wyrzutów sumienia. Co do niepewności uczucia, jak dla mnie krótka piłka: powiedz mu raz a stanowczo że jest ci dobrze z nim, kochasz go, chcesz z nim być, ale nie zamierzasz na każdym kroku go przekonywać że jest inaczej i wracać do tego tematu co chwila. I spytaj go wprost czy on tego czasem nie robi specjalnie by ciebie do siebie zniechęcić byś go zostawiła; po czym zaproponuj terapię. Masz być jego partnerką a nie terapeutką, pamiętaj. I pamiętaj też, że masz być z nim dlatego że go kochasz, a nie dlatego że ci go żal. Bo trochę to tak brzmi w tym wyznaniu. To jest dorosły człowiek, jest w stanie podejmować własne decyzje i o siebie zadbać.
@Tylkopoco wydaje mi się, że on się z tym pogodził, no ale raczej niedobrowolnie. I nie zmusza mnie do niczego, po prostu relacje nie idą mu tak łatwo jak mnie. To co napisałam o jego wątpliwościach, on nie mówi mi tego cały czas. To była jedna rozmowa, jak już naprawdę miał kryzysową sytuację. On tak na co dzień jest naprawdę cudowny, troszczy się o mnie. Naprawdę się stara i nigdy go nie zostawię. To nie jest związek z litości jak sugerujesz. Co do terapii, wyznanie dodałam jakiś czas temu, teraz jest już coraz bliżej podjęcia decyzji. Będę go wspierać przez cały czas
Jesteś wspaniała.
Robisz więcej niż musisz i się o niego troszczysz.
Brzmi jakby się poddał w próbowaniu w relacje społeczne.
Nie masz kompetencji by mu całkowicie pomóc.
Chcę doradzić byś go dalej zachęcała, ale też możliwe że trzeba być ostrożnym z "musisz", bo możliwe że striggeruje demand avoidance.
Wiadomo, on potrzebuje jakieś zainteresowania by częściej dla siebie wychodzić z domu. Dla mnie, przy spędzaniu większości czasu z grami wideo, by mniej się izolować, było to wychodzenie na miasto by grać w RPGi, oraz wkręciłem się w bitewne planszówki (maluję armię i nią gram) co pomogło mi się przełamać w wychodzeniu regularnie.
Jemu też by się przydały takie zainteresowania.
Co do pomocy. Mogłabyś poczytać np. o autyźmie i terapii, i zamiast mówić że powinien pójść to zbadać to:
Czytałam, jest grupa ludzi która jest uwarunkowana neurologicznie do nieradzenia sobie w sytuacjach społecznych, ma trudniej niż inni oraz trochę inaczej odbierają rzeczywistość. Są dla nich stworzone inne techniki uczenia się pewnych rzeczy lub radzenia sobie z niektórymi sytuacjami.
Albo
Samemu czasem jest trudno przełamać nawyk, który wplywa na codzienność i przeszkadza w życiu. Są sposoby by to ułatwić i sprawić, że proces ten będzie lżejszy i trud mniejszy. Chciałbyś wiedzieć więcej na ten temat?
i nie odsyłać by przeczytał więcej w internecie, tylko "umówię cię na spotkanie o tym, ich dopytaj o szczegóły".
Dzięki temu może dasz radę uaktywnić ciekawość, przedstawiając pomoc jako narzędzie by życie było łatwiejsze, zamiast ważnego obowiązku (osoby neuro mogą mieć problemy z wszystkim co jest bardzo ważne).
Możliwe, że to będzie wielki krok który pomoże mu się przełamać.
Tj. sugeruję, by przedstawiać terapeutę jako to czym faktycznie się zajmuje czyli nauczaniem i pracą nad nawykami, lękami itp. zamiast poważnych słów jak lekarz czy specjalista.
A cokolwiek przyjdzie do głowy (autyzm, czy neuro ogólnie czy cokolwiek innego) warto by odchaczyc na wszelki wypadek.
Przepraszam, że nie zredagowałem. Przepraszam, że sugeruję byś się "zajęła" jego problemami.
Ostatecznie, jego problemy to jego problemy.
Mówi, że na ciebie nie zasługuje i powinien to zmienić. Starać się, włożyć wysiłek. Nie przysiegaliscie sobie wierności, nie masz obowiązku robić czegokolwiek.
Zależy ci na nim, ale on musi kontrolować swoje problemy (jeśli jakieś ma), bo to wpływa na jego zachowanie i relacje z otoczeniem. Ostatecznie, problem z X nie jest usprawiedliwieniem czegokolwiek; jest to problem tylko i wyłącznie "właściciela" i to jego obowiązek by pilnować by to nie wpływało negatywnie na innych.
@AnimowanyCegla on jest dla mnie całym światem, widzę jak się dla mnie stara. Serio, mam wrażenie że robi to wszystko, żeby pokazać że może do mnie "doskoczyć". A tyle razy mu mówiłam, że nie musi mi niczego udowadniać, że kocham go bez względu na wszystko. To nie jest tak jak piszesz, on kontroluje swoje problemy, nigdy nawet nie podniósł na mnie głosu, po prostu myśli o sobie w najgorszych kategoriach. Naprawdę chciałabym mu pomóc
to się nazywa autyzm
Możliwe, on to chyba wypiera. Próbowałam mu delikatnie sugerować, ale nic to nie dało