#Dg7UZ
Rok 2003, miałam wówczas 15 lat. Moja mama pracowała w godzinach porannych, więc do domu wracała chwilę przed moim powrotem do domu ze szkoły. Gdy wracałam, prawie zawsze była w trakcie robienia obiadu. Taka codzienność.
Identycznie było tamtego dnia. Wróciłam do domu, a mama była w trakcie robienia zupy. Zdążyłam usiąść na kanapie i zająć się zadaniami domowymi, gdy przerwała mi mama, mówiąc, że zapomniała śmietany kupić i wyskoczy po nią szybko do sklepu, a ja mam doglądać gotującej się cały czas zupy. Wzięła tylko portfel ze stołu, zarzuciła na szybko jakiś płaszcz i wyszła. Ja zupy oczywiście pilnowałam, ale zaczęłam się niepokoić, gdy minęło już prawie pół godziny, a mama nie wracała. Jednak nie na tyle, aby zareagować. Wyłączyłam kuchenkę, myśląc, że mama jak zwykle zagadała się z sąsiadką i stoi teraz pod blokiem plotkując. Dwie godziny później wyszłam przed dom, już poważnie zaniepokojona. Nigdzie jej nie było, więc z bezradności wróciłam do domu z zamiarem czekania na tatę.
Tata wrócił kolejną godzinę później. On również bardzo się zaniepokoił i od razu wyszedł jej szukać. Jakieś dwie - trzy godziny później zawiadomił policję, ale oni kazali nam czekać, w końcu dorosła osoba może robić co chce. Zajęli się sprawą dopiero trzy dni później i raczej na zasadzie "jakaś baba pewnie uciekła z innym facetem". Szybko pojęli, że taka lub podobne wersje kompletnie nie pasują. Obiad zostawiony na ogniu, nie wzięła torebki, a sam portfel, nie ubrała nawet butów, wyszła w samych klapkach, które nosiła po domu. Z moim tatą bardzo się kochali, byliśmy szczęśliwą rodziną. Prawie nigdy też nie wychodziła nigdzie, po pracy lubiła siedzieć w domu i szyć. Miała również plany na następne dni, chociażby jej urodziny. Po prostu nigdy nie uwierzę, że uciekła od nas, bo to nie miałoby sensu.
Jednak do dziś się nie odnalazła. Droga od mieszkania do sklepu wynosiła dokładnie 7 minut, liczono to z zegarkiem w ręku. Po rozeznaniu się w owym sklepie, wyszło na to, że nie pojawiła się tam wcale. Nikt również niczego nie widział, poza sąsiadem, który mijał ją na klatce schodowej, gdy wychodziła i wymienili zwykłe "dzień dobry". Po prostu rozpłynęła się w powietrzu na bardzo niewielkim odcinku drogi. Nie było tam też praktycznie kamer. Telefonu również nie miała, to były czasy, gdzie mieliśmy tylko domowy. Do dziś nie ma absolutnie żadnych śladów, świadków, no niczego. Po prostu zniknęła. Przesłuchano też wiele osób, ale nic to nie dało. Nie pomagał fakt, że mieszkaliśmy w takim miejscu, że poza dwoma blokami i sklepem nie było nic innego, więc potencjalnych świadków za wiele nawet być nie mogło. Jak łatwo się domyślić, oficjalne założenie jest takie, że po prostu spotkało ją po drodze coś złego. Napaść, porwanie, cokolwiek.
Minęło już tyle lat, a ja wciąż nie mogę się z tym pogodzić. Po takim czasie sądzę, że chyba wolałabym żyć z myślą, że nas zostawiła, a nie, że najpewniej nie żyje, a jej zwłoki wciąż gdzieś leżą.
Ja się zawsze nie mogę nadziwić w takich przypadkach, jak człowiek może tak zniknąć bez śladu... Przecież to nie igła
Człowiek nie igła, ale nasza planeta jest dość duża. I jeśli wziąć pod uwagę najgorsze to na prawdę można sobie szukać i szukać, bo dobrze ukrytej "igły" niestety nie znajdziesz.
Masakra, jeszcze gdyby to było na jakimś odludziu, a nie osiedlu, gdzie w każdej chwili ktoś może wyjrzeć z okna, wyjść na balkon, czy z klatki. Wokół pełno ludzi, a człowiek zapada się pod ziemię i nikt nic nie wie.
Ludzie nawet jak coś wiedzą, wychodzą czasem z założenia, że nie mają co się mieszać, bo jeszcze ich spotka to samo.
Właśnie... Gdzie ten słynny osiedlowy moherowy monitoring, gdy jest potrzebny?
Ale w wyznaniu jest, że to osiedle to były dwa bloki i sklep. Jest nawet zdanie o tym, że niewiele osób tam się kręci, więc ciężko było o świadków.
Albo równie dobrze mogła pojść gdzieś z kimś kogo znała, dlatego nie ma żadnych śladów. Mogła też z jakiegoś powodu wybrać inną drogę i zostać porwana gdzieś dalej niź jej osiedle, dlatego nikt nic nie widział. Wyjaśnień są setki, więc aż tak bym się nie upierała przy wersji o samochodzie i krzykach, bo to jednak zostałoby zauważone i usłyszane. No chyba, że wsiadła do samochodu kogoś znajomego, ale skoro w wyznaniu pisze, że droga to jakieś 7 minut, to trochę mniej prawdopodobne. Szczególnie, że wtedy musiałoby to nastąpić jakoś na samym początku drogi czyli zapewne gdzieś pod blokami.
Mogła zostać porwana nawet do burdelu, do narządów albo rytułałów. ☹️
Kiedyś interesowałam się takimi sprawami i pamiętam jedną bardzo ciekawą. Trójka ludzi jechała samochodem i zatrzymali się w tunelu bo mieli małą awarię, na około cały czas jeździły samochody, kobieta wysiadla i poszła sprawdzić coś z tyłu i zniknęła. Żaden samochód się nje zatrzymał poza nimi, byli w tunelu więc nie miałaby się gdzie schować. Po prostu zniknęła.
Powiesz może coś więcej o tej sprawie?
Zgłoście się do programu 997. Chyba powoli kończą im się sprawy bo prosili widzów o propozycje. A ta idealnie pasuje i może się zbliżać do granicy przedawnienia. Chociaż jakby ktoś chciał zerwać wszelkie kontakty to też by się nie chwalił i pakował walizek tylko by zrobił coś w tym stylu. A w pobliżu mógł czekać samochód.
No oni w tym 997 nic nie wymyślą raczej. Jedyne co by mogło cokolwiek rozwiązać to przejrzenie danych medycznych ze wszystkich szpitali w Polsce na 2 miesiące w przód od porwania i szukanie osób, które były w kolejce do jakiejś transplantacji, ale się z niej wycofały (bo znalazły organ w inny sposób).
Aż mi się zimno zrobiło jak o tym pomyślałam...
Może uda się dotrzeć do kierowców, którzy tego dnia o tej porze jechali tą drogą. Skoro w okolicy były dwa bloki, to znaczy że nie było to takie odludzie i ktoś mógł coś widzieć. Tym bardziej że do zaginięcia doszło prawdopodobnie w godzinach powrotów z pracy, szkoły itp. Skoro Mama założyła tylko lekki płaszcz, a przy tym wyszła w samych klapkach, wnioskuję że był to jakiś przejściowy miesiąc (kwiecień, maj, wrzesień) i o takiej godzinie było jeszcze jasno, więc sprawcy ewentualnego porwania mogli być widziani. No i sąsiad, który jako ostatni widział Twoją mamę, wracając z zewnątrz może widział jakiś kręcący się samochód, ludzi niewyglądających na miejscowych? Trzymam kciuki by udało się rozwiązać tę zagadkę, może ktoś zajmujący się takimi sprawami zawodowo czyta Anonimowe i zechce pomóc?
Mam bardzo podobnie. moja mama zaginęła 13 lat temu. Ja poszłam doslownie do kolezanki na 15 min która mieszkala obok. wróciłam, brat spał a mamy nie było... i nie ma do tej pory... Zdarzają się dni że płaczę i sama do siebie mówię mamo proszę daj jakiś znak to cię znajdę...
Przykro mi bardzo...
Straszna historia! A przede wszystkim musi to być niewyobrażalny ból dla Ciebie autorko. Może spróbuj napisać na fb lub insta do "Zaginieni przed laty" dosyć rzetelna strona. I pojawia się sporo takich spraw z lat gdzie nie było jeszcze takich technologii jak dziś. Myślę, że warto spróbować!
Lubię takie historie. Są interesujące, tajemnicze niczym z jakiegoś mrocznego filmu. Nie ma rozwiązania. Mogło się stać milion rzeczy, nie dowiemy się. Można jedynie spekulować. Ja nie wykluczałbym niczego. Ucieczka jest tak samo prawdopodobna co porwanie, działania tajnych służb, kosmici, jakieś przyczyny paranormalne czy wpadnięcie do jakiś ruin/ dziury ( na osiedlu trudno o nazistowskie bunkry, rozpadliny skalne czy las, bagno). Może winny był jakiś sąsiad lub ktoś inny kogo znała, może jest na Hawajach , albo tylko kilka miast dalej od was. Nie wiadomo. Ale to zagadka.
Nie żebym wierzył w te wszystkie opcje. Po prostu podałem kilka popularnych medialnych przykładów. Oczywiście prawda może być jakakolwiek, szkoda się zadręczać autorko. Lepiej się pogodzić. Ewentualnie dostała amnezji, tak może myśl? Może jest szczęśliwa i jedynie nie pamięta kim jest. To chyba dobra wersja.
Mnie tam przekonuje opis autorki, mówiący o tym dlaczego ucieczka jest najmniej prawdopodobna. Ma to sens. Też byś uciekał w klapkach? Nawet jakbyś chciał, aby kompletnie nikt się nie zorientował, że uciekasz, to przecież twoja córka, jako jedyny świadek, raczej nie nabrałaby podejrzeń po tym, że do sklepu ubierasz buty, a nie jakieś kapcie. Reszte jeszcze powiedzmy można podważyć, zupę celowo mogła zostawić jako dowód na to, że niby miała zaraz wrócić. Ale chyba każdy kto ucieka, ma zapewne jakąś konkretną droge do przebycia i plan, więc raczej wolałby mieć wtedy na sobie normalne buty, aby nie utrudniać sprawy. Poza tym po fragmencie o płaszczu, wnioskuje, że nie bylo to akurat upalne lato, tylko jakaś pora roku, gdzie jeszcze bywa chłodniej, więc temperatura też przemawia za ubraniem odpowiednich butów do ucieczki. Diabeł tkwi w szczegółach.
@downzpiekla dobre rozumowanie! Moglbys byc detektywem. Albo psychologiem ;)
DownZpiekla
Zawsze mógł to być tak bardzo misterny plan i mogła mieć schowane buty czy to w aucie czy gdziekolwiek indziej. Tak aby właśnie odsunąć podejrzenia o ucieczce.
Dlatego nikt z jej bliskich nie zauważył zupełnie żadnych niepokojących szczegółów? Nie wiem, np wracała później z pracy, dzwoniła ciągle do kogoś albo odkładała pieniądze? Rok 2003 nie był aż tak obfity w technologie, jak nie miała telefonu, to komputera też, więc jak zaplanowała tak perfekcyjną ucieczkę? Na tyle perfekcyjną, jak mówi sama autorka o oficjalnej wersji tego co się wydarzyło. Ja to rozumiem w ten sposób, że policja również przyjeła wersje, że to raczej nie ucieczka. Poza tym taka wersja o idealnym planie ucieczki nie zbyt pasuje do zwykłej kobiety, która po pracy zajmuje się domem i szyje. No chyba, że była jakimś ukrytym geniuszem, ale myślę, że wtedy rodzina by to zauważyła. I nie wiem po co chować buty, skoro można bezkarnie wyjść w swoich własnych. Poza tym policja i rodzina pewnie przeszukali jej rzeczy i powinni zauważyć brak jednej pary butów. To byłby jakiś ślad. Albo inne ślady planowania ucieczki. Jak widać nic takiego nie ma.
Też nie wierzę w jej ucieczkę, chcę jednak powiedzieć że te klapki to wcale nie taki mocny argument. Możliwości jest wiele.
Współczuję, nie umiem sobie nawet wyobrazić co czujesz przez tyle lat
Straszne jest to, łącze się w bólu :( nie ma słów, pęka serce.
Bardzo smutne wyznanie. Najgorzej jest żyć w niepewności i snuć różne historie, które mogły się zdarzyć Twojej mamie. Strasznie Ci współczuję ;(