#DEx8A

Odkąd pamiętam, w domu były kłótnie, ciche dni i rozdzielające je okresy normalności. Konflikt między rodzicami nasilił się, kiedy byłam w liceum, a te okresy normalności się skróciły.
Bardzo zależało mi na dobrze zdanej maturze, więc albo uczyłam się u przyjaciółki, albo nocowałam u jednych lub drugich dziadków. Na korepetycje też wolałam chodzić do korepetytorów niż mieć je w domu. Brałam udział w wielu kółkach po lekcjach, żeby tylko jak najmniej czasu spędzać w domu. Uczyć się tam nie dało, atmosfera była ciężka, a rodzice rzucali złośliwe uwagi do mnie, chociaż starałam się nie wchodzić im w drogę.
Wyjazd na studia był prawdziwą ulgą. Ciężko mi było pogodzić naukę i pracę, więc w weekendy przyjeżdżałam najwyżej na jeden dzień i spędzałam go z dziadkami. Rodzice nalegali, żebym nocowała u nich, ale udało mi się tego uniknąć nawet w Boże Narodzenie. Prawie się nie widywaliśmy, co najwyżej na chwilę u dziadków.
Pod koniec pierwszego semestru to rodzice przyjechali do mnie do akademika. Oznajmili, że się rozwodzą. Niestety skomentowałam, że szkoda, że dopiero teraz, na co naskoczyli na mnie, że tak się poświęcali, żebym bez stresu zdała maturę, a ja jestem niewdzięczna.
Cóż, rzeczywiście nie domyśliłam się, że planują rozwód ani że ojciec jest już w nowym związku. W zdaniu matury ich „spokój” mi nie pomógł. Doceniam tylko sposób, w jaki mnie poinformowali.
anonimowe6692 Odpowiedz

No niestety jeszcze do niedawna było takie błędne przekonanie o tym, że nie rozwodzenie się na siłę jest na korzyść dzieci, na szczęście coraz więcej ludzi rozumie, że to tak nie dziala.

MaryL4 Odpowiedz

Powinni to przeczytać wszyscy moi znajomi, którzy nie odchodzą „żeby dziecko miało rodzinę”. Nie znam nikogo, kto mówi, że żałuje, że rodzice się rozwiedli. Za to sporo osób, które żałują, że rodzice się NIE rozwiedli.

Dodaj anonimowe wyznanie