#BVqLk

To zdarzenie miało miejsce około 10 lat temu, kiedy jeszcze chodziłam do szkoły podstawowej. Często wtedy brałam udział w telewizyjnych konkursach, niestety jak do tamtej pory bez powodzenia. W jednym z takich konkursów trzeba było narysować coś, co później mogłoby być wykorzystane w programie "Wirtulandia". Wykonałam dwa różne obrazki, zaadresowałam i wysłałam. 

Po jakimś czasie, zadzwonił telefon. Dialog mniej więcej brzmiał tak:
- Dzień dobry. Z tej strony X. Czy dodzwoniłam się do Y?
- Tak…
- A czy brała Pani udział w naszym konkursie "Wirtulandii"?
- Tak…
- W taki razie serdecznie gratuluję, pani rysunek okazał się najbardziej pomysłowy. Wygrała pani główną nagrodę, jest nią komputer!
- … <totalny szok>
- Odbierze pani nagrodę osobiście czy mamy wysłać pocztą?
- Proszę wysłać pocztą.
- Dobrze. W takim razie jeszcze raz gratulacje. Do usłyszenia.

Odłożyłam słuchawkę. Po chwili, kiedy już doszło do mnie co się stało, ogarnęła mnie fala euforii. W końcu nie co dzień wygrywa się komputer, który wtedy jeszcze był rarytasem. Nie zastanawiając się długo pobiegłam do pokoju rodziców i wykrzyknęłam: "Mamo! Tato! Wygrałam komputer!". Ich miny były bezcenne, od razu 100 pytań na minutę, niedowierzanie, ekscytacja, prawie się popłakali ze szczęścia. 

Kiedy już podzieliłam się z nimi tą cudowną wiadomością, zapragnęłam też wszystko opowiedzieć rodzeństwu. Zaczęłam biec po schodach niemal się na nich nie zabijając. Kiedy dotarłam prawie do ich szczytu, usłyszałam niepohamowane śmiechy, hihy itd. Wyszłam na górę i zobaczyłam brata i siostrę, którzy tarzają się ze śmiechu po podłodze i nie mogą przestać. Szybko się domyśliłam, że ten telefon był ich sprawką. Mój świat wtedy legł w gruzach. Zeszłam na dół i popłakałam się. Poskarżyłam się rodzicom, a oni wściekli się niesamowicie i ochrzanili pajaców. Mama z tatą przeżyli chyba większe rozczarowanie niż ja sama. 

Przez długi czas, przy każdej nadarzającej się okazji, rodzeństwo musiało się podzielić tym wybitnie ‘inteligentnym’ żartem z każdym. Ja długo nie mogłam o tym słuchać, ale od dłuższego czasu też już się z tego śmieję.

Nawiasem mówiąc ok. 2 tyg. po tym incydencie, leżałam pewnego poranka w łóżku i oglądałam właśnie "Wirtulandię". Niczego się nie spodziewając usłyszałam swoje imię, nazwisko oraz zobaczyłam mój rysunek na ekranie telewizora. Tym razem nie było wątpliwości. Niedługo po tym doszła nagroda. Co prawda nie był to komputer, ale wielki karton gier o niemałej wartości też cieszy. Braciszek i siostrzyczka mogli jedynie nacieszyć oczy ich widokiem.
Jessicaa Odpowiedz

Karma wraca :)

Kanibal

Jak pies się zrzyga to owszem,wraca

Czajniczek

Ewentualnie wysra...

Inu Odpowiedz

I dobrze hhy hy

Dodaj anonimowe wyznanie