#9cNm6
Gdy podszedł do mojego łóżka i spytał o moje samopoczucie, ja byłam myślami zupełnie gdzieś indziej. Normalnie zakochałam się! Odruchowo spojrzałam na jego ręce i zauważyłam obrączkę. Pomyślałam "cholera, on jest żonaty, nic z tego."
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że jednak powiedziałam to na głos...
No cóż. Pewnie był zadowolony. Bo jakby nie patrzeć,to jednak komplement. Nawet dosyć oryginalny.
Plus za to, że nie chcesz niszczyć małżeństw.
Na czym polega w takim przypadku "niszczenie małżeństwa"?
Serio, uważacie że podrywanie żonatego faceta to "niszczenie małżeństwa"?
Martwy tak a co
Czyli jeśli ty masz męża, to fakt iż się nie puszczasz wynika tylko z tego, że nikt cię nie podrywa?
Martwy, nie koniecznie niszczenie małżeństwa, ale próba niszczenia - jak najbardziej. Czasem udana próba, niestety.
generalnie podrywanie żonatego faceta/mężatki (wiedząc o tym stanie cywilnym) jest próbą niszczenia małżeństwa - świadomym czynem. Ja to tak widzę
Ale to bardzo proste: jesteś w szczęśliwym małżeństwie. Podrywa cię jakiś przystojniak. Zdradzisz męża? Nie sądzę.
A jeśli zdradzisz, to znaczy że małżeństwo nie jest szczęśliwe.
Tym samym panienka podrywająca żonatego wcale małżeństwa nie niszczy. Jeśli facet jest gotów zdradzić, to znaczy że małżeństwo już jest "zniszczone". I nie przez tę panienkę, tylko przez któregoś z małżonków. Jak gość pójdzie z taką panienką, to i tak znajdzie sobie inną, nawet jeśli ta się wycofa gdy dowie się o jego stanie cywilnym.
To jest w ogóle ciekawe. Kobiety w takiej sytuacji mają tendecję do obwiniania "tej drugiej" - a faceci winią parterkę, nie zawracając sobie głowy kolesiem, który sobie skorzystał.
@Martwy dostałeś minusy, ale się nie poddałeś, podziwiam :) ja bym się takimi "małymi, nic nie znaczącymi minusikami" przejmowała :|
Wiiix, ja jestem za stary, nie to pokolenie żebym się jakimiś minusami przejmował.
Wiem że młodzi ludzie potrafią przykładać dużą wagę do tego, aż czasem się czuję jak wśród jakichś kosmitów...
A co do samego faktu minusowania - to tylko dowód na to że ludzie tracą zdolność samodzielnego myślenia. Wpisy celowo były lakoniczne, chodziło mi o to żeby ludzie się chwilę zastanowili, jakiś ciąg przyczynowo-skutkowo spróbowali przeanalizować.
Co wynika z tezy "ona niszczy małżeństwo"? Czy jesteśmy bezwolną masą, którą ktoś steruje? Czy może jednak podejmujemy decyzje samodzielnie? Naprawdę za nasze czyny odpowiadają inni, czy jednak my sami?
Czasem mam wrażenie że żyję w filmie. Wśród ludzi tak pozbawionych woli, samokrytyki i moralnego lenistwa, że po prostu muszą obwinić kogoś innego. "To ona mnie namówiła, to on mi wódki nalał, to on mi dał procha..." Brak im jaj żeby przyznać przed samym sobą - "to JA to schrzaniłem. Tylko ja za to odpowiadam".
Martwy, z tego co piszesz, wynika, że zawsze obwiniana jest kobieta. Możliwe.
W mojej opinii, winna jest zawsze zdradzająca osoba. Dodatkowo - w sytuacji, gdy "ten trzeci" lub "ta trzecia" zdawali sobie sprawę z tego, że ich wybranek/wybranka są już w związku, a i tak się z nim/nią związali, także oni są winni. Tzn. także oni postępują niemoralnie.
Nie chciałabym żyć w środowisku, w którym "podrywanie" zamężnych kobiet i żonatych mężczyzn uznawane jest za moralnie obojętne.
Martwy- nie uwzgledniasz jednej opcji. Co, jeśli podrywający trafi sie akurat w momencie kryzysu? Zaden zwiazek nie pachnie różami non stop. W kazdym są momenty zwątpienia. Osoba prowokujaca w takim momencie moze łatwo rozbić nawet udane, trwałe malzenstwo, a przynajmniej porządnie je uszkodzić
Nie na temat, ale szok że o 24 dodali wyznanie ! :o
Hahaha też patrzę zawsze czy ma obraczke :D
Nie chce cie zmartwic ale jesli nie studiowalas medycyny (juz nawet nie chodzi mi tu o lekarski kierunek), prawa czy jakies architektury to nie masz sznas XD