#rvgA6
Wpadam na dworzec zasapany i podsypiający na stojąco zarazem, a tu z boku jakiś koleś, klasyczny wysiadywacz dworcowy, podbiega do mnie, chwyta mnie za szmaty pod szyją i wali prosto z mostu: „Wyskakuj z kasy”.
Ja zaskoczony: „No chyba żartujesz”.
Gość zgłupiał, popatrzył na mnie, poprawił mi kołnierzyk, który zgniótł wcześniej i powiedział: „Tak, żartuję”. I odszedł.
Pobiegłem dalej, a w pociągu zastanawiałem się, kto był bardziej zaskoczony, ja czy on...
#s8Imk
W pewnym momencie jedna z nich powiedziała do drugiej: „Wie pani, ja to właśnie do tatuażysty jadę, od zawsze chciałam sobie tatuażyk zrobić”.
Wzrok drugiej babci bezcenny, a ja humor poprawiony miałam na cały dzień ;)
#Qko5E
Dzień egzaminu zawodowego, godzina 5.30, syrena w ruch – szybki ubiór i rura do jednostki, kolega też jechał na akcję. Dostajemy zgłoszenie do wypadku masowego z udziałem autobusu turystycznego z ciężarówką. Szybki wyjazd alarmowo i po 8 minutach na miejscu, szybkie rozpoznanie i do akcji udzielania pomocy. Zjeżdżają się kolejne zastępy i działamy. Godzina 10, akcja opanowana, pytam się owego kolegi, co teraz robimy z egzaminem, który był o 11, bo nie zdążymy, wiedzieliśmy to dobrze. Usłyszał to komendant PSP i szybka gadka: eksportujemy was alarmowo i ja wam załatwię, że będziecie mogli pisać. Jak powiedział, tak się stało – my w nomexach przed wejściem, inni w garniturach i na nas się patrzą jak na debili, komendant wchodzi z nami i idziemy do dyrektora. Komendant przedstawił sytuację i okazało się, że egzaminator też jest z OSP i rozumie wszystko i możemy pisać w stroju, w którym jesteśmy.
Dziękuję komendantowi i egzaminatorowi za zrozumienie, że strażak działa i służy ludziom. Udało się i zdałem razem z kolegą egzamin pozytywnie :)
#ODSTM
Spytacie, co w tym dziwnego?
Ano to, że będąc tak młoda osóbką, pragnęłam choć chwili uwagi i obdarzenia miłością ze strony rodziców.
Zapewne domyślacie się, jak się to skończyło, gdy zorientowali się, że to tylko flamaster... Otóż nakrzyczeli na mnie, że zawracam im głowę. A ja smutna poszłam dalej bawić się w kącie. Porzuciłam wtedy wszelkie próby zwrócenia na siebie ich uwagi.
#XB00L
Niedawno w ramach zajęć byliśmy na dłuższych zajęciach terenowych i nocowaliśmy w paru ośrodkach. Wiadomo, jak to studenci – wieczorem do monopolowego po alkohol i balują do rana. Dodam, że bardzo lubię pić w dobrym towarzystwie, więc całkiem fajnie nam się integrowało.
Przyszedł mój ulubiony moment imprezy – gdzie większość pijanych już śpi, zostają ci najtwardsi i dyskutują na przeróżne tematy, gadka się klei, otwieramy przed sobą serca. Gdy zostały już tak ze cztery osoby, zaczęło się dziać coś dla mnie dziwnego. Padły teksty, że Olka się szmaci, Adam jest totalnym idiotą, Kaśka jest głupia, a Marek zrobił to i tamto... W jednej chwili prysło wrażenie dobrze zgranych ludzi, pojawił się obraz obgadujących się za plecami fałszywców.
Chyba jednak pozostawię nasze relacje takie, jakie były do tej pory...
#JeEhT
Planujemy ślub, ale ona nie daje mi spokoju… Obawiam się, że gdy pocztą pantoflową dowie się, że jestem w ciąży, zrobi mi krzywdę. Na ulicy oglądam się na każdym kroku ze strachu przed nią… Ukochany uspokaja mnie i mówi, że ona nie zrobi nic złego, lecz po jej słowach nie wiadomo czego możemy się spodziewać (doprowadziła do tego, że mam problem z jedzeniem, snem, a o regularnej miesiączce mogłam pomarzyć).
Doradźcie proszę co zrobić, spotkać się z nią w bezpiecznym miejscu pełnym ludzi (np. galeria handlowa) czy co uczynić? Chciałabym małżeństwo z moim wybrankiem zacząć bez takich osób i bez strachu, tylko z radością, spokojem i bezpieczeństwem. Boję się wykonać jakikolwiek krok, ale wiem, że jeśli nie uwolnimy się od niej na dobre, nasze małżeństwo nie będzie udane.
#pB8xi
No cóż. Do rzeczy.
Moja historia zaczyna się w 2012 roku, kiedy poznałam wspaniałego chłopaka - X. Wydawał się mi być idealny, a jedyną jego wadą było to, że nie lubił zwierząt. A ja wręcz przeciwnie. Skończyłam weterynarię i miałam psa - Diego. Miałam go od dwóch lat zanim poznałam X. To właśnie mały, rudy pies był moim najlepszym przyjacielem, który mnie pocieszał i zawsze pomagał mi w trudnych chwilach. Może dla kogoś kto nigdy nie miał psa to może się wydawać dziwne, ale tak było.
Kiedy z moim życiu zjawił się X, pokochałam go tak samo. Po 2. latach się do mnie wprowadził. Diego i X nigdy się nie dogadywali. Kiedy pies pierwszy raz zobaczył X, od razu niezbyt go polubił. Ja jednak stwierdziłam, że przecież kiedyś się do siebie przyzwyczają...
Nie stało się tak. Rok temu wróciłam z pracy, a Diego leżał na ziemi ledwo oddychając. Jako że mam doświadczenie, od razu się zorientowałam, że to nie jest nic, co zaraz przejdzie. Próbowałam mu pomóc, ale nie udało się. Mój własny kochany pies umarł na moich oczach. Nie wiedziałam nawet co się stało, bo przecież był młody. Postanowiłam to sprawdzić. Zrobiłam badania w swoim gabinecie, m.in. prześwietlenie i okazało się, że miał gwoździe w brzuchu. Zadzwoniłam do chłopaka i opowiedziałam mu wszystko. Powiedziałam, że zaraz będę w domu.
Kiedy wróciłam cała zapłakana, to on właśnie wyrzucał nowo kupione gwoździe i paragon. To był koniec.
Najlepsze było to, że kiedy się zorientowałam o co chodzi, powiedział, że musiał to zrobić, bo nie wytrzymałby dłużej z psem pod jednym dachem.
Warto ufać zwierzętom.
#OWprW
Tutaj muszę wspomnieć, że ponieważ był to początek nowego roku, jak dużo ludzi postawiłam sobie za cel poprawienie swojego wyglądu, ujędrnienie ciała itp. Żeby móc śledzić postępy, zrobiłam sobie standardowe zdjęcia "przed": stojąc przodem, bokiem i tyłem, a potem dodatkowo zbliżenia na części ciała, na których szczególnie chciałam się skupić - ramiona, brzuch i pupa.
No więc do rzeczy. Wspomnianego dnia wyszłam z domu za późno i wiedziałam, że się spóźnię. Wbiegając do metra usłyszałam, że akurat podjechał pociąg, wiec puściłam się pędem po schodach, żeby na niego zdążyć (następny miał być dopiero za ok. 9 min). Oczywiście jak to ja, zwaliłam się ze schodów na twarz. Upadłam do przodu, nokautując przy okazji jakiegoś biednego chłopaka. Rzuciłam tylko szybkie "Bardzo przepraszam!", w oka mgnieniu podniosłam się z podłogi i rzuciłam się w stronę zamykających się już drzwi pociągu. Pech chciał, że nie zdążyłam do końca wcisnąć się pomiędzy stojących ludzi, wobec czego skończyłam z torbą, nogawką i włosami przyciętymi przez drzwi. Jakiś życzliwy pan rzucił się z pomocą, zaczął krzyczeć "stop" i otwierać drzwi pociągu. Udało się, maszynista zorientował się co się działo i otworzył drzwi, byłam uratowana.
Kilkanaście minut później wysiadłam na swojej stacji i biegiem do kawiarni, w której byłam umówiona. Dotarłam, ale zorientowałam się, że nie mam laptopa. To nic, myślę, przecież mam zdjęcia szkiców na komórce. Otwieram galerię tuż przed twarzą Maćka i co wyskakuje jako największe, ostatnio zrobione zdjęcie? Zbliżenie na mój wielki, ocellulitowany tyłek, odziany jedynie w białe, znoszone stringi. Zamarłam na dobre 10 sekund. Jak tylko zorientowałam się co się dzieje, zaczęłam się nerwowo śmiać, pochrumkując co jakiś czas, jak to mam niestety w zwyczaju, po czym wybiegłam z kafejki, po drodze wpadając na szklane drzwi i skręcając kostkę.
Zaczęłam kuśtykać w kierunku stacji metra. Maciek wybiegł za mną i zaczął zapewniać mnie, że nie ma się czego wstydzić, żebym dała spokój, bo to naprawdę nic wielkiego. Pomimo zażenowania, jakie czułam, pozwoliłam się odprowadzić do domu. I bardzo się cieszę, że to zrobiłam, bo być może gdybym odmówiła, nie bylibyśmy teraz zaręczeni :) Teraz Maciek ogląda mój tyłek kiedy tylko chce i bardzo mu się to podoba ;)
Gówno prawda. Omawianie projektu dokończyliśmy mailowo, a ja poprosiłam w pracy o przeniesienie. Pracuję z innym zespołem, 6 pięter nad Maćkiem. Jak czasem muszę zjechać na jego piętro, czuję się jak ninja, mam oczy dookoła głowy; a jak go gdzieś zobaczę, to chowam się i czekam aż przejdzie.
#FF6ye
Przejdźmy do historii właściwej.
Po pracy wieczorem uznałem, że czas przełożyć pewnego pająka do większego terrarium i też tak chciałem zrobić. Niestety pająk nie współpracował, dał dyla i gdzieś się zaszył. Ważną kwestią tutaj jest to, że był to ptaszniki afrykański, w dodatku dorosła samica. Samego ciała ma około 6,5 cm, z rozstawem nóg około 11cm. Spory pająk, dość agresywny, z dużym potencjałem jadu (zdrowy dorosły człowiek nie umrze od ukąszenia, ale skutki naprawdę nie są przyjemne – objawiają się silnym bólem, opuchlizną i możliwością wystąpienia bolesnych skurczy na całym ciele przez około miesiąc). W dodatku pająki te nie biegają, w naszym małym gronie terrarystycznym mówi się, że te pająki się teleportują – są tak szybkie. OK, tyle o pająku. Uciekł, schował się. Stwierdziłem, że nie czuję się dzisiaj na siłach aby go szukać i łapać, więc wyszedłem, pokój na klucz i mówię – jutro złapię.
Nadchodzi wieczór, kładziemy się spać z żoną. W środku nocy straszny krzyk zerwał mnie na równe nogi. Co się okazało? Do naszego domu włamał się jakiś jegomość. Nic nie zniknęło, bo chyba stwierdził, że najcenniejsze trzymam pod kluczem ;). Owszem, cenne – dla mnie. Zaczął od pokoju hodowlanego i jak się okazało, był cholernym arachnofobem. Do tego stopnia, że wpadł w panikę. Pech chciał, że zaczął machać rękoma jak opętany i tak szturchnął mojego afrykańca ręką, że ten w odwecie ukąsił go w rękę i wbiegł na jego plecy, przepraszam – teleportował się. ;) Koleś błagał, abym mu pomógł, bo ból dawał się już we znaki. Złapałem mojego małego potworka w ręce (jest sposób, aby bezpiecznie to zrobić), zawołałem żonę i kazałem dzwonić na policję. Niestety – nie ma antidotum na takie ukąszenia, trzeba swoje odcierpieć.
Moje dziwne hobby uratowało mój dom i moją rodzinę, a pan złodziej chyba nigdy po takiej traumie nie wróci do „fachu”.
Pozdrawiam wszystkich pajęczarzy.
Dodam, że w pokoju było około 120 dorosłych, pokaźnych ptaszników.