Przy mojej ulicy na rozjechanym kawałku pola powstał nieoficjalny parking. Wszystko spoko, dopóki nie pada deszcz, bo wtedy parking zamienia się w błotnistą breję, a ostatnio taki stan utrzymuje się od kilku miesięcy. No i codziennie jakiś matoł z napędem na przód postanawia tam zaparkować. Widać na pierwszy rzut oka, że nie da się tam jeździć bez porządnego napędu 4x4, ale to nie zraża bezmózgów.
Całą sytuację wykorzystał mieszkający po sąsiedzku właściciel pola i traktora. Za jedyne 150 zł codziennie wyciąga kilku jełopów i modli się, aby padało jak najczęściej :D
Jak byłam mała i rodzice na mnie nawrzeszczeli, to zaczynałam płakać; wtedy darli się na mnie, że mam przestać, bo oni dopiero dadzą mi ku temu powód. Wówczas ja zaczynałam ryczeć jeszcze bardziej, napędzana strachem przed tym, co się stanie, jeśli nie przestanę, i frustracją z tego powodu, że nie umiem wykonać ich polecenia. Uciekałam potem do toalety i tam powoli się uspokajałam albo wstrzymywałam tak długo oddech, aż nie skończyłam płakać.
Dziś odkryłam, że jakby „skończyły mi się łzy” – nie jestem w stanie już płakać.
Od niemal roku wynajmuję mieszkanie z moim narzeczonym. Podkreślam: narzeczonym. Podczas tego wynajmu przekonałam się, że nie wyobrażam sobie posiadania i wychowywania dzieci z tym człowiekiem. Otóż mój narzeczony często gra w gry, przy których krzyczy czy przeklina. Ponadto wyzywa ludzi. Wyzywa ludzi innego pochodzenia, innej wiary, innego koloru skóry, innej orientacji. Nie mogę tego znieść. Nie wyobrażam sobie, by swoje poglądy przekazał dzieciom. Jego rodzina, jak i ja zwracaliśmy mu na to uwagę.
Nie mam pojęcia co robić. Myślę nad zerwaniem zaręczyn. Zastanawiam się, czy jest sens próbować zmienić dojrzałego i dorosłego mężczyznę, do którego nikt nie umie przemówić, czy lepiej wymigać się z tej relacji, póki jeszcze nie zaczęliśmy organizować ślubu.
Mam psa, owczarka niemieckiego. Sara to pies-anioł. Kocha wszystkich ludzi i inne zwierzęta. Jedyną osobą nielubiącą Sary, którą znam jest były chłopak mojej siostry Marty – Michał. Poza tym, że nie lubi zwierząt (co według mnie było już wystarczającym powodem do zakończenia tej znajomości, bo Marta ma dwa koty), Michał był po prostu chamem i idiotą. Już za dzieciaka (chodziłam z nim do jednej klasy) „zdobywał” serca dziewczyn. A że tak niewyobrażalnie trudno było powiedzieć „nie” którejś z nich, to nasz Michaś bywał w kilku związkach w tym samym czasie. Oczywiście nie trwały one długo, ale dziewczyny w tym wieku, zaślepione wielką miłością do niego, nie chciały uwierzyć w opowiadania tych, które już te „związki” przeszły. Przecież wszystko można wytłumaczyć zazdrością, prawda? W każdym razie Michał był świnią. Ale ludzie się zmieniają. Więc kiedy będąc już po studiach, dowiedziałam się od siostry, że ona i Michał są już od paru miesięcy w dość poważnym związku oraz że chce go przedstawić rodzicom – nawet się ucieszyłam, w końcu to jej szczęście. No i tak jakoś wyszło, że w piątek spotkaliśmy się we trójkę w pizzerii, a dopiero w niedzielę Marta miała przedstawić Michała rodzicom.
Kiedy go zobaczyłam, od razu go poznałam, nic się nie zmienił. Miał ten sam uśmiech. Miałam więc już tylko nadzieję, że „w środku” jest jednak odmieniony. Niestety, przekonałam się dość szybko, że tak nie jest.
Kiedy oni poszli zamówić dla nas pizzę, ja czekałam przy stoliku. Idiota zostawił włączony telefon, mało tego, miał akurat otwartą rozmowę na messengerze. I kiedy zobaczyłam nową wiadomość, to może odruchowo, a może po prostu z ciekawości spojrzałam w jego telefon. Ten cham będąc na spotkaniu, pisał z inną dziewczyną o tym, co zamierza z nią robić wieczorem! Wściekłam się i musiałam o tym szybko powiedzieć siostrze. Ale Marta mnie wyśmiała. Nie chciała sprawdzać telefonu Michała, bo to niepotrzebne, bo sobie ufają. Pokłóciłyśmy się, ale i tak chciałam przemówić jej do rozumu. I pomogła mi w tym właśnie Sarcia przy rodzinnym obiedzie. Przez cały czas siedziała przy Michale, przynosiła mu swoje zabawki i chciała się bawić. On nie zwracał na nią uwagi, bo nie dało się jej nawet odgonić.
W pewnym momencie Michał zaczął klepać się po udach. Sara od szczeniaka była uczona, że poklepanie czegoś to dla niej „zaproszenie”. Wystarczyło poklepać kanapę, żeby na nią wskoczyła. Kiedy była jeszcze małym pieskiem, wdrapywała mi się na kolana właśnie po takim znaku. I na szczęście nie zapomniała o tym! Kiedy Michał to zrobił, Sara z radością wskoczyła na Michała i przewróciła go tyłem na ziemię. Kiedy już leżał, spod podwiniętej koszuli było bardzo dobrze widać malinki, mnóstwo malinek! Widząc je, nasz tato żartobliwie zapytał Martę, kto jest ich autorem. A Marta nie wiedziała! I tak właśnie rodzinny obiad zamienił się w wielką burzę...
Mimo nerwów i krzyków uważam, że to było piękne. Kłamca zdemaskowany, siostra uratowana. A Sara dostała droższą karmę niż zwykle, a więc wszyscy szczęśliwi ;)
Mam 32 lata. Jestem w ciąży – 8 miesiąc, więc brzuch widać z kilometra. Ostatnio byłam na pobraniu krwi i czekam grzecznie w kolejce. Ludzi od metra, czas leci, a ja czuję, że jak nie zjem, to zwymiotuję (tak, to możliwe). Na szczęście nadchodzi moja kolej, więc przezornie podchodzę pod drzwi, aby nikt mi w kolejkę nie wlazł. Nagle się odzywa, nie, wrzeszczy ona, że mam ją przepuścić, bo ona idzie do pracy i się przeze mnie spóźni, a tak w ogóle to weszłam jej w kolejkę! Tłumaczę, że czekam już od ponad godziny i zaczynam się źle czuć, więc przykro mi, ale teraz ja wejdę. No to wysłuchałam, że jestem niewychowana i pyskata (byłam grzeczna) i mam ją wpuścić, bo ona ma pracę, a ja to brzuchem do góry leżę, to mogę poczekać. Niestety taki argument nie trafił do mnie. Wytłumaczyłam, że źle się czuję, czekam już długo, a poza tym jestem w ciąży, więc mogłabym wejść bez kolejki już dawno (bez potrzeby z przywilejów nie korzystam). Na to usłyszałam: „To trzeba się było NIE PUSZCZAĆ”. Zatkało mnie.
W tym momencie ludzie w kolejce mnie zaskoczyli. Ochrzan, jaki dostała ta kobieta od kilku staruszek wspomaganych przez resztę osób sprawił, że zmyła się z przychodni w trybie natychmiastowym z burakiem na twarzy. Aż miło było popatrzeć.
Potrafię polizać się w łokieć.
Kiedy byłam w gimnazjum, zorganizowano konkurs talentów, na który każdy mógł się zapisać. Chciałam iść zaprezentować się z moim „talentem”, tak o. Poszłam więc do pani pedagog, u której były zapisy, a ta nie pozwoliła mi wystąpić, bo „zdemoralizuję młodzież” i „jest to niesmaczne”.
I tak oto mój talent nie ujrzał światła dziennego :(
Kiedy studiowałem, miałem w zwyczaju przesiadywać na wydziale godzinami i robić zadania. Kiedy już nie dawałem sobie rady z ich trudnością, robiłem przerwę i szedłem grać w ping-ponga w pobliskim parku.
Co prawda z kierunku wyleciałem po niezdanej sesji, ale przynajmniej teraz umiem grać w tenisa stołowego na całkiem niezłym poziomie.
Kiedyś, jak byłam w czwartej klasie, z koleżanką kłóciłam się, czyja mama jest bardziej opiekuńcza. Opowiedziałam jej, jak moja mama opiekowała się mną po tym, jak popchnęła mnie o szafkę i rozbiła łuk brwiowy. Było to w zerówce. Ona na to, żebym mamy spytała, czy to prawda, bo takie coś nie jest normalne (dla mnie było). Oczywiście mama się tego wyparła.
Potem, jak już byłam dorosła i miałam swoje dziecko, to mama śmiała się, że razem ze zmarszczkami uwidoczniła mi się blizna po tamtym. I do tej pory ma pretensje, że swoją głową rozbiłam jej szkło na tej szafce. A popchnęła mnie, bo ja „wku.wiłam” i mogłam inaczej głową polecieć.
Dzięki, mamo.
Przez długi okres w swoim życiu myślałem, że czerwone przyciski „stop” w autobusach działają identycznie jak hamulec awaryjny w wagonie pociągu. Wystrzegałem się ich jak ognia, wierząc, że gdybym go nacisnął, przyszedłby autobusowy konduktor i kazał płacić sobie pieniążki za nadużycie.
Wkurza mnie niemiłosiernie, jak miesiąc w miesiąc muszę się prosić o to, by szef wreszcie przelał mi wynagrodzenie na konto. Jestem „jego prawą ręką” i traktuje mnie „jak córkę”, ale jak przyjdzie koniec miesiąca rżnie głupa i zawsze jestem ostatnia do wypłaty.
Siedzę teraz wkur...na i piszę to wyznanie, a ten stary pryk myśli, że ciężko pracuję – jaka płaca, taka praca!
PS A wypłaty ani słychu, ani widu...
Dodaj anonimowe wyznanie