#IYcUf

Cierpię na pewny specyficzny lęk, o którym wie tylko moja rodzicielka i narzeczony. Mieszkam w mieszkaniu po zmarłym ojcu i z tym miejscem mam więcej negatywnych skojarzeń niż dobrych. Czasami, niezależnie od pory dnia czy nocy, dopada mnie koszmarny lęk, przyspiesza mi oddech i serce, kręci mi się w głowie itp. Próbowałam różnych sposobów na przezwyciężenie, np. zapalania światła w pomieszczeniach, puszczanie muzyki, oglądanie filmów, czytanie czy cokolwiek, jednak nic nie pomaga. Jednak gdy wychodzę na spacer, to im dalej jestem od domu, tym jestem spokojniejsza. W dzień nie jest to problemem, jednak czasem wychodziłam koło 23 na spacer, bo nie mogłam wytrzymać, a mieszkam w dość niebezpiecznej dzielnicy. Chodziłam do psychologów, psychiatrów, a nawet byłam w szpitalu psychiatrycznym (miałam więcej lęków, które w tej chwili są już w miarę opanowane), jednak nikt mi nie pomógł, a nawet oskarżali o wymyślanie. Gdy mój narzeczony jest w domu lub mama, przytulam się do nich i czasem pomaga, a jak nie, to luby wychodzi ze mną (jest dość dobrze zbudowanym facetem). Cieszę się, że oni jedyni mi wierzą i rozumieją, że nie daję rady. A czego konkretnie się boję? Nie mam pojęcia, gdybym miała, to prawdopodobnie bym przezwyciężyła lęk, jak te poprzednie, jednak nie mam pojęcia czego się boję i to jest chyba najgorsze.

Ostatnio pomalowałam i przemeblowałam mieszkanie, by nie wyglądało jak za życia taty (nie myślcie sobie, że on mnie bił czy robił coś innego. Był alkoholikiem i się zapił w mieszkaniu, ale ja go bardzo kochałam), a także przygarnęłam kotka ze schroniska. Jest troszkę lepiej od tych paru dni.

Piszę to nie dlatego, żeby się użalać, ale by wyrzucić to z siebie, bo czasem bywają takie sytuacje, że ktoś do mnie przychodzi, a ja po chwili dość mocno naciskam na spacer. Wstydzę się wspomnieć o mojej przypadłości, ale nie jestem w stanie normalnie funkcjonować w domu.

#wCoB4

Chciałem sobie zrobić test na różne choroby weneryczne – miałem może z 18 lat, ale kilka dziewczyn już było. Nie, żebym miał jakieś podejrzenia, po prostu stwierdziłem, że warto się przebadać, że to dojrzałe. Spytałem więc starszego brata, jak to wygląda. Powiedział mi, że to nic strasznego, dają kubeczek, trzeba dać im próbkę, oglądają sprzęt i robią podstawowe badania lekarskie. Poszedłem więc dziarskim krokiem do kliniki na badanko, starsza pani dała mi słoiczek i wskazała łazienkę. „Wiesz, co masz z tym robić?” – spytała, ale zamiast jej odpowiadać, tylko porozumiewawczo skinąłem głową. W łazience, no cóż, sądziłem, że będą jakieś gazetki albo chociaż plakaty, no ale nic nie było, więc sobie sam poradziłem i jakoś poszło. Spojrzałem na słoiczek – no, bycza, królewska rzekłbym,  ilość. Moja duma.
Starsza pani oglądała potem ten mój dumny wytrysk w słoiczku, potrząsnęła nim kilka razy, popatrzyła na mnie, na słoik, na mnie, na słoik, znowu na mnie i spojrzała z miną, jakby chciała pogratulować mi wygrania konkursu na największego ziemniaka na targu warzywnym, po czym powiedziała: „Ale ty wiesz, że jedyne czego od ciebie chcemy, to próbka moczu?”.

Wyobraźcie sobie wtedy mój wstyd i zażenowanie.

#gidve

Z mężem bardzo staraliśmy się o dziecko. W końcu się udało, na świat przyszła córka, co do której... nie mam cierpliwości. I wciąż myślę, że bez niej byłoby nam łatwiej i prościej. I że nie chcę spędzać 3/4 dnia w pieluchach i z butelką.

Jest mi wstyd, bo chciałam tego dziecka, a teraz jestem sfrustrowaną, zestresowaną matką, która do kupy nie potrafi nawet zdania ułożyć.
Czasem myślę, żeby uciec z domu i zostawić to wszystko. Siebie, męża i dziecko.

#NEIti

W podstawówce byłem członkiem istnego fight clubu; po prostu biliśmy się na przerwach. Pojedynki były honorowe, ale jeden stał się bardzo personalny. Walczyłem wtedy z gościem, który miał do mnie jakąś urazę. Po walce, którą przegrał, nie przyjął tego do świadomości i rzucił się na mnie. Byłem dość zwinny, więc unikając jego ciosów, zacząłem uciekać, biegłem do momentu, w którym na mojej drodze stanęły schody. Oczywiście, najszybszym sposobem, żeby je ominąć, jest skok. Niestety, gdy już leciałem, mój oprawca złapał mnie za koszulkę, co spowodowało, że paskudnie wylądowałem i złamałem nogę.
Nikogo nie wydałem, nikt nie poniósł konsekwencji, nieszczęśliwy wypadek jest wersją oficjalną.

Wiele lat później, podczas rutynowego powrotu z pracy, trafiłem na trzech zakapturzonych jegomościów. Gotów do walki w obronie swoich ruchomości zaciskam pięści. Wtem... „Marek?! Idziemy dalej, panowie, on jest w porządku!”

Dotarło do mnie, że był to człowiek, który ufundował mi gips na dwa miesiące. No cóż...

#tD5O9

W czasach zerówki/podstawówki byłam bardzo nieśmiałym dzieckiem.
Bałam się zgłosić do odpowiedzi czy o cokolwiek zapytać nauczycielkę. Do tego stopnia, że wstydziłam się zapytać, czy mogę iść do toalety (toaleta była tak jakby w sali i nie zamykało się jej na wypadek, gdyby coś się stało i nauczycielka miałaby interweniować).
Któregoś dnia bardzo, ale to bardzo chciało mi się siusiu, wstrzymywałam kilka dobrych godzin, aż w końcu pękłam. Przełamałam się i poszłam do nauczycielki. Ta oczywiście się zgodziła i ja zadowolona udałam się do toalety. Siedziałam tam trochę dłużej, bo miałam akurat na sobie spodnie z trudnym do rozpięcia guzikiem. Dlatego też nauczycielka myśląc, że już wyszłam, pozwoliła iść do toalety mojemu koledze. Wszedł w momencie, gdy stałam naga od pasa w dół.
Nie wiem, czy on to pamięta, ale ja mocno to przeżyłam i nigdy po tym zdarzeniu nie korzystałam z toalet w szkole. Do dziś tego nie robię, a minęło już jakieś 15 lat.

#lOQAL

Ostatnio moja babcia złapała rwę kulszową, ma przez to problem z poruszaniem się. Ja jako dobra wnuczka poprosiłam, żeby tata zawiózł mnie do niej na cały dzień (mieszka ona jakieś 10 km ode mnie na wsi). Dzień dobiegł końca, babcia uradowana, że przyjechałam, pomogłam, zrobiłam zakupy, posprzątałam itp. 
Tydzień później do babci pojechali moi rodzice z bratem (nie pojechałam, bo dużo wcześniej byłam umówiona ze znajomymi). Przyjeżdżają rodzice z jakąś reklamówką dla mnie od babci. Otwieram, a w środku widzę seksowną bieliznę, stringi, czekoladę i gaz pieprzowy... Babcia kazała mi to przekazać, żebym się dobrze bawiła i nie bała sama wracać po nocach do domu :)

#xPpLg

Jako młoda i głupia dziewczyna zaraz po opuszczeniu domu (czyt. pierwszy rok studiów) stwierdziłam, że jestem bezkarna i szybko trafiłam z pewnym przystojniakiem do łóżka. Zdziwiłam się, gdy po miesiącu na imprezie spotkałam go z jego dziewczyną i okazało się, że byli ze sobą już 2 lata. Nie przejęłam się tym jednak, a solidarność jajników nie nakazała mi wyjawić jej prawdy. To był chyba mój błąd. Przez cały kolejny rok musiałam mieszkać z tą dziewczyną razem w pokoju w akademiku. W swojej ankiecie aplikacyjnej wyraźnie zaznaczyła, że chce mieszkać ze mną, bo mnie polubiła. Starałam się trzymać ją na dystans, niestety okazała się świetną przyjaciółką i do dzisiaj spotykamy się przynajmniej raz w tygodniu.

Dlaczego piszę o tym dopiero teraz? Wczoraj chłopak, który ją ze mną zdradził, oświadczył się jej. Mam nadzieję, że ona nigdy się o nas nie dowie.

#pIfnk

Mieszkałem w akademiku razem z moją dziewczyną. Obecnie jestem w klasie maturalnej, co jest dość istotne dla całej historyjki. Z "K'' byłem od 2 lat i wszyscy nasi znajomi uważali nas za zgraną parę.

A więc siedzimy sobie ostatnio, oglądając jakieś głupie filmy na YT, i nagle moją "K'' zawołał wychowawca, zostałem sam w pokoju i zupełnie od niechcenia chwyciłem jej, a nie swój telefon, żeby sprawdzić godzinę. Pech chciał, że akurat były włączone SMS-y od kolegi "K'', również mieszkającego w naszym akademiku. Z dość długiej konwersacji wynikało dosyć jasno, że moja ukochana dość często chodziła do owego kolegi na wiadomą czynność "rekreacyjną''. Najlepszymi fragmentami ich rozmów były "Musimy bardziej uważać, on może coś się domyślić'' lub "teraz nie mogę, jest u mnie... spróbuję go spławić''. A kolega także jest w stałym związku...

Wiadomą rzeczą jest, że kiedy tylko "K'' wróciła, zażądałem wyjaśnień.
Przyznała mi się do wszystkiego ze łzami w oczach (potrafi płakać na zawołanie, nie raz to widziałem). Moją pierwszą reakcją było błyskawiczne przejście do owego kolegi i w prosty - ręczny - sposób wytłumaczenie mu co o tym myślę.
A teraz najlepsze: "K'' ogłosiła wszem i wobec, że mnie się boi, że podobno chciałem jej zrobić krzywdę itp. (nigdy nie uderzyłem żadnej dziewczyny i nigdy bym sobie nie darował, gdybym jakąś tknął).

Efekt jest następujący: zostałem usunięty z akademika, bo podobno stanowię zagrożenie. Od domu do szkoły mam 2 godziny drogi w jedną stronę samochodem, a najtańszy hotel kosztuje 50 zł za noc. Autobusy tylko o 18. Tak oto moja kochana "K'' mnie załatwiła, bez mieszkania na koniec roku, bez pieniędzy, bo kaucja poszła się paść z renomą damskiego boksera.

Piszę to żeby pokazać, że to nie zawsze faceci są ci źli i że kobiety mogą ranić o wiele bardziej.

PS  Ona bardzo lubi czytać Anonimowe wyznania, więc personalnie dla niej: NIENAWIDZĘ CIĘ.

PS2  Tak, jesteś gruba (80 kg przy metr 60 to już nie nadwaga, to pieprzone sumo).

#ljqXo

Mam taką dziwną właściwość, że czasem ni z gruszki, ni z pietruszki, zaczynam się zastanawiać „A co jeśli ktoś w moim otoczeniu umie czytać w myślach?”. Wtedy zawsze moje myśli schodzą na tematy, które właśnie chciałabym ukryć przed taką osobą. Że mnie swędzi w okolicach bikini, że czuję ulgę po „zrzuceniu ładunku” w toalecie dziś rano, że się masturbowałam niedawno do czegoś dziwnego. I zawsze wtedy w myślach przepraszam tę osobę za takie głupie myśli.
A potem zapominam o wszystkim, i tak do następnego razu.

#812vo

Ostatnio jak wróciłem z pracy do mieszkania, drzwi otworzyła mi dziewczyna (nazwijmy ją Ania) i przywitała tekstem: „Zapraszam do naszej tajnej bazy, przybyszu” i na czworaka oprowadziła mnie po mieszkaniu pełnym uniesionych prześcieradeł i poduszek. Punktem kulminacyjnym była jej sypialnia z przygotowanym komputerem z filmem i masą przekąsek.
Na co dzień Ania pracuje w banku na poważnym stanowisku, a po powrocie do domu przychodzą jej do głowy takie pomysły.
Kocham tę wariatkę i chciałbym się z nią w przyszłości ożenić, tylko jest jeden mały problem...
Mój brat, a jej narzeczony, też uważa ją za ósmy cud świata. Są razem już od 5 lat, mieszkają razem w naszym wspólnym mieszkaniu od 2, a za pół roku ich ślub. Oboje kochają się do szaleństwa.
Taki tam anonimowy przegryw ze mnie.
Dodaj anonimowe wyznanie