#r14rs

Krótka sytuacja z dzisiaj o tym, jak małe, jakieś 4-letnie dziecko zrobiło ze mnie większego kretyna niż i tak jestem.

Udałem się na zakupy, kupiłem napój i poszedłem do kasy. Przede mną czekała w kolejce dziewczyna, baaaardzo ładna dziewczyna :D. Miała ten sam napój, jakiegoś batona i coś jeszcze. Za mną do kolejki przyszła kobieta z dzieckiem, ona zajęła się wykładaniem swoich zakupów na taśmę, a mały chodził tu i tam. Gadałem przez telefon, a ten mały położył dziewczynie przede mną do jej zakupów misia lubisia do jedzenia i wrócił do matki. Dziewczyna tego nie zauważyła. Kasjer zaczyna jej kasować zakupy, spojrzała na tego lubisia i na mnie z miną: „WTF?!”. Uznała to za tandetny podryw albo tandetne śmieszkowanie z mojej strony. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię.

Pozdrawiam piękną panią ze sklepu. Jak widać, małemu też się spodobałaś i miał większe jajca na podryw ode mnie.

#OrJuv

Jako młoda dorosła nagle przytyłam 30 kg, miałam łomotanie serca, częste mdłości i zanik miesiączki. Wyprowadziłam się wtedy z domu rodzinnego na studia i w innym mieście poszłam do ginekologa. Opowiedziałam o swoich problemach, że tak nagle przytyłam (serio, dieta ani intensywność uprawiania sportu się nie zmniejszyły) i opowiedziałam o innych dolegliwościach. Do dzisiaj pamiętam, jak lekarka mnie zmierzyła wzrokiem i bez żadnego badania, protekcjonalnym tonem zapytała, czy nie domyślam się, czemu nie mam miesiączki. Ja w szoku, mówię, że raczej nie wiem co może być powodem takich objawów, dlatego przyszłam. Do dzisiaj pamiętam, jak z wrednym uśmieszkiem powiedziała: „Bo pani jest gruba, mniej McDonalda proszę jeść”. I to było tyle. Jako młoda dziewczyna nie chciałam ani nie potrafiłam się awanturować o swoje, więc potulnie, ze łzami w oczach wyszłam z gabinetu. Zadzwoniłam do mamy, ta wściekła umówiła mnie do mojego ginekologa z rodzinnych stron. Po wielu miesiącach błędnych diagnoz, odwiedzania specjalistów w końcu jakiś mądry endokrynolog zrobił mi USG i potem tomograf i wyszło, że mam guza na tarczycy wielkości małej pięści. Usunięto mi całą tarczycę, zaczęłam brać leki i w ciągu 1,5 roku wróciłam do dawnej wagi, a męczące mnie objawy minęły. Wtedy już byłam bardziej harda i potrafiłam się wykłócić, więc poszłam do tej ginekolog na wizytę. Dałam dokumentację medyczną i wyjaśniłam spokojnie, że moim problemem nie był popularny fast food, tylko guz. Jej mina – bezcenna. Nie wiedziała, co mi powiedzieć. Zadeklarowałam, że złożę skargę do NFZ i że nie puszczę jej tego płazem. Miała łzy w oczach. Nikt mnie nigdy tak nie przepraszał.
Nie miałam zamiaru składać żadnych skarg, tylko nastraszyć ją, aby kolejna młoda dziewczyna nie przeszła przez zaburzenia odżywiania, niską samoocenę i taki stres, jaki ja przeszłam.

#ZD3em

Jakiś czas temu wpadłam na pomysł sprawdzenia mojego lubego. Znalazłam ukryty w czeluściach jego komputera folder o nazwie „X”. W miniaturkach widziałam zdjęcia jakiejś kobiety. Od razu w niego weszłam.
Tą kobietą była jego matka.
Na zdjęciach była w erotycznych pozach.
Nago.

Najważniejszym pytaniem jest: Kto jej te zdjęcia robił? I czy tylko na zdjęciach ta chora relacja się kończy...

#rdlxz

Gdy chodziłam do podstawówki, mieliśmy na osiedlu pewnego, upośledzonego Dzieciaka (nawet już nie pamiętam jak miał na imię). Miał on nauczanie indywidualne w domu, bo szkoły nie były wtedy jeszcze przygotowane na nauczanie dzieci niepełnosprawnych umysłowo, a szkoły specjalnej na prowincji próżno było szukać.

Dzieciak lubił jeść trawę, mlecze, babkę i ogólnie całe to zielsko z podwórka. My, głupie szczyle, plotłyśmy dla niego z koleżankami wianki do jedzenia, robiłyśmy gołąbki z liści czy sałatki. Nikogo nie zastanawiało, dlaczego Dzieciak tak to lubi.

Któregoś dnia dowiedzieliśmy się, że Dzieciak trafił do szpitala. Wszyscy byliśmy spanikowani, że go otruliśmy jakąś rośliną. Okazało się, że matka alkoholiczka zwyczajnie prawie go nie karmiła. Nauczyciele nigdy się tą rodziną nadmiernie nie interesowali, bo Dzieciak dach nad głową miał, ubrany był, wyglądał ogólnie całkiem dobrze. Niby całe osiedle wiedziało, że matka alkoholiczka, ale w tamtych czasach w naszej dzielnicy to co drugi dawał gazu, więc nie była to szczególnie wyjątkowa sytuacja rodzinna.

Dzieciak w szpitalu odleżał swoje z ciężką anemią i, jak się potem okazało, niewydolnością nerek. A my z koleżankami po 20 latach nadal czasem gadamy o Dzieciaku i potwornie nam głupio za siebie i całe osiedle, że nie przyszło nam do głowy, że coś może być nie tak.
Nie znam jego dalszych losów, wiem tylko, że rodzinę pod opiekę wzięła pomoc społeczna i przenieśli ich na inne mieszkanie socjalne. Mam nadzieję, że już nie musiał jeść trawy.

#Wuxza

JESTEM IDIOTĄ!
 
Chodzę do liceum, nawet dobrze się uczę. Ostatnio nauczycielka zadała nam pracę w parach. Chodzi ze mną do klasy dziewczyna, która – nie ukrywam – podoba mi się, ale jestem chyba zbyt nieśmiały, żeby zagadać. Kiedy wychodziłem ze szkoły, właśnie ona zaczepiła mnie i spytała (cytuję co do słowa): „Czy będziesz moją parą?”.
A ja, z wyłączonym mózgiem, powiedziałem: „Jasne, od dawna mi się podobasz”.
Nie ukrywam, że dziewczyna zrobiła trochę skwaszoną minę i powiedziała dziwnym tonem: „Aaaha, to fajnie” i odeszła...

Chyba zrobiłem z siebie debila i z projektem zostałem sam.

#TSt47

Mieszkam w małym miasteczku, w którym nie ma szpitala. Szpital jest w innym małym miasteczku oddalonym od mojej miejscowości 10 km i z jego dóbr korzystają ludzie z całego powiatu. Kiedy byłam w ciąży, miałam wtedy 23 lata, jeździłam tam na wizyty kontrolne do swojego lekarza ginekologa i na badania usg. 
Byłam już w siódmym miesiącu, musiałam znów zrobić usg, a że mój mąż akurat wyjechał służbowo, mój 79-letni dziadek zaoferował się, że mnie zawiezie. 
Dziadek jak tylko przywiózł mnie pod szpital, poszedł w odwiedziny do jakiegoś znajomego, który akurat leżał w tym szpitalu, ja poszłam do lekarza.
Byłam już po wizycie u swojego lekarza, który kazał mi zejść pod gabinet usg, z zapewnieniem, że zaraz się zjawi i bez kolejki wykona mi badanie. Zeszłam na dół, oczywiście poczekalnia przed gabinetem usg wypełniona po brzegi. Pacjenci raczej w wieku 50+, siedzą powciskani w krzesełka jak śledzie w puszce i opowiadają o swoich chorobach i bacznie mierzą wzrokiem nowo przybyłego. Jako że w poczekalni było duszno, mój lekarz nie pojawiał się, a nikomu nie przyszło do głowy ustąpić miejsca siedzącego kobiecie w zaawansowanej ciąży, wyszłam stamtąd na główny hol. Tam się natknęłam na dziadka, powiedziałam mu, że jeszcze usg, że lekarz za chwilę będzie, dziadek, że OK, będzie czekał w samochodzie. 
Weszłam z powrotem do poczekalni i czekam. Jakaś kobieta 50+ typu plotkara wszechwiedząca zagadała mnie: „A pani to jest chyba z S., bo z widzenia panią kojarzę”. Odpowiedziałam grzecznie, że tak, chociaż za nic nie miałam pojęcia, kto to jest i po co do mnie mówi. Na to ona zaczęła wyciągać informacje, czy coś nie tak z ciążą lub zdrowiem, że na usg idę, ale dyplomatycznie ją zbywałam, nie mając zamiaru wdawać się w rozmowę. Reszta oczekujących oczywiście siedzi i słucha tejże interesującej rozmowy. Kobieta próbowała jeszcze chwilę, po czym dała spokój. Lekarz mój wciąż nie przychodził. Po chwili ciszy ta pani mówi do mnie, już zniecierpliwionej czekaniem i zaczepkami: „Możemy panią zabrać z mężem do S. po badaniu... Pani biedna, w ciąży, sama, pewnie nie ma pani jak wrócić...”. Jej mąż siedzący obok przytaknął, że oczywiście, mogą mnie zabrać, trzeba sobie pomagać itp. Wszyscy oczywiście zainteresowani, czemu biedna i sama jestem i czekają na dalszy rozwój konwersacji. Chciałam już, żeby to babsko dało mi spokój, więc mówię na odczepnego do babsztyla z anielskim uśmiechem: „Dziękuję państwu za troskę, ale jestem z mężem, który czeka na zewnątrz”.
I w tym momencie drzwi do poczekalni otwierają się z rozmachem, dziarsko wkracza mój dziadek i kierując się do mnie, mówi: „Już jesteś gotowa? Już po badaniu?”. 
Mówię wam, miny babsztyla i reszty bezcenne :D 

PS Podobnie jak dziś, tak i 15 lat temu i jeszcze w małych miejscowościach pary ona 20 kilka lat i on 80 lat były grzechem śmiertelnym i skandalem, pożywką na lata dla plotkar. I do tego ta ciąża... Dziadek uciął wtedy swoim wejściem wszelkie rozmowy w poczekalni :)

#XulHa

Posiadam pewną dziwną przypadłość. Mianowicie na strach przed bólem reaguję histerycznym śmiechem. Nie na sam ból, nie jestem masochistką, ale właśnie na strach przed nim. W sytuacjach, kiedy spodziewam się bólu. Przedstawię to na podstawie jednej z nich.

Kilka lat temu, w czasach kiedy byłam dumną uczennicą gimnazjum, dostałam ostrego zapalenia ucha. Ból przeokropny, nie życzę najgorszemu wrogowi. Żadne leki nie pomagały, sprawa ciągnęła się od wielu dni. W dodatku właśnie zaczął się długi weekend i żaden laryngolog w pobliżu nie był czynny. Jednak cel uświęca środki. Decyzja podjęta, wsiadamy z mamą w samochód i jedziemy do najbliższego specjalisty. Na miejscu facet pogrzebał w uchu (jak to laryngolog), przeprowadził wywiad i przypisał lek. Konieczne też było założenie specjalnego, dousznego opatrunku. Miała to być gaza nasączona specjalnym preparatem. Ja już zadowolona, że to koniec moich mąk, zastanawiam się nad serialem do obejrzenia i ciasteczkami do konsumpcji, kiedy doktor wyciągnął ogromne 20-centymetrowe szczypce z zabarwioną na zielono gazą na końcu. Moja wyobraźnia już podsuwała mi obraz tego psychopaty rozrywającego mój kanał słuchowy na strzępy, kiedy wybuchłam historycznym śmiechem. Wyłam (śmiałam się), bujając się w przód i w tył tak głośno, że na bank usłyszeli mnie wszyscy ludzie w poczekalni i już zaczęli odmawiać zdrowaśki. Mój napad trwał, a zarówno doktor, jak i mama przyglądali się moim gimnastycznych poczynaniom. Po kilku minutach lekarz zupełnie niewzruszony zerka na moją rodzicielkę i pyta:
– To normalne?
– Ta, zaraz jej przejdzie.
Po uspokojeniu się, które zajęło mi kolejne kilka minut, lekarz bezproblemowo umiejscowił opatrunek, a ja udałam się do domu nadal na lekkiej fazie.

#FdKWF

Jestem pielęgniarką. Pracuję na oddziale w pewnym szpitalu.
Mój były zawsze się ze mnie śmiał, że nigdy nie pozwoli, bym dobrała mu się do żył, bo jak twierdził, sprawia mi to przyjemność (oczywiście nie jest to prawdą, nie lubię zadawać ludziom bólu, ale fakt, mimo niewielkich zarobków, pracę swoją lubię).

Ogólnie facet skutecznie zniechęcił mnie do jakiegokolwiek związku, a rozstanie było bardzo burzliwe! Miałam ogromną ochotę się na nim zemścić, ale stwierdziłam, że do pewnego poziomu nie będę się zniżać.

Zgadnijcie kto jest w tej chwili w pracy i czeka, by pobrać krew na badania nowo przyjętemu, dobrze znanemu pacjentowi?

Hi, hi :D
Dodaj anonimowe wyznanie