#UqBYc
Zawsze myślałam, że na moim osiedlu jest bezpiecznie. Teraz wiem, że mogliby mnie w nocy na żywca rozrywać, a na mój krzyk zareagowałaby co najwyżej starsza pani, nikt więcej.
#u9d4w
Zarabiałam tam marne grosze i samej ledwie wystarczało mi na życie, absolutnie nie byłam w stanie wspomóc tej pani finansowo. Co więc zrobiłam? Zaczęłam okradać sklep na rzecz tej kobiety. Regularnie obsługując ją, nabijałam na kasę tylko połowę jej zakupów i tylko za te nabite produkty pobierałam należność. Sklep nie prowadził regularnych inwentaryzacji towaru niskiego ryzyka, codziennie liczony był tylko ten asortyment, który często jest kradziony, więc nikt nigdy się nie zorientował, a robiłam tak przez prawie trzy lata pracy tam.
#3xwy2
Nie mam zbyt dobrych stosunków z mamą, zazwyczaj (od dziecka) czułam się przez nią gorsza od innych – że moje zainteresowania są gorsze i zajmuję się głupotami, oglądam głupoty itp. Ogólnie wszechobecna krytyka mojej osoby i wymagania, żebym się dobrze uczyła, dlatego teraz też mam do niej dość chłodny stosunek.
Ostatnio moja mama wbija do mojego mieszkania i gada o głupotach jak zawsze, nie interesując się zbytnio mną. Po chwili nagle odpala: „Staraj się o dziecko”. Zatkało mnie. Zaczęła dodawać: „Jesteś na stażu, masz umowę o pracę, super warunki, leci ci już 27 rok życia, najwyższy czas”. Nie odpowiedziałam jej nic, udałam, że nie słyszę
(dodam jeszcze, że jak byliśmy narzeczeństwem czy świeżo po ślubie, to gadała często, że DOBRZE jest mieć najlepiej pięcioro dzieci i żebyśmy tyle mieli; ogólnie ma chyba fioła na punkcie dzieci).
A gdzie tu jakieś zainteresowanie mną, moją osobą? Jak się czuję? Czy my w ogóle chcemy mieć dzieci? A może już się staramy? Gdzie jakieś zainteresowanie?
Nienawidzę jej takiego wpieprzania się w nasze życie i toksycznej presji na dziecko czy pracę, czy układania życia za mnie (bo takie rzeczy też robi).
#zAXpQ
Ostatnio czegoś takiego doświadczyłem i prawie przez to straciłem pracę.
Robotę mam w nienormowanych godzinach, ale tego dnia wypadł mi akurat wolny piątkowy wieczór i cała sobota. No, po prostu marzenie! Patrzę na zegarek – wybiła wyczekiwana godzina. Łikendziku, przybywaj! Myślę sobie, jak by tu najszybciej do chaty dojechać. Szybka kalkulacja i ciach! Zjeżdżam w mniejszą uliczkę, ażeby korki ominąć, pam! Zielona fala. Dobra nasza! Długa! Raz, dwa trzy i już widać moje osiedle. Taaa, zjem sobie zaraz klopsiki z ziemniakami, odpalę jakiś serial, a wieczorem ahoj, przygodo! Pozwolę sobie na piwko lub też pięć! I kiedy już byłem dosłownie kilkaset metrów od domu, coś do mnie dotarło. Nie wiem, czy to zmęczenie, czy już po prostu zatrucie rutyną, ale mało brakowało, a bym zajechał na osiedle przegubową maszyną MPK, wysiadł, zamknął drzwiczki i zostawił ją na parkingu wraz z pasażerami w środku! Tak, jestem kierowcą miejskiego autobusu i właśnie odwaliłem numer życia.
Zatrzymałem się, włączyłem awaryjne, wylazłem z kabiny i spojrzałem na zdziwionych pasażerów (na szczęście było ich już tylko kilku, bo mój mały quest powrotu do domu aktywował się dosłownie dwa przystanki od zajezdni). Uśmiechnąłem się nieśmiało, bąknąłem ciche: „Sorry” i z mozołem powlokłem się do ostatniego punktu mojej „oficjalnej” trasy.
Sprawa oczywiście wyszła na jaw. Koledzy do dziś się ze mnie śmieją. Szef był troszkę wkur#iony, ale ostatecznie też dołączył do loży szyderców. Teraz za każdym razem, kiedy wracam do bazy w piątek, dostaję od któregoś ze śmieszków SMS o treści: „Marian, nie zapomnij autobusu odstawić, zanim pojedziesz gdzieś się łajdaczyć!”.
#WkTHx
Możecie wyobrazić sobie moją minę, gdy oczytałam kilka stron opisu... mnie. Tak, mnie. Ale nie dlatego, że jestem matką, moja córa opisała mnie jako ratownika. Pisała o tym, jak podziwia to, że ratuję ludziom życie, jak pomagam chorym, opisała, jak ciężka bywa ta praca, a nawet to, że widziała, jak płaczę, gdy stracę kogoś na dyżurze, a następnie dodała, że podziwia mnie za to, że mimo to drugiego dnia wracam do karetki. Napisała nawet o tym, jak ludzie potrafią być niewdzięczni, a praca niebezpieczna. Dodatkowo dodała parę słów o tym, jak wiele poświęcam, aby pracować (np. omijają mnie uroczystości rodzinne lub nawet zwykłe obiady).
Duma, która mnie rozpierała, musiała mieć wielkość Statuy Wolności, ponieważ jeszcze nigdy nikt nie powiedział mi takich cudownych rzeczy. A gdy dowiedziałam się od męża, że on nie pomagał w tej pracy i córa napisała wszystko sama, popłakałam się jak bóbr, ze szczęścia, że mam tak wrażliwe i mądre dziecko dziecko.
Dlaczego to wyznanie jest na anonimowych? Ponieważ mimo tego, że prawdą jest, jak wiele wyrzeczeń kosztuje nas, ratowników, ta praca, jak bardzo bywa niebezpieczna i niewdzięczna, to fakt faktem, że powinniśmy pozostać anonimowi. Bo w końcu każdy superbohater nosił maskę :)
#N1Xdf
Skubany dotrzymał słowa. Zuzia ma już siedem miesięcy ;)
#1Xf9w
Do teraz się z niej przez to nabijamy :)
#qEIIL
W 2019 roku wzięliśmy z żoną ślub. Przed ślubem znaliśmy się i spotykaliśmy przez trzy lata. Jakiś czas temu dostałem z anonimowego źródła informację, która niestety się potwierdziła – okazało się, że zanim ją poznałem, ona od 2011 do 2013 (w Polsce w 2012 było Euro) pracowała jako prostytutka lub – jak kto woli – dziwka. Generalnie małżonka nie „pochwaliła” się tą radosną nowiną. Informacja jest sprawdzona i opatrzona „niestety” dowodami w postaci zdjęć, zarówno z ogłoszeń na stronach typu nieistniejącej już roksy, jak również w trakcie „obowiązków służbowych”. Przebieg żony grubo przekracza liczbę 1000 „parówek”. Wiem, bo po pewnym czasie od otrzymania tej informacji odbyłem z żoną rozmowę – przyznała się i wszystko mi wyjaśniła oraz powiedziała co i jak się odbywało. Widziałem kilkadziesiąt zdjęć z dawnej „pracy” żony i odbyliśmy ponad 5-godzinną rozmowę o tym jej „epizodzie”. W skrócie – nie mówiła o nim z obawy o to, że ją zostawię oraz ponoć ze wstydu.
Nie mamy jeszcze wspólnych dzieci. Poza tym nigdy nie miałem żadnych wątpliwości co do niej oraz nigdy nie dała powodów do tego, abym w nią wątpił czy podejrzewał, że coś może się dziać lub może być nie halo. Nie wiem aktualnie, na czym stoję, bo myśli jest 150 i każda jest inna. Co do autora anonimu to mam przypuszczenia, ale nie jestem w 100% pewny, kim jest ta osoba, ale przekazane informacje potwierdziły się w całości. Obecnie nie wiem, czy iść w stronę rozwodu czy dać sobie, jej i nam szansę i próbować to jakoś poskładać. Sytuacji nie polepsza to, że będąc pod wpływem emocji, zażyczyłem sobie tego, aby o całej pracy opowiedziała dokładnie i ze szczegółami – taki pewnie odruch.
Co myślicie o tej sytuacji?
#slyTI
Zrobiłem traumę dzieciakowi :(