#xJuPU

Wybieram się z moją dziewczyną na imprezę, czas szykowania jak na nią całkiem niezły, może nawet się nie spóźnimy. Luba już ubrana staje przed lustrem i mówi, że źle wygląda. Wyglądała tak, że odechciało mi się imprezy, a zachciało czego innego, ale to już takie wtrącenie. Stwierdziła, że w tych rajstopach jej nogi wyglądają na sine. Szuka więc nowych po domu – nie ma. Poszliśmy do sklepu w poszukiwaniu nowych, dziwnie się czułem, przerzucając te kartoniki. Zakup udany, wpadamy do domu, luba wciągnęła je na tyłeczek i widzę, że wygląda tak samo, znaczy no co tu może wyglądać inaczej. Ale już jest zadowolona, że w końcu jest kolor jak opalenizna, a nie niedokrwienie.

Porównałem dwa kartoniki po obu parach, były identyczne – rozmiar, kolor, producent, nie różniło ich nic. Cóż, nie odezwałem się słowem, że są identyczne, bo kto wie, czy byśmy w ogóle na imprezę dotarli. Najważniejsze, że luba była zadowolona. Czasem lepiej mieć spokój niż rację.

#UT3Yv

Gdy prowadzę dzieci do szkoły, na jednej z mijanych posesji zaczyna ujadać wielki owczarek niemiecki i rzuca się przy tym na płot, chcąc chyba pożreć przechodniów.

Dziś tak przestraszył mi córkę, że nie wytrzymałam, zatrzymałam się i zaczęłam tak na niego szczekać, że ten podkulił ogon, a dwaj panowie po drugiej stronie ulicy zaczęli bić brawo.
Sama nie wiedziałam, że potrafię tak głośno i zajadle szczekać...

#egrjc

Odnośnik do mojego wyznania #evhID. PART 3.

Trafił nam się klient-psychopata. Chwalił się, że jest prezesem banku takiego a takiego. Nawet nie zapraszały go tzw parasolki, tylko sam wszedł. Jego pierwsze żądanie? "Chcę trzy dziewczyny! Rudą, blondynkę i brunetkę!". No dobra. Ania, Kasia i Iza poszły. Jako że siedziałam w loży obok, wszystko słyszałam. Zaczęło się. Z góry wybaczcie za słownictwo, niestety jest niewyszukane.

- To co, piz*y? Od kiedy dajecie dupy w klubie? Pewnie nie skończyłyście nawet podstawówki, że tu musicie dupami świecić. Takie z was zera, że aż nawet nie jest mi was szkoda. Nawet butów nie dałbym wam wyczyścić. Dupa i cycki to nie wszystko co trzeba mieć, rozum też się przyda (tu się facet pomylił, bo każda z nich studiowała bardzo wymagające kierunki).

Taka tyrada trwała dobre 15 min.
Tancerkom, gdy siedzą z klientami, nie wolno mieć złego wyrazu twarzy. Niezależnie jakby koleś nas irytował, mamy się uśmiechać. Tak więc cała trójka siedziała z uśmiechami przyklejonymi do twarzy. Chwilę później klient zażyczył sobie pokoju z trzema, ale Izę chce wymienić na inną, bo ma zbyt głupi wyraz twarzy. Wybrał mnie.
W pokoju kazał się lać. Tak, kazał, żebyśmy go biły. Za barem jest jeden skórzany pas, on zdjął swój i we trzy na zmianę biłyśmy go po plecach. Okropne. Od uderzeń pojawiły się pręgi, które szybko nabiegły krwią. A ten się darł, że mocniej. Cóż, same przestałyśmy, za co zostałyśmy zwyzywane od najgorszych. Został grzecznie wyproszony.
Wspomniałam, że przez ten czas nie wypił nawet piwa? Był czysty jak łza. Nam za to kupował drinki ze "środka" karty.

Mój pierwszy zatarg z kierowniczką. Nie chciałam pójść na pokój. Powód? Klient. Arab. Po 40. Wyraźnie było widoczne, że nie ma równo pod sufitem. Po prostu się go bałam. Wyrazu twarzy, był straszny. Nigdy nie miałam nic przeciwko chorym umysłowo, ale naprawdę ten człowiek mnie przerażał. Czułam w środku jak wszystko mi się ściskało, gdy tylko na mnie spojrzał. Po raz pierwszy w życiu bałam się do takiego stopnia, że zbierało mi się na wymioty. I nie bez powodu. W pokoju wyciągnął paralizator. Nigdy nie przypuszczałam, iż uda mi się biec sprintem w szklankach. Musiało to wyglądać przekomicznie, lecz udało mi się schować w szatni. Została wezwana policja. Po sprawdzeniu dokumentów owego pana, okazało się, że delikwent przebywa w Polsce nielegalnie.
Od tamtej pory kierowniczka bardziej słuchała "nowej" w kwestii klientów. Niestety również była na mnie bardziej cięta.
Inne przypadki "ciekawych" klientów opiszę następnym razem.
Pozdrawiam!

#X5sEz

Wysłałam męża do sklepu na zakupy. Jako że byłam trochę po porodzie, mój kochany miał wziąć przy okazji synka na spacerek. W międzyczasie do wózka wrzuciłam ciepły, gruby kocyk. Wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że mąż zabrał sam wózek na spacer... Kiedy on wychodził, ja w sypialni ubierałam małego.
Jakie było jego zdziwienie, gdy opowiadał mi, że „Synuś cały czas spał i ani razu nie zapłakał”, a ja musiałam mu powiedzieć, jak pięknie „zajmuje się” syneczkiem.
Teraz trzy razy sprawdza, zanim wyjdzie z małym na spacer :D

#fwt5t

Gdy byłam mała, mój ojciec dużo pił, pracował, ale większość pieniędzy była przepijana. Z imprez w pracy wracał ledwo żywy, a weekendami zataczał się już w środku dnia. Mimo wszystko go kochałam i zawsze byłam córeczką tatusia. Potrafił spod ziemi wytrzasnąć pieniądze, żebyśmy mieli co jeść, mimo że nie potrafił nimi gospodarować. Gdy wracał ledwo trzymając się na nogach, przykrywałam go i zbierałam puszki.
Mając 6 lat, w takiej właśnie sytuacji niechcący dostałam z puszki – ojciec obrócił ręką i puszka z jego ręki przecięła mi lekko czoło. Rozpłakał się, przepraszając, choć ja nie uroniłam nawet łzy. Potem otrząsnął się lekko, przemył mi ranę i nałożył plaster.
Niedługo potem poszedł na odwyk. Nie pije już od jakichś 12 lat.

#nFTma

Historia można powiedzieć, wieloetapowa. Zaczęła się, gdy miałem 14 lat. Właśnie wtedy wyszła gra pod tytułem "Wiedźmin" na motywach powieści A. Sapkowskiego. Był to okres, kiedy ja, jak i wielu moich kolegów było tym motywem bardzo zafascynowanych. W moim przypadku owa "fascynacja" poszła krok dalej. Nie, nie przechodziłem Próby Traw, ani mutacji :P Ale zaczęły się wypady do lasu z drewnianym mieczem na plecach i próby upodobnienia się do Geralta pod względem walki bronią białą. Na początku głupie okładanie kijem czego popadnie. Z czasem uczenie się na pamięć wszystkich co łatwiejszych sekwencji walki z gry. Uważałem, że byłem w tym całkiem niezły. Ale czas mijał, poszedłem do liceum, matura, wybór studiów. Z młodzieńczej fascynacji pozostało czytanie jedynie książek i komiksów.

Zacząłem studia w Krakowie. Miasto, jak każdy wie, ma swoje wady i zalety. Oraz dzielnice, do których lepiej się nie zapuszczać w późnych godzinach.
Wracając do meritum. W czasie jednego z moich powrotów do akademika zostałem zaczepiony przez "ekipę przystankową". Standardowe pytania odnośnie upodobań piłkarskich, miejsca zamieszkania i tego, co robię w tym konkretnym miejscu. Z sytuacji uratował mnie tak na prawdę nadjeżdżający autobus, bo powiem szczerze, nie mam pojęcia, jak sytuacja mogła się rozwinąć.

Po tym incydencie kupiłem pałkę teleskopową. Do samoobrony. Okazja do jej użycia nadarzyła się jakieś 2,5 miesiąca później. Wracając z kumplem na akademik, trafiliśmy na podobną "ekipę". Oprócz typowej rozmowy, pojawiła się jeszcze jedna kwestia. Jeden z osobników wyciągnął, do tej pory schowany pod kurtką, kij baseballowy. Dał nam również do zrozumienia, że jeśli nie oddamy im portfeli i telefonów, to i tak sobie je zabiorą. Ale siłą. Wtedy, może chcąc w ten sposób na czasie, wyciągnąłem swoją pałkę. Liczyłem na to, że autobus nadjedzie, zanim dojdzie do nieprzyjemności. No cóż, przeliczyłem się... Uzbrojony osobnik uznał to za wyzwanie i od razu przystąpił do ataku. Wtedy stało się coś, czego nawet kumplowi później nie byłem w stanie wyjaśnić. Jakby machinalnie, tak po prostu sparowałem pałką nadchodzący cios. Następnie dwoma ruchami rozbroiłem napastnika i przechodząc do ataku, zdzieliłem go w żebra i ramiona. Jedyne, co zdążył zaskoczony wykrztusić, to "K*rwa, nie pisałem się na jakiegoś j*banego samuraja". Cała ekipa zmyła się szybciej, niż sam zdążyłem ochłonąć.
 
Kiedyś śmiałem się z mojej dziecinnej fascynacji. Po tej sytuacji doszedłem do wniosku, że ta "fascynacja", można powiedzieć, uratowała mi skórę...

#Q5IUH

Zacznę od tego, że nigdy nie byłam blisko z tatą. Tata był raczej osobą małomówną i rzadko okazywał uczucia. Nigdy jak byłam dzieckiem mnie nie przytulił, ale też były inne czasy i rola ojca nie była taka ważna.

Historia działa się już prawie 20 lat temu. Był koniec wakacji i był festyn w miejscowości, której mieszkałam. Miałam 18 lat i poszłam wraz z koleżankami się pobawić. W pewnym momencie poszłam do Toi-Toi. I w tym momencie zaczyna się historia.

Kiedy wyszłam, podeszło do mnie trzech chłopaków. Znanych u nas na wsi. Nie żadni bogaci, ale każdy ich kojarzył. Złapali mnie i pociągnęli za Toi-Toi, gdzie był las. Zgwałcili mnie. Co najgorsze kiedy mnie ciągnęli w las, widziało to co najmniej 5 osób. Nikt nie zareagował.

Wróciłam do domu, nie wiedziałam co mam zrobić. Wtedy przed domem był mój ojciec. Zobaczył mnie całą brudną w podartych ciuchach. Podbiegł, ja tylko powiedziałam "Zgwałcili mnie". Nic nie powiedział. Poszedł do domu i za chwilę wrócił z kluczykami do auta. Wsadził mnie do samochodu i pojechaliśmy na policję. I tam sprawa potoczyła się szybko.

Niestety to nie koniec historii, a moje piekło dopiero się zaczęło. Ludzie wytykali mnie palcami, krzyczeli, że zniszczyłam życie tym chłopcom idąc na policję. A najgorsza była moja matka. Kilka dni po wydarzeniu matka zrobiłam wielką awanturę, zwyzywała mnie i uderzyła, bo w sklepie ją wytykają. Powiedziała, że wstyd jej przyniosłam. Mój ojciec nie powiedział nic. Wstał i poszedł do swojego pokoju. Ja wyszłam przed dom cała zapłakana i siedziałam tak godzinę. Po godzinie wyszedł mój ojciec z torbami. Zapakował mnie do samochodu i pojechaliśmy na drugi koniec Polski w jego rodzinne strony. Kiedy dotarliśmy, tata opowiedział wszystko jego mamie. A ona zachowała się wzorowo. Przytuliła mnie i powiedziała, że będzie dobrze. Załatwili psychologa i opiekowali się mną. Przez rok walczyli, żebym się nie poddała. Byli w każdej chwili. Zawsze.
Z matką ojciec się rozwiódł.

Teraz pomagam dziewczynom, które przeszły to co ja. I ostatnio jedna powiedziała, że gdyby nie ja to, ta nigdy nie poszłaby na policję. Powiedziała, że powinnam opowiedzieć jak najwięcej osobom tą historię. Dlatego zdecydowałam się ją napisać tu. Gdyby nie ojciec, prawdopodobnie czułabym się winna. I wiem, że dużo kobiet obwinia siebie za gwałt. Jednak to nigdy nie jest winna kobiety! Nawet jeśli była nago! Mężczyzna to nie zwierze, umie zapanować nad pragnieniami! Chłopacy, którzy mnie zgwałcili dostali 6 lat.

#cnZra

Parę lat temu kupiłem cztery zakłady Dużego Lotka. Wylosowali moje sześć liczb. Kumulacja była podzielona na trzech szczęśliwców. Nie powiem wam, ile tego było, ale w każdym razie sporo.
Nie powiedziałem o tym nikomu. Nie wie tego moja żona, dzieci ani rodzice. Żyję jak żyłem. Ale pracuję mniej. Żona cieszy się, że awansowałem i mniej pracuję, a więcej zarabiam. Zadbałem, żeby dzieciakom w życiu niczego nie brakowało, ale i tak nikomu nie powiem... 
Takie anonimowe wyznanie.

#NowCZ

W życiu każdego szczęśliwego młodego mężczyzny nadchodzi ten doniosły moment, gdy kupuje gumki po raz pierwszy. Poszedłem więc  do dość kameralnej apteki, w której akurat nie było klientów. Poprosiłem panią farmaceutkę o opakowanie tychże lateksowych artefaktów. Wywiązał się dialog:
– Jakie pan sobie życzy?
– A obowiązuje panią tajemnica zawodowa?
– Tak.
– W takim razie... nie wiem. Kupuję pierwszy raz.

Tak profesjonalnego doradztwa w wyborze towaru nie doświadczyłem nigdy ^^.

#lNBhB

Dwa tygodnie temu wyszłam z psem na spacer do pobliskiego parku. Idę sobie spokojnie, kiwam pozdrowienia spotkanym znajomym, gdy nagle podbiega do mnie facet i zaczyna śpiewać „I want to break free” Queen. Wczuwając się w rolę, ściąga powoli bluzę, a następnie koszulkę. I tak śpiewa do połowy goły i wesoły. Ja w szoku, ludzie wokół w szoku. Rozglądam się, nie wiedząc co robić. Niedaleko widzę grupkę pokładającą się wręcz ze śmiechu i domyślam się, że to zapewne koledzy śmieszka. Decyduję się szybko ominąć delikwenta i stamtąd uciec, na co tamten zaczął śpiewać za mną „Zawsze pójdę w twoją strooonęę...”. Nie sprawdziłam, czy naprawdę to robi, tylko pognałam do domu. Potem sytuacja wydawała mi się zabawna, ale w tamtym momencie byłam w takim szoku...
Dzisiaj musiałam się udać do laryngologa. Była to moja pierwsza wizyta, lekarza nie znałam. Wchodzę do gabinetu. I kogo widzę? Polski Freddie Mercury we własnej osobie. Stwierdziłam, a co tam, pewnie i tak mnie nie pozna, ale wystarczyło jedno spojrzenie na mnie i twarz gościa zlała się purpurą. No i dopadł mnie atak śmiechu. On za to zaczął mnie przepraszać za swoje zachowanie i tłumaczyć się słabą głową i zakładem z kolegami. Powiedziałam, że nic się nie stało, lekarz też człowiek, ale przez całą wizytę nie mogłam przestać się śmiać.
Okazało się, że mam zapalenie ucha, za co mój lekarz mnie przeprosił, twierdząc, że to pewnie skutki jego koncertu. :D
Dodaj anonimowe wyznanie