#NE1qV

Moja mama podczas dzisiejszego obiadu sprzedała mi historię życia.

Przenieśmy się do czasów głębokiego PRL-u. Moja mama - młoda dziewczyna wtedy, lat ok. 21, postanowiła się udać ze swoją mamą na handel do ówczesnej Rosji. Wiadomo jak było, każdy dorabiał jak mógł. Wysoko ''cenionym'' towarem wtedy były... prezerwatywy.
I tak oto moja matula z plecakiem po brzegi wypchanym prezerwatywami szła wraz ze swoją mamą przez odprawę celną.

Celnicy dokładnie przeszukiwali każdego ''wycieczkowicza'', kolejka powolutku sunęła naprzód i w końcu nadszedł czas i na nią. Celnik sięga do plecaka i wyciąga długą taśmę kondonów, jedną z wielu. Zdumiony patrzy to na plecak, to na mamę i pyta ''Szto to?''. A ta agentka, żeby jej nie skonfiskowali całego plecaka, wypaliła z tekstem "Ja tyle potrzebuję''...

Puścili ją.
Sprzedała wszystkie.
Pozdrawiam Cię, mamo, ciekawe czym mnie jeszcze zaskoczysz...

#9owwy

Czerwcowe popołudnie, w sumie nawet bardziej wieczór. Siedzę sobie na ławeczce przy jeziorku, podziwiam zachód słońca, którego niemal nie widać przez te betonowe gmachy i uczę się z notatek na kolejny egzamin. W uszach słuchawki, skupiona na powtarzaniu - nie zdaję sobie sprawy z tego co się wokół mnie dzieje.

W takim stanie zostałam zaczepiona przez Sebka - ale nie takiego zwykłego Sebka. Nawróconego Sebka, który musiał być kiedyś punkiem, patrząc na ilość dziurek po kolczykach na całej twarzy - naprawdę całej. Ewidentnie za młodu zbłądził i teraz odnalazł właściwą drogę - wrócił do dresu. Podjechał do mnie od tyłu na rowerze i klepnął w ramię. Łatwo domyślić się mojej reakcji. No i teraz właściwa część historii.

Kiedy ja zastanawiam się, czy jest to typ Sebka z Anonimowych, który zaraz zaprosi mnie na pierogi ze zniżką albo poprosi, żebym sprawdziła ortografię w liście do jego mamy, czy też - o zgrozo - mam do czynienia z tym drugim typem, który chce bezzwrotnie pożyczyć mój telefon, najlepiej w gratisie z zawartością portfela - on wyciąga mi słuchawkę z ucha i pyta:
- Masz lustro?
- Słucham?
- Lustro! Kurwa, lustereczko! No nie gadaj, że nie masz! Jesteś kobietą!
- Nie mam... - miałam przy sobie mój zastępczy plecak, zawierający tylko niezbędne rzeczy, jak jedzenie.
- Kurwa. Ale masz okulary! Dawaj okulary!

Niewiele myśląc dałam mu okulary. Było mi ich szkoda - zwłaszcza że kupiłam je dopiero dzień wcześniej, po tym jak poprzednią parę (tego samego modelu) utopiłam przypadkowo w tymże jeziorze. Kiedy ja mentalnie godziłam się ze stratą, on przeglądał się w tych okularach, jak jakaś Zła Królowa ze Śnieżki, i klnie na czym świat stoi.
- Kurwa, cholerne muchy! No by je, kurwa... Uwierzysz?! Latają kurwy jedne gdzie chcą, samobójcy cholerni, a ty się potem z nimi męcz. No nie, nie no, cholera, kurwa mać nie mogę.
- Słucham?
- Cholerna mucha wpadła mi do oka! Kurwa, piecze, jakby ktoś mi gorącą oliwą oko mył! No kurwa, nie dam rady. Ej... - przestał przeglądać się w moich okularach i spojrzał na mnie - A wyciągnęłabyś mi? Serio, piecze jak cholera. Pomóż cierpiącemu.

No i wyciągnęłam. Okrzykom ulgi i euforii nie było końca.
Okulary oddał.
Za usługę zaoferował piwo z sześciopaka, które wiózł w koszyku.

#Xu1of

Mam syna – dwadzieścia wiosen, fajny facet, wraz ze swoją siostrą szczęście mojego życia i jego spełnienie. Z dorosłą już (metrykalnie) dzieciarnią mamy układy bardziej przyjacielskie niż relacje ojciec – dzieci.

I dzisiaj Młody wyznał mi deko szokującą rzecz.
Ze swoją dziewczyną są od ładnych kilku lat. Miłość jak bambosz, fajna relacja, fajny związek. Ona gdzieś na weekendowe szkolenie wybyła, Młody pojechał swojej, jak twierdzi, przyszłej teściowej, pomóc w typowo męskich domowościach – ogród, tu przykręcić, tam odkręcić. „Teściowa”, by Młodego nie wypuszczać po całym dniu, zrobiła jakąś świetną kolację, winko, po winku mocniejsze napitki i w efekcie Młody obudził się obok „Mamusi” – zadowolonej, dopieszczonej i uśmiechniętej.

I cholera, po raz pierwszy w moim prawie pięćdziesięcioletnim żywocie zwiesiłem żuchwę tak, iż nie wiedziałem co Młodemu powiedzieć. Mózgownica mi się sfilcowała...

#6TiVd

Ostatnio czekałam na kumpelę w pobliżu fontanny, przy której bawiły się dzieci w wieku ok. 7-8 lat. Wokół nie widziałam żadnych dorosłych osób, pewnie mamusie miały lepsze zajęcie niż doglądanie "pociech". Zabawa dzieci polegała na wrzucaniu kamieni do fontanny. Fontanna spód pomalowany miała na niebiesko, w związku z tym kamienie wyglądały w niej koszmarnie.

W pewnym momencie nie wytrzymałam, podeszłam do chłopczyka i wyszeptałam mu do ucha:
- Jak będziesz wrzucał kamienie do fontanny, to przyjedzie policja i cię zamkną do więzienia - i jak gdyby nigdy nic stanęłam i wypatrywałam koleżanki.

Chłopiec pobladł i powiedział coś na ucho dziewczynce. Przez kolejne 20 minut ich zabawa polegała na wyciąganiu kamieni z fontanny :)
Jestem złaaa! :)

#PCQ3u

Mając około 4-5 lat musiałem iść do przedszkola (decyzja pracujących rodziców i babci, która miała mnie dosyć).
Oczywiście nie chciałem tam chodzić i swoją niechęć wyrażałem w bardzo dojrzały i sprytny sposób. Nie płakałem jak inne dzieci, nie dostawałem ataków histerii czy tym podobne. To ja doprowadzałem innych do takich stanów.
Na przykład, kiedy ostatni raz do przedszkola odprowadziła mnie mama, zamiast całusa na pożegnanie ze smutną miną zadałem jej pytanie: „Czy ty mnie jeszcze kochasz?”, po czym odwróciłem się i dołączyłem do grupy.
Po jakichś 15 minutach mama zabrała mnie z przedszkola i nigdy tam nie wróciłem. Ciekawe czemu jej makijaż był cały rozmazany...

#RS6oY

Jestem programistą i freelancerem (B2B). Około rok temu duża firma poligraficzna zaoferowała mi (i kilku innym freelancerom) możliwość uczestniczenia w stworzeniu nowego produktu. Oni powiedzieli, co chcą a my mieliśmy znaleźć rozwiazanie. Było to dość złożone zadanie, znacznie wykraczające poza możliwości tej firmy, ponieważ łączyło w sobie elementy automatyzacji, przetwarzania obrazu i systemu eksperckiego. Ponieważ nie byli pewni, czy podołamy temu zadaniu, zaproponowali nam "okres próbny". 


W tym czasie zaoferowali wynagrodzenie znacznie niższe niż za zwyczaj (wszyscy jesteśmy specjalistami). Obiecali jednak, że jeśli się sprawdzimy, to pod koniec okresu próbnego założona zostanie nowa firma, w której otrzymamy udziały i wynagrodzenia zostana podniesione ponad wartość średnia. Miało to stanowić zachętę do związania się z firma na stale by zachować "how-know". 


Poszło lepiej niż się spodziewałem. Po sześciu miesiącach pracy, dla managerów firmy projekt zaczął się nawet wydawać banalnym, wręcz prostym. "Pierwotna" umowa wygasła pod koniec kwietnia. W ciągu ostatnich kilku tygodni staraliśmy się wyegzekwować obietnice, a oni nas zbywali. Ostatecznie stwierdzili, ze o nowej firmie i udziałach mowy nie ma. Jedyne co zaproponowali to przedłużenie umowy na starych warunkach i symboliczną premię. Nie zgodziłem się. Inni też nie. 


Właśnie dostałem błagalnego meila bym wrócił do pracy a warunki ustalimy... za pare tygodni, bo podobno szef szefów jest obecnie nieuchwytny. Obiecali "znaczącą" podwyżkę. Tak, proszą bym wrócił do pracy, na "słowo", BEZ UMOWY, w firmie która nie dotrzymuje obietnic!

#eQ8gy

Zgodziłem się przygarnąć na jakiś czas siostrę mojej żony wraz z jej córką pod swój dach. Kobiecie wybitnie nie ułożyło się w życiu. Problem w tym, że ten jakiś czas trwa już za długo, a jej dziecko nie dość, że jest niewdzięczne to jeszcze zatruwa mi życie. Mam ciche dni z żoną, bo kazałem jej rozmówić się z siostrą jeszcze w tym tygodniu żeby wynieśli się do końca maja, a jeżeli tego nie zrobi, to ja im to powiem mniej kulturalnie, a potem je po prostu sam spakuje i wyprowadzę. 


Wszystko mnie już drażni w tym dziecku. Cały czas biega, krzyczy, chce głośno muzykę, robi po złości i akurat chce do toalety kiedy ja się kąpie. Jeszcze nie wybuchłem, ale już jestem bliski. Muszę się chować we własnym domu z jedzeniem słodyczy i chipsów, ciagle chorujemy z żoną, bo ta mała coś przynosi z przedszkola. Nie dość, że wydaje na leki, to musiałem 2 razy iść na l4 za które dostałem 80% wypłaty i urypali mi dwie nagrody kwartalne. 


Rachunki też gwałtownie podskoczyły i oddaje nam niewspółmiernie do tego o ile podskoczyły. Musiałem gdzieś to z siebie wyrzucić. Tracę do tego wszystkiego cierpliwość.
Dodaj anonimowe wyznanie