#jCQro

Od wielu lat nie jem zwierząt... Szkoda mi tych wszystkich świnek, z których powstają schabowe. Tych krówek, którymi ochoczo zajadacie się w Maku. O koniach i królikach już nie wspominając. Nawet ryb mi szkoda. One wszystkie mają uczucia i potrafią być słodkie...

Poza kurczakami. Nienawidzę ich. Głupie ptaszyska... Wychowałam się na wsi i kury zawsze mnie obrzydzały. Te ich okropne kupy na trawniku, niczym miny, atakujące w najmniej oczekiwanym momencie. Ich pianie wczesnym rankiem, które zawsze przerywało mi sen. Jednak, same kury mają po prostu ptasi móżdżek. Jedyne, co robią, to dziobią ziarenka... Albo siebie nawzajem. Na własne oczy widziałam, jak pewna kwoka znalazła udko w misce psa, po czym zaprowadziła do niego koleżanki. Niewzruszone, spałaszowały je.

Uważam je za gorszy gatunek, dlatego z przyjemnością je jem. Ludziom tłumaczę, że niestety muszę jeść kurczaka ze względów dietetycznych. Ale nikt nie wie o moim sekrecie... Poza Wami :)

#qZG1g

Rozmawialiśmy ostatnio w pracy o różnych wpadkach i przypomniała mi się sytuacja sprzed lat.
Kiedyś byłam na praktykach w hotelu w Świnoujściu (hotelarstwo), gdzie ponad 90% gości to byli nasi sąsiedzi zza zachodniej granicy. Jako że kucharz zmieniał pracę i był na wypowiedzeniu, to miał już robotę w głębokim poważaniu.
Jednego dnia akurat podaliśmy obiad, wszystko w formie bufetu. Goście już jedzą, wszystko gra. Kucharz donosi na salę kotlety mielone. W tym momencie widzi, jak jakaś babcia grzebie w bemarze i w najlepsze kroi sobie pół kotleta. Pewien, że to jakaś Niemka, wkurzony mówi pod nosem: „Kurważ, ty pindo cholerna, weź całego kotleta, weź pindo całego”. W tym momencie babcia odwraca się do niego i mówi: „Ale ja nie chcę całego...”.
Do końca pracy unikał tej kobiety jak ognia :D

#osqGp

Jestem złym człowiekiem. Siostra wieloletniego partnera zawsze za krzywkę wbijała się do mnie do gabinetu z jakimiś pierdołami "bo ona jest dwa dni przed okresem i dlaczego nie wyszły jej jeszcze przyszcze" albo maltretowała mnie podczas spotkań rodzinnych, że mam sprawdzić jej pieprzyki. Maści, recepty, darmowe konsultacje, a czasem i nawet zabiegi (współpracuje z kosmetologami) aby na doczepne się jej pozbyć. Kiedyś jednak trafiła mi na humor.

Miałam akurat wyjść z pracy i oto jest królewna z jakąś sprawa najwyżej wagi czyli widoczna już lwią zmarszczką. Byłam głodna i zmeczona, a jej nie dało się grzecznie spławić więc posunęłam się do zrobienia jej lasera ablacyjnego. Nie było żadnych przeciwwskazań oprócz jednego: sesji fotograficznej na drugi dzień. Zapewniłam ja że wyjdzie tylko delikatny rumien i zrobiłam jej zabieg na wysokich parametrach (ale nie na tyle by zrobić jej krzywde). Bardzo mocno uszkodziłam jej naskórek, a zabieg robiłam bez znieczulenia bo "będą lepsze efekty". Krzywiła się z bolu, a jej skóra kolorem przypominała dorodnego buraczka. Kratka na skórze wyglądała też bajecznie. Całą była usłana brązowymi kropeczkami. Oczywiście, wszystko zeszło w ciągu tygodnia ale jej miny po zabiegu nigdy nie zapomnę.

Już nigdy więcej do mnie nie przyszła.

#phHE1

Gdy byłam w drugiej klasie liceum, pojechaliśmy na wycieczkę do Hiszpanii. Razem z moimi kochanymi głupkami złożyliśmy się na boski napój - wódkę. Zostałam wybrana do jej transportu. Przelałam więc cały alkohol do butelki po wodzie. Wsadziłam ją elegancko do plecaka na podróż, a później miałam zostawić w autokarze.

Niestety, pomyliłam butelki. Na zwiedzanie Barcelony zabrałam ponad litr czystej.
Po pewnym czasie oczywiście zachciało mi się pić. Cierpiałam wtedy na intensywny katar alergiczny, w związku z czym straciłam smak i węch. Nie wyczułam więc, że wzięłam kilka duuużych łyków wódki.
Problem zaczął się dwadzieścia minut później, kiedy poczułam, że jestem wstawiona.
Panika! Wywalą mnie ze szkoły!
Do końca życia nie zapomnę mojego zwiedzania Sagrada Familia.
Połowa klasy mnie ogarniała i pilnowali, żeby żaden z opiekunów nie zauważył.

Misie, jeśli to czytacie, wiedzcie, że was kocham i dziękuję za pomoc, a wam, Anonimowi, radzę oznaczać butelki lepiej niż ja.

#QsF4s

Muszę wyrzucić swoją frustrację.

Zlikwidowałem sklep z odzieżą, zostało mi dużo towaru. Chcę się tego jak najszybciej pozbyć, nawet za darmo. Zadzwoniłem do kościoła - nie przyjmują, do domu dziecka - nie przyjmują, zadzwoniłem do jakiejś akcji charytatywnej dla dzieci z Afryki - od rana cisza.

Niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że ludzie patrzą tylko na siebie, nic od siebie nie dając, olewają charytatywność. Zjadę go z góry na dół. Jest w cholerę akcji typu "pomóż", ale jak się okazuje, jedynie finansowo. To jest bezczelne. Tak jak zdarzają się bezdomni "daj pan złotówkę na bułkę", a jak mu tę bułkę przynosisz, to ją wyrzuca do kosza.


OK, lepiej mi, że się tym podzieliłem.

#zzQDP

U mnie w domu nie ma i nie było nagości. Nikt z domowników nie przechodzi z łazienki do swojego pokoju nago czy nawet w samej bieliźnie.

Tak zostałem wychowany i tak wychowuję swoje dzieci. Nie obnosimy się ze swoją nagością i tyle. Pamiętam jednak sytuację, która trochę mnie zaskoczyła i nie ukrywam, że zrobiłem wielkie oczy (dosłownie). 

Jakiś czas temu przyjechała do nas na wakacje córka mojej szwagierki. Dziewczyna w wieku naszego starszego syna, czyli 13 lat. I podczas wypadu nad jezioro, siedziałem sobie na leżaku przed namiotem.

Co jakiś czas patrzyłem na wodę, gdzie była żona z dzieciakami. Aż w pewnym momencie, zobaczyłem „naszą wczasowiczkę”, która przyszła na kocyk i zaczęła się przebierać. Ale nie tak, jak by to zrobiła moja żona czy dzieci, zwłaszcza przy obcej osobie, jaką dla niej byłem.

Ona, bez jakiegokolwiek zawstydzenia, zdjęła strój kąpielowy i zupełnie goła, kilka metrów ode mnie, zaczęła się wycierać. Mnie aż zatkało.

Ja rozumiem, gdyby to było małe dziecko. Ale ona już dojrzewała. Dojrzewająca pannica, a bez świadomości, że tak nie wypada. Gdybym ją przez przypadek zobaczył nago, to OK, ale ona schylała się po ręcznik, stojąc do mnie tyłem, przecież wszystko jej było widać.

Jakbym jej nie znał i nie wiedział, że to mentalnie jeszcze dziecko, to bym pomyślał, że mnie kokietuje.

Była to bardzo dziwna i niezręczna sytuacja. Tym bardziej, że nie jestem przyzwyczajony do takiej swobodnej nagości.

#8Q0hI

Ogólnie to jestem dosyć spokojnym człowiekiem. Mało jest rzeczy, które potrafią mnie wyprowadzić z równowagi. Jestem z dziewczyną od dłuższego czasu i denerwuje (chociaż nie wiem czy tak to nazwać) mnie jedna bardzo potrzebna dla kobiet rzecz - ginekolog.
 
No niby normalna rzecz i wgl, ale jak myślę że jakiś obcy gościu czy tam kobieta, zagląda jej w miejsce, do którego ja przez bardzo długi okres czasu (nie przeszkadza mi to żeby nie było) nie miałem dostępu. Nie wiem czemu, ale po prostu w jakimś sensie jestem zazdrosny o tak bardzo ważną w życiu kobiet rzecz.

Takie tam wyznanie, leżało mi to za bardzo na sercu...

#VljRP

Jestem jedynaczką od dziecka przyzwyczajają do dobrego życia (wiadomo, bez wielkich szaleństw ale na poziomie). Wszystko zmieniło się w wieku 14 lat kiedy tata uległ wypadkowi w pracy i musiał przejść na rentę. Jako klasyczny prywaciarz, odprowadzał najniższe składki. Firma padła, a pensja zmalała kilkukrotnie. Trzeba było zaciskać pasa i skończyły się rozrywki, ciuchy i wakacje.

Od tamtej pory miałam jeden cel: aby osiągnąć sukces w życiu zawodowym. Poszłam w zawód średnio opłacalny z pasji. Bardzo dobrze zarabia tutaj może 2% całej branży ale uparłam się. Zamieszkałam z narzeczonym i pracowałam ciężko aby osiągnąć coś w branży, a ostatecznie otworzyć własną działalność. Kiedy co rok zmieniłam pracę aby rozszerzać kompetencje, wszyscy się ze mnie śmiali, że roboty nie potrafię utrzymać. Kiedy przejmowałam dodatkowe obowiązki w postaci social mediów bez podniesienie pensji, tylko po to, żeby zdobyć doświadczenie, nawet znajomi nazywali mnie frajerka. Mój facet pukał się po głowie kiedy za własne pieniądze jeździłam na szkolenia bo po co. Albo pytania czemu zmieniam pracę skoro dobrze mi płacą i szefostwo jest spoko. Przecież można być w jednej firmie do emerytury. Za każdym razem się bałam zmieniać posadę, ale z czasem weszło mi to w nawyk i wieku 27 lat pięciokrotnie zmieniałam stanowisko ucząc się nowych rzeczy. Mój facet siedział za to na ciepłej posadce i się nie wychylał, gdy ja otwarcie mówiłam szefostwu, że jestem niezadowolona z pensji i chce podwyżki bo dostałam lepszą ofertę, nawet jej nie mając w zanadrzu. Każdy ale to każdy mnie dołował, zniechęcał, krytykował. Wszyscy mówili, że jestem głupia tak ryzykując i praca w dobie kryzysu to skarb.

Ostatecznie, dobrze na tym wyszłam. Nie osiągnęłam jeszcze wymarzonych zarobków, ale na wypłatę mam 4 razy więcej niż partner. Wróciłam do poziomu życia przed ukończeniem 14 roku życia.

Wiem, że to zabrzmi banalnie ale nie słuchacie nikogo. Nawet najbliższych. Róbcie to, co uważacie za słuszne, nawet jeśli przyjdzie Wam tego pożałować. To, że inni się boją, nie znaczy, że i Wy powinniście. Walczcie o siebie. O swoje dobro i marzenia. Zdaje sobie sprawę, że nikt nie podcinał mi skrzydeł z zazdrości, tylko raczej z troski, ale to nieważne. Najważniejsza osobą w swoim życiu jesteś TY.
Dodaj anonimowe wyznanie