#8uhoZ
W szkole byłam najbrzydszą dziewczyną - dlatego, że byłam gruba.
Do 16 roku życia NIGDY nie zdarzyło się, żeby ktoś mnie podrywał lub żebym podobała się chłopcom. Wręcz przeciwnie, spotykały mnie uszczypliwe uwagi, przykrości związane z moim wyglądem. Byłam jedną z tych dziewczyn nazywaną "ta gruba".
Wszystko zmieniło się w wakacje przed pójściem do liceum. W dwa miesiące schudłam 10 kilogramów i wyładniałam. Jak? Nie wiem.
Stało się to samo, nie zmieniałam trybu życia. Zaczęłam prostować wtedy włosy i malować się. Ludzie zaczęli mówić mi jaka jestem piękna i traktowali mnie inaczej. Nie mogłam się opędzić od adoratorów i nowych koleżanek.
Nowa sytuacja była dla mnie totalnym szokiem. Zaczęłam uwielbiać swoje życie i wychodzenie do ludzi. Wszędzie słyszałam komplementy, a każdy chłopak chciał mój numer. Można powiedzieć, że odbijałam sobie towarzysko wszystkie poprzednie lata.
Trwało to dwa miesiące. Po tym czasie poznałam chłopaka, który starał się o mnie jak nikt inny. Był o trzy lata starszy i taki wspaniały. Podobało mi się w nim wszystko, jednak byłam niedostępna, ponieważ chciałam jeszcze się nacieszyć tym powodzeniem. Chłopak nie dał za wygraną i stawał na głowie, żebym zgodziła się z nim być. Wpadłam, totalnie zatraciłam się w "pierwszej miłości". Gdy już zakochałam się po uszy, mój ukochany oznajmił mi, że wyjeżdża z rodziną do Niemiec. Miałam poczekać na niego trzy lata, aż skończy szkołę i wróci, aby na zawsze być ze mną. Brzmi fajnie?
Ślepa i już zakochana ja, oczywiście się zgodziłam. Na moje nieszczęście, oprócz tego, że był starszy i lepiej wykształcony, to jeszcze po mistrzowsku mną manipulował. Spędziliśmy razem pół roku przed jego wyjazdem, a on potrafił mną tak zakręcić, że tańczyłam dokładnie tak jak mi zagrał.
Tym sposobem spędzaliśmy godziny na rozmowach na Skypie i telefonie. On nie miał znajomych i nie wychodził - więc ja też musiałam.
Każdy mój bunt kończył się jego samookaleczeniem i wysyłaniem mi fotek zacięć jako dowodu. Poświęciłam się tej relacji, siedząc godzinami i wysłuchując jego problemów, wspierając go itp.
Z życia nie miałam nic - zero znajomych, wychodzenia, wycieczek, doświadczeń. Po prostu szkoła i dom oraz on na Skypie. Widywaliśmy się raz na pół roku. Podczas spotkań zachowywał się dziwnie. Oczywiście go usprawiedliwiałam.
Minęły trzy lata. I co? I jeszcze rok, bo dodatkowy dyplom z czegoś tam.
No pewnie! Co to tam ten rok dla mnie, jak już trzy minęły. W końcu to tylko rok, a my zamieszkamy razem i będziemy szczęśliwi.
Do samego końca mnie zwodził.
Trzy miesiące przed obiecanym rokiem ze mną zerwał. Powód? Nie rozumiem go.
PS. Dowiedziałam się od jego kumpla, że gdy ja czekałam, on miał tam dwie dziewczyny. Prawie nikt o mnie nie wiedział.
To, że nie miał znajomych i nie wychodził powinno być pierwszą czerwoną flagą. To, że oczekiwał tego samego od Ciebie - drugą. Samookaleczanie w ramach szantażu - trzecią. Wysłuchiwanie (z wyznania wynika, że mocno jednostronne) godzinami jego problemów - czwartą. Dziwne zachowania podczas spotkań - piątą. To, że Cię nigdy nie zaprosił do Niemiec (halo, peerel się skończył dobre parę lat temu) - szóstą. Coś przegapiłam?
Już wiem, co przegapiłam. Wygląd się zmienił, ale w środku nadal jesteś tą nieatrakcyjną dziewczyną, która nie wierzy, że ktoś się może nią zainteresować. Zamiast zorientować się, że teraz Ty rozdajesz karty - poddałaś się. Zewnętrze to dużo, ale wnętrze jest ważniejsze.
Cierpliwość to musisz mieć ze stali, skoro tyle wytrzymałaś w czymś tak toksycznym...
Pozdrawiam
To nie cierpliwość, to naiwność i brak rozumu.
Przepraszam, ale po prostu muszę to napisać. Czy to naprawdę coś aż tak dziwnego, że szesnastolatka nigdy nie była podrywana lub adorowana? Szczerze mówiąc, aktualnie jestem w liceum i mam kilku kolegów, z którymi uwielbiamy razem spędzać czas, ale żaden nigdy mnie nie podrywał, a ja wcale nie czuję się przez to gorsza czy brzydka. Zresztą naprawdę spora część moich znajomych jest w tej samej sytuacji. Czy to jest serio wyznacznik "fajności" dziewczyny, czy i ilu ma adoratorów?
sama pierwszego chlopaka mialam pomiedzy 16 a 17 rokiem zycia
Jest to jakiś wyznacznik, ale jeśli jesteś np w typowo babskiej klasie, czy w pracy typu babiniec, to trudno oczekiwać adoracji na każdym kroku.
To można Ci pogratulować zdrowego rozsądku Ellisie. Niestety dla dziewczyn, które poczucie własnej wartości budują wyłącznie na podstawie akceptacji innych jest to rzeczywiście wyznacznik faności. Ale to błędne myślenie. Też zwróciłam na to uwagę, jaką tragedią było dla autorki brak zainteresowania ze strony chłopaków. I to jak ją uszczęśliwiło to, że w końcu i ją zaczęli podrywać. Dla kogoś ze zdrowym poczuciem własnej wartości nie będzie to miało takiego znaczenia
Ellisie, zastanów się trochę i nie mierz wszystkich swoją miarą. Piszesz, że masz kolegów, czyli interesują się z jakiś względów Tobą. Autorka, nie dość, że nie miała kolegów nawet w sensie czysto koleżeńskim, to dodatkowo gnębili ją i poniżali. Więc bardziej nie chodzi tu o sam fakt podrywania, a stosunek mężczyzn do niej. Bo wybacz ale przeciętna niepodrywana nastolatka, nie przechodzi piekła jak gruba, odtrącana nastolatka.
Lepiej nie wzbudzać żadnego zainteresowania, niż wzbudzać, ale negatywne. Proste.
Ellisie, też na to zwróciłam uwagę.
Z jednej strony taka odrzucona nastolatka ma zwyczajnie przerąbane. Z drugiej trochę dziwnie mi czytać o tym, że każdy chłopak chciał jej numer i odbiła sobie poprzednie lata.
Bycie nastolatką jest trudne :).
Masakra jakaś jesteś naiwna. Mogłaś zaproponować odwiedziny albo koniec końców odejść bo to dramat... Związek i to tak toksyczny na odległość. Facet ma dobrą metodę żeby nawet z daleka mieć Cię w garści.
Jak to był jej pierwszy związek to wcale jej się nie dziwię że była naiwna. Młode dziewczyny z brakiem doświadczenia międzyludzkiego i z niskim samopoczuciem przez większość swojego życia są idealnymi ofiarami dla manipulatorów.
Wielki człowiek, idealista z własną koncepcją życiową. Zasługuje na kogoś lepszego niż ty.
Racja, uważam, że to co zrobił to było mistrzostwo. Postawa godna podziwu i naśladowania!
Może brzmi to niezbyt przekunująco, ale przed 20 to jeszcze nie są najlepsze lata. Głowa do góry.
Czyli nie byłaś brzydka, tylko przy kości. Znam z otoczenia przypadki takich pulpetów, które po schudnięciu zostawały modelkami, więc wiesz. Najgorzej jak oprócz kg nie zgadza się twarz. Takie pechowe kombo. I tu już rzeczywiście jest problem.
Jak na moje oko to pewnie była po prostu zaniedbana + brak pewności siebie. Znam naprawdę "dużą" kobietę, ma męża, dzieci, znajomych. Ale zawsze jak ją widzę to jest czysta, lekko pachnąca perfumami i ładnie umalowana.
znam przypadki takich dziewczyn, ktore sa ladne i przebojowe pomimo swojej wagi, a nie siedza jak myszy w kacie
Dla mnie jak jest gruba i ma ładny ryj, to nie brzydka tylko po prostu - ładna, ale przy kości. Bo te rysy jednak przebijają się przez tłuszcz i widać, że jakby taka laska schudła, to byłaby zajebista. Są chłopy, które polują na takie zakompleksione, ładne grubaski - łatwy cel, potem im wbijają poczucie winy za bycie grubą, oczekują wdzięczności za zainteresowanie i wejście w związek i te zaczynają się odchudzać, żeby dogodzić panu.
Pewność siebie zawsze na + przynajmniej nie padnie się wtedy ofiarą takiego durnia.
Zastanawian się Wrath1, jakie masz kompleksy, skoro nazywasz grube osoby pulpetami, a o kobiecych twarzach, mówisz ryje. Oświecisz mnie? To i tak anonimowe, a jak się wygadasz, może nie będzie w Twoich komentarzach tyle chamstwa :)
Taki styl pisania, no offence. Akurat jestem ostatnią osobą tutaj, która ma zamiar kogokolwiek gnębić za tuszę, wygląd itp. Mi też się kiedyś dostawało, więc wiem z czym to się je.
No ja miałam to szczęście być dziewczyną z tą kombinacją. Twarz nie taka, waga nie taka. No dramat.
I to jest cholerna ślepa uliczka. Bo po co się odchudzać jak twarz zostanie? Nie maluję się do tej pory, bo przegapiłam moment na nauczenie.
Do tego jeszcze dodać nieśmiałość to już w ogóle ciężko wyjść z życiowego impasu.
Jak moja koleżanka - mówi, że motywację do odchudzania ma tylko wtedy, gdy pojawia się jakieś nikłe zainteresowanie ze strony faceta.
Jak trochę schudnie to się czuje lepiej ze sobą, jest pewniejsza siebie, więcej się uśmiecha i sprawia wrażenie sympatyczniejszej i ładniejszej. Tylko zawsze potrzebuje tego koła zamachowego w postaci zainteresowania, a ciężko wzbudzić zainteresowanie jak się chowa przed światem?
Titanic, na schudnięcie nie jest za pozno, na naukę robienia makijażu tak samo, a może nawet tym bardziej. Przecież to wszystko wiesz, nie muszę Ci tego mówić ani Cię uczyć niczego chyba :)
@titanic no i takie sytuacje są bardzo dobijające, człowiek się stara, katuje dietami, a na koniec z brzydkiego pulpeta robi się brzydki niepulpet (to akurat ogólnie mówię, nie że do Ciebie). No ale plus taki, że zmniejsza to jakoś ryzyko chorób, cukrzyca, nadciśnienie itp.
Ja trochę rozumiem dlaczego tak się stało, że czekałaś i dałaś się tak zmanipulować - tych lat kiedy byłaś najbrzydsza nie przepracowałaś. Wydawało Ci się, że nowa twarz i popularność zmieniły Twoje życie. Zmieniły tylko po wierzchu. Jak makijaż zmienia twarz ale nie zmienia człowieka. W środku nadal byłaś lub jesteś tą, której nikt nie chce itd. On doskonale to wyczuł i wykorzystał. Musisz pracować nad sobą.
niestety, facet manipulator a ty zignorowalas sygnaly ostrzegawcze takie jak izolacja od znajomych, zabranianie wyjsc czy szantazowanie zrobieniem sobie krzywdy
juz wtedy powinnas byla go w dupsko kopnac
wyciagnij wnioski, wiesz, jak to jest byc pewna siebie, przezyj swoja zalobe i wroc do normalnego zycia
mam nadzieje, ze bedziesz wyczulona na rozne takie sygnaly i w przyslzosci nie dasz sie wkrecic, a trafi ci sie jakis fajny facet :)
Jezuu jakie to smutne :(( szkoda że czasu nie cofniesz